Była 14:14 we wtorek, a ja stałam w kuchni w leginsach ciążowych, na które trzy dni wcześniej ewidentnie wylałam mleko owsiane, ściskając kubek kawy podgrzewanej tyle razy, że smakowała jak ciepłe miedziaki. Maya miała zaledwie trzy tygodnie, wrzeszczała wniebogłosy, a moja teściowa — którą naprawdę kocham, przysięgam — stała tuż obok w mojej kuchni i mówiła, że po prostu powinnam zamoczyć jej smoczek w odrobinie whisky.
Whisky. Dla noworodka.
Po prostu się na nią gapiłam. Mój mózg, całkowicie pozbawiony snu i napędzany wyłącznie lękiem oraz czerstwymi węglowodanami, kompletnie się zawiesił. Nawet nie wiedziałam, co powiedzieć. Chyba tylko powoli zamrugałam i przytuliłam Mayę mocniej do piersi, podczas gdy moja teściowa radośnie tłumaczyła, że właśnie to robiła z moim mężem Markiem w 1984 roku i „nic mu nie jest”. Co, szczerze mówiąc, jest dyskusyjne, biorąc pod uwagę, że Mark wciąż nie potrafi poprawnie załadować zmywarki, ale mniejsza z tym. Rzecz w tym, że to był ten dokładny moment, w którym uświadomiłam sobie, że rodzicielstwo w towarzystwie pokolenia powojennego wyżu demograficznego będzie absolutną, kompletną katastrofą ścierających się ideologii.

Zanim urodziłam dzieci, miałam niesamowicie naiwną, rodem z Pinteresta wizję tego, jak to będzie mieć dziadków w pobliżu. Myślałam, że posiadanie rodziców z tego ogromnego pokolenia „baby boomersów” oznacza wbudowaną wioskę z darmową opieką i mądrymi, podnoszącymi na duchu radami. Wyobrażałam sobie, jak wpadają z gorącymi zapiekankami i kołyszą moje dzieci do snu, podczas gdy ja biorę długie, luksusowe prysznice.
To, co wiem teraz, po przetrwaniu dwójki niemowląt i dwunastu latach pisania o rodzicielstwie, to fakt, że relacje z tym konkretnym pokoleniem dziadków w mniejszym stopniu polegają na czerpaniu z ich mądrości, a o wiele bardziej na ciągłym interweniowaniu, by powstrzymać ich przed przypadkowym złamaniem absolutnie każdej współczesnej zasady bezpieczeństwa, jaką kiedykolwiek ustanowiono.
Wielka łóżeczkowa debata naszych czasów
Chyba nic nie wywołuje większych zgrzytów między współczesnymi rodzicami a starszym pokoleniem niż to, jak kładziemy nasze dzieci spać. To przypomina pole bitwy. Kiedy Maya była tylko maleńką, kruchą kruszynką, moja własna mama przyszła z masywnym, ciężkim, jaskrawym szydełkowanym kocem, który zrobiła moja cioteczna babcia. Był piękny, jasne, ale ważył chyba z pięć kilo i miał te wszystkie wielkie dziury. Od razu spróbowała przykryć nim Mayę, gdy ta spała w swojej kołysce.
Dosłownie rzuciłam się przez pokój niczym agentka Secret Service osłaniająca prezydenta własnym ciałem. Moja mama spojrzała na mnie, jakbym postradała zmysły.
Zaczęła ten swój cały wywód o tym, że niemowlętom musi być ciepło i przytulnie, i o tym, jak to ja spałam w łóżeczku wyłożonym grubymi ochraniaczami, w towarzystwie sześciu pluszowych misiów, i nic mi nie było. Tak trudno im wytłumaczyć, że owszem, ja przeżyłam, ale zasady się zmieniły, bo nie wszystkim się to udało. Mój lekarz — który zawsze wygląda na bardzo zmęczonego i mówi niesamowicie szybko — powiedział mi, że kampania „kładź spać na plecach” z lat dziewięćdziesiątych w zasadzie zmniejszyła liczbę tragedii niemowlęcych o połowę. Mruknął coś o dwutlenku węgla gromadzącym się wokół ich twarzy, gdy mają ciężkie koce, co brzmi absolutnie przerażająco i jest dokładnie tym powodem, dla którego łóżeczka moich dzieci przez pierwszy rok ich życia wyglądały jak surowe, puste więzienne cele.
Ale ponieważ czułam się winna, odrzucając ten rodzinny kocyk, musiałam znaleźć kompromis. Ostatecznie kupiłam Dziecięcy Kocyk z Organicznej Bawełny w Króliczki od Kianao. Mam na punkcie tej rzeczy absolutnego bzika. Oczywiście nie używałam go w łóżeczku, ze względu na wspomniany wcześniej terror pediatrycznych wytycznych, ale korzystałam z niego do dosłownie wszystkiego innego. Jest wykonany w 100% z bawełny organicznej z certyfikatem GOTS, która jest nieziemsko miękka i nie ma w sobie żadnych dziwnych syntetycznych chemikaliów, przez które wpadam w paranoję na punkcie substancji zaburzających gospodarkę hormonalną. Używaliśmy go do leżenia na brzuszku na naszym mocno wątpliwym dywanie w salonie, a także służył mi jako okrycie podczas karmienia, gdy byłam w miejscach publicznych i czułam się nieswojo. Moja mama została nieco udobruchana, ponieważ kocyk ma na sobie urocze małe króliczki, więc miała poczucie, że Maya wciąż zachowuje ten słodki urok, nawet jeśli w nocy nie wolno jej było owijać w trzy warstwy wełny.
W potrzasku „pokolenia kanapkowego”
Rzecz w tym, że nikt cię nie ostrzega przed tym, co się dzieje, gdy zwlekasz z posiadaniem dzieci do trzydziestki. Koniec końców zostajesz wciśnięta w sam środek tej okropnej demograficznej kanapki. Wycierasz ulewane mleko z wiercącego się niemowlaka, jednocześnie próbując pomóc swoim starzejącym się rodzicom przebrnąć przez internetowe formularze medyczne, ponieważ po raz czternasty w tym miesiącu zapomnieli hasła.


To wyczerpujące. Mark i ja spędzamy połowę weekendów na bieganiu w tę i z powrotem między wożeniem Leo na jego dziwne małe mecze piłki nożnej dla maluchów, gdzie tak naprawdę nikt nie kopie piłki, a jazdą do rodziców Marka, żeby rozkminić, dlaczego ich router Wi-Fi miga na czerwono. Oczekuje się od nas wychowywania dzieci w duchu idealnej łagodności i uważności, przy jednoczesnym zarządzaniu emocjonalnymi potrzebami dorosłych, którzy dorastali w epoce, w której uczucia były w zasadzie zakazane.
Jeśli czujesz się całkowicie przytłoczona ciężarem dbania o to, by zarówno twoje potomstwo, jak i rodzice jakoś funkcjonowali, weź głęboki oddech i po prostu wyślij ich, by przejrzeli kolekcję ekologicznych akcesoriów Kianao, gdy następnym razem będą chcieli kupić coś dla dziecka. Szczerze mówiąc, przekierowanie ich chęci pomocy na kupowanie bezpiecznych, zrównoważonych produktów to jeden z niewielu sposobów, w jaki zachowuję resztki zdrowego rozsądku.
Kiedy próbują karmić twoje dziecko byle czym
Porozmawiajmy o jedzeniu i ząbkowaniu, ponieważ, o rany, tu robi się naprawdę dziko. Poza incydentem z whisky, był też moment, w którym mój tata zasugerował posmarowanie smoczka Leo miodem, ponieważ mały nie przestawał płakać.

Musiałam gorączkowo googlować botulizm, ukrywając się w łazience. Podobno dzieci poniżej pierwszego roku życia nie mają w żołądku kwasu, który poradziłby sobie z zarodnikami w miodzie, i może to je dosłownie sparaliżować? Nasza lekarka kiedyś mi to tłumaczyła, i choć nie zrozumiałam dokładnie całej tej mikrobiologii, sam absolutny strach w jej głosie wystarczył, abym zakazała miodu w naszym domu na okrągłe dwa lata.
Zamiast polegać na aptekarskich metodach z lat 70., kupiłam Gryzak Panda. Nie potrafię wręcz wyrazić, jak bardzo ten mały kawałek silikonu uratował mi życie. Byliśmy w środku sklepu, Leo wyżynał się ząb trzonowy i krzyczał tak głośno, że ludzie dwie alejki dalej rzucali mi te okropne, oceniające spojrzenia. Wyciągnęłam tę pandę z torby na pieluchy — dzięki Bogu, że łatwo ją umyć, bo na bank walała się na dnie torby razem ze starymi paragonami — a on po prostu się w nią wgryzł i natychmiast ucichł. Jest wykonana z silikonu spożywczego, całkowicie wolna od BPA, a małe, teksturowane wypustki na bambusowej części wydawały się naprawdę fajnie masować jego obolałe dziąsła, co ewidentnie uwielbiał. Zaczęłam nawet wkładać ją do lodówki, żeby stała się zimna. To sztuczka, którą moja teściowa całkowicie wyśmiała, ale co z tego – ważne, że zadziałało.
A do tego dochodzą jeszcze zabawki. Sama ilość niebezpiecznego, pokrytego farbą ołowiową plastiku, który starsze pokolenie trzymało na swoich strychach przez trzydzieści lat, jest oszałamiająca. Mama Marka przyniosła pudło z jego starymi zabawkami, które intensywnie pachniały pleśnią i żalem. Dosłownie rzuciłam się na kosz na śmieci, żeby je ukryć.
W końcu Mark zamówił Miękki Zestaw Klocków dla Niemowląt, żeby zaspokoić pragnienie swojej mamy, aby Leo miał klocki. Będę z wami szczera, są po prostu okej. Ot, klocki. Są miękkie i wykonane z delikatnej gumy, co w sumie jest fajne, bo gdy Leo nieuchronnie rzuca nimi w psa, nikomu nie dzieje się krzywda. Mają małe cyferki i zwierzaczki, i podobno świetnie wpływają na logiczne myślenie, ale szczerze mówiąc, Leo głównie po prostu próbuje je żuć. Są jak najbardziej w porządku, spełniają swoje zadanie, ale nie są żadnym cudownym rodzicielskim trikiem. Po prostu ładnie wyglądają w pastelowych, makaronikowych kolorach i nie zawierają formaldehydu, co jest rozpaczliwie niską poprzeczką, jeśli chodzi o zabawki, ale no cóż, takie mamy realia.

Jak tak naprawdę sobie z nimi radzić
Więc jak szczerze przetrwać ten ciągły natłok przestarzałych, a czasem niebezpiecznych rad od ludzi, którzy dali nam życie?
Zamiast wdawać się w ogromną, wyczerpującą emocjonalnie kłótnię na temat błędu przeżywalności w ich pokoleniu, gorąco polecam po prostu zwalić wszystko na waszego lekarza. To działa za każdym razem. Całkowicie usuwa z równania ten element osobistych ocen.
Kiedy moja mama próbowała dać Mayi butelkę wody, bo to był gorący lipcowy dzień — przed czym moja lekarka specjalnie mnie ostrzegała, ponieważ nerki niemowląt to w zasadzie tylko malutkie, mało wydajne fasolki, które nie radzą sobie ze zwykłą wodą, co może doprowadzić do przewodnienia — nie krzyczałam na nią. Po prostu westchnęłam ciężko i powiedziłam: „Wiem, mamo, to ma tyle sensu, żeby dać jej wodę, ale doktor Evans jest tak potwornie rygorystyczna, jeśli chodzi o te nowe wytyczne WHO, i dosłownie na mnie nakrzyczy na następnej wizycie, jeśli to zrobię”.
Wtedy zmieniacie front i stajecie razem z mamą przeciwko wielkiemu, złemu lekarzowi. To tchórzliwe, zgadza się. Ale jestem tak bardzo zmęczona, dziewczyny. Nie mam w sobie siły, by prowadzić mistrzowskie wykłady ze współczesnej wiedzy pediatrycznej, kiedy funkcjonuję na czterech godzinach przerywanego snu.
Wszyscy po prostu robimy to, co w naszej mocy. Oni kochali nas wystarczająco mocno, by utrzymać nas przy życiu za pomocą narzędzi, które mieli w tamtym czasie, a my kochamy nasze dzieci wystarczająco mocno, by robić to lepiej teraz, gdy wiemy więcej.
Jesteś gotowa na wyznaczenie granic i wzbogacenie pokoju dziecięcego o rzeczy, które nie przyprawią waszego lekarza o zawał serca? Kup nasze nowoczesne, bezpieczne akcesoria dla niemowląt już teraz i w końcu zyskaj trochę spokoju ducha.
Pytania, które prawdopodobnie zadajesz sobie, ukrywając się w łazience
Dlaczego starsi ludzie mają taką obsesję na punkcie czapeczek i kocyków u niemowląt?
O rany, ta obsesja na punkcie temperatury jest naprawdę realna. Myślę, że bierze się z czasów, kiedy centralne ogrzewanie nie było jeszcze tak niezawodne, a może po prostu oni teraz cały czas autentycznie odczuwają chłód? Ale mój lekarz zawsze mnie ostrzegał, że przegrzewanie to ogromne ryzyko SIDS, więc muszę nieustannie przechwytywać teściową, zanim zdąży owinąć mojego spoconego, czerwonego na twarzy malucha w kolejną warstwę polaru. Po prostu zrzućcie winę na lekarza i rozbierzcie dziecko.
Czy naprawdę to takie straszne, jeśli dadzą dziecku odrobinę wody?
Tak, to naprawdę poważna sprawa, co zupełnie rozwaliło mi system, bo woda wydaje się taka nieszkodliwa! Ale najwyraźniej dzieci poniżej szóstego miesiąca życia czerpią całe potrzebne nawodnienie z mleka matki lub mleka modyfikowanego, a podawanie im wody zaburza pracę ich maleńkich nerek i rozcieńcza sód we krwi. Moja lekarka wyglądała na przerażoną, kiedy o to zapytałam. Więc trzymajcie się mleka, nawet gdy na zewnątrz jest potwornie gorąco.
Jak powiedzieć rodzicom, że ich stare łóżeczko to śmiertelna pułapka?
Musisz być w tym bezlitosna, ale szybka. Łóżeczka z opuszczanym bokiem zostały dosłownie zakazane przez prawo, ponieważ dzieci się w nich klinowały. Ja po prostu powiedziałam mojemu tacie: „Hej, sprzedaż tego jest teraz nawet nielegalna z powodu wycofywania z rynku ze względów bezpieczeństwa, więc zamiast tego użyjemy tego płaskiego, nudnego, nowoczesnego materaca”. Nie musicie o tym dyskutować. Po prostu nie pozwólcie im go rozkładać.
Co zrobić, kiedy mówią „Nic ci się nie stało i żyjesz!”
Na dźwięk tego zdania mam ochotę krzyczeć w poduszkę. Zazwyczaj po prostu biorę głęboki oddech i mówię coś w stylu: „Wiem, że przeżyłam, ale zasady bezpieczeństwa zmieniły się, ponieważ wiele dzieci nie miało tyle szczęścia, a ja jestem po prostu zbyt zestresowana, by ryzykować”. To potwierdza wartość ich dawnych wyborów, jednocześnie stanowczo ucinając obecną rozmowę. A potem natychmiast zmieniam temat na coś bezpiecznego, na przykład pogodę lub to, jak bardzo potrzebuję kawy.





Udostępnij:
Cała prawda o czepeczkach i łysince niemowlęcej
Cała prawda o baby botox dla młodych mam