Moja teściowa osaczyła mnie w kuchni i powiedziała, że muszę gotować wodę z soczewicy przez bite trzy godziny, inaczej jelita mojego syna po prostu przestaną działać. Koleżanka z oddziału pediatrycznego napisała mi SMS-a, żebym całkowicie odpuściła sobie papki i po prostu dała mu do ręki całe ugotowane żeberko i odeszła. Potem otworzyłam Instagrama i zobaczyłam kobietę w dopasowanym lnianym komplecie, która blendowała ekologiczny smoczy owoc na dosłowną pianę, twierdząc, że wszystko inne zatruwa mikrobiom jelitowy dziecka.
Posłuchajcie, wymyślenie, czym nakarmić niemowlę, przypomina wejście na oddział ratunkowy, gdzie każdy monitor piszczy z innego powodu. Musisz po prostu wyłączyć ten hałas, spojrzeć na konkretnego pacjenta przed tobą i zrobić kolejną logiczną rzecz.
Kiedy po raz pierwszy pomyślałam o przygotowywaniu posiłków od podstaw dla mojego dziecka, założyłam, że moje doświadczenie pielęgniarskie sprawi, że będzie to bułka z masłem. Widziałam tysiące problemów żołądkowo-jelitowych. Rozumiem podstawową mechanikę ludzkich jelit. Ale stojąc przy kuchennym blacie i wpatrując się w pojedynczego ekologicznego batata, całkowicie zamarłam. Presja, by zrobić wszystko idealnie, jest wręcz dusząca.
Rzeczywistość przygotowywania własnych posiłków dla niemowląt jest znacznie nudniejsza i o wiele bardziej brudna, niż to wygląda w internecie. Przeważnie sprowadza się to do rozgniatania jedzenia widelcem, patrzenia, jak wypluwają je na śliniak, i nadziei, że połkną chociaż dziesięć procent.
Kiedy tak naprawdę zacząć podawać im jedzenie
Będziecie słyszeć o zasadzie sześciu miesięcy, jakby to było jakieś prawo federalne. Moja pediatra kazała mi patrzeć na dziecko, a nie na kalendarz na ścianie.
Powiedziała, żebym zwróciła uwagę na trzy konkretne rzeczy, zanim w ogóle zacznę zawracać sobie głowę kupowaniem marchewek. Po pierwsze, musiał siedzieć jak w miarę stabilna istota ludzka, a nie jak worek mąki. Kontrola nad główką to absolutna podstawa i nie podlega negocjacjom. Jeśli ich głowa wciąż kiwa się jak piesek na desce rozdzielczej, to proszenie się o zadławienie.
Po drugie, muszą patrzeć na twoje jedzenie tak, jakby chciały ci je ukraść. Kiedy mój syn zaczął śledzić mój widelec wędrujący z talerza do ust z intensywnym, nieustępliwym skupieniem, wiedziałam, że jesteśmy blisko.
Po trzecie, odruch wypychania języka musi całkowicie zniknąć.
Ten odruch to po prostu wbudowany mechanizm bezpieczeństwa, który ma wypychać ciała obce z ich dróg oddechowych. Jeśli wkładasz im łyżeczkę do buzi, a one natychmiast wypychają ją językiem, wcale nie są uparte. Po prostu nie są jeszcze gotowe. Daj im kolejny tydzień lub dwa.
W przychodni widzę tak wielu rodziców, którzy spieszą się z tym etapem. Wszyscy chcemy, żeby nasze dzieci osiągały kamienie milowe "na wczoraj", abyśmy mogli pochwalić się tym na jakimś forum dla rodziców. Ale ich malutkie układy trawienne dopiero co uczą się przetwarzać mleko. Nie ma nagrody dla pierwszego rodzica w grupie zabaw, który poda rozgniecionego banana. Weźcie głęboki oddech.
Zasada jednego składnika
Przez chwilę pomówię o zasadzie trzech dni, bo to jedna z niewielu rzeczy, na których naprawdę mi zależy.

Po prostu ugotujcie na parze fasolkę szparagową, rozgniećcie ją, podajcie dziecku i poczekajcie trzy dni, aby zobaczyć, co się stanie, zamiast grać w rosyjską ruletkę z mieszanką tropikalnych superfoods. Nie dodajecie cynamonu, nie mieszacie z musem jabłkowym, żeby było smaczniejsze, i nie pozwalacie im zlizywać przypraw z waszego tosta z awokado. Dajecie im łyżkę zwykłej, czystej papki.
Jeśli dostaną pokrzywki, ich pielucha nagle zacznie wyglądać jak miejsce zbrodni, albo zaczną krzyczeć z niespotykanego dotąd bólu, będziecie dokładnie wiedzieć, co to spowodowało.
Byłam na SOR-ze z łkającymi rodzicami, którzy na pierwszy posiłek podali swojemu dziecku koktajl z dwunastu składników. Dziecko jest pokryte wypukłą czerwoną wysypką, a personel medyczny musi zgadywać, czy to sprawka mango, wody kokosowej, nasion chia, czy marakui. Wprowadzanie jednego produktu na raz jest potwornie nudne, ale nuda to dokładnie to, czego oczekujecie w medycynie.
Jeśli chodzi o sam sposób przygotowywania jedzenia, odmawiam kupowania specjalnych urządzeń dla niemowląt. To po prostu przereklamowane roboty kuchenne z malutkimi częściami, które gubią się w zmywarce. Twarde rzeczy gotujemy na parze, aż się rozpadną, a miękkie rozgniatamy widelcem. Możecie rozrzedzić je mlekiem matki, mlekiem modyfikowanym lub wodą z gotowania na parze. Moja pediatra dosłownie błagała mnie, abym używała przypraw, gdy tylko przejdziemy przez początkowe okno alergiczne, żeby mój syn nie wyrósł na malucha jedzącego tylko beżowe węglowodany. Szczypta łagodnego curry w soczewicy naprawdę robi różnicę.
Produkty, które kupują mi cztery minuty świętego spokoju
Zanim przejdziemy do koszmaru, jakim jest bezpieczeństwo żywności, musimy porozmawiać o obsesji żucia. Mniej więcej w tym samym czasie, gdy zaczynają interesować się stałym pokarmem, dziąsła zaczynają im stale dokuczać. Chcą wkładać wszystko do buzi. To po części ząbkowanie, a po części po prostu próba zmapowania, gdzie w ogóle znajdują się ich usta.
Bardzo polegam na zabawkach na ząbkowanie, aby zająć moje dziecko, podczas gdy ja próbuję przygotować te malutkie, frustrujące posiłki. Moim absolutnym kołem ratunkowym jest Ręcznie Robiony Drewniano-Silikonowy Gryzak.
Będę z wami szczera: kupiłam go głównie dlatego, że ładnie wyglądał i nie był zrobiony z neonowego plastiku, który gryzłby się z moim dywanem. Ale ostatecznie okazał się jedyną rzeczą, która naprawdę działała. Kontrast między twardym pierścieniem z drewna bukowego a miękkimi silikonowymi koralikami dawał mu opcje wyboru, gdy pulsowały mu dziąsła. Przecieram go, wręczam mu go, gdy jest przypięty w krzesełku do karmienia, i zyskuję dokładnie cztery minuty świętego spokoju na rozgniecenie awokado.
Czasami kładę go też pod Zestaw Edukacyjny z Rybkami. Spełnia swoje zadanie. Jest minimalistyczny i wykonany z drewna, co wolę od elektronicznych plastikowych zabawek, które grają tę samą agresywną piosenkę w kółko. Przez chwilę uderza rączkami w małe drewniane pierścienie. Nie przykuwa to jego uwagi na wiele godzin, ale kupuje mi wystarczająco dużo czasu, aby umyć blender bez wrzeszczącej widowni.
Jeśli mamy do czynienia z poważnym, nieutulonym dramatem ząbkowania, Gryzak Panda to kolejna solidna opcja, którą trzymam w pogotowiu. W całości składa się z silikonu spożywczego, co jest świetne, ponieważ mogę po prostu wrzucić go do lodówki na dziesięć minut. Zimny ucisk pomaga znieczulić obolałe miejsca, zanim spróbujemy podejść do posiłku.
Jeśli jesteście w samym środku fazy żucia i potrzebujecie czegoś, co pozwoli wam zachować zdrowy rozsądek podczas gotowania, przejrzyjcie naszą kolekcję gryzaków, aby kupić sobie trochę spokoju.
Szpitalne podejście do bezpieczeństwa żywności
W tym momencie wyczerpana pielęgniarka pediatryczna we mnie całkowicie przejmuje stery. Układ odpornościowy niemowlęcia to właściwie tylko uprzejma sugestia. Jeszcze tak naprawdę niewiele robi. Więc bezpieczeństwo żywności to nie tylko dobra praktyka, to absolutny priorytet.

Miód to poważna sprawa. Nigdy, pod żadnym pozorem, nie podawajcie miodu dziecku poniżej pierwszego roku życia. Ani surowego miodu, ani upieczonego w muffince, ani maciupeńkiej kropli na smoczku, żeby przestało płakać. Botulizm niemowlęcy zdarza się rzadko, ale jest katastrofalny w skutkach. Przetrwalniki w miodzie paraliżują mięśnie dziecka, zaczynając od głowy i schodząc w dół. Na samą myśl o wiotkim niemowlęciu na oddziale intensywnej terapii fizycznie ściska mnie w klatce piersiowej. Wykreślcie miód ze swojej listy zakupów całkowicie.
Mięso i jajka muszą być całkowicie ugotowane. Jeśli podajecie im żółtko, nie powinno być płynne i estetyczne. Powinno się kruszyć.
Do tego dochodzi kwestia ponownego zanurzania oblizanej łyżeczki, o czym większość rodziców w ogóle nie myśli. Kiedy karmicie dziecko, bakterie z jego ust przenoszą się bezpośrednio na łyżeczkę. Jeśli włożycie tę łyżeczkę z powrotem do słoiczka z przecierem, właśnie wprowadziliście bakterie z jamy ustnej do ciepłego, bogatego w składniki odżywcze środowiska, w którym będą się szybko namnażać. W zasadzie tworzycie szalkę Petriego.
Nałóżcie niewielką ilość do oddzielnej miseczki. Karmcie z tej miseczki. Jeśli w miseczce zostaną resztki, wyrzućcie je do kosza. Nigdy nie przechowujcie jedzenia, którego dotknęła używana łyżeczka. Nie obchodzi mnie, jak drogi był ten ekologiczny groszek.
Jeśli łatwo psujące się jedzenie stało w temperaturze pokojowej przez dwie godziny, wyrzućcie je. Skróćcie ten czas do godziny, jeśli jest akurat środek upalnego lata. Leczenie dziecka z zatrucia pokarmowego to koszmarne doświadczenie, którego chcecie uniknąć za wszelką cenę.
Dlaczego zrezygnowałam z robienia zapasów w zamrażarce
Próbowałam tego całego stylu życia polegającego na przygotowywaniu posiłków z wyprzedzeniem dokładnie jeden raz. Spędziłam trzy godziny w niedzielę, gotując na parze różne warzywa dyniowate, miksując je na różne konsystencje, zamrażając w idealnych małych silikonowych foremkach na lód i przekładając je do podpisanych woreczków do zamrażania.
Mój syn odmówił zjedzenia choćby jednego kęsa. Skończyło się na tym, że wyrzuciłam czterdzieści zamrożonych kostek dyni piżmowej sześć miesięcy później, kiedy były już pokryte szronem od przemrożenia.
Jeśli naprawdę zamierzacie gotować w większych ilościach, pamiętajcie, że przeciery wytrzymują dzień lub dwa w lodówce. W zamrażarce podobno nadają się do spożycia przez miesiąc lub trzy. Aby je rozmrozić, powinno się zostawić je w lodówce na noc. Jeśli jesteście zdesperowani i musicie użyć mikrofalówki, musicie to piekielnie dokładnie wymieszać, zanim je podacie. Mikrofalówki tworzą niewidoczne gorące punkty, które mogą poważnie poparzyć podniebienie dziecka. Ja zawsze najpierw testuję temperaturę na własnym nadgarstku, tak jak przy butelce z mlekiem.
Szczerze mówiąc, po pierwszym miesiącu robienia specjalnych przecierów w dużej mierze odpuściłam. Zaczęłam po prostu rozgniatać to, co akurat mieliśmy na obiad, z pominięciem soli. To tańsze, drastycznie prostsze i nie wymaga żadnych specjalnych tacek do przechowywania zajmujących miejsce w mojej kuchni.
Szczerze mówiąc, karmienie dziecka nie powinno przypominać egzaminu z chemii o wysoką stawkę. Rozgniatacie trochę jedzenia. Patrzycie, jak wypluwają je sobie na kolana. Wycieracie krzesełko i próbujecie znowu jutro. I tak wszystkie w końcu kończą jedząc czerstwe krakersy z podłogi.
Przygotujcie kuchnię i zajmijcie czymś dziecko, zanim zaczniecie rozgniatać groszek. Kup nasze naturalne niezbędniki dla niemowląt, aby posiłki były nieco mniej chaotyczne.
Odpowiedzi na wasze pytania o ten kulinarny bałagan
Co, jeśli krztuszą się dosłownie wszystkim?
Posłuchajcie, odruch wymiotny będzie się pojawiał i za pierwszymi dziesięcioma razami jest to przerażające. Ale krztuszenie się to tylko sposób, w jaki ich ciało uczy się, jak poruszać jedzeniem w buzi. Ich odruch wymiotny znajduje się o wiele bardziej z przodu na języku w porównaniu do dorosłych. Zadławienie jest ciche, krztuszenie się jest głośne. Jeśli kaszlą, robią się czerwone i wydają z siebie dźwięki, nic im nie jest. Po prostu usiądźcie na dłoniach i pozwólcie im sobie z tym poradzić. Jeśli są całkowicie ciche i robią się sine, to jest moment, w którym należy interweniować.
Czy naprawdę muszę kupować wszystko z upraw ekologicznych?
Moja pediatra powiedziała coś, co zapadło mi w pamięć. Stwierdziła, że woli, żeby dziecko zjadło zwykłe brokuły niż ekologiczne owocowe przekąski. Jeśli macie budżet, aby kupować ekologiczne jabłka i jagody, to świetnie. Róbcie to. Jeśli nie, po prostu bardzo dokładnie umyjcie zwykłe produkty i żyjcie dalej. Stres związany z płaceniem podwójnie za batata, którym dziecko i tak zaraz rzuci o ścianę, nie jest tego warty.
Ile tak szczerze mówiąc powinny zjadać?
Prawie nic. W szóstym miesiącu jedzenie to tylko zabawa. Chodzi wyłącznie o eksplorację sensoryczną i umiejętności motoryczne. Wciąż czerpią wszystkie potrzebne kalorie i składniki odżywcze z mleka matki lub mleka modyfikowanego. Jeśli przełkną pół łyżeczki rozgniecionego awokado, uznajcie to za ogromne zwycięstwo. Większość z tego i tak skończy w ich włosach, w waszych włosach i zaklinowana w szczelinach krzesełka do karmienia.
Co, jeśli agresywnie nienawidzą wszystkich warzyw?
To znaczy, że na ten moment nienawidzą warzyw. Potrzeba około piętnastu kontaktów z nowym smakiem, zanim dziecko na poważnie zdecyduje, czy go lubi, czy nie. Mój syn traktował fasolkę szparagową jak toksyczne odpady przez bite dwa tygodnie. Ja po prostu codziennie kładłam mu odrobinę na tacce. W końcu znudził się na tyle, że jej polizał. Teraz ją toleruje. Nie róbcie z tego wielkiego problemu i pod żadnym pozorem do niczego nie zmuszajcie.
Czy mogę zacząć podawać im wodę do popicia?
Możecie podać odrobinę wody w otwartym kubku lub kubku ze słomką, kiedy zaczną jeść stałe pokarmy, głównie po to, by pomóc im w ćwiczeniu samej fizycznej umiejętności picia. Ale mówimy tu o maksymalnie trzydziestu do sześćdziesięciu mililitrach dziennie. Ich niedojrzałe nerki nie radzą sobie z dużymi ilościami samej wody, a wy nie chcecie, żeby wypełniały swój malutki żołądek wodą zamiast bogatym w składniki odżywcze mlekiem. Wystarczy zaledwie kilka łyków do posiłku.





Udostępnij:
Dlaczego mamy obsesję na punkcie dramy o bezdomnym miliarderze
Skąd się biorą pleśniawki u niemowląt (i jak sobie z nimi radzić)