Jest wtorek, 14:14, a ja mam na sobie te absolutnie paskudne musztardowe legginsy ciążowe, które kupiłam na wyprzedaży, i pocę się, pijąc trzeci kubek letniej kawy bezkofeinowej. Siedzę na tym okropnym, szeleszczącym papierze, którym wyłożony jest fotel w gabinecie mojej ginekolog. Czekam tylko, aż powie, że wszystko wygląda dobrze, żebym mogła pojechać po mojego czteroletniego synka, Leo, do przedszkola.
Pielęgniarka zakłada mi mankiet ciśnieniomierza na ramię. Sprzęt ściska. Pika. Pielęgniarka patrzy na ekran, robi dziwną minę i naciska przycisk ponownie.
Nienawidzę tej miny.
Nic nie mówi, tylko jakby pospiesznie wymyka się z gabinetu. Dwie minuty później wchodzi moja lekarka, dr Miller, wyglądając o wiele zbyt poważnie jak na rutynowe badanie w 34. tygodniu ciąży. Moje ciśnienie krwi jest kosmicznie wysokie. W moczu jest białko. Czuję się zupełnie dobrze, może jestem trochę opuchnięta, ale jest sierpień w Chicago, więc kto nie jest? Ale dr Miller mówi mi, że mam iść prosto na oddział porodowy do szpitala po drugiej stronie ulicy. Bez żadnych przystanków. Bez wracania do domu, żeby spakować torbę.
Mój mąż Dave dojeżdża do mnie na miejsce. Kiedy się denerwuje, ma w zwyczaju chodzić w kółko po idealnym kwadracie. Właśnie to robi w tej malutkiej sali na izbie przyjęć, niemal wydeptując ścieżkę w linoleum. W międzyczasie ja siedzę w koszmarnej szpitalnej koszuli i gorączkowo wpisuję hasła w Google, próbując dowiedzieć się, jak stan przedrzucawkowy wpływa na dziecko, bo nikt mi nic nie mówi, a ja jestem po prostu przerażona. Wpadłam po uszy w otchłań jakiegoś podejrzanego forum dla mam, gdzie wszyscy dzielą się swoimi absolutnie najgorszymi scenariuszami, a ja tylko cicho szlocham, wpatrując się w ekran telefonu.
Jeśli siedzisz teraz na szpitalnym łóżku, wpatrujesz się w ciśnieniomierz i jesteś przerażona tym, co to wszystko oznacza dla twojego dziecka, weź głęboki oddech. Oto, czego dowiedziałam się, gdy panika w końcu opadła, a lekarze wreszcie usiedli, żeby ze mną porozmawiać.
Sytuacja z wężem ogrodowym
Najważniejszą rzeczą, której nie rozumiałam, było to, że stan przedrzucawkowy to nie tylko trochę wyższe ciśnienie u matki. Dr Miller przyszła i dosłownie narysowała mi schemat na serwetce, bo jestem wzrokowcem, a do tego byłam wtedy na silnych lekach z magnezem, przez które czujesz się, jakby twoje żyły były wypełnione gorącym ołowiem.
Wyjaśniła, że moje wysokie ciśnienie uszkadza naczynia krwionośne, co oznaczało, że łożysko nie miało odpowiedniego przepływu krwi. Porównała to do zagiętego węża ogrodowego. Ponieważ wąż jest zagięty, dziecko nie otrzymuje stałego strumienia tych wszystkich dobrych rzeczy – tlenu, substancji odżywczych i całej reszty.
I właśnie dlatego lekarze tak bardzo martwią się o wzrost dziecka. Jeśli maluch nie dostaje substancji odżywczych, przestaje rosnąć. Nazywa się to wewnątrzmacicznym zahamowaniem wzrostu płodu (IUGR) – i brzmi to wręcz przerażająco. W skrócie: pomiary Mai wskazywały, że jest bardzo malutka. Czułam się niewyobrażalnie winna, jakby moje własne ciało dosłownie ją głodziło, mimo że racjonalnie wiedziałam, że to nie była moja wina. Nic na to nie poradzisz. Siedzisz tam i myślisz: cholera, powinnam była jeść więcej jarmużu, nie powinnam była pić tej dodatkowej kawy, co jest całkowicie absurdalne, bo choroby łożyska wcale tak nie działają.
Tlenowa misja ratunkowa
Jest też kwestia tlenu, co szczerze mówiąc, jest najstraszniejszą rzeczą, jaką może usłyszeć matka. Ponieważ przepływ krwi jest ograniczony, poziom tlenu spada. Okazuje się jednak, że dzieci to niezwykli mali mistrzowie przetrwania.
Dr Miller powiedziała mi, że kiedy poziom tlenu u Mai spadł, jej malutkie ciało automatycznie przekierowało całą dostępną krew do mózgu i serca. Dosłownie odcięła dopływ krwi do własnych kończyn i żołądka, aby chronić najważniejsze organy. To cud biologii, ale powoduje również gromadzenie się kwasu mlekowego we krwi, a jeśli stan się pogorszy, staje się to stanem nagłym.
Tak czy inaczej, chodzi o to, że patrzyli na jej tętno na monitorze jak jastrzębie, by upewnić się, że nie wchodzi w strefę niebezpieczeństwa.
Wczesna ewakuacja
Oto brutalna prawda, którą poznałam o 2:00 w nocy w środę. Jedynym „lekarstwem” na ten cały bałagan jest wyciągnięcie dziecka i łożyska z twojego ciała. To wszystko. Nie ma żadnej magicznej pigułki.

Powiedzieli mi, że rodzimy. W 34. tygodniu ciąży.
Kompletnie się rozsypałam. Nawet nie uprałam jeszcze ubranek dla noworodka. Nie mieliśmy zamontowanego fotelika samochodowego. Błagałam ich, żeby pozwolili mi zostać w ciąży trochę dłużej, ale dr Miller spojrzała na mnie i powiedziała: „Sarah, twoje ciało nie jest już najbezpieczniejszym miejscem dla tego dziecka. Najbezpieczniej będzie jej tu z nami”.
Uff. Od tych słów wciąż chce mi się płakać.
Naładowali mnie więc sterydami, żeby spróbować przyspieszyć rozwój płuc Mai w ciągu najbliższych 48 godzin, a potem wywołali poród. Tak przy okazji, sterydy bolą jak jasna cholera. Nikt nie ostrzega o zastrzyku w biodro.
Kiedy Maya przyszła na świat, ważyła zaledwie cztery funty (ok. 1800 g). Była tak niesamowicie maleńka, a jej skóra była prawie przezroczysta. Od razu zabrali ją na Oddział Intensywnej Terapii Noworodka (OITN), ponieważ wcześniaki zazwyczaj mają zaburzenia oddychania, a ona potrzebowała w tym pomocy. Nawet nie mogłam jej przytulić. Zobaczyłam tylko mignięcie fioletu i plątaninę kabli, gdy ją wywozili.
Jeśli szukasz sposobów na przygotowanie się na wczesne pojawienie się maluszka, albo po prostu musisz zaopatrzyć się w rzeczy, które nie podrażnią niezwykle delikatnej skóry noworodka, zdecydowanie powinnaś poświęcić chwilę, by przejrzeć naszą kolekcję niezbędnych akcesoriów z bawełny organicznej. To prawdziwe wybawienie, gdy masz do czynienia z wrażliwą skórą wcześniaków.
Zderzenie z rzeczywistością na OITN
OITN to zupełnie inny wszechświat. Nie ma tam okien. Pachnie agresywnym płynem do dezynfekcji i strachem. Każdy monitor ciągle pika, a ty uczysz się rozróżniać pikanie „tylko coś regulujemy” od pikania „pielęgniarki biegną”.
Maya leżała w tym małym, plastikowym pudełku. Na jej malutkim nosku był aparat CPAP, a w jej niewiarygodnie małych dłoniach wenflony. Jej skóra była tak delikatna, że zwykłe szpitalne kocyki zostawiały czerwone, gniewne ślady na jej policzkach.
Dave pojechał do domu po kilka rzeczy, a ja wyraźnie kazałam mu przywieźć bambusowy kocyk dziecięcy w niebieskie kwiaty, który dostałam w prezencie od siostry. Mówię wam, ten kocyk był jak objawienie. Jest wykonany z organicznej mieszanki z włóknem bambusowym i jest absurdalnie wręcz miękki. Taki absolutnie aksamitny w dotyku. Kiedy pielęgniarki w końcu pozwoliły mi na kangurowanie (czyli kontakt skóra do skóry), przykrywałyśmy się obie tym właśnie kocykiem. Nie zatrzymywał ciepła, więc żadna z nas nie pociła się potwornie, i w ogóle nie drapał jej cienkiej jak papier skóry wcześniaka. Potem naprawdę nie pozwalałam im używać na niej szpitalnych kocyków. Używałyśmy tylko tego jednego i po prostu prałyśmy go w umywalce.
Kazałam też Dave'owi przywieźć ręcznie robiony gryzak drewniano-silikonowy, co było z mojej strony absolutnie szaloną prośbą, bo była przecież małym wcześniakiem z rurką do karmienia, a nie ząbkującym szkrabem. Chyba po prostu chciałam mieć na czym zawiesić oko, czymś normalnym i ładnym. Szczerze mówiąc, to świetny gryzak. Drewno jest gładkie, a silikonowe koraliki bardzo urocze. Jest trochę za ciężki dla młodszego malucha, ale Maya w końcu go używała, gdy miała około dziewięciu miesięcy. Na OITN-ie po prostu leżał na plastikowym wózku, wyglądając mocno rustykalnie w tym otoczeniu.
Aha, a jeśli macie starsze dziecko, które jest kompletnie przerażone całą sytuacją ze szpitalem, kupiliśmy Leo bambusowy kocyk dziecięcy w kolorowe jeżyki, żeby był jego kocykiem „starszego brata”, podczas gdy nas nie było. Był obsesyjnie wręcz zakochany w tych małych jeżykach, a kocyk był tak mięciutki, że nosił go ze sobą jak koc bezpieczeństwa przez całe trzy tygodnie, kiedy żyliśmy praktycznie w szpitalnej kawiarni.
Co dzieje się później
Spędziłam tak wiele nieprzespanych nocy obok inkubatora, martwiąc się o jej przyszłość. Lekarze zasypują cię statystykami o długoterminowym ryzyku – na przykład, że dzieci z zahamowaniem wzrostu mogą być w dorosłym życiu bardziej narażone na wysokie ciśnienie krwi czy problemy metaboliczne. Szczerze? Po prostu to wyparłam. Nie mogę się martwić o zdrowie układu krążenia mojej córki w wieku czterdziestu lat, kiedy obecnie świętuję to, że wypiła 15 mililitrów mleka.

Dobra wiadomość jest taka, że dzieci to nadrabiają. O kurczę, naprawdę szybko nadrabiają wzrost i wagę. Maya była karmiona wysokokalorycznym mlekiem modyfikowanym dla wcześniaków zmieszanym z mlekiem z piersi, a kiedy miała sześć miesięcy, jej uda wyglądały jak u ludzika Michelin. Nigdy byście nie zgadli, że na początku była wielkości ananasa.
Trudne porady i wnioski
Jeśli czytasz to, bo twoja ciąża jest wysokiego ryzyka, albo już przez to przechodzisz – błagam, nie siedź cicho, pozwalając, by rzeczy działy się same. Bierz niskie dawki aspiryny, jeśli przepisał ci je lekarz, chodź na każdą, nawet najnudniejszą wizytę kontrolną i na litość boską, licz ruchy dziecka. Jeśli czujesz, że dziecko rusza się słabiej, nie czekaj do rana. Jedź na izbę przyjęć. Domagaj się zastrzyków sterydowych, jeśli lekarze chociaż wspomną o wczesnym porodzie, ponieważ to, że płuca Mai poradziły sobie tak dobrze, zawdzięczamy w 100% tym okropnym, bolesnym zastrzykom w biodro.
Stan przedrzucawkowy przejął kontrolę nad moją ciążą i zrujnował mój plan porodu, ale współczesna medycyna to absolutna magia. Maya ma teraz cztery lata. Właśnie rzuca się i krzyczy, bo nie pozwoliłam jej zjeść kredki. Jest idealna.
Zanim przejdziemy do gorączkowych pytań, które prawdopodobnie właśnie teraz wpisujecie w Google, upewnijcie się, że wasz kącik dla dziecka jest gotowy na wszystko, co przyniesie los. Zajrzyjcie do naszego sklepu i zobaczcie całą kolekcję kocyków dziecięcych, aby mieć coś niewiarygodnie miękkiego w pogotowiu, na wszelki wypadek.
Gorączkowe pytania z Google - FAQ
Czy to moja wina, że moje dziecko przestało rosnąć?
Nie. Absolutnie nie. Zapytałam o to moją lekarkę przez histeryczne łzy, a ona spojrzała mi prosto w oczy i powiedziała, że łożysko to narząd, który buduje się sam. Czasem po prostu buduje się niewłaściwie. Nie spowodowałaś tego zbyt ciężką pracą, zbytnim stresem czy jedzeniem niewłaściwego sera. To błąd biologiczny.
Czy mój wcześniak nadrobi wzrost i wagę?
Zazwyczaj tak! Wspaniale się na to patrzy. Maya była malutka przez pierwsze kilka miesięcy, ale kiedy skończyła około czterech miesięcy, jej krzywa wzrostu wystrzeliła prosto w górę. Pediatrzy i tak monitorują takie dzieci na specjalnej siatce centylowej uwzględniającej „wiek skorygowany”, ale większość niemowląt z wewnątrzmacicznym zahamowaniem wzrostu nadrabia zaległości fizyczne przed ukończeniem drugiego roku życia.
Czy zastrzyki sterydowe naprawdę działają na płuca dziecka?
O Boże, tak. To dosłownie ratuje życie. Zastrzyki podaje się tobie, nie dziecku, a one gwałtownie przyspieszają produkcję surfaktantu w płucach maluszka. Pielęgniarki na OITN powiedziały mi, że zawsze wiedzą, które dzieci otrzymały pełną serię sterydów przed narodzinami, ponieważ ich oddychanie jest znacznie bardziej stabilne.
Czy w kolejnej ciąży też będę miała stan przedrzucawkowy?
To był mój największy strach. Krótka odpowiedź brzmi: być może, ale niekoniecznie. Masz wyższe ryzyko, jeśli przechodziłaś to wcześniej, ale moja lekarka przepisała mi małą dawkę aspiryny w sekundę po tym, gdy zaszłam w ciążę z Leo (był moim drugim dzieckiem, Maya była pierwsza — tak, w tej historii opowiedziałam to nie po kolei, syndrom „mamusinego mózgu” to prawda). Z nim byłam pod ciągłą obserwacją i ani razu się to u mnie nie rozwinęło. Każda ciąża to zupełnie inny rzut kostką.





Udostępnij:
Skąd się biorą pleśniawki u niemowląt (i jak sobie z nimi radzić)
Jak długo utrzymuje się trądzik niemowlęcy? (I dlaczego nie warto panikować)