Byłam tam, boso we własnym salonie o 6:30 rano, stając prosto na malutki plastikowy kask strażacki, który był częścią jakiegoś gigantycznego, absurdalnie drogiego wozu strażackiego, który mój najstarszy syn dostał na trzecie urodziny. Będę z wami szczera, ból był oślepiający. Skacząc na jednej nodze i starając się nie obudzić malucha, spojrzałam na to absolutne pobojowisko w naszym domu i dotarło do mnie, że coś musi się zmienić. Kiedy byłam w ciąży z trzecim dzieckiem, wpadłam w nocną internetową czarną dziurę, analizując europejskie normy bezpieczeństwa i szukając spielzeug ab 3 jahren, co jest po prostu wymyślnym niemieckim określeniem zabawek dla trzylatków. Słuchajcie, Europejczycy nie żartują, jeśli chodzi o rzeczy dla dzieci, i to sprawiło, że całkowicie przemyślałam, co tak naprawdę wpuszczam do mojego domu.

Moje najstarsze dziecko to żywa przestroga przed tym, co się dzieje, gdy świeżo upieczona mama ma konto Amazon Prime i zerową kontrolę nad impulsami. Kupowałam mu wszystko. Każdy świecący gadżet, każdy stuelementowy zestaw, każdy modny system edukacyjny, który obiecywał zrobić z mojego malucha geniusza przed czwartymi urodzinami. Biedactwo, ostatecznie i tak przez trzy tygodnie bawił się pustym kartonem po pieluchach, podczas gdy plastik wart kilkaset złotych kurzył się w kącie. Zanim na świecie pojawiło się moje trzecie dziecko, całkowicie zmieniłam podejście.

Wielkie kłamstwo o trzecich urodzinach

Największe kłamstwo, jakie wciska nam branża zabawkowa, polega na tym, że w chwili, gdy wybija północ w dniu trzecich urodzin, twoje dziecko nagle przekracza magiczny próg i zaczyna potrzebować wysoce skomplikowanej, ustrukturyzowanej rozrywki. Wszyscy widzimy, jak z opakowań znika ostrzeżenie "nieodpowiednie dla dzieci poniżej 36 miesięcy", i nagle każda ciocia, wujek czy babcia uważa, że twoje dziecko jest gotowe na tysiącelementowe puzzle i szklane kulki.

Zapytałam o to naszego pediatrę, doktora Millera, ponieważ byłam szczerze przerażona ryzykiem zadławienia, skoro zniknęły etykiety ostrzegawcze. Trochę się zaśmiał i powiedział mi, że cała ta granica trzech lat to w dużej mierze tylko kwestia prawna, żeby producenci mogli chronić własne tyłki, a nie żaden gwarantowany biologiczny przełącznik, po którym dzieci nagle przestają wkładać do buzi przypadkowe śmieci. Wyjaśnił, że faza oralna u mojej córki może i zwalnia, ale nadal muszę pilnować jej jak oka w głowie, bo dzieci rozwijają się we własnym, chaotycznym tempie. Więc tak, nadal traktuję wszystko, co mniejsze od piłeczki golfowej, jakby było radioaktywne, bo moja najmłodsza na bank poliże monetę z chodnika, jeśli tylko odwrócę wzrok na dwie sekundy.

Jeśli chcecie mojej szczerej rady: po prostu obserwujcie, po co naturalnie sięgają z kosza na śmieci czy ze spiżarni, a potem ewentualnie kupcie coś trwałego, co to naśladuje, zamiast na siłę wciskać im jakiś drogi system rozwojowy, na który nie są gotowe.

Pozwólcie mi przez chwilę ponarzekać na plastikowe maszyny hałasu

Muszę wyrzucić z siebie kilka słów na temat tych głośnych, zasilanych bateriami plastikowych potworności, które nieuchronnie trafiają do waszego domu jako prezenty urodzinowe. Wiecie, o jakich mówię. Mają sześćdziesiąt przycisków, błyskają przyprawiającymi o zawrót głowy światłami i wykrzykują alfabet z głośnością, która trzęsie fundamentami domu. Szczerze ich nienawidzę każdą komórką mojego ciała. Tak naprawdę nie uczą waszego dziecka niczego, tylko tresują je do wciskania przycisku i biernego czekania na głośną nagrodę, co całkowicie zabija ich wyobraźnię.

Najgorsze są baterie. Nie mam zamiaru marnować cennego weekendu na odkręcanie mikroskopijnym śrubokrętem malutkich plastikowych klapek, tylko po to, by wymienić sześć baterii AA, żeby jakiś plastikowy pies mógł na mnie szczekać, gdy próbuję złożyć pranie. I niezmiennie, układ dźwiękowy zawsze zaczyna się psuć gdzieś w okolicach trzeciego tygodnia, przez co zabawka wydaje z siebie demoniczne, na wpół rozładowane jęki w stylu "Stary niedźwiedź mocno śpi" o drugiej w nocy, kiedy w domu robi się chłodniej. Mówię wam, to jest przerażające.

A szczerze mówiąc, te zabawki psują się tak łatwo, bo trzylatki posiadają niszczycielską siłę małego huraganu. Nie chcą delikatnie wciskać przycisków; chcą używać plastikowego psa jako młotka do wbijania awokado w dywan. Jeśli zabawka nie jest w stanie przetrwać zrzucenia z drewnianych schodów, nie ma absolutnie żadnego prawa bytu w moim domu.

Nawet nie wspominajcie mi o fiszkach edukacyjnych dla maluchów, które są po prostu gigantycznym testem obciążeniowym dla waszego zdrowia psychicznego i i tak kończą przeżute na kawałki pod kanapą.

Jeśli próbujecie wymyślić, jak odzyskać swój salon i chcecie zobaczyć rzeczy, które naprawdę idą w parze ze zdrowym rozsądkiem, w wolnej chwili sprawdźcie starannie wyselekcjonowaną kolekcję zabawek od Kianao.

Rzeczy, które naprawdę potrafią przetrwać moje dziecięce tornada

Ponieważ odmawiam kupowania kolejnych hałaśliwych, plastikowych śmieci, musiałam dojść do tego, co na poważnie potrafi utrzymać uwagę trzylatka przez więcej niż trzy minuty. A powiem wam, że ich czas skupienia w tym wieku wynosi mniej więcej tyle, co pamięć złotej rybki. Macie szczęście, jeśli uda wam się wycisnąć dziesięć bitych minut samodzielnej zabawy, zanim ktoś zacznie krzyczeć, że skarpetka go uwiera. Jednak w naszym domu sprawdza się kilka konkretnych kategorii.

Stuff That Honestly Survives My Toddler Tornadoes — Spielzeug ab 3 Jahren: The Brutally Honest Guide for Parents
  • Klocki magnetyczne: To istny święty Graal. Tak, są absurdalnie drogie, ale to jedyna rzecz, którą cała trójka moich dzieci potrafi się bawić razem bez rozlewu krwi. Klocek może być samochodem, domem, telefonem albo kawałkiem pizzy. To zabawki otwarte (open-ended), co oznacza, że ich mózgi naprawdę muszą włożyć wysiłek w zabawę.
  • Rzeczy z życia codziennego: Dla mojego pierwszego dziecka kupiłam przepiękną, drewnianą kuchnię do zabawy za kupę kasy. Bardzo mu się podobała. Mojemu trzeciemu dziecku po prostu dałam prawdziwą drewnianą łyżkę i miskę do mieszania, podczas gdy ja gotowałam obiad. Moja mama zawsze powtarza: „My nie mieliśmy drewnianych zestawów małego doktora za dwieście złotych, mieliśmy plastikowe pojemniki i wyobraźnię”. O rany, i zazwyczaj ma rację, nawet jeśli denerwuje mnie przyznanie się do tego. Dzieci po prostu chcą robić to, co wy robicie. Dajcie im mini miotłę i pozwólcie pomieść trochę kurzu.
  • Spalacze energii (motoryka duża): Trzylatki muszą być w ciągłym ruchu, inaczej dziczeją. W końcu zainwestowaliśmy w porządny rowerek biegowy i mały, domowy drewniany trójkąt do wspinaczki. Czasami po prostu wspinają się na sam szczyt i krzyczą, ale przynajmniej spalają energię.

Przysięgam, jeśli wpiszecie w wyszukiwarkę spielzeug ab 3 jahre, dostaniecie w wynikach te nieskazitelne, beżowe, w 100% drewniane bawialnie, które wyglądają jak muzeum, w którym tak naprawdę nikt nie mieszka. Mój dom tak nie wygląda. Nasza strefa zabaw to chaotyczna mieszanka solidnych drewnianych elementów, kolorowych magnesów i zazwyczaj połowy podartego kartonu, o którym mój syn z uporem maniaka twierdzi, że jest statkiem pirackim.

Moja szczera recenzja cmentarzyska zabawek

Ponieważ sama prowadzę małą firmę, staram się bardzo rozważnie podchodzić do tego, na co wydaję pieniądze, zwłaszcza że rzeczy dla dzieci są teraz takie drogie. Chcę wam opowiedzieć o dwóch rzeczach, które kupiliśmy: jednej całkowicie żałuję, a druga to prawdopodobnie najlepsza rzecz w naszej bawialni.

Zacznijmy od tego, czego żałuję. Wydałam sporo kasy na jedną z tych modnych, dużych, drewnianych tęczy do układania. Na pewno widzieliście je we wszystkich mediach społecznościowych. Myślałam, że to będzie takie piękne, inspirowane pedagogiką waldorfską narzędzie do kreatywnej zabawy. Będę z wami szczera – moje dzieci nie dbają o estetykę. Natychmiast zorientowały się, że z łuków powstają doskonałe, ciężkie drewniane bumerangi i zaczęły rzucać nimi przez cały pokój w naszego psa. Teraz tęcza po prostu leży na wysokiej półce, ładnie wygląda i drwi ze mnie oraz mojego pustego portfela. Świetnie sprawdza się jako dekoracja pokoju dziecięcego, ale jako zabawka dla rozbrykanego trzylatka? Absolutnie nie jest warta swojej ceny.

Z drugiej strony, absolutnym wołem roboczym w naszej bawialni jest organiczna lniana mata do zabawy marki Kianao. Wiem, że mata do zabawy brzmi jak gadżet dla niemowlaka, ale posłuchajcie mnie przez chwilę. Dla trzylatka dobra, wytrzymała mata staje się fundamentem wszystkiego. Moja średnia córka ciąga swoją po całym domu, żeby budować bazy z koców, używa jej jako miękkiego lądowiska podczas skoków z kanapy i stawia na niej skomplikowane miasta z klocków. Uwielbiam ją, bo jest całkowicie wolna od dziwnej chemii, len jest niesamowity w dotyku i mogę po prostu wrzucić ją do pralki, gdy ktoś nieuchronnie rozleje na nią kubek mleka. Szczerze – daje radę przetrwać nasze życie.

Notka na marginesie: ponieważ moje dzieci bawią się tak intensywnie, rzucając się na podłogę i dosłownie tarzając się w brudzie, musiałam przemyśleć też ich garderobę. W końcu przestałam kupować tanie ubrania syntetyczne, które mechacą się po jednym praniu, i zaczęłam zaopatrywać się w ubranka dla maluchów z bawełny organicznej Kianao. Są wystarczająco rozciągliwe, by przetrwać fazę bycia na domowej ściance wspinaczkowej, a bawełna naprawdę oddycha, więc moje dziecko nie jest spoconym, rozdrażnionym kłębkiem nerwów już o czternastej.

Prawda o grach planszowych i przegrywaniu

W okolicach trzeciego roku życia podobno należy wprowadzić pierwsze gry planszowe. Internet sprawia, że brzmi to jak piękny moment budowania więzi rodzinnych. Rzeczywistość jest taka, że uczenie trzylatka czekania na swoją kolej i potencjalnego przegrania gry to czyste tortury psychologiczne dla wszystkich zaangażowanych.

The Truth About Board Games And Losing — Spielzeug ab 3 Jahren: The Brutally Honest Guide for Parents

W zeszłym miesiącu spróbowaliśmy zagrać w proste memory. Mój syn odwrócił kartę, nie mógł znaleźć pary i natychmiast rzucił się do tyłu na podłogę, krzycząc, że gra się "zepsuła". Dzieci na tym etapie po prostu nie mają jeszcze regulacji emocjonalnej pozwalającej na ścisłe przestrzeganie zasad. Jeśli teraz gramy w gry, zazwyczaj wymyślam zasady od nowa, żeby była to gra zespołowa. Wszyscy gramy przeciwko planszy albo po prostu używamy małych elementów do dowolnej, nieskrępowanej zabawy. Zdecydowanie nie zamierzam kłócić się z maluchem o tekturowy żeton. Życie jest stanowczo za krótkie na taki stres.

Podsumowując, zanim wydacie swoje pieniądze

Posłuchajcie, wasze dziecko skończy trzy lata i jego mózg eksploduje od nowych słów, nowych opinii i desperackiej potrzeby robienia absolutnie wszystkiego "SAMA!" czy "SAM!". Nie musicie wydawać setek złotych na zupełnie nową rotację zabawek tylko dlatego, że zmieniła się data w kalendarzu. Trzymajcie się kilku wysokiej jakości przedmiotów do swobodnej zabawy, które pozwolą im używać wyobraźni, trzymajcie plastikowe maszyny hałasu z dala od domu i bądźcie dla siebie wyrozumiali, gdy maluch woli papier do pakowania od samego prezentu.

Zanim wciągnie was stres urodzinowych zakupów, poświęćcie chwilę i przejrzyjcie zrównoważone produkty dla niemowląt i maluchów marki Kianao – znajdziecie tam rzeczy, które naprawdę przetrwają kilkoro dzieci i niezliczone prania.

Odpowiedzi na wasze kłopotliwe pytania

Czy to naprawdę taki problem, jeśli mój 3-latek bawi się zabawkami dla starszych dzieci?

Szczerze mówiąc, to zależy wyłącznie od waszego konkretnego dziecka i od tego, jak uważnie go pilnujecie. Mój najstarszy syn nigdy nie wkładał rzeczy do buzi, więc dość wcześnie pozwalałam mu bawić się małymi klockami LEGO. Moja najmłodsza to w zasadzie ludzki odkurzacz, dlatego wciąż trzymam drobne elementy pod kluczem. Najlepiej znacie swoje dziecko, ale nie ryzykujcie z małymi elementami, jeśli macie zamiar odwrócić się, żeby umyć naczynia.

Ilu zabawek tak naprawdę potrzebuje trzylatek?

Znacznie mniej niż wam się wydaje. Litości, jeśli zostawicie na wierzchu zbyt dużo zabawek, dzieci po prostu czują się przytłoczone i kończy się to wysypaniem zawartości wszystkich koszy na podłogę bez poważnej zabawy czymkolwiek. Ja staram się trzymać w salonie może pięć czy sześć porządnych opcji, a resztę chowam w szafie. Kiedy im się znudzą, po prostu je wymieniam. Ratuje to moje zdrowie psychiczne i sprawia, że stare rzeczy wydają się zupełnie nowe.

Co zrobić, gdy krewni kupują te irytujące plastikowe zabawki, których nienawidzę?

Uśmiecham się, dziękuję, pozwalam dziecku bawić się tym przez trzy dni, a potem nagle w tajemniczy sposób "znika" w pudełku z rzeczami do oddania w bagażniku mojego samochodu. Będę z wami szczera – nie mam cierpliwości ani miejsca na przechowywanie takich wymuszonych prezentów. Jeśli doprowadzają was do szału, po prostu pozbądźcie się ich z domu.

Czy drogie drewniane zabawki są faktycznie lepsze od tych tanich?

Czasami tak, czasami nie. Zdarzyło mi się kupić tanie drewniane zabawki, z których natychmiast odprysnęła farba i miałam wrażenie, że moje dziecko za chwilę nabawi się drzazgi. Ale zdarzyło mi się też żałować ogromnych pieniędzy wydanych na designerskie drewniane cuda, które dzieci totalnie ignorowały. Staram się znaleźć złoty środek – solidne, bezpieczne materiały, które nie są pokryte toksycznym świństwem, ale nie na tyle cenne, że zacznę płakać, gdy pokolorują je markerem.

Jak przekonać malucha do samodzielnej zabawy?

Trzeba to w pewnym sensie wytrenować, a to wymaga czasu. Zaczynałam od siedzenia obok mojej córki, gdy układała klocki, a potem mówiłam, że idę po wodę i zaraz wracam. Znikałam na minutę, potem na dwie, w końcu na pięć. Nie można po prostu zostawić dziecka w pokoju i oczekiwać, że zajmie się sobą przez godzinę. Budujcie ten nawyk powoli i zaakceptujcie, że bywają dni, kiedy maluch będzie po prostu uczepiony waszej nogi, bez względu na to, jak wspaniałe zabawki mu kupicie.