Byłam po uszy w taśmie do pakowania, desperacko próbując zapakować trzy zamówienia z Etsy, zanim przyjedzie kurier, jednocześnie balansując z moim spoconym czteromiesięcznym maluchem na biodrze. Właśnie wtedy mój najstarszy, Jackson, wpadł sprintem przez tylne drzwi z moskitierą, jakby gonił go duch. Krzyczał wniebogłosy, że znalazł "nagie, puchate żelki" na trasie kosiarki przy płocie. Będę z wami szczera – kiedy mieszkasz na wsi w Teksasie, dzieciak krzyczący o dzikiej zwierzynie zazwyczaj oznacza węża, więc rzuciłam taśmę, krzyknęłam na moje średnie dziecko, żeby przestało jeść karmę psa, i wybiegłam boso na zewnątrz.
Rzeczywiście, na samym środku naszej zarośniętej trawy bermudzkiej, którą mój mąż przysięgał skosić w ten weekend, znajdował się płytki dołek. A w środku były cztery wiercące się, całkowicie bezradne małe króliczki.
Moja babcia zawsze zarzekała się, że jeśli choćby odetchniesz w pobliżu gniazda dzikiego zwierzęcia, matka poczuje twój ludzki zapach i natychmiast porzuci swoje młode, tylko po to, by zrobić ci na złość. Jestem prawie pewna, że to w większości babcine gadanie, wymyślone po to, by powstrzymać wiejskie dzieci przed przynoszeniem szkodników do domu, ale stojąc tam i gapiąc się na te maleństwa, totalnie spanikowałam. Nie miałam pojęcia, czy ich mama nie żyje, poszła na zakupy, czy obserwuje mnie z krzaków, oceniając mój nieumyty, niedbały kok.
Iluzja zwierzaka z Pinteresta
Ironia całej tej sytuacji polega na tym, że zaledwie dwa tygodnie wcześniej dosłownie szukałam w telefonie małych króliczków na sprzedaż w mojej okolicy, ponieważ dałam sobie całkowicie wyprać mózg przez internet. Wiecie dokładnie, o czym mówię. Te estetyczne instagramowe mamy, które ubierają swoje maluchy w beżowy len i kręcą filmy, jak delikatnie głaszczą królika baranka w idealnie oświetlonym wiklinowym koszyku. Całkowicie kupiłam tę fantazję. Pomyślałam, że znajdę lokalną farmę, kupię puchatego malucha na Wielkanoc, przyczepię mu kokardkę i zostanę Matką Roku.
Widziałam nawet tekturowy znak w sklepie z paszami reklamujący małe domowe króliczki na sprzedaż i prawie zatrzymałam mojego minivana tu i teraz. Ale dzięki Bogu, najpierw zadzwoniłam do mojej kuzynki, która pracuje jako technik weterynarii, bo całkowicie sprowadziła mnie na ziemię. Agresywnie przypomniała mi, że króliki to zwierzęta stanowiące naturalny pokarm dla drapieżników, a ich główną taktyką przetrwania na wolności jest zawał serca i śmierć, gdy za bardzo się przestraszą. Umieszczenie głośnego, nieprzewidywalnego, krzyczącego malucha obok tak delikatnego zwierzęcia to w zasadzie proszenie się o gigantyczny rachunek od weterynarza i mnóstwo traum z dzieciństwa.
Powiedziała mi również, że utrzymanie ich przy życiu jest potwornie drogie. Jeśli nie karmisz ich co kilka godzin idealną proporcją fikuśnego siana, ich żołądki najwyraźniej całkowicie przestają pracować i mogą umrzeć w około dwanaście godzin z powodu bólu brzuszka. Dziewczyny, ja ledwo pamiętam, żeby nakarmić mój zakwas na chleb. Nie mam pojemności umysłowej na zwierzę, które wymaga większego mikrozarządzania dietą niż mój dwulatek. Poza tym żują listwy przypodłogowe. Tak więc marzenie o zwierzaku zmarło szybką śmiercią.
Podczas gdy wpadałam w tę internetową króliczą norę, próbowałam też sprawdzić, jak fachowo nazywają się małe króliczki, i najwyraźniej oficjalnym angielskim terminem naukowym są "kocięta", co jest szczerze mówiąc najgłupszą i najbardziej mylącą rzeczą, jaką kiedykolwiek słyszałam, więc zamierzamy po prostu całkowicie udawać, że nie poznałam tego faktu.
Co z tym jedzeniem?
Z powrotem na podwórku Jackson kręcił się nad gniazdem, szturchając ziemię patykiem. Ciągle ciągnął mnie za koszulkę, pytając, co jedzą małe króliczki, całkowicie przekonany, że musimy biec do H-E-B po torbę ekologicznych marchewek niczym dla Królika Bugsa.

Z tego, co moja kuzynka z weterynarii gniewnie napisała mi później w SMS-ie, dzikie królicze noworodki żywią się wyłącznie mlekiem matki, dopóki nie otworzą oczu i nie będą wystarczająco duże, by żerować, a próba nakarmienia ich krowim mlekiem z lodówki to w zasadzie wyrok śmierci, ponieważ ich maleńkie jelita nie są w stanie go strawić. Zasadniczo musisz po prostu zostawić gniazdo dokładnie tak, jak je znalazłaś, jednocześnie wciągając swoje wrzeszczące dziecko do domu i gorączkowo googlując lokalnych ratowników dzikiej przyrody.
Nasz pediatra, który, chwała Bogu, przeprowadził moje dzieci przez każdą możliwą do wyobrażenia dziwną wysypkę, zawsze przypomina mi, że dzikie zwierzęta to w zasadzie chodzące szalki Petriego pełne rzeczy, których nie chcemy w naszym domu. Możecie więc wierzyć lub nie, ale zaciągnęłam Jacksona do kuchennego zlewu i wyszorowałam mu ręce mocnym płynem do naczyń, na wypadek gdyby dotknął jednego z tych małych żelków, kiedy nie patrzyłam.
Kiedy radziłam sobie z zapasami podczas mycia rąk, musiałam powstrzymać moją średnią córkę przed histerią, więc wcisnęłam jej w dłonie jej Gryzak Panda marki Kianao. Szczerze mówiąc, jest po prostu okej. Jest uroczy i można go myć w zmywarce, co jest koniecznością w moim domu, ale jeśli mam być zupełnie szczera, wolałaby żuć moje kluczyki do samochodu lub brudnego buta. Spełnia swoje zadanie, odwracając jej uwagę na około pięć minut, gdy dziąsła naprawdę jej dokuczają, ale nie czyni cudów.
Szukasz akcesoriów dla dzieci, które faktycznie wytrzymają chaos wychowywania maluchów? Sprawdź kolekcję ekologicznych niezbędników dla dzieci Kianao – to rzeczy, które naprawdę mają sens.
Sztuczka z gałązkami, której nauczyła mnie sąsiadka
Więc w końcu skontaktowałam się z panią z lokalnego ośrodka ratowania dzikiej przyrody, a jej rada brzmiała całkowicie niewiarygodnie, ale zarzekała się, że to działa. Powiedziała, że mamy królików są w zasadzie nieobecnymi rodzicami w godzinach dziennych. Celowo trzymają się z dala od gniazda, gdy słońce wschodzi, by nie prowadzić kojotów czy okolicznych kotów prosto na darmowy bufet. Zakradają się z powrotem tylko na jakieś pięć minut o świcie i zmierzchu, by nakarmić młode.

Powiedziała, żebym wróciła tam i położyła kilka cienkich gałązek na trawie nad gniazdem w układzie kółko i krzyżyk. Jeśli następnego ranka gałązki zostaną rozsunięte, będzie to oznaczało, że mama wróciła pod osłoną nocy, aby je nakarmić.
Tego wieczoru teksańskie upały w końcu odpuściły, więc zabrałam małą na tylny ganek, żeby trzymać wartę. Miała na sobie swoje Body Bez Rękawów Z Bawełny Organicznej Kianao, które jest w zasadzie jedyną rzeczą, jaką nosi od maja do września. To solidna, rozciągliwa baza, która nie staje się dziwnie ciasna wokół jej masywnych udek, a materiał oddycha na tyle, że nie dostaje tej okropnej potówki na klatce piersiowej.
Ponieważ komary zaczynały wychodzić z ukrycia, owinęłam jej nóżki w nasz Kocyk Dziecięcy Z Bawełny Organicznej W Króliczki od Kianao. Nie przesadzam, gdy mówię, że to moja absolutnie ulubiona rzecz, jaką posiadamy. Wiele organicznych tekstyliów jest wycenianych tak, jakby były tkane z włosia jednorożca, ale ten jest naprawdę przyjazny dla portfela i ma dwuwarstwową tkaninę, która sprawia wrażenie niesamowicie solidnej, jednocześnie nie powodując, że dziecko się poci. Poza tym ma na sobie małe, białe króliki, co wydawało się bardzo pasujące do naszego czuwania na werandzie. Siedziałyśmy tam przez godzinę – ja popijając letnią kawę, a ona żując rąbek koca – i gapiłyśmy się na kępę trawy. Nigdy nie zobaczyłyśmy mamy.
Poranne potwierdzenia
Prawie nie spałam tej nocy, przekonana, że będę musiała jechać z pudełkiem po butach pełnym umierających dzikich zwierząt godzinę drogi do ośrodka rehabilitacji. Ale następnego ranka, zanim jeszcze nalałam sobie kawy, wymaszerowałam na podwórko.
Gałązki były całkowicie rozrzucone.
Mama wróciła. Wszystko z nimi było w porządku. Nie musiałam być bohaterką ratującą dziką przyrodę, a już na pewno nie musiałam zostać właścicielką królika. Kładliśmy kosz na pranie nad gniazdem w ciągu dnia, kiedy psy były na zewnątrz, i zdejmowaliśmy go na noc. W ciągu kilku tygodni maluchy po prostu zniknęły w zaroślach, całkowicie niezależne. Niech Bóg ma je w opiece.
Jeśli wasze dzieci błagają o króliczka, uratujcie swoje zdrowie psychiczne i listwy przypodłogowe. Omińcie sklep zoologiczny, zostawcie te dzikie w trawie i po prostu kupcie im pluszową zabawkę. Wasze przyszłe "ja" wam podziękuje.
Gotowi, by trzymać się miękkich, nieożywionych rodzajów króliczków? Złapcie nasz ulubiony Organiczny Kocyk Z Króliczkami tutaj i zatrzymajcie dziką przyrodę na zewnątrz, tam gdzie jej miejsce.
Moje chaotyczne FAQ o dzieciach i królikach
Co zrobić, jeśli twoje dziecko dotknie dzikiego małego króliczka?
Nie panikuj i nie myśl, że mama go odrzuci z powodu zapachu twojego dziecka, bo z tego, co mi powiedziano, ich węch nie jest aż tak dramatycznie wyczulony. Po prostu odłóż króliczka dokładnie tam, gdzie go znalazłaś, przykryj go suchą trawą, pod którą się chował, i pomaszeruj z dzieckiem do zlewu, aby agresywnie wyszorować mu ręce mydłem. Dzikie zwierzęta przenoszą różne dziwne rzeczy.
Czy króliki są naprawdę dobrymi zwierzątkami domowymi dla maluchów?
Absolutnie nie. Wiem, że w internecie wyglądają uroczo, ale to delikatne zwierzęta – naturalne ofiary – które nienawidzą podnoszenia i podrapią twoje dziecko do krwi, jeśli się przestraszą. Poza tym ciągle robią kupę. Trzymajcie się golden retrievera, albo szczerze mówiąc, kamienia.
Skąd wiadomo, czy dzikie gniazdo jest porzucone?
Prawdopodobnie nie zobaczysz mamy w ciągu dnia, co jest całkowicie normalne. Zastosuj sztuczkę z gałązkami w kółko i krzyżyk, o której wspomniałam wcześniej. Połóż kilka małych patyków nad gniazdem w kształcie kratki i sprawdź to następnego ranka. Jeśli patyki są przesunięte, mama wróciła w nocy. Jeśli po 24 godzinach nie zostały poruszone, wtedy być może musisz zadzwonić do lokalnego ośrodka ratowania dzikiej przyrody.
Czy mogę podać krowie mleko dzikiemu króliczkowi, jeśli wygląda na głodnego?
Nie! Moja kuzynka weterynarz dosłownie na mnie nakrzyczała przez telefon z tego powodu. Krowie mleko dosłownie zniszczy ich małe przewody pokarmowe. Jeśli masz absolutną pewność, że mama nie żyje, włóż je do ciemnego, cichego pudełka na poduszkę grzewczą ustawioną na niską moc i wezwij profesjonalnego rehabilitanta dzikich zwierząt. Nie baw się w Doktora Dolittle resztkami ze swojej lodówki.





Udostępnij:
Jak przetrwać fazę małego byczka: blendery, buldogi i purée
Do dawnej mnie: Cała prawda o klubokawiarniach dla dzieci