Wtorek, 2:14 w nocy. Miałam na sobie dresy mojego męża z czasów studiów, które nie widziały wnętrza pralki chyba od czasów administracji Obamy. W dłoni ściskałam letni kubek wczorajszej kawy z praski francuskiej – nie oceniajcie mnie, kofeina to kofeina – i stałam nad łóżeczkiem Leo niczym pozbawiony snu gargulec.
Miał osiem miesięcy. Miał dokładnie dwa i pół zęba. I wydawał z siebie dźwięk, który mogę opisać tylko jako garść żwiru z akwarium mielonego w młynku do odpadów.
Przerażające.
Naprawdę myślałam, że dławi się kamieniem, który jakoś przemycił do swojego śpiworka. Wsadziłam rękę do łóżeczka, praktycznie wstrzymując oddech, tylko po to, by uświadomić sobie, że on po prostu agresywnie przesuwa swoim nowiutkim, maleńkim górnym siekaczem po dolnych. Zgrzyyyyt. Zgrzyyyyt. Brzmiało to, jakby próbował zeszlifować sobie własną czaszkę. Od samego słuchania zaczęła mnie boleć szczęka.
Nocna spirala w Google o 3 nad ranem
Jeśli jesteś rodzicem, już wiesz, co zrobiłam dalej. Wróciłam do łóżka, naciągnęłam kołdrę na głowę i otworzyłam Google. Co zawsze jest błędem. Zawsze. Wpisywałam hasła typu „trzaskanie szczęką u niemowlaka” i „czy moje dziecko zetrze sobie zęby na pył”.
Mój mąż, Mark, obudził się przez niebieskie światło telefonu oświetlające moją spanikowaną twarz. Zmrużył oczy, wymamrotał coś o tym, że Leo jest pewnie po prostu zestresowany kredytem hipotecznym i przewrócił się na drugi bok. Zestresowany? To przecież niemowlak. Czym on niby ma się stresować? Że purée z groszku nie było wystarczająco ciepłe?
W każdym razie, internet powiedział mi, że albo ma rzadką chorobę neurologiczną, albo po prostu ząbkuje. No bo oczywiście. Wszystko w pierwszym roku życia dziecka jest albo całkowicie normalnym ząbkowaniem, albo stanem zagrożenia życia, bez absolutnie niczego pomiędzy.
Zderzenie z rzeczywistością u doktor Miller
Następnego ranka zaciągnęłam go do pediatry. Dosłownie nawet nie wzięłam prysznica. Narzuciłam tylko płaszcz na te moje dresy vintage i praktycznie wbiegłam do przychodni. Doktor Miller spojrzała na mnie, jakbym była wariatką, co, szczerze mówiąc, było prawdą.
Naśladowałam ten dźwięk przed nią. Nawet nie mrugnęła okiem. Powiedziała, że ogromny odsetek dzieci to robi. Nazwała to bruksizmem. Brzmi jak średniowieczne zaklęcie, ale mniejsza z tym. Z tego, co zrozumiałam przez ciężką mgłę wyczerpania, polega to głównie na tym, że dzieci zdają sobie sprawę, że mają w buzi nowe kości i chcą je poczuć. To całkowicie zmienia krajobraz w ich ustach, a one po prostu to badają.
Albo jest to ból przy ząbkowaniu, i w ten sposób tworzą sobie swój własny ucisk, by poradzić sobie ze stanem zapalnym dziąseł. Podobnie jak pocierasz bolące ramię, one zgrzytają bolącą szczęką. Aha, a czasem to dlatego, że bolą je uszy? Podobno mięśnie szczęki łączą się z trąbkami słuchowymi, czy coś w tym dziwnym stylu. Doktor Miller sprawdziła mu uszy, stwierdziła, że są w idealnym stanie, więc przeszłyśmy dalej.
Rzecz w tym, że według niej to niezwykle powszechne i prawie nigdy nie powoduje trwałych uszkodzeń szkliwa. Zęby mleczne i tak są tymczasowe. W końcu wypadną. Dzięki temu poczułam się o jakieś dziewięćdziesiąt procent lepiej, mimo że przez ten dźwięk nadal miałam ochotę wyskoczyć z własnej skóry.
Zdesperowane czasy i silikonowe zwierzątka
Trudno jest oduczyć ośmiomiesięczne dziecko jakiegoś nawyku przez dyscyplinę. Po prostu wtykasz mu w twarz zimną zabawkę i modlisz się, pocierając jego plecy w małych, desperackich kółkach. Musieliśmy odwrócić jego uwagę.

Moją absolutnie ulubioną rzeczą, jakiej używaliśmy w tym celu – i nie żartuję, wciąż trzymam ją na strychu w pudełku z pamiątkami – był ten Gryzak Malajski Tapir. Wiem, tapir. To takie bardzo konkretne i dziwnie hipsterskie, ale Leo miał na jego punkcie obsesję. Myślę, że to dlatego, że ma pośrodku to małe wycięcie w kształcie serca, które jego pulchne paluszki mogły z łatwością chwycić, bez upuszczania go co cztery sekundy.
Kiedy w ciągu dnia zaczynało się zgrzytanie, dosłownie rzucałam w niego tym tapirem. Trzymaliśmy go w lodówce obok mleka owsianego, więc zawsze był lodowaty. Doktor Miller powiedziała, że zimno pomaga znieczulić obrzęk, a może tylko stwierdziła, że zimno przynosi ulgę, właściwie nie pamiętam. Ale to jest solidny silikon spożywczy, a on zaciekle żuł pyszczek tapira zamiast własnych zębów. To było wielkie wybawienie.
Aha, i dziecko mojej przyjaciółki – nazwijmy go małym G – kilka tygodni później robiło dokładnie to samo. Wpadli do nas pobawić się, obaj siedzieli na dywanie i wydawali z siebie nawzajem ten okropny zgrzytliwy dźwięk. Skończyło się na tym, że też kupiłam jej tapira, tylko po to, żeby nie musieć tego słuchać.
Próbowaliśmy też wykorzystać pory posiłków jako formę odwrócenia uwagi. Mieliśmy taki Zestaw bambusowych sztućców dla niemowląt. Słuchajcie, są przepiękne. Pod względem estetycznym sprawiają, że czujesz się jak idealna „matka natura”, która karmi swoje dziecko wyłącznie purée z ekologicznej dyni od lokalnego rolnika. Miękkie silikonowe końcówki są naprawdę świetne do jedzenia. Ale jako odwrócenie uwagi przy ząbkowaniu? Średnio.
Leo kończył swojego batata i natychmiast próbował obrócić łyżkę, by pocierać zębami o twardy, bambusowy trzonek. Co, szczerze mówiąc, wywoływało potworny dźwięk drewna trącego o kość, niemal tak zły, jak zgrzytanie zębów. Musiałam mu je konfiskować w sekundę po przełknięciu ostatniego kęsa. Dobre do jedzenia, fatalne na bruksizm.
Jeśli właśnie tracisz zmysły z powodu tych dźwięków i musisz zbudować swój obronny arsenał, weź głęboki oddech i przejrzyj ekologiczne zabawki na ząbkowanie Kianao, żeby znaleźć coś, co twoje dziecko będzie naprawdę chciało żuć.
Interwencja z drewnianym kółkiem
To, co jednak naprawdę zadziałało, jeśli chodzi o sensoryczny kontr-ucisk, to był Drewniany gryzak z grzechotką Lisek.
Składa się z twardego pierścienia z drewna bukowego przymocowanego do szydełkowego liska. Drewno jest surowe i całkowicie gładkie, co jest super, bo Leo traktował je jak gryzak dla golden retrievera. Twarde drewno zapewniało ten głęboki nacisk, którego tak desperacko szukał zaciskając szczękę, a jednocześnie było na tyle delikatne, by nie uszkodzić jego własnego szkliwa. W dodatku grzechocze. Leo nim potrząsał, dźwięk odwracał jego uwagę, po czym pakował go do buzi, całkowicie zapominając, że przed chwilą próbował zetrzeć swoje siekacze.
Festiwal nocnego zaciskania szczęki
Zgrzytanie w ciągu dnia to jedno. Łatwo można odwrócić uwagę dziecka. Ale nocne zgrzytanie? O matko.

Po prostu leżysz w ciemności i słuchasz, jak ten dźwięk odbija się echem z niani elektronicznej jak w jakimś maleńkim, przerażającym nawiedzonym domu. Podobno bardzo często zdarza się to podczas przechodzenia między fazami snu. Na przykład przy przejściu ze snu głębokiego w płytki ich mały, niedojrzały układ nerwowy ma pewnego rodzaju zwarcie i dzieci mocno zaciskają szczęki.
Pamiętacie, jak Mark żartobliwie stwierdził, że Leo jest zestresowany? Cóż, miał w pewnym sensie rację. Doktor Miller wspomniała, że przebodźcowanie w ciągu dnia – na przykład bardzo intensywne popołudnie czy głośne, nowe otoczenie – może faktycznie pogorszyć nocne zgrzytanie. Ich mózgi po prostu przetwarzają za dużo tego wszystkiego podczas snu.
Musieliśmy więc całkowicie zrewolucjonizować nasze wieczory. Przestaliśmy bawić się w dzikie, piskliwe „a kuku” tuż przed snem. Zaczęliśmy wprowadzać te śmiesznie długie, uspokajające kąpiele. Przyciemnione światła. Lawendowy balsam. Pełen pakiet spa. Czy całkowicie uleczyło to zgrzytanie? Oczywiście, że nie. Ale wydawało się, że zdarzało się to rzadziej, a przynajmniej Leo spał na tyle głęboko, że nie przechodził bez przerwy z jednej fazy snu w drugą, budząc się przy okazji tym okropnym dźwiękiem.
Kolej na Mayę i wrzucenie na luz
Trzy lata później moja córka Maya dostała swoich pierwszych zębów.
Siedziałyśmy przy wyspie kuchennej. Piłam kawę (oczywiście, jak zawsze). Ona bawiła się klockami. Nagle tak po prostu na mnie spojrzała i wydała ze swojej szczęki głośne zgrzyyyyt.
Nie panikowałam. Nie wygooglowałam tego. Nawet nie mrugnęłam okiem. Po prostu podałam jej zmrożoną myjkę, powiedziałam „to obrzydliwe, mała” i wróciłam do czytania maili.
To niesamowite, jak ten sam dźwięk, który przy pierwszym dziecku doprowadził mnie do obłędu o 3 nad ranem, przy drugim ledwie odnotowałam w głowie. To naprawdę tylko faza. Wszystkie przez to przechodzą. W końcu przestają, gdy mają już więcej zębów albo gdy znajdą nowy, równie irytujący nawyk, by go zastąpić. Na przykład wielokrotne rzucanie kubkiem niekapkiem na drewnianą podłogę tylko po to, żeby patrzeć, jak go podnoszę.
Więc jeśli obecnie popadasz w obłęd, bo twoje niemowlę brzmi, jakby rzuło kamienie, proszę, zatrzymaj się, zrób sobie ogromny kubek kawy i złap kilka solidnych gryzaków od Kianao, żeby ocalić swoje zdrowie psychiczne. Przejdziesz przez to. Ząbki twojego dziecka będą w porządku. Twoje bębenki uszne mogą trochę ucierpieć, ale przeżyjesz.
Kłopotliwe pytania, które zadałam pediatrze (i ty pewnie też je zadajesz)
Czy powinnam obudzić dziecko, jeśli zgrzyta zębami przez sen?
W życiu. Nigdy nie budź śpiącego dziecka. Poważnie, po prostu przycisz nianię elektroniczną, żeby tego nie słyszeć. Wybudzanie sprawi jedynie, że będą marudne, a wcale nie oduczy ich to zgrzytania, bo w pierwszej kolejności nawet nie zdają sobie sprawy, że to robią. Pozwól im spać. Chroń swój własny spokój.
Czy naprawdę mogą przez to złamać ząb?
Zadałam dokładnie to samo pytanie naszemu stomatologowi dziecięcemu, bo Leo zgrzytał tak mocno, że myślałam, iż jego zęby za chwilę się rozsypią. Powiedziała mi, że choć zdarza się drobne zużycie, to niezwykle rzadko dziecko naprawdę łamie ząb z powodu samego zgrzytania. Zęby mleczne i tak są tymczasowe. Jeśli zauważysz, że dziecko krzywi się przy gorącym lub zimnym jedzeniu albo zęby wyglądają na wyraźnie spłaszczone, może warto zadzwonić do dentysty. Ale zazwyczaj jest to po prostu głośne i denerwujące.
Kiedy w końcu przestaną wydawać ten okropny dźwięk?
U nas to jakoś wyblakło, gdy Leo skończył półtora roku. Doktor Miller powiedziała, że większość dzieci wyrasta z fazy zgrzytania niemowlęcego, kiedy wszystkie mleczaki już wyjdą, albo kiedy po prostu znudzi im się to uczucie. Zazwyczaj nasila się, gdy wyrzyna się nowy ząb, utrzymuje się przez kilka tygodni, a następnie znika. Aż do pojawienia się zębów trzonowych. Wtedy niech Bóg ma cię w opiece.
Drewniane czy silikonowe gryzaki są lepsze do odwracania uwagi od zgrzytania?
Szczerze mówiąc, potrzebujesz obu. Wszystko zależy od dnia i nastroju dziecka. Czasem Maya chciała mięciutkiego, lodowatego silikonu tapira, bo jej dziąsła były rozpalone i w stanie zapalnym. Innego dnia wolała twardy jak głaz opór drewnianego liska, żeby naprawdę solidnie wbić w niego szczękę. Kup po jednym z obu rodzajów i zobacz, który z nich będzie rzadziej lądował na podłodze.
Czy smoczek pomaga na nocne zgrzytanie?
Może pomóc! Działa on w zasadzie jak mały zderzak między górnymi i dolnymi zębami. Jest tu jednak pewien haczyk – jeśli twoje dziecko jest podobne do mojego, wypluje smoczek w sekundzie, w której zaśnie, a potem po godzinie i tak zacznie zgrzytać. To świetna ochrona, jeśli naprawdę trzymają go w buzi, ale nie polegałabym na nim jako na magicznym lekarstwie, jeśli są chronicznymi wypluwaczami smoczków.





Udostępnij:
Szukasz małych kózek na sprzedaż w Cobleskill? Koniecznie przeczytaj
Drewniane zabawki na roczek: dlaczego to zazwyczaj tylko drogie gryzaki