Stałam w Terminalu B na lotnisku DFW, krople potu spływały mi na bagaż podręczny, a ja próbowałam ustalić, który z czternastu plastikowych klipsów mojego nosidełka właśnie wbijał mi się w lewe żebro. Miałam do klatki piersiowej przypiętego marudzącego czteromiesięczniaka, torba na pieluchy zsuwała mi się z ramienia, a do przesiadki zostało mi mniej niż dziesięć minut. Dokładnie w tym momencie absolutnego macierzyńskiego dna, moja siostra przysłała mi SMS-em artykuł o Suki Waterhouse, która zabrała swojego noworodka w trasę koncertową obejmującą 27 występów. Wpatrywałam się w zdjęcie tej przepięknej, promiennej kobiety, która żyła swoim najlepszym życiem w stylu "Suki baby", a potem spojrzałam na własną koszulkę, bogato ozdobioną czymś, co – miejmy nadzieję – było tylko ulanym mlekiem. Będę z tobą szczera: w internecie podróżowanie z dzieckiem wygląda jak sesja modowa do magazynu, ale w rzeczywistości to głównie próby powstrzymania się od płaczu w lotniskowej toalecie.
Od tamtej pory ta wizja bezproblemowo przemieszczającego się, zwiedzającego świat niemowlaka nie daje mi spokoju. Prawdę mówiąc, przypomniało mi to stary, wiralowy wpis na blogu autorki tekstów dla rodziców, Suki Wessling, która słusznie narzekała na to, jak nowoczesne akcesoria dla dzieci są przekombinowane i jak wszyscy stresujemy się niewłaściwymi rzeczami. Kiedy urodziło się moje najstarsze dziecko – które na tym etapie jest już moją żywą, oddychającą przestrogą – całkowicie uległam tej modzie. Myślałam, że potrzebuję najbardziej taktycznego i najdroższego sprzętu na rynku oraz że muszę robić wszystko zgodnie z wytycznymi, aby podróżować bezpiecznie. Teraz, kiedy jestem mamą trójki dzieci, prowadzę sklep na Etsy ze stołu w kuchni na teksańskiej wsi i jednocześnie próbuję utrzymać te małe istotki przy życiu, moja filozofia wygląda zupełnie inaczej. To, w co wierzyłam wtedy, a to, co wiem teraz, to dwie zupełnie różne bajki.
Wielki spisek plastikowych klamerek
Porozmawiajmy najpierw o kwestii nosidełek, bo Suki Wessling miała świętą rację, narzekając na to, jak absurdalne się stały. Dla mojego pierwszego dziecka kupiłam usztywniane nosidełko za 180 dolarów, w którym wyglądałam, jakbym szykowała się do skoku ze spadochronem z wojskowego samolotu. Miało panel wspierający odcinek lędźwiowy, krzyżujące się nylonowe pasy i te pancerne plastikowe klamry, do których zapięcia na własnych plecach potrzebny był tytuł inżyniera. Zdarzało mi się stać na parkingu przed supermarketem przez dziesięć minut, próbując po prostu wsadzić do niego dziecko, nie upuszczając go przy tym na asfalt. Najgorsze było to, że moja mama patrzyła, jak męczę się z tymi wszystkimi paskami i powtarzała, że za jej czasów po prostu nosiło się nas na biodrze, jednocześnie paląc papierosa za papierosem i gotując obiad. Zazwyczaj przewracam oczami na te jej rodzicielskie historie przetrwania najsilniejszych, ale szczerze mówiąc, nie do końca się myliła – tego sprzętu było po prostu za dużo.
Ostatecznie całkowicie porzuciłam tę taktyczną kamizelkę po bardzo otrzeźwiającej rozmowie z naszą pediatrą, doktor Miller. Narysowała taki trochę koślawy diagram na szeleszczącym papierze leżącym na kozetce, żeby wyjaśnić, że biodra dziecka w nosidle muszą układać się w kształt litery „M”. Jestem prawie pewna, że powiedziała, iż chrząstka stawu biodrowego w tych pierwszych miesiącach jest bardzo miękka. To oznacza, że jeśli małe nóżki zwisają swobodnie prosto w dół, jak w uprzęży spadochronowej, staw może dosłownie wysunąć się ze swojego miejsca i spowodować dysplazję bioderek. Wspomniała też o czymś, co nazywa się regułą TICKS, co w zasadzie oznacza, że musisz trzymać dziecko mocno przytulone do siebie, mieć pewność, że widzisz jego twarz, aby się nie udusiło, trzymać je na tyle wysoko, by móc je pocałować, i upewnić się, że jego bródka nie opada na klatkę piersiową, odcinając dopływ powietrza. Spróbuj utrzymać idealny kształt „M” i bródkę dziecka w górze, siłując się z grubym materiałem i plastikowymi zatrzaskami. To koszmar.
Szczerze mówiąc, o wiele lepiej wyjdziesz na tym, jeśli wyrzucisz te nieporęczne wynalazki i sięgniesz po prostą chustę kółkową lub miękką chustę z oddychającego materiału, bo tak naprawdę to upał jest głównym problemem. Kiedy przywiązujesz takie małe, gorące jak piecyk dziecko do swojej własnej, spoconej klatki piersiowej, zwłaszcza tu, w teksańskim upale, oboje czujecie się fatalnie. Dlatego teraz bardzo starannie dobieram to, co moje dziecko ma na sobie pod chustą. Jestem absolutnie zakochana w Body niemowlęcym z falbankami z bawełny organicznej od Kianao. Ma uroczą, małą falbankę, dzięki której wygląda jak prawdziwe ubranko, a nie tylko bielizna, ale co ważniejsze, to w 95% bawełna organiczna. Pozwala skórze oddychać, więc nie pojawiają się te okropne, czerwone potówki w miejscach, gdzie brzuszek dziecka dotyka twojego. Będę z tobą szczera – czasami te urocze falbanki na rękawkach trochę się podwijają podczas wiązania chusty, ale wystarczy je naciągnąć i wygładzić, gdy dziecko już wygodnie siedzi. 5% domieszka elastanu w materiale sprawia, że body dobrze rozciąga się wokół pieluszki, nie tracąc przy tym swojego kształtu, co jest prawdziwym wybawieniem podczas przebierania dziecka na parkingu.
Lot samolotem z dzieckiem – jak nie postradać zmysłów
Co sprowadza mnie z powrotem do tej całej podróżniczej fantazji "Suki baby". Jeśli widzisz gwiazdę popu wysiadającą z samolotu z dzieckiem na rękach, wiedz, że prawdopodobnie poza kadrem ma nianię, która niesie fotelik samochodowy. A oto w co szczerze wierzyłam przy moim pierwszym dziecku: myślałam, że skoro linie lotnicze łaskawie pozwalają ci zabrać dziecko poniżej drugiego roku życia za darmo na własne kolana, to musi być to najbezpieczniejszy i najrozsądniejszy sposób podróżowania. Po co, u licha, miałabym wydawać 400 dolarów na dodatkowe miejsce, skoro moje dziecko i tak chce tylko ssać pierś i spać na mojej klatce piersiowej?

A potem, kiedy moje najstarsze dziecko miało osiem miesięcy, trafiliśmy na potężne turbulencje nad Denver. Samolot opadł, jak mi się wydawało, o kilkadziesiąt metrów w dwie sekundy, mój żołądek znalazł się w gardle, a ja z absolutnym przerażeniem uświadomiłam sobie, że moje ramiona nie są wystarczająco silne, by utrzymać wiercące się, dziewięciokilogramowe dziecko w starciu z siłą grawitacji. Doktor Miller całkowicie uargumentowała moją panikę na naszej następnej wizycie, mówiąc mi, że absolutnie najbezpieczniejszym sposobem dla dziecka na lot samolotem jest przypięcie go w certyfikowanym foteliku samochodowym na jego własnym fotelu lotniczym. Powiedziała coś o tym, że wszystko, co nie jest przypięte, staje się pociskiem, co przez tydzień spędzało mi sen z powiek. Tak, wiem, kupno dodatkowego biletu boli, oj boli uderzając po kieszeni. Naprawdę. Ale spokój ducha, jaki daje świadomość, że twoje dziecko jest przypięte pięciopunktowymi pasami, podczas gdy ty popijasz swoje małe piwo imbirowe, jest wart tego, by przez kilka miesięcy omijać kawiarnie szerokim łukiem.
Innym koszmarem związanym z lataniem jest zatykanie się uszu. Moja babcia zawsze przysięgała, że wcieranie whisky w dziąsła było lekarstwem na całe zło i podróżne marudzenie, czego – z całym szacunkiem do niej – my absolutnie już nie robimy. Niemowlęta nie wiedzą, jak odetkać uszy, więc musisz dbać o to, by przełykały lub przeżuwały podczas startu i lądowania. Kiedyś próbowałam idealnie wycelować z karmieniem, ale opóźnienia lotów zawsze psuły ten plan. Teraz trzymam Gryzak Pandę dosłownie przywiązanego do mojej torby. Został wykonany z silikonu spożywczego z małym uchwytem imitującym bambus, który maluchy mogą chwycić samodzielnie. Zróżnicowana tekstura świetnie sprawdza się do gryzienia, gdy w kabinie zmienia się ciśnienie. Będę z tobą szczera, jeśli nie przypniesz go za pomocą zawieszki do smoczka, twoje dziecko absolutnie na pewno rzuci nim na tę ohydną podłogę w samolocie, i to dokładnie w momencie, gdy będziesz go najbardziej potrzebować. Ale dopóki przymocujesz go do jego bluzeczki, jest prawdziwym wybawieniem na podróżny niepokój.
Szukasz innych sposobów na to, by podróżowanie z małym człowiekiem było choć odrobinę mniej chaotyczne? Sprawdź pełną kolekcję ekologicznych akcesoriów dla niemowląt od Kianao, które naprawdę sprawdzają się w obliczu realiów współczesnego rodzicielstwa.
Sznurowadła to problem dla mnie w przyszłości
Część tego dawnego wywodu Suki Wessling dotyczyła tego, jak dzisiejsi rodzice opóźniają kamienie milowe małej motoryki, ponieważ zakładamy naszym dzieciom buty na rzepy, zamiast zmuszać je do nauki wiązania sznurówek. Chciałabym do tego szybko nawiązać: jeśli ktokolwiek oczekuje, że mój czterolatek opanuje technikę na "królicze uszy", kiedy jesteśmy spóźnieni do przedszkola dwadzieścia minut, to po prostu postradał zmysły. Do odwołania jesteśmy rodziną "na rzepy".

Ale debata o butach tak naprawdę całkowicie mija się z celem. Doktor Miller powiedziała mi, że przez większość czasu niemowlęta w ogóle nie powinny nosić butów. Podobno chodzenie boso jest dla nich absolutnie najlepszą rzeczą, kiedy uczą się podciągać do góry i stawiać pierwsze kroki. W ich małych stopach są podobno tysiące zakończeń nerwowych, które muszą czuć podłoże, aby ich mózg mógł ogarnąć równowagę i propriocepcję – to tylko mądre medyczne słowo, które oczywiście musiałam wygooglować, a które zasadniczo oznacza świadomość położenia własnego ciała w przestrzeni. Kiedy wciskasz ich miękkie, wciąż rozwijające się stópki w sztywne, ciężkie mini-trampki tylko dlatego, że uroczo wyglądają na Instagramie, tak naprawdę utrudniasz im naturalną naukę chodzenia.
Oznacza to, że dzieci potrzebują spędzać mnóstwo czasu na podłodze na boso. Właśnie dlatego przestałam kupować te okropne, plastikowe centra aktywności, które więżą je w małym, sprężystym siedzisku. Zamiast tego, spędzamy dużo czasu na dywanie w salonie z Drewnianym stojakiem edukacyjnym dla niemowląt. To drewniany stelaż w kształcie litery A, na którym wiszą bardzo słodkie, subtelne zabawki, takie jak materiałowy słonik i kilka drewnianych kółeczek. Nie odtwarza nieznośnej muzyki elektronicznej i nie błyska światłem stroboskopowym po oczach. Po prostu zachęca do wyciągania rączek, chwytania i obracania się, podczas gdy małe, bose paluszki chwytają podłoże. Pełna szczerość: jest on niezwykle stabilny i bezpieczny dla niemowląt, ale jeśli masz w domu chaotycznego, wszędobylskiego brzdąca tak jak ja, to stanowczo musisz uważać, by nie próbował siadać na stelażu, jak na sprzęcie z placu zabaw.
Szczerze mówiąc, bez względu na to, czy zabierasz swoje dziecko w podróż dookoła świata, czy po prostu próbujesz przetrwać wyjście do supermarketu, nie potrzebujesz miliona skomplikowanych gadżetów. Potrzebujesz tylko kilku dobrych, bezpiecznych rzeczy, które ułatwią ci życie i nie będą wymagać czytania instrukcji obsługi, żeby z nich korzystać.
Jeśli jesteś gotowa zamienić przekombinowany, plastikowy sprzęt na piękne, naturalne i absolutnie niezbędne produkty, które po prostu działają, kup dla własnego świętego spokoju to organiczne body z falbankami i drewniany stojak edukacyjny.
Brudna prawda o podróżowaniu i sprzęcie dla dzieci (FAQ)
Jak zapobiegać zatykaniu uszu dziecka w samolocie?
Szczerze mówiąc, musisz po prostu zadbać o to, by szczęka dziecka cały czas pracowała podczas startu i w początkowej fazie schodzenia do lądowania. Staram się podać pierś lub butelkę, jeśli dobrze się wstrzelę w czas, ale niemowlęta bywają nieprzewidywalne i czasem najzwyczajniej odmawiają jedzenia. Dlatego zawsze mam przypięty do ich ubranka silikonowy gryzak o mocno zróżnicowanej teksturze. Jeśli dziecko zawzięcie żuje gryzak, pracują u niego dokładnie te same mięśnie, co pomaga złagodzić to okropne narastanie ciśnienia.
Czy usztywniane nosidełka są naprawdę złe dla niemowląt?
Niekoniecznie wszystkie, ale mogą takie być, jeśli nie zwrócisz uwagi na pozycję, w jakiej dziecko siedzi. Jeśli twoje dziecko po prostu wisi za krocze z nóżkami skierowanymi prosto w dół, jest to straszne dla jego stawów biodrowowych. Powinno mieć kolanka podciągnięte wyżej niż pupa, dzięki czemu przypomina małą żabkę. Po prostu uważam, że używając miękkich chust lub chust kółkowych jest znacznie łatwiej uzyskać ten prawidłowy kształt litery „M”, bez konieczności regulowania pięćdziesięciu różnych, sztywnych pasków.
Czy naprawdę warto płacić za miejsce w samolocie dla niemowlaka?
Wiem, że nikt nie chce tego usłyszeć, ponieważ bilety lotnicze są koszmarnie drogie, ale tak – zdecydowanie warto. Kiedyś, żeby zaoszczędzić pieniądze, praktykowałam darmowe trzymanie dziecka na kolanach, ale po doświadczeniu silnych turbulencji uświadomiłam sobie, że w razie nagłego spadku samolotu fizycznie nie dałabym rady go utrzymać. Zapięcie dziecka w certyfikowanym foteliku na jego własnym siedzeniu to teraz dla mnie jedyny sposób, żeby przetrwać lot bez lekkiego ataku paniki.
W co powinno być ubrane dziecko w chuście?
W mniej warstw, niż ci się wydaje! Pamiętaj, że ciepłota twojego ciała w zasadzie działa na malucha jak ogromny grzejnik, a na dodatek sama chusta liczy się przynajmniej jako jedna warstwa ubrania. Ja zazwyczaj ubieram dzieci tylko w body bez rękawków z bawełny organicznej. Potrzebujesz naturalnych włókien, które oddychają, aby pot nie gromadził się na ich wrażliwej skórze, powodując okropne potówki.
Dlaczego wszyscy mówią, że niemowlęta powinny chodzić boso?
Ponieważ ich stopy to zasadniczo anteny sensoryczne, które próbują wysyłać do mózgu sygnały o tym, jak łapać równowagę. Kiedy zakładasz grube, sztywne buciki dziecku, które uczy się stać lub chodzić, tłumisz te wszystkie sygnały. Pozwól im chwytać dywan lub trawę bosymi paluszkami – to pomaga rozwijać łuk stopy i wzmacnia ich kostki o niebo lepiej, niż byłyby w stanie to zrobić jakiekolwiek drogie buty do nauki chodzenia.





Udostępnij:
Mit słodkiego bobasa a pierwsze dni z noworodkiem w domu
Cała prawda o słodyczach i cukierkach dla niemowląt