Jest trzecia w nocy, a ty siedzisz na brzegu fotela do karmienia w lodowatym pokoju dziecięcym gdzieś w Chicago. Trzymasz wrzeszczącego sześciomiesięcznego malucha, który od urodzenia nie przespał ciągiem ani jednej nocy. Zdesperowana w poszukiwaniu jakiegokolwiek zastrzyku dopaminy, wyciągasz telefon i próbujesz znaleźć przepis na "dutch babies" (holenderskie pieczone naleśniki). Myślisz sobie, że jeśli jakoś dotrwasz do świtu, upieczesz to gigantyczne, słodkie ciasto na żeliwnej patelni i zjesz je prosto z niej.

Ale brak snu sprawia, że twoje kciuki odmawiają posłuszeństwa. Naciskasz "enter" zbyt wcześnie. Nagle, zamiast proporcji mąki i jajek, masz przed oczami dane UNICEF-u wyjaśniające, dlaczego dzieci w Holandii są statystycznie najszczęśliwsze na świecie.

Słuchaj, dawna Priyo. Wiem, że w tym momencie cała drżysz z niepokoju i przetrwasz tylko dzięki zimnej herbacie chai. Spędziłam lata na szpitalnym triażu pediatrycznym, uspokajając inne matki, że ich dzieciom nic nie jest, ale w sekundzie, gdy chodzi o twoje własne dziecko, twój kliniczny mózg po prostu wyparowuje. Zapominasz wszystko, co wiesz o biologii, i zaczynasz wierzyć w to, co piszą w internecie.

Moje absurdalne nocne poszukiwania przepisu na naleśniki w końcu uratowały mi zdrowie psychiczne, głównie dlatego, że pokazały mi model rodzicielstwa, który całkowicie przeczy temu hiper-lękowemu amerykańskiemu stylowi, w którym wszyscy toniemy.

Święta trójca snu i mydła

Holendrzy mają pewną filozofię z początku XX wieku, która nazywa się Rust, Reinheid, en Regelmaat. Oznacza to odpoczynek, czystość i rutynę. Brzmi jak coś, co wykrzykiwałby dyrektor rygorystycznej szkoły z internatem, ale mój lekarz powiedział mi, że to w zasadzie gotowy plan na uregulowany układ nerwowy.

Muszę przez chwilę ponarzekać na kwestię odpoczynku. Amerykańskie mamy traktują stymulację niemowląt jak sport wyczynowy. Kupujemy czarno-białe karty kontrastowe dla noworodków, które ledwo potrafią skupić wzrok. Ciągniemy czteromiesięczne maluchy na zajęcia sensoryczno-muzyczne w centrum handlowym, gdzie obcy człowiek przez czterdzieści pięć minut agresywnie potrząsa im przed nosem tamburynem. Tachamy je w fotelikach samochodowych do supermarketu, pozwalając, by jarzeniówki wypalały im siatkówki, podczas gdy my kupujemy przepłacone świeczki. Jesteśmy przerażone, że jeśli nie będziemy ich nieustannie zabawiać, zostaną w tyle w jakimś wyimaginowanym wyścigu bobasów.

Holendrzy po prostu kładą je spać. Do łóżeczka. W ciemnym pokoju.

Podczas jednego z moich nocnych maratonów w internecie przeczytałam badanie, według którego niemowlęta w Holandii śpią średnio o dwie godziny dłużej w ciągu doby niż nasze. Dwie godziny. Czy wiesz, co mogłabym zrobić z dwiema dodatkowymi godzinami ciszy? Mogłabym wziąć prysznic, który nie przypomina musztry wojskowej.

Jeśli chodzi o kwestię czystości – po prostu myj ręce i postaraj się nie pozwalać dziecku żuć podeszew swoich butów.

Kupowanie mniejszej ilości śmieci

Ponieważ o wszystko obwiniamy siebie, dla rekompensaty kupujemy mnóstwo plastikowych śmieci. Kiedyś przeglądałam Instagrama i widziałam te idealnie wykreowane influencerki z ich nieskazitelnymi dziećmi, i miałam po prostu ochotę wrzucić telefon do jeziora.

Holenderskie podejście do akcesoriów dla dzieci jest agresywnie praktyczne. Nie kupują głośnych, migających, plastikowych stołów didżejskich dla sześciomiesięcznych dzieci. Jeśli chcesz ocalić swoje zdrowie psychiczne, wrzuć te potworności na baterie do pojemnika na dary i pozwól dziecku patrzeć na coś, co nie wymaga ostrzeżeń o ryzyku ataku padaczki.

Skończyło się na tym, że po przeczytaniu o tym, jak przestymulowanie podnosi poziom kortyzolu u niemowląt, kupiłam Drewniany Stojak Edukacyjny | Tęczowy Zestaw Gimnastyczny z Drewnianymi Zwierzątkami. To prawdopodobnie najlepsza rzecz, jaką nabyłam podczas całego mojego urlopu macierzyńskiego. Nie śpiewa, nie miga i po prostu ładnie wygląda w moim salonie. Kiedy pierwszy raz położyłam go pod tym stojakiem, myślałam, że zanudzi się na śmierć. Tymczasem wpatrywał się w małego drewnianego słonika przez bite czterdzieści pięć minut. Udało mi się wypić całą filiżankę wciąż gorącej kawy. Drewno jest gładkie, kolory stonowane, a on może przetwarzać to, na co patrzy, bez robienia spięcia w swoim małym mózgu.

Minimalist wooden baby gym with hanging animal toys in a bright living room

Ich podejście do ubrań jest równie powściągliwe. Kiedyś, tylko po to, by pójść do lekarza, ubierałam go w skomplikowane zestawy z czternastoma zatrzaskami i dołączoną kamizelką. Pielęgniarka we mnie wiedziała, że to głupie, kiedy musiałam go rozbierać do ważenia, ale debiutująca matka we mnie chciała, żeby wyglądał uroczo.

Teraz trzymam się podstawowych ubranek. Kupiłam kilka sztuk Niemowlęcych Body bez Rękawów z Bawełny Organicznej i na tym poprzestałam. Bawełna organiczna jest świetna, bo skóra mojego synka robi się jaskrawoczerwona, gdy tylko zawieje nie taki wiatr, a do tego nie muszę męczyć się z niewygodnymi kołnierzykami. To po prostu ubranko, które pasuje i potrafi przetrwać pralkę.

Jeśli potrzebujesz chwili oddechu i chcesz rzucić okiem na rzeczy, które nie zagracą twojego domu, możesz przejrzeć zrównoważone kolekcje ubrań od Kianao.

Wychodzenie na zewnątrz, kiedy pogoda jest okropna

Holendrzy słyną z jazdy na rowerze w deszczu. Po prostu ubierają dzieci w kombinezony przeciwdeszczowe, wrzucają je do drewnianego roweru cargo i pedałują w ulewie, jakby to było nic wielkiego.

Going outside when it looks miserable — Dear past me: What I wish I knew about raising happy Dutch babies

Moja hinduska matka dostałaby zawału, gdyby to zobaczyła. Nazywa go swoim kochanym "małym babi" i jest przekonana, że lekki przeciąg w korytarzu przyprawi go o zapalenie płuc. Ale zapytałam mojego lekarza o tę sprawę z zimną pogodą, a ona delikatnie przypomniała mi, że to wirusy wywołują choroby, a nie wilgotne swetry.

W zeszłym tygodniu spróbowałam zabrać go na spacer w lekkiej chicagowskiej mżawce. Płakał przez trzy minuty, a potem znalazł na chodniku mokry liść i potraktował go jak świętą relikwię. Myślę, że budowanie w dziecku takiego hartu ducha od najmłodszych lat jest prawdopodobnie lepsze niż trzymanie go w sterylnej, kontrolowanej temperaturowo bańce aż do przedszkola.

Gryzak, który kupiłam z tęsknoty za bubble tea

Nie każdy zakup to jednak filozoficzne zwycięstwo. Kupiłam Silikonowy Gryzak Ukojenie dla Dziąseł w Kształcie Bubble Tea tylko dlatego, że miałam potworną ochotę na "boba", a hormony kazały mi kliknąć "dodaj do koszyka".

Jest w porządku. To po prostu kawałek teksturowanego silikonu w kształcie napoju. Żuje go, kiedy bolą go dziąsła, ja wrzucam go do zmywarki, i jakoś to przetrwało. Sprawdza się równie dobrze, jak każdy inny gryzak, ale szczerze mówiąc, gdybym mu pozwoliła, byłby pewnie równie szczęśliwy, żując mój sterylny stetoskop. Fajnie wygląda w torbie na pieluchy, ale magicznie nie uleczył jego bolących dziąseł. Ząbkowanie leczy tylko czas i być może ciemny pokój.

Mityczna pielęgniarka poporodowa

Wpadłam w gigantyczną internetową czarną dziurę, czytając o tym, jak Holandia radzi sobie z okresem poporodowym. Podobno mają tam program o nazwie kraamzorg.

The mythical postpartum nurse — Dear past me: What I wish I knew about raising happy Dutch babies

Przeczytałam wpis na blogu pewnej ekspatki, która twierdziła, że przez tydzień po porodzie, każdego dnia przychodzi do ciebie do domu pielęgniarka położnicza. Sprawdza twoje szwy, pomaga ogarnąć karmienie piersią, a nawet, dosłownie, odkurza ci salon. Mój lekarz zaśmiał się w głos, kiedy zapytałam, czy mogę dostać na to receptę, ale przyznała, że tam to naprawdę istnieje jako program finansowany przez państwo.

Na tym samym nocnym forum wyczytałam, że jedzą hagelslag – czyli posypkę czekoladową na tostach – na śniadanie, żeby budować więzi rodzinne. Nie mam medycznych dowodów na to, że terapia posypką jest sprawdzoną strategią wspierającą zdrowie matek, ale szczerze mówiąc, szanuję każdą kulturę, która wręcz nakazuje jedzenie czekolady o siódmej rano.

Przestańcie tyle robić. Przestańcie się martwić, że wasze dziecko przegra życie, bo dziś nie pokazywaliście mu znaków dla niemowląt. Odłóżcie je do łóżeczka, zgaście światło i idźcie usmażyć sobie naleśnika.

Zanim wpadniecie w kolejną nocną spiralę poszukiwań w internecie, zajrzyjcie do kolekcji drewnianych stojaków edukacyjnych Kianao i może spróbujcie się trochę przespać.

Rzeczy, które prawdopodobnie teraz za bardzo analizujesz

Czy naprawdę muszę budzić śpiące dziecko, żeby utrzymać rutynę?

Kiedyś wpatrywałam się w nianię elektroniczną i zamęczałam się tym pytaniem. Moje medyczne wykształcenie mówi: tak, rytmy okołodobowe opierają się na konsekwencji. Mój wyczerpany matczyny mózg mówi: pod żadnym pozorem nie budź śpiącego dziecka. Zwykle idę na kompromis. Jeśli śpi trzydzieści minut dłużej niż przewiduje jego okno aktywności, pozwalam mu spać. Jeśli zbliżamy się do godziny i wiem, że zrujnuje to nam wieczorne zasypianie, wchodzę do pokoju i robię dużo hałasu, aż obudzi się sam, żebym nie miała wyrzutów sumienia.

Jak radzisz sobie z rodziną, która uważa, że odmawiasz dziecku stymulacji?

Moja teściowa kupiła nam plastikowe pianinko, które świeci i wykrzykuje alfabet. Grzecznie podziękowałam, pozwoliłam mu uderzyć w nie dwa razy, a potem ukryłam w szafie w przedpokoju. Kiedy pyta, gdzie ono jest, odpowiadam, że baterie padły i ciągle zapominam kupić te dziwne, kwadratowe, których to urządzenie wymaga. Nie musisz tłumaczyć swojej filozofii rodzicielstwa wszystkim dookoła. Po prostu uśmiechnij się, potakuj i połóż dziecko z powrotem pod drewnianym stojakiem.

Czy Holendrzy mają po prostu szczęście do lepszych urlopów macierzyńskich?

Tak. To frustrujące. Mają tam wsparcie systemowe, którego w Stanach nam brakuje. Ale to nie znaczy, że nie możemy pożyczyć od nich ich bezstresowego podejścia do codziennych spraw. Z fotela bujanego nie zmienisz amerykańskiej polityki zdrowotnej, ale możesz zdecydować, czy na pewno ciągniesz swoje dziecko do sklepu w porze drzemki.

Co zrobić, jeśli moje dziecko nienawidzi przebywania na dworze w zimnie?

Na początku wszystkie to nienawidzą. Wciskanie niemowlaka w zimową kurtkę przypomina próbę zapakowania wściekłej ośmiornicy do plastikowej reklamówki. Ale gdy już wyjdziesz za drzwi, uderzenie zimnego powietrza zazwyczaj wprawia je w osłupienie, więc milkną. Mój lekarz mówi, że świeże powietrze to doskonały reset na napad płaczu, i ma rację. Po prostu ubierz je ciepło i zaakceptuj fakt, że może krzyczeć przez pierwszą przecznicę.

Czy drewniany stojak naprawdę zajmuje je na dłużej niż pięć minut?

Byłam bardzo sceptyczna, ale tak. Niemowlęta szybko się przebodźcowują. Kiedy zabawka odwala za nie całą robotę, migając i śpiewając, dzieci tracą zainteresowanie. Kiedy to tylko drewniane kółko, które sobie wisi, muszą użyć swojego małego mózgu, żeby wymyślić, jak wprawić je w ruch. To daje mi dokładnie tyle czasu, ile potrzebuję, żeby wypić kawę i ewentualnie opróżnić górną półkę w zmywarce.