Moja teściowa powiedziała mi przez telefon, że to dlatego, że części mojego laktatora były brudne. Moja doradczyni laktacyjna mocno zasugerowała, że to przez to, że dzień wcześniej zjadłam brownie – cukier podobno dokarmia drożdżaki, co jest po prostu niesamowicie niesprawiedliwe. A jakaś bardzo głośna babka z mojej lokalnej grupy na Facebooku zaklinała się na wszystko, że to dlatego, że urodziłam Mayę naturalnie, zupełnie jakby mój kanał rodny był jakąś niebezpieczną, grzybiczą zjeżdżalnią.

Siedziałam w moim obskurnym, beżowym fotelu do karmienia, Maya miała dokładnie cztery tygodnie, a ja wpatrywałam się w jej buzię, świecąc sobie latarką z telefonu o trzeciej nad ranem, pijąc wczorajszą mrożoną kawę, która zdążyła się już całkowicie rozwarstwić w brązową papkę. Mój mąż Dave stwierdził z przekonaniem wcześniej tego wieczoru, że to „tylko mleko” i poszedł dalej spać. Ale ja wiedziałam, że to nie było mleko. Jej język wyglądał, jakby ktoś pomalował go serkiem wiejskim, a ja siedziałam tam w dresach z dosłowną dziurą na kolanie i płakałam, bo myślałam, że zepsułam własne dziecko.

Napisałam SMS-a do Dave'a, siedząc w fotelu tuż obok niego: wstawaj i bierz dziecko bo musze pokrzyczec w poduszke. Mój telefon nawet tego nie poprawił. Po prostu się poddał, tak jak wszystko inne.

W każdym razie, zmierzam do tego, że pleśniawki u niemowląt to koszmar, ale nie świadczą one o braku higieny czy o twojej wartości jako matki. Musiałam się o tym przekonać na własnej skórze.

Cały ten etap pt. „buzia mojego dziecka wygląda jak fabryka sera”

Jeśli możesz zetrzeć to białe świństwo z języka dziecka wilgotną myjką i nie zostawia to podrażnionego, czerwonego śladu, to są to tylko resztki mleka. Możesz zamknąć tę zakładkę i iść się zdrzemnąć.

Skoro mamy to już z głowy, porozmawiajmy o prawdziwym problemie. Kiedy Maya to miała, biały nalot nie był tylko na języku. Był na wewnętrznej stronie jej malutkich policzków, na podniebieniu – po prostu wszędzie. Zanim poszłam po rozum do głowy, spróbowałam raz delikatnie zetrzeć to pieluszką do odbijania. Skóra pod spodem była tak czerwona, podrażniona, a nawet troszeczkę krwawiła, że – o Boże – poczucie winy, które mnie wtedy zalało, było wręcz duszące.

Mój pediatra, dr Miller, który zawsze wygląda, jakby potrzebował drzemki równie mocno jak ja, wyjaśnił mi to w sposób, który sprawił, że w końcu przestałam płakać. Powiedział, że Candida albicans – co jest po prostu mądrą, medyczną nazwą na grzyby (drożdżaki) – żyją na każdym z nas przez cały czas. Występują zupełnie naturalnie. „Jak pieczarki?” zapytałam go, będąc w stanie całkowitego pozbawienia snu. Tylko westchnął.

Z tego, co piąte przez dziesiąte zrozumiałam z jego wyjaśnień, noworodki w zasadzie nie mają układu odpornościowego, bo są jak takie niedopieczone ziemniaczki. Ich maleńkie ciałka nie wiedzą jeszcze, jak trzymać te naturalne drożdżaki w ryzach. Więc drożdżaki po prostu urządzają sobie gigantyczną, agresywną imprezę w ich buzi. Zdarza się to mniej więcej jednemu na siedem maluchów. To niesamowicie powszechne, nawet jeśli nikt nie wspomina o tym na baby shower.

Więc skąd się właściwie biorą te drożdżaki?

Okej, więc tak, ta babka z grupy na Facebooku miała technicznie trochę racji, co do dziś doprowadza mnie do szału. Dziecko może załapać grzybicę podczas porodu siłami natury, jeśli akurat przechodzisz infekcję drożdżakową. Ale to nie była nasza sytuacja.

W przypadku mojego starszego syna, Leo, powodem były antybiotyki. Kiedy miał siedem miesięcy, złapał potworną infekcję ucha, przepisali mu amoksycylinę i bach. Biały język. Antybiotyki to zabójcy, którzy nie biorą jeńców – wybijają złe bakterie wywołujące infekcję, ale niszczą też dobre bakterie, które zazwyczaj działają jak ochroniarze w klubie, powstrzymując drożdżaki przed zrobieniem dymu. Jedno naprawisz, a drugie zepsujesz.

Ale Maya nie brała antybiotyków. Ja też nie. To, co *miałyśmy*, to mnóstwo wilgoci. Grzyby kochają ciepłe, mokre miejsca. Świetnie się w nich rozwijają. Między śliną, ciągłym karmieniem, spoconymi drzemkami a ulewaniem, buzia niemowlaka to w zasadzie wilgotny las równikowy. Moja teściowa uwielbia nazywać Mayę swoim słodkim małym „dzidziusiem”, co zazwyczaj jest urocze, ale powtarzała to, aktywnie krytykując moje umiejętności mycia butelek podczas incydentu z pleśniawkami. Ale doktor Miller przysięgał, że normalne mycie jest w porządku – pleśniawki rzadko są wynikiem „bycia brudasem”. To po prostu idealne połączenie niedojrzałego układu odpornościowego z ogromną ilością wilgoci.

Absolutny horror pt. odparzenia pieluszkowe

Oto ciekawostka, o której nikt ci nie mówi w kontekście drożdżaków w buzi: przechodzą przez przewód pokarmowy i wychodzą drugim końcem. Wywołują odparzenie pieluszkowe, które jest tak wściekle czerwone i uporczywe, że wygląda jak poparzenie chemiczne.

The absolute horror show of the diaper rash — Let's Talk About How Do Babies Get Thrush (And How To Fix It)

Maya była nieszczęśliwa. Płakała, jej pupa była ognisto czerwona, a ponieważ drożdżaki uwielbiają pot, jej syntetyczne piżamki tylko pogarszały sprawę. Dave kupił ten wielopak tanich poliestrowych pajacyków, bo miały urocze dinozaury, a ona pociła się w nich jak malutki pracownik budowlany. Musieliśmy się ich całkowicie pozbyć.

To właśnie wtedy autentycznie zakochałam się w body niemowlęcym Kianao z bawełny organicznej. Wiem, że ludzie myślą, że bawełna organiczna to tylko modny chwyt marketingowy dla bogaczy, ale kiedy skóra twojego dziecka płonie od infekcji grzybiczej, nagle zaczynasz się bardzo przejmować przewiewnością.

Te body bez rękawków są w 95% wykonane z bawełny organicznej, co oznacza, że powietrze mogło swobodnie cyrkulować wokół ciała Mai, zamiast zamykać wilgoć przy skórze i dawać drożdżakom idealną zjeżdżalnię do namnażania. Mają odrobinę elastanu, więc przeciskają się przez jej gigantyczną głowę bez zapasów w stylu wolnym. To była dosłownie jedyna rzecz, w której nie krzyczała podczas leczenia odparzeń. Ten materiał w dotyku naprawdę przypomina chmurkę, a ponieważ nie jest barwiony, nie musiałam się martwić, że syntetyczne barwniki jeszcze bardziej podrażnią jej uszkodzoną skórę. W zasadzie przez trzy bite tygodnie żyłyśmy tylko w tych body.

Jeśli zmagasz się z tym potwornym grzybiczym odparzeniem lub po prostu chcesz uniknąć pułapki „spoconego dziecka”, sprawdź naszą kolekcję przewiewnych ubranek z bawełny organicznej, zanim zupełnie oszalejesz.

Drożdżakowy ping-pong (czyli dlaczego moje sutki płonęły)

Jeśli karmisz piersią, ty i twoje dziecko jesteście w pakiecie. Jesteście jednym, nieszczęśliwym, zainfekowanym drożdżakami organizmem.

Dr Miller posłał mi bardzo surowe spojrzenie i opowiedział o zasadzie „leczymy oboje”. Jeśli przeleczysz tylko buzię dziecka, maluch z powrotem przekaże drożdżaki na twoją pierś. Jeśli posmarujesz tylko pierś, przekażesz je z powrotem na dziecko. To niekończąca się, przerażająca gra w grzybiczego ping-ponga.

Moje objawy zaczęły się kilka dni po tym, jak zauważyłam nalot na języku Mai. To nie był zwykły ból. Czułam się tak, jakby ktoś wbijał mi w piersi malutkie, naelektryzowane odłamki szkła za każdym razem, gdy się przysysała. Moje brodawki były ciemnoróżowe, błyszczące, popękane i potwornie swędziały. To było piekło. Prawdziwe piekło.

Więc nasza rutyna zamieniła się w chaotyczny cyrk. Musiałam używać zakraplacza, żeby cztery razy dziennie pędzlować wnętrze policzków Mai tym lepkim płynem przeciwgrzybiczym o zapachu sztucznego banana, zwanym nystatyną. Nienawidziła tego. Wypluwała go, a on barwił wszystko na żółto. Potem musiałam grubo smarować własne piersi kremem przeciwgrzybiczym na receptę, czekać, aż wyschnie, chodząc po domu topless (przepraszam kuriera z Amazona, który na bank widział mnie przez okno), a następnie zetrzeć to wszystko przed kolejnym karmieniem.

Pranie dosłownie wszystkiego, co posiadasz

Ponieważ wszechświat jest okrutny, podczas ataku pleśniawek musisz też wszystko wygotowywać. Nie mówię tu o szybkim przepłukaniu. Mówię o prowadzeniu dosłownej jadłodajni z zupą na twojej kuchence. Smoczki, smoczki do butelek, części laktatora – to wszystko trzeba codziennie gotować przez dziesięć minut, żeby zabić zarodniki grzybów.

Washing literally everything you own — Let's Talk About How Do Babies Get Thrush (And How To Fix It)

Pewnego razu wrzuciłam partię smoczków do garnka, zdekoncentrowałam się, bo Leo naniósł błota na cały dywan, i całkowicie o nich zapomniałam. Woda wyparowała. Smoczki stopiły się i przykleiły do dna. Dave wrócił do domu, w którym śmierdziało toksycznym plastikiem, a ja szlochałam na podłodze w kuchni. Piękne czasy.

Musisz też prać wszystkie ręczniki, pieluszki do odbijania czy wkładki laktacyjne w gorącej wodzie. Właśnie dlatego potrzebujesz rzeczy dobrej jakości. Moje tanie wkładki laktacyjne w zasadzie rozpuściły się w gorącym cyklu prania, ale te dobre, ekologiczne dały radę.

W trakcie tego wszystkiego Maya była strasznie marudna i chciała wszystko gryźć, bo bolała ją buzia. Mieliśmy ręcznie robiony gryzak z drewna i silikonu, który jest naprawdę przepiękny. Naturalne drewno bukowe jest śliczne, a Leo używał go non stop, kiedy był mały. Ale taka jest brutalna prawda: drewna nie da się wygotować. To je zniszczy. Więc chociaż jest to niesamowity gryzak na normalne, codzienne ząbkowanie, to przy aktywnej grzybicy jest absolutnie bezużyteczny, bo nie można go zdezynfekować we wrzątku. Musiałam go przed nią schować, dopóki infekcja nie ustąpiła, i trzymać się wyłącznie gryzaków w 100% silikonowych, które mogły przetrwać istne tortury we wrzącej wodzie.

Światełko w tunelu (bardzo długim i grzybiczym)

Zanim białe plamy w końcu zniknęły i mogłam karmić bez krzywienia się z bólu, minęły prawie dwa pełne tygodnie kropli, kremów, gotowania smoczków i płaczu. Trwało to jak cała wieczność. Dave co rano pytał „czy to już minęło?”, jakbyśmy byli na jakiejś długiej trasie samochodem, co w ogóle nie pomagało.

Ale to naprawdę minęło. A z Mayą było wszystko dobrze. Jej mały układ odpornościowy dał sobie radę, lekarstwo zadziałało, a moje piersi z czasem przestały boleć tak, jakby były pełne potłuczonego szkła.

Jeśli tkwisz w tym w tym momencie, trzymając płaczące niemowlę i pachnąc skwaśniałym mlekiem i bananowym lekarstwem, wiedz po prostu, że to naprawdę mija. Nie daj sobie wmówić, że to dlatego, że masz brudno w domu. Jasne, masz pewnie w domu bałagan, ale to tylko dlatego, że masz noworodka, a nie dlatego, że celowo hodujesz grzyby.

Weź głęboki oddech. Wygotuj smoczki. Kup przewiewne body. I może zamów sobie naprawdę, naprawdę dużą kawę.

Jeśli chcesz mieć pewność, że w takich trudnych momentach skóra twojego dziecka jest chroniona tkaninami, które naprawdę oddychają, sprawdź naszą pełną kolekcję dla niemowląt z bawełny organicznej tutaj.

Moje chaotyczne FAQ z prawdziwego zdarzenia

Zaraz, czy nie mogę po prostu zeskrobać tego białego nalotu z języka mojego dziecka?

O Boże, NIE. Proszę, nie rób tego. Próbowałam raz to delikatnie zetrzeć i skończyło się to krwawieniem oraz całkowitym załamaniem nerwowym nas obu. Jeśli to schodzi gładko, to tylko mleko. Jeśli trzyma się jak na klej, to grzybica, a próba zdarcia tego na siłę tylko sprawi, że ich biedna mała buzia będzie bolesna i potwornie podrażniona. Zostaw to w spokoju i zadzwoń do pediatry.

Czy naprawdę muszę leczyć też siebie, jeśli objawy ma tylko dziecko?

Tak, absolutnie tak. Nawet jeśli twoje brodawki jeszcze nie bolą, jeśli karmisz piersią, grzyby już imprezują na twojej skórze. Jeśli dasz tylko krople do buzi dziecka, po prostu na nowo złapie od ciebie drożdżaki przy kolejnym karmieniu. Użeranie się z kremem do brodawek jest strasznie wkurzające, wiem o tym, ale to jedyny sposób, żeby przerwać ten cykl.

Czy dzieci mogą to złapać, nawet jeśli karmię wyłącznie butelką?

Zdecydowanie tak. Nie ma to konkretnie nic wspólnego z mlekiem matki, chodzi tylko o ich malutki, niedojrzały układ odpornościowy i fakt, że w ich buziach jest mokro i ciepło. Smoczki od butelek to równie dobre siedlisko dla grzybów co ludzkie brodawki, dlatego musisz je ciągle wygotowywać w trakcie infekcji.

Ile czasu musi minąć, by leki na dobre zadziałały?

W naszym przypadku, te najgorsze objawy, jak potworne marudzenie i mój ból brodawek, zaczęły się lekko poprawiać po jakiś 3-4 dniach, ale samo znikanie białych plam z buzi Mai zajęło ponad tydzień. Musisz nadal zakraplać krople przez kilka dni nawet po tym, gdy myślisz, że już przeszło, w przeciwnym razie grzybica wróci ze zdwojoną siłą. Nawet nie pytaj skąd to wiem.

Czy moje dziecko będzie łapać to znowu i znowu?

Zazwyczaj nie! Kiedy ich układ odpornościowy odrobinę się wzmocni (tak około 2. do 3. miesiąca życia), będą znacznie lepiej radziły sobie ze zwalczaniem tych naturalnie występujących drożdżaków. Leo po tym ataku po antybiotyku już nigdy nie złapał pleśniawek, a u Mai jest absolutnie czysto od czasu naszego pamiętnego, koszmarnego miesiąca.