We wtorek o 14:00 stałam przy kuchennej wyspie, szturchając śliską, fioletową mackę szczypcami i kwestionując każdy życiowy wybór, który doprowadził mnie do tego momentu. Mój najstarszy syn, Liam, miał wtedy czternaście miesięcy i właśnie tłukł plastikową łyżką w blat swojego krzesełka do karmienia. Jechałam 45 minut do tych wypasionych delikatesów w sąsiednim powiecie tylko po to, żeby kupić to coś, bo jakaś rolka na Instagramie wmówiła mi, że wychowanie „odważnego smakosza” oznacza wczesne wprowadzanie egzotycznych białek.
Moja babcia wpadła akurat, żeby podrzucić mi pocztę. Spojrzała na moją deskę do krojenia i westchnęła tak ciężko, że aż szyby zadrżały w oknach. „Jess, dziecko drogie, po prostu daj chłopakowi trochę purée z batatów, zanim udławi się przyssawką” – mruknęła, nalewając sobie szklankę słodkiej herbaty.
Wtedy byłam wściekła, bo myślałam, że ponoszę porażkę w nowoczesnym macierzyństwie, ale z perspektywy czasu, mając trójkę dzikich dzieciaków poniżej piątego roku życia? Babcia miała absolutną rację. Będę z wami szczera – ta cała presja, by zamieniać nasze kuchnie w pięciogwiazdkowe restauracje z owocami morza dla małych ludzi, którzy dosłownie jedzą ziemię, gdy na nich nie patrzymy, to jedna wielka ściema.
Moja krótka kariera jako modna szefowa kuchni
Jeśli czytasz to, panicznie szukając w Google, czy karmienie malucha ośmionogimi stworzeniami morskimi jest bezpieczne, pozwolę sobie oszczędzić ci hiperwentylacji. Kiedy w końcu zadzwoniłam z tym do naszego pediatry, dr Miller tylko się zaśmiał i powiedział, że i tak nie powinniśmy podawać takich gumowatych owoców morza dzieciom poniżej pierwszego roku życia, głównie ze względu na ryzyko zadławienia.
A jeśli o ryzyku zadławienia mowa, opowiem wam, jak to zepsuło mi całe popołudnie. Podobno trzeba pokroić to mięso w idealnie cienkie, maleńkie słupki, grubości zapałki. Wiecie, jak trudno jest pokroić gumowate, ugotowane owoce morza w perfekcyjne paski, podczas gdy przy waszych kostkach krzyczy maluch, a pies skomle pod piekarnikiem? To absolutnie niemożliwe.
Jeśli zostawisz okrągłe kawałki, mają one dokładnie taki kształt jak tchawica dziecka. Jeśli będziesz je gotować o 30 sekund za krótko, zmienią się w kauczukową piłeczkę, której nikt nie zdoła pogryźć, a co dopiero dziecko z zaledwie czterema zębami. Stałam więc i cięłam ten śliski kawałek przynęty za 14 dolarów na mikroskopijne strzępki, całkowicie sparaliżowana strachem, że przez estetyczny lunch wyślę moje dziecko na SOR.
Co więcej, podobno mięczaki nie są głównym alergenem, ale wchodzą w jakąś reakcję krzyżową z krewetkami, więc podczas gdy on jadł, ja siedziałam z odkręconą butelką leku na alergię w ręce.
Jakiś parentingowy newsletter, do którego jestem zapisana, wspomniał też, że te stworzenia chłoną metale ciężkie i oceaniczne śmieci jak gąbka, więc można je podawać dzieciom maksymalnie trzy razy w miesiącu, żeby poziom rtęci nie stał się niebezpieczny. To wystarczyło, żebym zgarnęła cały ten bałagan prosto do kosza i ugotowała makaron.
Szpital podarował nam pluszowe stworzenie morskie
Przewińmy o kilka lat do przodu. Moje drugie dziecko, Chloe, postanowiło spektakularnie przyjść na świat w 34. tygodniu. Spędziliśmy kilka przerażających tygodni na oddziale intensywnej terapii noworodków, co całkowicie przestawia ci w głowie i uświadamia, jak głupie było to całe płakanie nad jedzeniem w krzesełku do karmienia.

Gdy tam byliśmy, jedna ze starszych pielęgniarek przyniosła taką malutką, fioletową, szydełkową zabawkę z ośmioma kręconymi mackami. Włożyła ją do inkubatora, tuż obok mojej maleńkiej córeczki. Myślałam, że to tylko uroczy prezent, ale pielęgniarka wyjaśniła, że to medyczne narzędzie, którego używają do uspokajania wcześniaków.
Okazuje się, że w dotyku te małe, poskręcane z włóczki macki przypominają pępowinę w łonie matki. Gdy głębiej się nad tym zastanowić, jest to zarazem piękne, jak i trochę obrzydliwe. Nauka, która za tym stoi, jest fascynująca, acz skomplikowana – z badań przeprowadzonych w Europie wynika, że gdy wcześniaki trzymają te małe, szydełkowe macki, ich oddech się reguluje, tętno uspokaja, a co najważniejsze, przestają wyrywać sobie rurki do karmienia i wenflony.
Widok mojego malutkiego, kruchego dziecka ściskającego tę rączką mackę z włóczki był pierwszym momentem od trzech dni, w którym mogłam wreszcie odetchnąć. Zatrzymaliśmy tę zabawkę na długie miesiące. Oczywiście, po powrocie do domu mój niepokój przeniósł się po prostu na inny obszar. Przeczytałam gdzieś, że macki w ręcznie robionych zabawkach mogą się rozciągnąć i stworzyć ryzyko uduszenia, jeśli przekroczą 20 centymetrów, więc stałam się wariatką krążącą po domu z miarką krawiecką i co tydzień sprawdzającą naciąg włóczkowej zabawki.
Jeśli wolicie całkowicie pominąć stres związany z zabawkami DIY i po prostu kupić coś bezpiecznego do pokoju dziecka, sprawdźcie kolekcję zrównoważonych produktów dla dzieci marki Kianao, bo szczerze mówiąc, świadomość, że ktoś inny zajął się już testami bezpieczeństwa, jest na wagę złota.
Gryzaki, które nie przypominają morskich potworów
Zanim na świecie pojawiło się moje trzecie dziecko, Wyatt, miałam już oficjalnie dość skomplikowanych rzeczy. Kiedy w zeszłym miesiącu zaczął ząbkować, ślinotok przybrał biblijne rozmiary. Zniszczył w zasadzie każdą koszulkę, jaką miał. (Mała dygresja: zróbcie sobie przysługę i po prostu kupcie stos niemowlęcych body z bawełny organicznej od Kianao. To chyba jedyna rzecz, jaką znalazłam, która nie zatrzymuje w materiale na stałe zapachu kwaśnego mleka i ma wystarczająco dużo luzu, żeby móc ściągnąć body w dół przez ramiona w przypadku pieluchowej awarii, bez wplątywania zawartości pieluszki we włosy dziecka).

W każdym razie szukałam nowego gryzaka. Przypomniałam sobie o zabawce ze szpitala i pomyślałam, żeby znaleźć silikonową wersję z ośmioma mackami, ale wszystkie, które widziałam w internecie, wyglądały jak średniowieczne narzędzia tortur, gotowe wydłubać mu oko, gdyby tylko potknął się podczas gryzienia.
Dlatego całkowicie porzuciłam oceaniczny motyw i zamiast tego kupiłam silikonowo-bambusowy gryzak Panda marki Kianao. Nie przesadzam, mówiąc, że ta rzecz uratowała nasze zdrowie psychiczne.
Jest całkowicie płaski, co jest genialnym rozwiązaniem, bo nie ma szans, by wywołał u niego odruch wymiotny. Małe, bambusowe elementy z fakturą na pandzie to jego ulubione miejsca do żucia, zwłaszcza kiedy dokuczają mu górne zęby. A co najważniejsze, jest w 100% z silikonu spożywczego, wolnego od BPA, więc nie muszę się martwić, że jakiś toksyczny plastik uwalnia się do jego buzi. Po prostu co noc wrzucam go do zmywarki. Szczerze mówiąc, to najlepiej wydane 15 dolarów w całym roku.
Estetyka a Rzeczywistość
Podczas zakupów na stronie dorzuciłam też drewniany stojak edukacyjny, głównie dlatego, że pasował do mojego salonu i miałam już dość patrzenia na jaskrawe, plastikowe graty. Jest... w porządku. Wygląda naprawdę pięknie, a drewno jest idealnie oszlifowane, więc nie ma ryzyka drzazg.
Problem w tym, że moje dzieci są dzikie. Wyatt uwielbia małą, wiszącą zabawkę-słonia, ale Liam (który ma już cztery lata i powinien być mądrzejszy) ciągle próbuje używać drewnianego stelaża w kształcie litery A jako namiotu dla swoich figurek. Jeśli masz spokojne, ciche niemowlę, będzie to wspaniały sprzęt wspomagający rozwój sensoryczny. Ale jeśli w twoim domu panuje istne rodeo, może lepiej zostań przy silikonowych gryzakach, którymi dzieci mogą bezpiecznie rzucać po całym pokoju.
Im dłużej jestem mamą, tym bardziej dociera do mnie, że rodzicielstwo to po prostu niekończąca się seria upuszczania piłek, o których myślałaś, że są ze szkła, podczas gdy w rzeczywistości okazały się z gumy. Zamiast panikować nad idealnie ugotowanymi na parze egzotycznymi owocami morza, wariować dezynfekując misternie uszyte pluszaki i w międzyczasie próbować przypomnieć sobie zasady RKO dla niemowląt, po prostu wrzuć batata do piekarnika, daj dziecku bezpieczny silikonowy gryzak i odpuść sobie resztę.
Jeśli jesteś w samym centrum fazy gryzienia-wszystkiego-co-popadnie, zrób przysługę własnemu zdrowiu psychicznemu i złap ten gryzak Panda, zanim twoje dziecko zacznie ogryzać dobre meble.
Kłopotliwe pytania, które pewnie właśnie sobie zadajecie
Czy Liam naprawdę zjadł tamtego dnia te macki?
Absolutnie nie. Podałam mu jeden mikroskopijny, idealnie docięty strzępek mięsa. Chwycił go w swoje pulchne paluszki, spojrzał z czystym obrzydzeniem i wyrzucił prosto do miski z wodą dla psa. Zamiast tego zrobiłam mu tosta z masłem orzechowym i wypiłam resztę słodkiej herbaty od babci.
Czy z tymi szydełkowymi zabawkami dla wcześniaków naprawdę można bezpiecznie spać?
Na oddziale intensywnej terapii – tak, ponieważ twoje dziecko jest dosłownie podłączone do monitorów pracy serca i znajduje się pod całodobowym nadzorem lekarzy. Ale w domu, w zwykłym łóżeczku? Nie ma szans. Dr Miller powiedział mi prosto z mostu, że kiedy dzieci śpią bez nadzoru w domu, w łóżeczku nie ma prawa znajdować się nic. Żadnej włóczki, żadnych pluszaków, żadnych kocyków. Pozbądź się tego wszystkiego, dopóki nie będą dużo starsze.
O co chodzi z tą rtęcią w owocach morza dla maluchów?
Z mojego luźnego zrozumienia wywodów pediatry wynika, że im większe morskie stworzenie i im bliżej dna oceanu żyje, tym więcej śmieci pochłania. Dzieci inaczej przetwarzają metale ciężkie niż my, ponieważ ich mózgi rosną w zawrotnym tempie. Zostańcie przy bezpiecznych opcjach, takich jak łosoś z wolnego połowu, jeśli chcecie podawać im ryby, i nie róbcie z tego codzienności.
Jak wyczyścić pluszaki, jeśli dziecko na nie zwymiotuje?
Jeśli to włóczka albo bawełna organiczna, piorę je ręcznie w zlewie z odrobiną płynu do naczyń i kładę płasko w teksańskim słońcu, żeby wyschły na wiór. Nie wkładajcie ręcznie robionej, szydełkowej zabawki do pralki, chyba że chcecie, żeby wyszła stamtąd, wyglądając jak dziwna, sfilcowana piłka tenisowa.
Kiedy ten koszmar ząbkowania naprawdę się skończy?
Dam znać, jak tylko sama się dowiem. Liam miał wszystkie zęby trzonowe dopiero jak skończył prawie trzy lata. Wyatt właśnie pracuje nad zębem numer cztery. Trzymajcie w pogotowiu zapas czystych body, kupcie kilka porządnych gryzaków, które można wrzucić do zmywarki, i obniżcie swoje oczekiwania co do ciszy i spokoju na jakieś trzydzieści sześć miesięcy.





Udostępnij:
Imię dla chłopca: Ojcowski algorytm wyboru
Konkurs na Dziecko Roku: Prawda, na którą nikt Cię nie przygotował