Słuchajcie, była 23:00 w dniu pierwszych urodzin mojego syna. Salon pachniał rozgniecionym kremem waniliowym i desperacją. Siedziałam na dywanie, otoczona górą jaskrawego kartonu i plastiku, robiąc to, co zrobiłaby każda była pielęgniarka z dziecięcego SOR-u. Sortowałam prezenty na kupki według tego, jak duże było prawdopodobieństwo, że wyślą nas na pogotowie.
Moja teściowa podarowała plastikowy stół DJ-a na baterie, który śpiewał alfabet z przerażająco wesołym brytyjskim akcentem. Ciotka przyniosła coś z migającymi światłami stroboskopowymi, o czym byłam prawie pewna, że może wywołać atak padaczki. Ktoś inny przyniósł pluszowego misia z oczami z guzików, które wyglądały, jakby miały odpaść przy jednym mocniejszym pociągnięciu.
Wypchnęłam migający stół DJ-a na korytarz. Następnie spojrzałam na mały stosik drewnianych klocków, które przyniosła moja siostra. Były ciężkie. Były ciche. Nie wymagały baterii AAA. Tamtej nocy rozpoczęła się moja bardzo cyniczna, wysoce paranoiczna podróż do odkrycia, co tak naprawdę ma znaczenie, jeśli chodzi o zabawki dla małych dzieci.
Medyczne realia dwunastomiesięcznego dziecka
Jeśli czytasz fora dla rodziców, sprawiają, że skończenie roczku brzmi jak magiczne przebudzenie, w którym twoje dziecko nagle pragnie budować architektoniczne cuda. Moja pediatra roześmiała się, gdy zapytałam o kamienie milowe rozwoju poznawczego na naszej wizycie rocznej. Przypomniała mi, że w tym wieku moje dziecko to w zasadzie bardzo mobilny, lekko wstawiony golden retriever.
Są w samym środku fazy oralnej. Wszystko ląduje w buzi. Nie mam na myśli, że tylko niektóre rzeczy. Mam na myśli, że każdy napotkany przedmiot jest oceniany najpierw dłońmi, a następnie dziąsłami. Spędzałam dyżury w szpitalu, wyciągając najdziwniejsze rzeczy z gardeł maluchów. Monety, plastikowe klapki od baterii, kawałki gąbki. Kiedy kupujesz zabawki od 1 roku życia, tak naprawdę szukasz gryzaka, który przy okazji uczy motoryki.
Potem pojawia się chwyt pęsetowy. To ten mały medyczny cud, kiedy dzieci uczą się używać kciuka i palca wskazującego razem. Nagle mój syn zaczął zbierać niewidzialne kłaczki z dywanu z precyzją neurochirurga. Dzieci potrzebują zabawek, które pozwalają im to ćwiczyć. Nie przycisków, w które mogą walić całą dłonią, podczas gdy maszyna wykonuje za nie całą pracę.
Mamy też do czynienia ze wstawaniem i chodzeniem przy meblach. Środek ciężkości roczniaka to jakiś żart. Podciągają się na wszystkim. Ciągle upadają. Ciężka drewniana zabawka stoi stabilnie. Kijowy plastik przewraca się i pociąga dziecko za sobą. Karton jest bezużyteczny, bo po prostu go zjedzą.
Zanurzając się w przepisy dotyczące bezpieczeństwa
Ponieważ doskonale wiem, co kwas żołądkowy robi z tanią farbą, zaczęłam sprawdzać, jak właściwie regulowany jest rynek zabawek drewnianych. Można by założyć, że wszystko, co sprzedaje się dla dzieci, jest bezpieczne. Bylibyście w ogromnym błędzie.

Istnieje europejska norma DIN EN 71-3. Brzmi jak nudny numer seryjny, ale to jedyna rzecz, która stoi między twoim dzieckiem a pełną buzią toksycznego lakieru. Ogranicza ona zawartość metali ciężkich w zabawkach. Kiedy drewniana zabawka posiada ten certyfikat, oznacza to, że farba jest na bazie wody i jest odporna na działanie śliny. Niemcy nazywają to „speichelfest”. Ja nazywam to absolutnym minimum dla wszystkiego, co pojawia się w moim domu.
Drewno lubi też pękać i zostawiać drzazgi. W każdym razie to tanie. Jeśli kupisz drewniany pociąg za dwadzieścia złotych z kosza w dyskoncie, do wtorku będziesz wyciągać dziecku drzazgę z języka. Jakość ma tutaj znaczenie, którego po prostu nie ma w przypadku skarpetek czy śliniaków. Lite drewno, zaokrąglone krawędzie, nietoksyczne wykończenia. To są moje kryteria z SOR-u.
Co przetrwało czystkę w salonie
Spakowałam śpiewający stół DJ-a i potworki ze światłem stroboskopowym. Oddałam je do żłobka, w którym pewnie mnie teraz nienawidzą. Zdecydowałam się pozostać w dużej mierze przy naturalnych materiałach. Nie dlatego, że chciałam mieć estetyczny, beżowy pokoik na media społecznościowe. Po prostu drewno ma sens. Ma swoją naturalną wagę. Zapewnia dziecku bodźce dotykowe. Upuszczenie drewnianego klocka na podłogę pięknie uczy związku przyczynowo-skutkowego, ponieważ wydaje on satysfakcjonujący, głuchy dźwięk.
Ale nie potrzebujesz w salonie sklepu z zabawkami. Potrzebujesz trzech lub czterech rzeczy, które się sprawdzają.
Jeśli chcesz całkowicie ominąć plastikowe śmieci, po prostu przejrzyj starannie dobraną kolekcję drewnianych zabawek, która już spełnia wszystkie wymogi bezpieczeństwa, żebyś nie musiał obsesyjnie sprawdzać składu farby o drugiej w nocy, tak jak ja to robiłam.
Szczera ocena produktów
Przez kolejne kilka miesięcy nabyliśmy kilka konkretnych zabawek. Niektóre były genialne. Inne uczyły pokory.

Pierwszą z nich była drewniana kostka motoryczna. Widziałam już setki jej wariacji. Kupiliśmy drewnianą kostkę edukacyjną od Kianao. Słuchajcie, uwielbiam tę rzecz, ale nie z powodów, jakie zaplanował producent. Owszem, ma małe koraliki na druciku i sorter kształtów. Ale mój syn używał jej głównie jako niezawodnej kotwicy. Podciągał się na niej, uświadamiał sobie, że stoi, panikował, a następnie agresywnie przeżuwał zaokrąglony górny róg. Farba na bazie wody wytrzymała miesiące skrobania jego czterema maleńkimi ząbkami. Kostka jest na tyle ciężka, że nigdy się nie przewróciła, gdy opierał na niej cały ciężar ciała. To naprawdę solidny, bezpieczny sprzęt.
Potem wypróbowaliśmy klasyczną drewnianą piramidkę z kółek. Każda książka o rozwoju dziecka mówi, że to najlepsza zabawka do ćwiczenia chwytu pęsetowego i wyobraźni przestrzennej. Mój syn spojrzał na nią, rozłożył na części w cztery sekundy, a potem spędził kolejne trzy tygodnie, używając drewnianych krążków jako pocisków rzucanych w naszego kota. W końcu zorientował się, jak układać je z powrotem na paliku, ale przez większość czasu służyła mu za broń. To urocza zabawka, idealnie oszlifowana, ale po prostu trzeba znać swoje dziecko. Moje to najwyraźniej mały drwal z problemami z kontrolowaniem gniewu.
Prawdziwym zwycięzcą okazał się drewniany pchacz. Żaden tam plastikowy chodzik, który wyfruwa spod dziecka na drewnianej podłodze. Ciężka, solidna drewniana podstawa. Na początku włożyłam kilka paczek mąki do wózka, żeby jeszcze bardziej go dociążyć. Syn pchał go od sofy do wyspy kuchennej, a jego małe nóżki się trzęsły, gdy wyglądał na niesamowicie dumnego z siebie. Czasami po prostu siadał przed nim i kręcił drewnianymi kółkami. Zapewnił mu niezależność bez ciągłego ryzyka lądowania twarzą na ziemi.
Strategia rotacji zabawek, która uratowała moje zdrowie psychiczne
Oto sekret, o którym mówią eksperci w dziedzinie pediatrii, a który naprawdę sprawdza się w prawdziwym życiu: rotacja zabawek.
Kiedy masz na dywanie dwadzieścia zabawek, roczne dziecko jest przebodźcowane. Podniesie klocek, upuści go, podniesie samochodzik, rzuci nim, a na koniec po prostu usiądzie i zacznie płakać. Zbyt duży szum wizualny przegrzewa ich małe obwody.
Zaczęłam chować osiemdziesiąt procent jego drewnianych zabawek w szafie w przedpokoju. Zostawiłam kostkę edukacyjną, kilka klocków i mały drewniany samochodzik. To wszystko. Bawił się dłużej. Naprawdę się skupiał. Kiedy trzy tygodnie później zaczął się nudzić, zamieniłam samochodzik na piramidkę. Zachowywał się tak, jakbym właśnie wręczyła mu kluczyki do nowego Mercedesa. Iluzja nowości to naprawdę potężne narzędzie.
Nie musisz kupować każdego drewnianego narzędzia rozwojowego dostępnego na rynku. Potrzebujesz kilku podstawowych rzeczy, które służą wielu celom. Klocek można ułożyć w wieżę. Można go przewrócić albo udawać, że to jedzenie. Może być czymś, co dziecko trzyma w obu rączkach podczas chodzenia, tylko po to, by poczuć równowagę. To jest to, co pedagodzy nazywają zabawą z otwartym zakończeniem (open-ended play). Ja nazywam to dobrze wydanymi pieniędzmi.
Omijaj alejki z zabawkami na baterie. Unikaj tanich zabawek zostawiających drzazgi. Zainwestuj w kilka ciężkich, bezpiecznych, drewnianych przedmiotów i pozwól dziecku samemu wszystko odkrywać. Jeśli jesteś gotowa zamienić hałaśliwy plastik na coś, co nie przyprawi cię o migrenę, poszukaj rzeczy, które przetrwają lata niemowlęce, i wzbogać swoją rotację zabawek o produkty, które dziecko może bezpiecznie żuć.
Brudna rzeczywistość zabawek dla maluchów (FAQ)
Jak wyczyścić drewniane zabawki, kiedy nieuchronnie pokryją się lepkimi płynami wydzielanymi przez malucha?Trzymaj je z dala od zmywarki i zlewu. Drewno jest porowate. Jeśli je namoczysz, wypaczy się, pęknie i stanie się siedliskiem bakterii. Ja używam wilgotnej ściereczki z odrobiną łagodnego płynu do naczyń, by zetrzeć ślinę i rozkruszone krakersy. Wytrzyj je natychmiast do sucha. Jeśli ktoś w domu ma grypę żołądkową, przecieram je mocno rozcieńczoną mieszanką wody z octem. Przez godzinę pachną jak sos sałatkowy, ale to działa.
Czy drewniane zabawki są naprawdę bezpieczniejsze od plastikowych?Z mojego doświadczenia wynika, że tak – pod warunkiem, że są wysokiej jakości. Tani plastik pęka na ostre kawałki, gdy maluch rzuca nim o kafelki na podłodze. Widziałam takie rany na SOR-ze. Lite drewno może zrobić wgniecenie w podłodze, ale nie rozbije się i nie zamieni w broń. Musisz tylko upewnić się, że drewno jest odpowiednio wykończone i pokryte nietoksycznymi, odpornymi na ślinę farbami, ponieważ i tak wyląduje w buzi dziecka.
Moje roczne dziecko cały czas rzuca drewnianymi klockami. Czy to normalne?Całkowicie normalne i niesamowicie irytujące. W ten sposób dzieci uczą się grawitacji, przyczyny i skutku oraz trajektorii. Testują, co się stanie, gdy puszczą dany przedmiot. To kamień milowy w rozwoju poznawczym przebierający się za złe zachowanie. Zabierz z zasięgu delikatne przedmioty, połóż gruby dywan i pozwól im przez jakiś czas rzucać miękkimi lub bezpiecznymi przedmiotami, dopóki ta faza nie minie.
Dlaczego wysokiej jakości drewniane zabawki są takie drogie?Ponieważ płacisz za testy bezpieczeństwa, solidne surowce i nietoksyczne wykończenia, a nie za masowo formowany plastik, który w gruncie rzeczy jest przetworzoną ropą naftową. Potraktuj to jako inwestycję w kilka dobrych zabawek, zamiast kupowania całego kosza jednorazowych śmieci. W tym wieku potrzebujesz przecież tylko trzech lub czterech porządnych drewnianych przedmiotów. Koszt ich użycia zrównuje się w czasie, gdy dziecko przez dziesięć miesięcy bez przerwy bawi się tym samym pchaczem.
A co, jeśli moje dziecko woli bawić się kartonem po zabawce?To znaczy, że twoje dziecko działa bezbłędnie i zgodnie z ustawieniami fabrycznymi typowego roczniaka. Pozwól mu bawić się pudełkiem. Kiedy odgryzie róg i spróbuje go połknąć, wyrzuć pudełko i skieruj jego uwagę z powrotem na drewniane klocki. W końcu się do nich przekona.





Udostępnij:
Ten przerażający dźwięk: kiedy niemowlę zaczyna zgrzytać zębami
Jak wybrać kołdrę dla alergika, gdy maluch kaszle całą noc