Stałam na środku alejki w supermarkecie, we wtorek o 20:42, mając na sobie ciążowe dresy z podejrzaną, zaschniętą plamą po jogurcie na lewym udzie, kiedy mój mąż z pełnym przekonaniem zasugerował imię „Garth” dla naszego nienarodzonego dziecka. Garth. Jak ten piosenkarz country. Albo ten gość z Wayne's World. Pamiętam, jak po prostu gapiłam się na niego, ściskając wielką plastikową butelkę tabletek na zgagę, czując, jak dosłownie skacze mi ciśnienie. Moja ginekolożka ostrzegała mnie na wizycie w 34. tygodniu, że moje tętno spoczynkowe staje się nieco chaotyczne i powinnam „zminimalizować niepotrzebne stresory”. Jestem pewna, że miała na myśli terminy w pracy, ale próba uzgodnienia tożsamości dla małego człowieka, który aktualnie używa twojego pęcherza jako trampoliny, jest, szczerze mówiąc, zagrożeniem dla zdrowia i życia.

W każdym razie, chodzi o to, że wybieranie imienia dla dziecka to istny koszmar. Kiedy byłam w ciąży z Leo (który ma teraz siedem lat i właśnie próbuje nakarmić psa klockiem Lego), spędziłam trzy bite tygodnie, płacząc nad internetowymi listami imion. A teraz, gdy patrzymy w lufę zupełnie nowego roku, wszyscy mają obsesję na punkcie tego, jakie imiona będą królować w 2025 roku. Nadchodzi Pokolenie Beta, co brzmi trochę jak aktualizacja oprogramowania, która zaraz zawiesi ci telefon, ale tak naprawdę to tylko nasze nowe dzieciaczki. Trendy się zmieniają, zasady się zmieniają i szczerze mówiąc, wszyscy po prostu panicznie boimy się, że to spieprzymy. O rany, to takie stresujące.

Wszyscy chcą teraz mieszkać w lesie

Mamy teraz ten ogromny trend, który eksperci nazywają „Cottagecore” lub estetyką natury. W skrócie oznacza to, że przez ostatnie kilka lat spędziliśmy za dużo czasu w czterech ścianach i teraz chcemy, żeby imiona naszych dzieci brzmiały tak, jakby urodziły się na mszystej polanie obok szemrzącego strumyka. Ludzie wybierają imiona takie jak Cove, Meadow, River, Rye i Ash (Zatoka, Łąka, Rzeka, Żyto i Jesion).

Prawdę mówiąc, uwielbiam ten trend, chociaż mieszkam w ciasnym mieszkaniu, gdzie moim jedynym kontaktem z naturą jest agresywnie głośna wiewiórka na schodach przeciwpożarowych. Ma w sobie coś naprawdę uspokajającego. Jestem prawie pewna, że dziecko sąsiada ma na imię Rye (Żyto). Jak ten chleb. Albo whiskey. Jestem zbyt zmęczona, żeby go zapytać, ale jest uroczy. Ta cała obsesja powrotu do natury idealnie odzwierciedla to, jak bardzo zdesperowani są rodzice z pokolenia milenialsów i Gen-Z, by po prostu uprościć sobie życie. Chcemy organicznego jedzenia, chcemy drewnianych zabawek zamiast migających plastikowych potworów, które fałszują piosenki o 3 nad ranem, i chcemy ubrań, które nie sprawiają wrażenia wyprodukowanych w zakładach chemicznych.

Kiedy urodziła się Maya, praktycznie mieszkała w tym Niemowlęcym body bez rękawów z bawełny organicznej od Kianao. Bo jeśli zamierzasz nazwać swoje dziecko czymś ziemskim i naturalnym, jak Wybrzeże czy Fiołek, to raczej nie możesz ubierać go w drapiący, neonowy poliester, prawda? Miałam obsesję na punkcie szałwiowej zieleni. Materiał to w 95% bawełna organiczna, co jest super, bo skóra Mayi pokrywała się wściekle czerwonymi plamami egzemy, jeśli tylko spojrzało się na nią pod złym kątem. Ma to takie fajne zakładki na ramionach, co oznaczało, że kiedy przytrafiła się jej spektakularna awaria pieluchy (zawsze w miejscu publicznym, zawsze kiedy już byłam spóźniona), mogłam zsunąć całe ubranko przez jej nogi, zamiast przeciągać to przez głowę. Jest mięciutkie, oddycha i nie ma tych koszmarnie drapiących metek.

Jeśli już czujesz się przytłoczona całym tym procesem wybierania imienia i wolisz po prostu popatrzeć na malutkie, miękkie rzeczy, może przejrzyj trochę ubranek organicznych dla niemowląt i daj swojemu mózgowi odpocząć przez minutę.

Mali staruszkowie i bankierzy w średnim wieku

Dobra, kolejna rzecz, która się teraz dzieje, to to dzikie odrodzenie stylu vintage zmieszane z zacieraniem granic płci, co szczerze mówiąc, jest dość fascynujące. Nie nadajemy już tylko imion uniseks. Idziemy na całość i nadajemy małym dziewczynkom imiona księgowych w średnim wieku.

Little old men and middle-aged bankers — The Unfiltered Guide To Baby Names 2025 And Avoiding Regret

Czytałam gdzieś, że rodzice wybierają dla małych dziewczynek imiona takie jak Drew, Ryan, Blake i Dylan. I powiem wam, że bardzo mi się to podoba. Dwulatka o imieniu Ryan w kwiecistej sukience? Niesamowite. Z drugiej strony, chłopcy dostają te bardzo miękkie, romantyczne imiona z początku XX wieku. Mali Arturowie. W zeszłym tygodniu widziałam na placu zabaw szkraba o imieniu Arthur, który agresywnie jadł garść piasku i po prostu pasowało do niego to imię. Wyglądał, jakby powinien rozliczać moje podatki, a zamiast tego trawił gruz. Margot i Eloise też są teraz ogromnie popularne.

Aha, i podobno ludzie nazywają teraz chłopców Kit, czego absolutnie nie rozumiem. Mniejsza z tym.

Kiedy popkultura rujnuje twoją listę imion

Mój mąż to jeden z tych ludzi, którzy myślą, że są odporni na popkulturę, ale absolutnie tak nie jest. Ilość imion wspinających się w rankingach tylko dzięki muzykom jest oszałamiająca. Sabrina pnie się w górę. Billie jest wszędzie. Ktoś na forum internetowym powiedział, że imię „Apple” podskoczyło ostatnio o setki miejsc z powodu albumu „Brat” Charli XCX, co rozumiem tylko w zarysie, bo mam 35 lat i przeważnie słucham białego szumu, żeby zagłuszyć własne myśli.

Z Mayą prawie wpadliśmy w popkulturową pułapkę. Mój mąż chciał nazwać ją po bohaterce tego dziwnego, niezależnego filmu sci-fi, który uwielbia, a ja byłam w trzecim trymestrze tak niewyspana, że prawie się zgodziłam. Myślę, że mój mózg po prostu wypływał mi uszami.

A propos dyskusyjnych wyborów mojego męża – mniej więcej w czasie, gdy Mayi zaczęły wyrzynać się pierwsze zęby, z dumą przyniósł do domu ten Gryzak Pandę. Kupił go, bo uznał, że bambusowe detale są „estetycznie znaczące” czy coś w tym stylu. Jest... w porządku. Po prostu okej. Silikon łatwo umyć, gdy nieuniknienie ląduje na podłodze, pokryty kłaczkami i psią sierścią, i nie ma w nim tego syfu w postaci BPA, co jest super. Ale szczerze? Maya używała go głównie jako broni do bicia kota. Kiedy naprawdę ząbkowanie dawało się jej we znaki, wolała agresywnie obgryzać moje własne palce. Ale hej, wyglądał uroczo w torbie na pieluchy.

Wielkie hity, które za nic nie chcą umrzeć

Pomimo tych wszystkich ludzi, którzy nazywają swoje dzieci nazwami zbiorników wodnych i wokalistów jazzowych z lat 20., rzeczywiste dane pokazują, że w gruncie rzeczy powtarzamy same sprawdzone hity. Dzieci urodzone w 2025 roku nadal będą otoczone przez Olivie i Noah. Liam wciąż jest wszędzie. Amelia jest praktycznie nie do uniknięcia.

The big ones that absolutely refuse to die — The Unfiltered Guide To Baby Names 2025 And Avoiding Regret

Pamiętam, jak siedziałam w gabinecie pediatry, gdy Leo był noworodkiem, praktycznie wibrując z powodu lęku poporodowego, a lekarz próbował mi wyjaśnić jakieś badanie na temat tego, jak stres u matki sprawia, że pragniemy rzeczy znanych. Pewnie źle go zrozumiałam, bo nie spałam od czterech dni, ale wydaje mi się, że według nauki wybieramy te bardzo popularne imiona, bo po prostu panicznie boimy się pomyłki. Ostatnio pojawiła się ankieta jednej z brytyjskich marek dla dzieci, z której wynikało, że jedna czwarta rodziców martwi się, że będzie całkowicie żałować imienia swojego dziecka, więc po prostu uciekają się do takich opcji, w których nie da się zrobić błędu w pisowni.

I to ma sens. Kiedy Leo był mały, był chaotycznym małym demonem, który nienawidził snu. Przez cały czas byłam taka niespokojna. Jedyną rzeczą, która zawsze go uspokajała, było spowijanie go w Bambusowy kocyk dla niemowląt w kolorowe dinozaury. Kupiłam go, bo w desperacji przewijałam telefon o drugiej w nocy. Tak bardzo kocham ten kocyk. Mieszanka bambusa z bawełną jest niesamowicie miękka – tak miękka, że serio próbowałam mu go kiedyś ukraść i pod nim spać, ukrywając się przed rodziną w pokoju dziecięcym. Reguluje temperaturę, więc mały nie budził się spocony z krzykiem, a nadruk w dinozaury jest naprawdę stylowy i uroczy, a nie jak te tanie, krzykliwe bajkowe grafiki, od których dostaję migreny. Nazywanie dziecka to stres, ale otulenie go bambusem jest niezwykle proste.

Jak tego całkowicie nie zepsuć

Każdy blog parentingowy w internecie podrzuci wam wypunktowaną listę zasad dotyczących wybierania tożsamości dla waszego dziecka, ale większość z nich to zwykłe śmieci. Nie proście Reddita o rady. Raz wrzuciłam pomysł na imię na anonimowe forum, pytając, czy „Leo” nie brzmi za bardzo jak imię dla golden retrievera, a jakiś internetowy troll odpowiedział, że jestem za głupia, by zostać matką. Cudowne, wspierające miejsce ten internet.

Zamiast doprowadzać się do szału wymyślonymi regułami, spróbuj po prostu zapisać pełne inicjały na kartce, a potem głośno wykrzycz całe imię i nazwisko do zamkniętych drzwi kilka razy, popijając letnią kawę. Bo jeśli zdasz sobie sprawę, że z inicjałów twojego dziecka układa się słowo K.A.Ł. albo Z.Ł.O., dopiero po podpisaniu aktu urodzenia w szpitalu, odkręcenie tego będzie gigantycznym biurokratycznym koszmarem, a ty po prostu nie masz energii na taką papierkową robotę, śpiąc po trzy godziny na dobę.

Zanim przejdziemy do dziwnych, kłopotliwych pytań, które każdy po cichu zadaje przy wybieraniu imienia dla dziecka, może zrób dla siebie coś, co ma teraz realny sens – zgarnij jakieś organiczne wyprawkowe niezbędniki, które sprawią, że wasze życie będzie trochę miększe, a potem idź się zdrzemnąć. Zasłużyłaś na to.

Naprawdę trudne pytania, których nikt nie chce zadać na głos

Czy idealne imię naprawdę istnieje?

Nie. Dosłownie, nie. Jestem przekonana, że „idealne imię” to mit wymyślony przez firmy produkujące kartki z życzeniami, żebyśmy poczuli się niewystarczający. Nazywasz człowieka, który z czasem zyska swoją własną osobowość, dziwne nawyki i mocne opinie na temat nuggetsów z kurczaka. Wybrane przez ciebie imię w końcu po prostu stanie się *nim*. Stresowałam się imieniem dla Mayi miesiącami, a teraz jest po prostu... Mayą. Nawet kiedy wpada w furię w alejce z płatkami śniadaniowymi, to imię pasuje. Po prostu musisz wybrać coś, czego nie nienawidzisz, i pozwolić dziecku odwalić resztę roboty.

A co, jeśli propozycje imion mojego partnera to totalne dno?

Czuję to w głębi duszy. Przypomnijcie sobie wspomniany incydent z „Garthem”. Moja strategia polegała po prostu na grzecznym mówieniu „O, to interesujące, wrzućmy to na listę rezerwowych!”, po czym w bardzo wygodny sposób „gubiłam” listę. Albo, szczerze mówiąc, po prostu zwal to na hormony ciążowe. Powiedz mu, że to imię wywołuje u ciebie zgagę. Ty hodujesz w sobie nowe organy; masz prawo weta. To nie jest demokracja, to sytuacja zakładnicza, a dziecko trzyma cię w garści.

Czy to źle, jeśli moje dziecko będzie miało bardzo popularne imię?

Wcale nie. Wiem, że wszyscy chcemy, by nasze dzieci były unikalnymi, wyjątkowymi płatkami śniegu, ale jest powód, dla którego imiona takie jak Olivia czy Noah są tak popularne. Ładnie brzmią! Łatwo je przeliterować! Kiedy twoje dziecko pójdzie do kawiarni za dwadzieścia lat, barista nie zapisze go przez jakieś nieme Q. Nie ma absolutnie żadnego wstydu w wybieraniu imienia z pierwszej dziesiątki. Co więcej, zawsze będą mogli znaleźć te personalizowane breloczki z imieniem w sklepach z pamiątkami, a tej drobnej radości mojemu mężowi (którego imię jest tragicznie rzadkie) zawsze brakowało i przez całe życie był z tego powodu zgorzkniały.

Czy naprawdę muszę zabierać do szpitala listę z kilkoma imionami?

Znaczy się, ty nic *nie musisz*, ale bardzo polecam. Ludzie uwielbiają powtarzać: „Jak tylko zobaczysz tę małą buźkę, od razu będziesz wiedzieć, jakie pasuje imię!”. To bzdura. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam twarz Leo, wyglądał jak wściekły, pomarszczony, fioletowy ziemniak. Nie wyglądał jak „Leo”. Wyglądał jak zdenerwowany kciuk. Zapisz w telefonie dwa lub trzy imiona, żeby kiedy pielęgniarki będą męczyć cię o dokumenty, a ty będziesz na haju po adrenalinie i znieczuleniu zewnątrzoponowym, mieć z czego wybierać, zamiast wpadać w panikę i nazywać dziecko po najbliższym sprzęcie medycznym.

Jak poradzić sobie z członkami rodziny, którzy nienawidzą naszego wyboru imienia?

Kłamiesz im w żywe oczy. Poważnie. Nigdy nie zdradzaj rodzinie imienia przed narodzinami dziecka. Jeśli powiesz teściowej przy rodzinnym obiedzie, ma bite trzy miesiące, by opowiadać ci o psie z 1984 roku, który nosił to samo imię, albo jak to brzmi jak nazwa papieru toaletowego. Kiedy dziecko jest już fizycznie poza twoim ciałem i ma na sobie malutką czapeczkę, prawdopodobieństwo, że ludzie obrażą to imię prosto w twoją twarz, maleje o całe 98 procent. Zachowaj to w tajemnicy. Strzeż swojego świętego spokoju.