Skrzyp, skrzyp, skrzyp.

To był dźwięk mojej byłej współpracowniczki, pielęgniarki nocnej zmiany imieniem Sarah, uderzającej markerem suchościeralnym w tablicę w sali nr 4 szpitala Northwestern Memorial. Minęło dwadzieścia osiem godzin od mojego porodu. Ciekło ze mnie z każdej strony, miałam na sobie siateczkowe majtki, które równie dobrze mogłyby służyć za spadochron, i funkcjonowałam przy niemal zerowej ilości snu.

Nadal nie wybraliśmy imienia.

Sarah spojrzała na mnie z tym specyficznym rodzajem klinicznego współczucia zarezerwowanego dla matek po raz pierwszy. „Nie spieszcie się” – powiedziała. Kłamała jak z nut. Kiedyś wykonywałam jej pracę, więc wiem na pewno, że po prostu musiała złożyć dokumenty wypisu przed poranną zmianą.

To dokładnie ten moment, w którym teoretyczne ćwiczenie z wybierania tożsamości dla dziecka staje się przerażająco prawdziwe. Spędzasz dziewięć miesięcy na debatowaniu nad sylabami i nagle patrzy na ciebie ponad trzykilogramowy człowiek, całkowicie obojętny na to, że za chwilę trwale nadasz mu etykietę na resztę jego życia.

Kiedy patrzysz, jak ludzie teraz nazywają swoje dzieci, masz wrażenie, że każdy próbuje dokonać niemożliwego. Chcemy czegoś wyjątkowego, ale nie dziwacznego, znajomego, ale nie oklepanego. Cała ta koncepcja imion dla dzieci to pole minowe milenialskiego niepokoju owiniętego w otulacz.

Koszmar imion wielokulturowych

Słuchajcie, znalezienie imienia jest już wystarczająco trudne nawet bez dorzucania do tego dyplomacji kulturowej. Bycie hindusko-amerykańską rodziną mieszkającą w Chicago oznacza, że funkcjonujecie według dwóch zupełnie różnych zestawów prawodawstwa imiennego. Imię musi być łatwe do odczytania przez nauczyciela na zastępstwie w Illinois, ale musi też być idealnie wymawialne dla ciotecznej babci w Delhi.

Diagram Venna dla tego przypadku jest niewiarygodnie mały. Obejmuje właściwie tylko imiona Neil i Maya. I to by było na tyle.

Popełniliśmy absolutnie szkolny błąd, dzieląc się naszą wstępną listą z moją matką. Nie róbcie tego. Po prostu trzymajcie język za zębami, aż atrament na akcie urodzenia całkowicie wyschnie. Moja mama rzuciła tylko okiem na naszą starannie wyselekcjonowaną listę i zaczęła wetować pozycje na podstawie dalekich krewnych, których nawet nigdy nie poznałam.

Pisała mi wiadomości w stylu: „Beta, nie możesz dać mu Rohan, pies sąsiada twojego kuzyna z drugiego pokolenia nazywa się Rohan”. Każda jedna opcja musiała przejść test ciotek. One znajdą wadę we wszystkim, yaar. Kiedy dziecko faktycznie się urodzi i oddycha przed nimi, nigdy nie odważyłyby się skrytykować imienia prosto w twarz. Ale kiedy to tylko koncepcja na kartce papieru, wszystkie chwyty są dozwolone.

To było wyczerpujące. Byłam już wystarczająco wykończona samą próbą utrzymania odpowiedniego poziomu żelaza.

Ubieranie bezimiennego ziemniaczka

Podczas tych trzydniowych negocjacji nad tym, jak go nazwać, nasz syn funkcjonował na wszystkich opaskach medycznych po prostu jako „Chłopiec Patel”. Te wczesne, bezimienne dni spędził w Niemowlęcym Body Bez Rękawów Z Bawełny Organicznej, które spakowałam do swojej torby szpitalnej.

Wzięłam to konkretne body od Kianao, ponieważ doskonale wiem, co przemysłowy szpitalny proszek do prania robi ze świeżą skórą noworodka. Widziałam wystarczająco dużo kontaktowego zapalenia skóry na oddziale pediatrycznym, by mieć głęboką paranoję na punkcie syntetycznych materiałów. To body to tylko bawełna organiczna z odrobiną stretchu, ale zasadniczo uratowało to moje zdrowie psychiczne.

Kopertowe wykończenie ramion sprawiło, że kiedy w drugim dniu przydarzyła mu się prawdziwie katastrofalna awaria pieluszkowa, mogłam zdjąć całe ubranko w dół przez nogi. Jeśli kiedykolwiek próbowaliście ściągnąć zabrudzony ciuszek przez głowę krzyczącego noworodka, rozumiecie, dlaczego to takie ważne. Praktycznie nie ściągaliśmy z niego tego body. Nie mieliśmy pojęcia, jak ma na imię, ale przynajmniej było mu wygodnie. Skończyło się na tym, że zamówiłam przez telefon sześć kolejnych sztuk, karmiąc go o drugiej w nocy.

Epidemia podmieniania samogłosek

Kiedyś myślałam, że jestem odporna na trendy. Potem spędziłam cały trzeci trymestr scrollując aplikacje z imionami, podczas gdy mój mąż pytał, czy nie moglibyśmy pójść na kompromis i nazwać dziecka po prostu Dave. Zauważyliśmy ogromny wzrost popularności starodawnych, arystokratycznych imion. Nagle wszyscy w naszej okolicy dają swoim niemowlakom na imię Arthur, Silas czy Maeve, skrycie mając nadzieję, że dziecko wyskoczy w tweedzie i z zegarkiem kieszonkowym w dłoni.

The vowel replacement epidemic — The hospital whiteboard standoff over popular baby names

Ale prawdziwą zbrodnią popełnianą w dzisiejszych czasach jest podmienianie samogłosek. Mam na ten temat teorię, której pewnie nie potrafię udowodnić, ale nasza pediatra przyznała mi rację, kiedy plotkowałyśmy o tym w zeszłym tygodniu.

Rodzice patrzą na absolutnie poprawne, tradycyjne imię, zdają sobie sprawę, że jest popularne, i wpadają w panikę. Zastępują więc każde „e” i „i” literą „y”. Dorzucają „x” dla smaku. Myślą, że dają swojemu dziecku unikalną tożsamość, ale tak naprawdę gwarantują mu dożywotni ból głowy z formalnościami w wydziale komunikacji, w aptece i wszędzie indziej.

Siedziałam na stanowisku oceny pacjentów w pediatrii i próbowałam rozszyfrować etykiety recept dla Jaxsyyna i Kamyryn, podczas gdy maluch krzyczał mi prosto do ucha. To błąd popełniany całkowicie na własne życzenie. Po prostu zapiszcie to normalnie. Wasze dziecko nadal będzie wyjątkowe, nawet jeśli jego imię będzie pisane fonetycznie.

Tymczasem dawanie dziecku imienia takiego jak Justice czy Princess po prostu z góry skazuje je na jakiś dziwny kompleks psychologiczny, więc te opcje całkowicie odpuściliśmy.

Krzyczenie na kota

Zanim się na coś zdecydujecie, musicie przeprowadzić test w świecie rzeczywistym. Mój mąż i ja spędziliśmy cały wtorkowy wieczór stojąc w wąskim korytarzu naszego mieszkania i agresywnie wykrzykując do naszego kota potencjalne kombinacje pierwszego i drugiego imienia.

Posłuchajcie, musicie stanąć w korytarzu i krzyczeć to imię do swojego kota, a wcześniej sprawdzić, czy inicjały nie układają się w skrót jakiejś funkcji fizjologicznej. Jeśli czujecie się nieswojo, wrzeszcząc to imię w wyobrażeniu, że za kilka lat wasze dziecko nieuchronnie pobiegnie w stronę ruchliwej ulicy, musicie je wykreślić z listy.

Musicie też sprawdzić kombinacje adresów e-mail. Będziecie w szoku, jak wielu inteligentnych rodziców przypadkowo daje swojemu dziecku imię, które przekłada się na okropny firmowy adres e-mail. Pierwsza litera imienia plus nazwisko to standardowy format. Przekalkulujcie to, zanim dacie córce na imię Charlotte Rapp.

Jeśli spojrzycie na dane dotyczące popularnych imion dla dzieci w 2024 roku, zobaczycie mnóstwo imion inspirowanych naturą oraz nazwisk używanych jako imiona. Brooks, Rowan, Hayes. Są w porządku. Są bezpieczne. Ale moja pediatra przypomniała mi, że definicja słowa „popularne” całkowicie się zmieniła, od kiedy same byłyśmy dziećmi.

W latach dziewięćdziesiątych w każdej klasie były cztery Jessiki. Dziś rodzice mają taką obsesję na punkcie indywidualności, że nawet najpopularniejsze imiona dla dzieci 2024 roku stanowią zaledwie niewielki ułamek całkowitej liczby urodzeń. Moglibyście wybrać imię, które jest teraz na pierwszym miejscu w kraju, a wasze dziecko i tak mogłoby być jedynym z takim imieniem w grupie przedszkolnej.

Rzeczy, które lądują w buzi

W czwartym miesiącu, długo po zażegnaniu kryzysu imiennego, nasz syn zaczął wkładać do buzi dosłownie wszystko. Kupiliśmy Silikonowo-Bambusowy Gryzak dla Niemowląt w Kształcie Pandy, kiedy zaczął agresywnie obgryzać własne rączki.

Things that end up in mouths — The hospital whiteboard standoff over popular baby names

Jest świetny. Spełnia dokładnie swoją funkcję, czyli daje mu coś bezpiecznego do żucia, co ja mogę bez zastanowienia wrzucić bezpośrednio do zmywarki. Kiedy dokuczają mu dziąsła, lubi żuć te małe, teksturowane uszy.

Ale szczerze mówiąc, nieustannie go upuszcza. Kształt jest w tej chwili po prostu trochę za szeroki jak na jego chwyt, więc zwykle w ciągu pięciu minut ląduje na podłodze w sklepie. Gryzak mieszka teraz na dnie torby na pieluchy jako opcja zapasowa na czasy desperacji.

Jeśli jesteś teraz w ciąży i nadal kłócisz się z partnerem o to, jak nazwać wasze dziecko, prawdopodobnie powinniście po prostu zrobić sobie przerwę i przejrzeć ofertę Kianao, aby zaopatrzyć się w organiczne ubranka dziecięce, żebyście faktycznie mieli co na nie założyć, kiedy już się pojawi.

Formalności sfinalizowane

W końcu, siedząc na tym szpitalnym łóżku, zdecydowaliśmy się na coś klasycznego. Imię, które widziałam dziesiątki razy na kartach medycznych, ale po prostu podpowiadało mi je przeczucie.

Trzymałam go ciasno zawiniętego w Bambusowy Kocyk Dziecięcy w Kolorowe Dinozaury, kiedy w końcu wyjawiłam Sarah to imię. Ten kocyk to w ogóle osobna historia. To mieszanka bambusa i bawełny, która faktycznie utrzymuje stabilną temperaturę, co było niesamowite, ponieważ poporodowe spadki hormonów sprawiały, że pociłam się w swoich własnych ubraniach, jednocześnie próbując zapewnić mu ciepło.

Uwielbiam to, że nadruk w dinozaury jest stylizowany i subtelny. Nie wygląda tak, jakby w moim salonie eksplodowała kreskówka. Kocyk jest miękki, świetnie znosi pranie i był absolutnie pierwszą rzeczą, w którą zawinęliśmy naszego synka, gdy zyskał swoją formalną tożsamość.

Sarah zapisała imię na tablicy. Założyła skuwkę na niebieski marker.

Wyglądało tam dziwnie, zapisane suchościeralnym tuszem tuż obok moich marnych wyników ciśnienia krwi i daty. Potrzeba kilku bitych tygodni, żeby imię naprawdę przylgnęło do dziecka. Przez pierwszy miesiąc najczęściej mówiłam na niego po prostu „dziecko”, „ziemniaczek” albo „mały”. To było dziwne nazywać tego malutkiego, pomarszczonego ufoludka dorosłym, ludzkim imieniem.

Ale ostatecznie po prostu dorastają do liter, które im przypiszesz. Głęboki, dręczący niepokój związany ze znalezieniem absolutnie idealnego ciągu znaków całkowicie znika. Dość szybko zdajesz sobie sprawę, że to dziecko tworzy imię, a nie na odwrót.

Zanim całkowicie stracisz zmysły w kolejnym nieskończonym wątku na Reddicie o znaczeniu imion, sprawdź organiczne niezbędniki dla niemowląt od Kianao, aby móc wykreślić z listy kompletowania wyprawki coś naprawdę pożytecznego.

Pytania, od których pewnie kręci ci się w głowie

Jak pójść na kompromis, jeśli ty i twój partner nienawidzicie swoich propozycji imion?

Pobieracie aplikację z imionami, która działa jak Tinder. Oboje przesuwacie w prawo lub w lewo na swoich telefonach i dowiadujecie się tylko wtedy, gdy macie dopasowanie. To całkowicie usuwa emocjonalny ciężar odrzucania okropnych sugestii partnera prosto w twarz. Mój mąż rzucił kilkoma naprawdę dzikimi pomysłami, a ta aplikacja uchroniła nas przed wielką awanturą na środku naszej kuchni.

Czy powinniśmy martwić się popularnością imienia?

Niespecjalnie. Moja pediatra widuje setki dzieci tygodniowo i powiedziała mi, że różnorodność imion jest większa niż kiedykolwiek. Nawet jeśli wybierzecie coś z pierwszej dziesiątki, wasze dziecko nie będzie jednym z pięciu w klasie, jak my w latach dziewięćdziesiątych. Jeśli podoba wam się jakieś imię, po prostu go użyjcie. Rankingi popularności służą zresztą głównie jako internetowy clickbait.

Do kiedy tak naprawdę musimy podjąć decyzję o imieniu?

Technicznie rzecz biorąc, nie musicie nazywać dziecka przed wyjściem ze szpitala, ale załatwianie formalności później to biurokratyczny koszmar. Pielęgniarki będą was delikatnie o to nękać już od drugiego dnia. Po prostu postarajcie się mieć krótką listę dwóch lub trzech opcji zanim zaczniecie rodzić, ponieważ podejmowanie ostatecznych decyzji na szpitalnych lekach przeciwbólowych to okropny pomysł.

Czy można zmienić imię dziecka po urodzeniu?

Widziałam takie sytuacje, ale to okropny ból głowy. Musicie wypełniać formularze, płacić opłaty i tłumaczyć całej dalszej rodzinie, dlaczego kocyki z monogramem, które właśnie kupili, są teraz bezużyteczne. Jeśli w pierwszym tygodniu bardzo pożałujecie wyboru imienia, naprawcie to natychmiast, zanim złożycie wniosek o PESEL. W przeciwnym razie po prostu wymyślcie dobre zdrobnienie i żyjcie dalej.