Długopis wisiał nad oficjalnym formularzem rejestracji narodzin, a moja ręka autentycznie się trzęsła – i to nie tylko dlatego, że funkcjonowałem po czterech minutach przerywanego snu i połówce czerstwego ciastka. Siedzieliśmy w zalanym jarzeniowym światłem czyśćcu urzędu stanu cywilnego w Islington. Urzędniczka, kobieta o imieniu Pam, która wyglądała, jakby miała zerową tolerancję na milenialne bzdury, stukała paznokciami w biurko. Bliźniaczka Numer Jeden właśnie wyprodukowała w pieluszce fenomenalnie głośny, płynny incydent, który, jak czułem, zaczynał przesiąkać przez udo moich dżinsów, całkowicie niszcząc resztki godności, jakie próbowałem zachować. I właśnie wtedy, wpatrując się w małą rubryczkę z napisem „Imiona”, poczułem całkowitą pustkę w głowie.
Moja żona i ja spędziliśmy siedem wyczerpujących miesięcy, kłócąc się o to, jak nazwać te dwa małe, wściekłe kartofelki. Presja znalezienia naprawdę unikalnego imienia dla córki to absolutna tortura. Chcesz czegoś na tyle rzadkiego, żeby nie była jedną z pięciu Oliwii w przedszkolu, ale nie aż tak dziwnego, by przez następne osiemdziesiąt lat swojego życia musiała literować je zdezorientowanym konsultantom na infoliniach.

Dlaczego rzucanie w problem dodatkowymi samogłoskami wcale go nie rozwiązuje
Istnieje specyficzny rodzaj szaleństwa, który ogarnia rodziców, gdy zaczynają szukać rzadkiego imienia dla dziewczynki. Wiem to, bo sam się nim zaraziłem. Zaczynasz patrzeć na zupełnie normalne, urocze imiona i myślisz sobie: a co, jeśli po prostu wciśniemy gdzieś w środek złośliwe „y”?
Ludzie popadają w absolutną obsesję na punkcie pomysłu, że zmiana pisowni sprawia, że imię staje się wyjątkowe. Spędziłem trzy tygodnie, próbując przekonać żonę, że powinniśmy wziąć imię Madeline i zapisać je jako M-A-D-E-L-Y-N-N, całkowicie ignorując fakt, że brzmi ono dokładnie tak samo, gdy krzyczysz je przez zatłoczoną salę zabaw. Moja żona słusznie zauważyła, że wyjątkowość polega wyłącznie na rytmie i brzmieniu, a nadanie naszemu dziecku imienia przypominającego błąd typograficzny to szybka droga do tego, by w wieku sześciu lat zaczęło nas nienawidzić. To wcale nie czyni cię awangardowym, po prostu sprawia, że wyglądasz, jakbyś oblał maturę z polskiego.
Drugie imiona nadaliśmy im po naszych babciach, co zajęło dokładnie cztery sekundy namysłu i nie wywołało absolutnie żadnych kłótni.
Co o tym sądzi położna Brenda
Książki o nadawaniu imion dzieciom radzą, abyś zamknął oczy, wziął głęboki oddech i wyobraził sobie swoją córkę jako odnoszącą sukcesy panią prezes lub cenioną artystkę. Uznałem to za wyjątkowo mało pomocne o 3 nad ranem, kiedy jedna z nich agresywnie gryzła mój obojczyk, a druga krzyczała do ściany. Nie potrafię wyobrazić ich sobie jako prezesek; ledwo mogę sobie wyobrazić, że nauczą się używać łyżki bez konieczności hospitalizacji.
Kiedy nasza położna środowiskowa, przerażająco onieśmielająca Szkotka imieniem Brenda, wpadła sprawdzić wagę dziewczynek, zapytałem ją, czy uważa, że dziwne imiona mają wpływ na dzieci. Spodziewałem się jakichś pocieszających banałów. Zamiast tego Brenda spojrzała znad okularów do czytania, zważyła Bliźniaczkę Numer Dwa z wydajnością rzeźnika ważącego szynkę i mruknęła, że nadanie dziecku wysoce skomplikowanego imienia prawdopodobnie po prostu na dzień dobry lasuje ich małe mózgi niepotrzebnym stresem.
Myślę, że próbowała mi wytłumaczyć jakąś na wpół zapomnianą teorię o obciążeniu poznawczym i świadomości fonologicznej, a może po prostu w tamtym tygodniu widziała zbyt wiele maluchów o imieniu Khaleesi i miała nas wszystkich po dziurki w nosie. Tak czy inaczej, miała sporo racji. Nie znam się na konkretnych badaniach naukowych i szczerze mówiąc, podejrzewam, że nikt się nie zna, ale logiczne wydaje się, że jeśli twoje dziecko musi ciągle poprawiać panie w przedszkolu w kwestii wymowy swojego imienia, to rozpocznie życie z ciągłym, podskórnym poziomem wkurzenia.
Test wrzasku na placu zabaw
To prowadzi mnie do jedynego miernika nadawania imion, który ma jakiekolwiek znaczenie w prawdziwym świecie. Zapomnij o rodowym znaczeniu. Zapomnij, co to imię oznacza w starożytnej grece. Musisz wyobrazić sobie siebie stojącego w lodowatym deszczu w lokalnym parku, trzymającego nadgryzionego wafla ryżowego i letnią kawę, oblanego podejrzanymi płynami ustrojowymi.

A teraz spróbuj wykrzyczeć na całe gardło to piękne, eteryczne, mitologiczne imię, które znalazłeś na Pintereście, ponieważ twoje dziecko właśnie próbuje zjeść niedopałek papierosa znaleziony w ściółce. Przez jakieś trzy dni na poważnie rozważaliśmy imię Kaliope. Oznacza „piękny głos” i brzmi szalenie elegancko i poetycko. Ale krzyknij „KALIOPE, WYPLUJ TO!” z maksymalną głośnością, a zabrzmisz jak totalny pajac.
Jeśli nie potrafisz wykrzyczeć imienia i nazwiska razem bez potykania się o sylaby, albo jeśli ich inicjały przypadkowo układają się w jakieś paskudne słowo, przez które w ósmej klasie będą bezlitośnie wyśmiewani za szkolną wiatą rowerową, podrzyj tę listę i zacznij od nowa.
Jeśli właśnie ukrywasz się przed partnerem, który uparł się, by nazwać wasze nienarodzone dziecko imieniem zapomnianego księżyca Jowisza, może od niechcenia odwróć jego uwagę, przeglądając kolekcję organicznych kocyków dla niemowląt od Kianao, podczas gdy ty ułożysz swój kontrargument.
Dziwaczny świat imion w stylu vintage i inspirowanych naturą
W końcu wpadliśmy w króliczą norę staroświeckich i botanicznych imion. To w końcu ostateczny komunał milenialsowego rodzicielstwa, prawda? Broń Boże, nie chcemy standardowego kwiatowego imienia, jak Róża czy Lilia. Nie, chcemy dziewczynki, której imię brzmi jak u XIX-wiecznej pacjentki z gruźlicą lub postaci drugoplanowej z powieści Thomasa Hardy'ego.
Mocno naciskałem na Elowen, co po kornijsku oznacza wiąz, bo uważałem, że brzmi to trochę jak imię elfa z Władcy Pierścieni, a w głębi duszy jestem gigantycznym nerdem. Moja żona skłaniała się ku Etta lub Mabel, imionom należącym do kobiet, które na pewno palą papierosy bez filtra i potrafią grać w brydża. Panuje teraz ogromny trend wskrzeszania tych zakurzonych, historycznych imion, ponieważ mają w sobie powagę, nie są obecnie przesycone i idealnie pasują do estetyki pokoju dziecięcego pomalowanego w dokładnie trzech odcieniach stonowanego beżu.
Minusy bycia zbyt innym (i rzeczy, które ostatecznie kupujesz)
Kiedy wybierasz wyjątkowo nietypowe imię dla swojego dziecka, pojawia się jeden ogromny, logistyczny koszmar. Nigdy, przenigdy nie kupisz im tych tanich, gotowych breloczków ze stoiska czy kubków z nadmorskich sklepów z pamiątkami. Spędzą całe dzieciństwo kręcąc tymi stojakami w stanie głębokiego rozczarowania, szukając Zefiry albo Astrei między Sarami i Zosiami.

Ponieważ ograbiłeś je ze standardowych personalizowanych dupereli, rekompensujesz to, kupując im naprawdę ładne, estetyczne rzeczy. I to jest dokładnie ten powód, przez który wylądowaliśmy z Bambusowym Kocykiem Niemowlęcym w Kolorowe Dinozaury.
Będę z wami całkowicie szczery: absolutnie uwielbiam ten kocyk. Głównie dlatego, że istnieje to dziwne przekonanie, że jeśli masz dziewczynki, wszystko musi być spowite w pudrowy róż i ozdobione anemicznie wyglądającymi łabędziami. Zobaczyłem ten nadruk w dinozaury i od razu go kupiłem. To mieszanka organicznego bambusa i bawełny, absurdalnie wręcz miękka. Do tego stopnia, że przez chwilę zastanawiałem się nad zszyciem trzech takich kocyków, by zrobić narzutę dla siebie.
Bliźniaczka Numer Jeden, która jest agentką czystego chaosu, przeciągnęła go w zeszłym tygodniu przez błotnistą kałużę. Wrzuciłem go do pralki, spodziewając się, że wyjdzie z niej jako wyblakła szmata, ale w rzeczywistości doprał się znakomicie i jakimś cudem stał się jeszcze bardziej miękki. Świetnie sprawdza się zarówno jako mata do leżenia na brzuszku, jak i do okrycia wózka, gdy brytyjska pogoda nieuchronnie nas zdradzi. Turkusowe i limonkowe dinozaury są naprawdę urocze, ale nie jaskrawe. To fantastyczny kawałek materiału.
Z drugiej strony, kupiliśmy też Silikonowy Gryzak w Kształcie Wiewiórki Ukojenie dla Dziąseł. Jest... w porządku. To dokładnie to, czym ma być: miętowo-zielona silikonowa wiewiórka. Dziewczynki od czasu do czasu gryzą ten mały żołędziowy detal, gdy wyrzynają im się ząbki, a przemysłowe ilości syropu przeciwbólowego jeszcze nie zadziałały. Łatwo go wyczyścić, co jest błogosławieństwem, i jest zdecydowanie bezpieczny oraz wolny od okropnej chemii. Ale szczerze mówiąc, mimo uroczego designu, Bliźniaczka Numer Dwa wciąż znacznie bardziej woli żuć pilota od telewizora, moje klucze albo moją twarz. To porządny gryzak, ale nie ma szans z zakazanym dreszczykiem domowej elektroniki.
Podpisywanie papierów
Siedząc przy tamtym biurku pod karcącym wzrokiem urzędniczki Pam i czując unoszący się zapach zabrudzonej pieluchy, w końcu podjęliśmy decyzję. Nie wybraliśmy Kaliope i nie dodaliśmy żadnych głupich liter „y” tam, gdzie nie pasowały. Wybraliśmy imiona lekko staromodne, nieco związane z naturą i takie, które śpiewająco zdały test wrzasku na placu zabaw.
Podpisałem formularze. Pam przybiła na nich pieczątki z przerażającą ostatecznością. Wyszliśmy na Upper Street – wyczerpani, pokryci śliną, zrujnowani finansowo przez szpitalny parking, ale w końcu mieliśmy to z głowy.
Jeśli nadal tkwisz w okopach wojen o imię, walcząc o sylaby i fonetyczny przepływ, weź głęboki oddech. Po prostu wybierz coś, czego nie będziesz nienawidzić wykrzykiwać w miejscach publicznych. A teraz, zanim wrócisz do kłótni o to, czy imię „Promień Księżyca” jest akceptowalne, zgarnij niezbędniki, których naprawdę będziesz potrzebować w nadchodzącej podróży.
Gotowi, by otoczyć swojego wyjątkowo nazwanego malucha zrównoważonym komfortem? Odkryjcie pełną gamę organicznych akcesoriów dla niemowląt od Kianao już dziś.
Chaotyczna rzeczywistość nadawania imienia dziecku (FAQ)
Czy unikalne imię tak naprawdę ma znaczenie?
Szczerze mówiąc, prawdopodobnie nie aż tak duże, jak nam się wydaje w naszej obsesji. Dzieci i tak dostaną przezwiska. Mógłbyś nazwać ją w niezwykle majestatyczny i królewski sposób, a w wieku dwóch lat będzie nalegać, by nazywać ją „Żukiem”, bo kiedyś zjadła robaka. Imię jest głównie dla twojego własnego spokoju ducha, więc wybierz coś, co naprawdę lubisz wymawiać na głos dwadzieścia razy dziennie.
Skąd mam wiedzieć, czy imię nie jest zbyt dziwne?
Jeśli powiesz o imieniu swoim rodzicom, a oni zamilkną na dłużej niż cztery sekundy, zanim powiedzą: „Och... to... interesujące”, prawdopodobnie jest zbyt dziwne. Przeprowadź też test baristy. Idź do kawiarni, podaj to imię do zamówienia i zobacz, co osoba za ladą napisze na kubku. Jeśli wróci z czymś, co przypomina hasło do Wi-Fi, może warto przemyśleć sprawę.
A co, jeśli mój partner i ja zupełnie nie zgadzamy się w kwestii rzadkiego imienia?
Witamy w małżeństwie. Moja rada? Zróbcie system drabinkowy, jak w turnieju sportowym. Wystawcie imiona do walki przeciwko sobie. Ale bądźmy realistami, osoba, która fizycznie wypycha dziecko ze swojego ciała lub przechodzi poważną operację brzuszną, ma ostateczne prawo weta. To po prostu elementarna sprawiedliwość.
Czy wysoce nietypowe imię wywoła u mojego dziecka lęki społeczne?
Nie jestem lekarzem (o czym położna Brenda z pewnością szybko by wam przypomniała), ale dzieci są niezwykle odporne. Biorąc to pod uwagę, jeśli każdy zastępujący nauczyciel robi pauzę, mruży oczy, patrząc do dziennika i masakruje wymowę jej imienia, to bardzo szybko stanie się to męczące. Celujcie w złoty środek: rzadko używane, ale łatwe do odczytania.
Czy możemy po prostu użyć fajnego nazwiska jako jej pierwszego imienia?
Możecie, a ludzie robią to bez przerwy. Nazwiska w roli imion są teraz niezwykle modne. Bądźcie jednak przygotowani na to, że zabrzmi trochę jak młodsza wspólniczka w kancelarii prawnej, zanim jeszcze pożegna się z pieluchami. „Miller, proszę cię, przestań wycierać banana w psa” to zdanie, do którego będziecie musieli się po prostu przyzwyczaić.





Udostępnij:
Kiedy dziecko zaczyna raczkować? Szczera prawda doświadczonej mamy
Dlaczego drama "Wujek Ryszard jest ojcem mojego dziecka" w sumie pomaga