Było ponad trzydzieści stopni na parkingu pod Targetem, mój trzylatek aktywnie próbował uwolnić się z pięciopunktowych pasów bezpieczeństwa przy pomocy samotnego paluszka, a niemowlak wrzeszczał na częstotliwości, która z pewnością łamała kilka lokalnych przepisów o zakłócaniu ciszy. Zatrzasnęłam drzwi minivana, opadłam na fotel kierowcy i agresywnie opuściłam osłonę przeciwsłoneczną, żeby sprawdzić, czy nie mam ulanego mleka na ramieniu. Wtedy to bezlitosne, popołudniowe słońce oświetliło moją twarz w lusterku i je zobaczyłam. Lwią zmarszczkę. Te dwie głębokie, wściekłe pionowe linie zaparkowane dokładnie między moimi brwiami, które sprawiały, że wyglądałam, jakbym nieustannie oceniała jakiś podejrzany zapach.

Siedziałam spocona w fotelu kierowcy, gapiąc się na własne, wyczerpane odbicie, i myślałam o tym nowym trendzie na mikrozastrzyki na zmarszczki, o którym ciągle mówią wszystkie influencerki w moim feedzie. Wiecie, o czym mowa. Ten zabieg z mikrodawką neurotoksyny, który brzmi, jakby był dla niemowląt, a tak naprawdę jest po prostu rozwodnionym zamrażaczem dla zdesperowanych kobiet takich jak ja, które chcą wyglądać, jakby przespały co najmniej cztery godziny z rzędu w ciągu ostatniej dekady.

Będę z wami szczera. Byłam gotowa wyczyścić kartę kredytową tu i teraz, żeby tylko wyprasować sobie czoło.

Kiedy zupełnie źle zrozumiesz czat grupowy

Cofnijmy się na chwilę, bo muszę wam się do czegoś przyznać w kwestii tego całego trendu na mikrodawkowanie. Kiedy moja siostra po raz pierwszy napisała o tym na naszym czacie grupowym, pytając, czy któraś z nas próbowała "niemowlęcych" zastrzyków, kompletnie źle zrozumiałam, o czym mówi. Brak snu robi szalone rzeczy z czytaniem ze zrozumieniem. Naprawdę myślałam, że mówi o jakimś przerażającym nowym trendzie matek z konkursów piękności, gdzie ludzie zamrażają twarze swoim maluchom, albo co gorsza, wyobraziłam sobie jakąś dziwną nianię w postaci dziecięcego bota ze sztuczną inteligencją, która funduje niemowlakom rutynową pielęgnację skóry. Byłam gotowa ruszyć na pełnoprawną krucjatę przeciwko branży estetycznej.

Kiedy już przestała się ze mnie śmiać i wyjaśniła, że to po prostu odnosi się do wielkości dawki — używania maciupeńkich kropelek tego specyfiku, żebyś nie wyglądała na kompletnie zamrożoną — natychmiast zmieniłam śpiewkę. Zamiast dzwonić do opieki społecznej w internecie, złapałam się na tym, że googluję kliniki medycyny estetycznej w sąsiednim mieście.

Przytłaczający ciężar bycia "wypoczętą"

Musimy porozmawiać o tym absolutnym oszustwie, jakim są oczekiwania dotyczące piękna po porodzie, bo mogłabym o tym narzekać bez końca. Właściwie, nieważne, ponarzekam o tym właśnie teraz.

Pojęciem dbania o siebie po porodzie dla mojej babci było położenie zimnej myjki na karku podczas łuskania fasolki szparagowej na ganku, a moja mama przysięgała wyłącznie na grubą warstwę różowego kremu nawilżającego i czystą siłę woli. Ale my? Jesteśmy pokoleniem milenialsów tonących w filmikach oświetlonych lampami pierścieniowymi w wysokiej rozdzielczości, które wmawiają nam, że jeśli tylko wypijemy wystarczająco dużo bulionu z kości i wstrzykniemy w mięśnie twarzy odpowiednią ilość paraliżującego płynu, to nie będziemy wyglądać, jakbyśmy nie spały od 2:00 w nocy, bujając kolkowego noworodka. To wyczerpujące. Dochodzisz do siebie po stworzeniu człowieka, twoje hormony odstawiają chaotyczny taniec, włosy wypadają ci garściami w odpływie pod prysznicem, a społeczeństwo pyta: "Hej, a myślałaś o tym, jak zapobiegać tym zmarszczkom mimicznym?"

To jest bezlitosne. I drogie. A jednak siedziałam na tym parkingu pod Targetem, całkowicie się na to nabierając, bo po prostu znowu chciałam rozpoznać kobietę w lustrze.

Kremy pod oczy to kompletny żart i odmawiam wyrzucania kolejnych kilkudziesięciu złotych na maleńki słoiczek bezużytecznego, śliskiego balsamu.

Ten raz, kiedy moja twarz dosłownie odpadła

Jeśli mój najstarszy syn nauczył mnie czegokolwiek, to tego, że moje próby szybkich rytuałów pielęgnacyjnych zazwyczaj kończą się katastrofą. Jest moją chodzącą przestrogą. Kiedy miał około ośmiu miesięcy, o północy uznałam, że zrobię sobie domowy peeling chemiczny, który kupiłam w internecie. Nie przeczytałam instrukcji. Dwa dni później moja twarz zaczęła zrzucać skórę niczym teksański grzechotnik w lipcu.

The time my face basically fell off — The Honest Truth About Postpartum Baby Botox For Mothers

Pochyliłam się nad jego łóżeczkiem, żeby wyciągnąć go po drzemce, a płat skóry z mojego czoła dosłownie opadł w dół jak jakiś tragiczny płatek śniegu. On krzyczał. Ja krzyczałam. Mój pies szczekał. To było traumatyczne przeżycie dla wszystkich zaangażowanych. Można by pomyśleć, że dostałam nauczkę na temat majstrowania przy twarzy przy tak potężnym braku snu, ale pokusa "subtelnego, naturalnego odświeżenia" za pomocą tych malutkich zastrzyków była po prostu zbyt silna, by ją zignorować.

Odrzucenie przez specjalistkę medycyny estetycznej

Więc umówiłam się na konsultację. Jechałam czterdzieści pięć minut do tej eleganckiej kliniki estetycznej, gdzie poczekalnia pachniała wodą ogórkową i drogimi decyzjami. Pielęgniarka i kosmetolog, Ashleigh, która miała tak napiętą i błyszczącą skórę, że wyglądała jak piękny lukrowany pączek, posadziła mnie na białym skórzanym fotelu. Spojrzała na moje wściekłe zmarszczki na czole, pokiwała głową ze współczuciem i zaczęła rysować mały schemat miejsc, w których umieści te mikrokropelki.

I wtedy zadała pytanie za milion dolarów: "Czy jest pani obecnie w ciąży lub karmi piersią?"

Z dumą odpowiedziałam jej, że wciąż karmię mojego najmłodszego. Spodziewałam się, że powie "Super, to świetnie", ale zamiast tego odłożyła swój mały notatnik i całkowicie zgasiła mój entuzjazm. Po prostu stanowczo odmówiła dotknięcia mojej twarzy.

Specjalistka wyjaśniła mi, że absolutnie nie zalecają jakiejkolwiek neurotoksyny — nawet tych w formie mikrodawek — dla matek karmiących. Z tego, co zrozumiałam z jej wyjaśnień, naukowcy tak naprawdę nie testowali tego na karmiących matkach, bo nikt nie chce być królikiem doświadczalnym w takich badaniach. Istnieje więc ogromna szara strefa dotycząca tego, jak organizm metabolizuje te białka i czy te paraliżujące cząsteczki mogłyby w jakiś sposób przeniknąć do pokarmu. Najwyraźniej nauka nie ma tu jeszcze pewności, a ryzyko zafundowania dziecku jakiegoś dziwnego osłabienia mięśni nie jest warte gładkiego czoła. Była w tym tak bezpośrednia, że naprawdę to doceniłam, mimo że wyszłam stamtąd czując się jak przebity balon.

Zamiast tego, znalezienie spokoju i miękkich materiałów

Skoro nie mogłam rzucać pieniędzmi w moją twarz, zrobiłam to, co robi każda racjonalna, niewyspana matka: rzuciłam pieniędzmi w to, by moim dzieciom było wygodniej, żeby przestały mnie budzić i przyprawiać o zmarszczki w pierwszej kolejności.

Finding peace and soft fabrics instead — The Honest Truth About Postpartum Baby Botox For Mothers

Zamiast wgapiać się w lustro, nienawidząc swojego czoła i próbując umówić się na wizytę w klinice, na którą i tak nie możesz pójść, po prostu wypij wielką szklankę wody, kup porządne rzeczy, które naprawdę rozwiążą twoje codzienne bolączki, i idź spać.

Jeśli chcesz oderwać myśli od własnej twarzy, przejrzyj nasze ekologiczne artykuły do pokoju dziecięcego, bo z ręką na sercu mogę ci powiedzieć, że zadbanie o komfort dzieci zrobiło dla mojego poziomu stresu więcej niż jakikolwiek zastrzyk.

Porozmawiajmy o ubrankach, bo mój najstarszy syn miał okropną, czerwoną i swędzącą wysypkę za każdym razem, gdy ubierałam go w te tanie, sztywne ciuszki z poliestru z wielkich sieciówek. Marudził przez całą noc, co oznaczało, że i ja nie spałam. Przy najmłodszym w końcu poszłam po rozum do głowy i zaczęłam używać bezrękawnika niemowlęcego z organicznej bawełny (Organic Cotton Baby Bodysuit). Będę z wami całkowicie szczera — to jeden z tych elementów garderoby, który o północy wyłowię z kosza na brudną bieliznę i wypiorę ręcznie w umywalce, byle tylko móc go użyć ponownie następnego dnia. Jest obłędnie miękki, płaskie szwy nie wbijają się w jego pulchne małe uda i jest na tyle elastyczny, że nie czuję się, jakbym siłowała się z aligatorem, próbując przeciągnąć mu go przez głowę. Całkowicie uratowało mi to resztki zdrowia psychicznego podczas jego fazy egzemy.

Oczywiście, nie wszystko jest od razu strzałem w dziesiątkę. Weźmy na przykład Silikonowy gryzak w kształcie Bubble Tea (Kolorowy wzór). Nie da się ukryć, że jest uroczy. Faktura kuleczek boba jest świetna, a moja córka naprawdę uwielbia go gryźć. Ale szczerze? Jego kształt sprawia, że po upuszczeniu zachowuje się całkowicie nieprzewidywalnie. Uderza o podłogę i od razu toczy się prosto pod najcięższy mebel w salonie. Spędzam połowę popołudnia na czołganiu się pod kanapą, żeby wyłowić go z kotów kurzu. Jest w porządku, ale w gorsze dni mocno wystawia moją cierpliwość na próbę.

Tym, co naprawdę kupiło mi czas, żeby umyć twarz i spokojnie nałożyć mój gruby krem nawilżający, był Drewniany stojak edukacyjny | Tęczowy zestaw z zabawkami w kształcie zwierzątek. Kładę go pod tą drewnianą konstrukcją, a on potrafi wpatrywać się w małego słonika i uderzać rączkami w drewniane kółka przez bite dwanaście minut. W matczynym czasie, dwanaście minut to w zasadzie wyjazd do SPA. Nie ma żadnych irytujących, migających światełek ani okropnych, zrobotyzowanych piosenek, które utknęłyby mi w głowie, co oznacza, że mogę usiąść na kanapie w prawdziwej ciszy i poczuć, jak mięśnie mojej twarzy rozluźniają się w 100% naturalnie.

Mój chaotyczny przewodnik przetrwania

Ponieważ nie mogę teraz polegać na magicznej różdżce współczesnej medycyny estetycznej, oto moja niezwykle nieefektowna lista tego, jak obecnie radzę sobie z moją starzejącą się twarzą i zmęczonym ciałem:

  • Agresywne nawadnianie. Ciągnę za sobą po domu gigantyczny, irytujący kubek na wodę i zmuszam się do picia, żeby moja skóra nie wyglądała jak stary but.
  • Obniżanie standardów. Przestałam oglądać te mocno wyfiltrowane konta innych mam, przez które czułam się źle z moimi cieniami pod oczami.
  • Strategiczne oświetlenie. Odmawiam patrzenia w lusterko wsteczne między godziną 13:00 a 16:00, ponieważ słońce nie jest wtedy moim przyjacielem.

Porównajcie to z tym, co moja mama kazała mi kiedyś robić:

  1. Nigdy nie wychodź z domu bez szminki (łamię tę zasadę codziennie).
  2. Śpij na plecach, żeby twoja twarz się nie gniotła (niemożliwe, gdy na twojej szyi śpi dwulatek).
  3. Myj twarz zimną wodą (okej, to akurat naprawdę robię, bo to wspaniałe uczucie).

Szczerze, nadal mam lwią zmarszczkę. Nadal wyglądam na zmęczoną, głównie dlatego, że jestem zmęczona. Wychowywanie trójki dzieci poniżej piątego roku życia na odludziu, przy jednoczesnym prowadzeniu biznesu, to ciężka praca, a moja twarz po prostu to odzwierciedla. Może kiedy maluch zostanie całkowicie odstawiony od piersi i zacznie przesypiać noce, pomaszeruję z powrotem do kliniki Ashleigh i poproszę o te mikrokropelki. A może do tego czasu tak przyzwyczaję się do moich wściekłych zmarszczek na czole, że zaakceptuję je jako odznaki honorowe, którymi w istocie są.

Do tego czasu zamierzam po prostu skupić się na zapewnieniu dzieciom komfortu, łapaniu każdej możliwej chwili snu i trzymaniu się z dala od ostrego oświetlenia na parkingach.

Jeśli jesteście na tym samym frontcie co ja, sprawdźcie naszą kolekcję ubranek z bawełny organicznej i akcesoriów ułatwiających życie tutaj, zanim przejdziecie do sekcji FAQ.

Pytania, które zadałam, gdy wpadałam w panikę z powodu zmarszczek

Czy mikrodawkowanie zastrzyków jest bezpieczne podczas karmienia piersią?

Moja specjalistka powiedziała mi, że to absolutnie wykluczone. Mimo że dawka jest znacznie mniejsza niż w tradycyjnych zabiegach, środowisko medyczne po prostu nie ma wystarczających danych, aby stwierdzić, że jest to bezpieczne dla laktacji. Chyba nikt nie chce ryzykować, że białka powędrują tam, gdzie nie powinny, więc po prostu masz pecha, dopóki nie skończysz karmić.

Czy malutka dawka kosztuje mniej?

Tak by się wydawało, prawda? Ponieważ używają mniejszej ilości preparatu, pierwsza wizyta jest zazwyczaj tańsza. Ale moja przyjaciółka, która to robi, powiedziała mi, że ponieważ dawka jest tak mała, organizm spala ją o wiele szybciej. Więc zamiast chodzić co cztery miesiące, wracasz na fotel co dwa miesiące. Na dłuższą metę prawdopodobnie drenuje to twój portfel równie szybko.

Co mogę zrobić dla mojej skóry zamiast jej zamrażania?

Szczerze mówiąc, sen i woda to jedyne rzeczy, które naprawdę robią u mnie różnicę. Na noc nakładam bardzo gęsty, bezpieczny dla kobiet w ciąży i karmiących krem nawilżający, staram się nie spać z twarzą wciśniętą w poduszkę i polegam na tym, by moje dzieci były szczęśliwe i zajęte, żebym nie spędzała całego dnia, marszcząc na nie brwi. To nie jest cudowne lekarstwo, ale wychodzi taniej niż wizyta w klinice medycyny estetycznej.

Jak długo tak naprawdę utrzymuje się efekt mikrodawki?

Z tego, co powiedziała mi Ashleigh, zanim wyrzuciła mnie ze swojego fotela, to utrzymuje się to tylko przez około sześć do ośmiu tygodni. Twój organizm dość szybko to metabolizuje. Więc jeśli szukasz rutyny niewymagającej częstych poprawek, to kochanie, to na pewno nie jest to.