Stałam w kuchni we wczorajszych leginsach do jogi, wpatrując się w plamę neonowopomarańczowego batata na suficie, podczas gdy nasz adoptowany mieszaniec pitbulla próbował zlizać identyczną pomarańczową plamę ze stopy mojego półrocznego dziecka. Mit, który nam wciskają, głosi, że ten etap to jakaś piękna, godna Instagrama sielanka, w której twoje dziecko z gracją zajada organiczny jarmuż, a łagodny pies-gigant śpi spokojnie przy kominku. Co za bzdura. Powiem wam od razu, że rzeczywistość jest głośna, lepka i pachnie lekkim psim oddechem oraz puree z groszku.
Kiedy o drugiej w nocy zaczynasz wpisywać w wyszukiwarkę hasła typu „dziecko i bull”, zazwyczaj należysz do jednego z dwóch spanikowanych obozów. Albo próbujesz ustalić, czy naprawdę potrzebujesz tego konkretnego małego blendera do robienia domowych posiłków dla dziecka, albo w głębokiej panice zastanawiasz się, jak twój buldog czy uratowany z fundacji pies w typie bulla zareaguje na wrzeszczącego noworodka. Ponieważ mój mózg nieustannie przeskakuje od prób nakarmienia dzieci do prób powstrzymania zwierzaków przed ich zadeptaniem, opowiem o jednym i drugim. Będę z wami szczera – łączenie psów, niemowląt i przecierów warzywnych to istny cyrk, do którego nikt nie daje instrukcji obsługi.
Wielkie złudzenie o domowych przecierach
Najpierw muszę poruszyć temat sprzętu kuchennego, ponieważ presja, by zostać szefem kuchni z pięcioma gwiazdkami Michelin dla kogoś, kto dosłownie przed chwilą odkrył, że ma ręce, jest po prostu śmieszna. Wszyscy wokół przysięgali, że potrzebuję specjalnego blendera do jedzenia dla dzieci, by przetrwać z pierwszym dzieckiem. Dałam się na to nabrać przy moim najstarszym synku, Tuckerze, niech go Bóg błogosławi. Wydałam zdecydowanie za dużo pieniędzy w sklepie spożywczym – co, mieszkając na teksańskiej prowincji, oznacza solidne dwadzieścia minut jazdy w jedną stronę – kupując organiczną dynię i fikuśne jabłka, które potem mozolnie gotowałam na parze i blendowałam na gładką papkę.
Sam system jest w sumie fajny, bo w zestawie są takie małe pojemniczki z tarczą daty, więc teoretycznie dokładnie wiesz, kiedy przygotowałaś dany posiłek. Ale zabawne w robieniu domowego jedzenia dla niemowląt jest to, że spędzasz godzinę na przygotowaniu pięknego, wolnego od konserwantów posiłku tylko po to, by twoje dziecko wypluło go prosto do własnego ucha. Przez połowę czasu i tak zapominałam przekręcić tę małą tarczę, więc moja lodówka była po prostu pełna tajemniczej brązowej papki, z której każda twierdziła, że została zrobiona czwartego dnia miesiąca. Kończy się to tak, że myjesz milion malutkich ostrzy i kubeczków, podczas gdy twoje dziecko krzyczy z krzesełka, bo nie rozgniotłaś bananów wystarczająco szybko.
Moja lekarka mówiła coś o tym, że domowe przeciery są świetne, bo nie mają tych wszystkich konserwantów co rzeczy ze sklepowych półek, a to oznacza, że trzeba je włożyć do lodówki w ciągu kilku godzin albo zamrozić, zanim się zepsują. Chyba wspominała, że w lodówce wytrzymują tylko kilka dni, ale bądźmy szczere – jeśli coś dziwnie pachnie albo nie pamiętam, w którym tygodniu to ugotowałam, po prostu wyrzucam to do kosza. Lekarka była też śmiertelnie poważna, by nigdy, przenigdy nie dodawać miodu do niczego dla dzieci poniżej pierwszego roku życia, co na sto procent ma związek z jakimiś dziwnymi zarodnikami, z którymi ich malutkie, niedojrzałe brzuszki zupełnie sobie nie radzą, a to prowadzi do bardzo poważnych chorób.
Gotowe musy w tubkach ze sklepu są absolutnie w porządku i kupuję je w hurtowych ilościach bez cienia poczucia winy.
Skoro już mowa o rzeczach, które dzieci wpychają sobie do buzi – moja mama kupiła nam jeden z tych modnych silikonowych gryzaków, bo Tucker przeżuwał wszystko, co znalazło się w zasięgu jego wzroku. Mieliśmy Gryzak Bubble Tea, i w sumie jest całkiem uroczy, z tymi kolorowymi kuleczkami boba i brakiem szkodliwego BPA, na punkcie którego mam paranoję. Ale jeśli mam być z wami w pełni szczera, Tucker używał go głównie jako pocisku, którym rzucał w głowę psa ze swojego krzesełka do karmienia. Łatwo myje się w zmywarce, co sobie cenię, bo odmawiam ręcznego mycia czegokolwiek więcej, ale nie nazwałabym go cudem na jego ataki ząbkowania.
Kiedy twój łagodny olbrzym poznaje pełzającego ziemniaczka
Teraz musimy porozmawiać o sytuacji z psami, ponieważ przyniesienie delikatnego niemowlaka do domu z masywnym, umięśnionym psem jest przerażające, bez względu na to, jak bardzo kochasz swojego zwierzaka. Moja babcia zawsze powtarzała, żeby po prostu pozwolić psom i dzieciom dogadać się po swojemu, co jest absolutnie fatalną radą i pewnie tłumaczy wiele dziwnych wypadków w naszym drzewie genealogicznym. Nie możesz tak po prostu trzymać kciuków i mieć nadzieję, że twój pies zrozumie, czym jest dziecko.

Nasz pediatra na pierwszej wizycie spojrzał mi prosto w oczy i powiedział, żebym nigdy, przenigdy nie zostawiała dziecka samego z psem, nawet na sekundę, nieważne jak słodkim i leniwym kanapowcem ten pies zazwyczaj jest. Ludzie ciągle mówią o „psach-niańkach”, ale prawda jest taka, że dynamika całkowicie się zmienia, gdy w okolicach ósmego miesiąca twoje dziecko z sennej kluski na kocyku zmienia się w pełzającego terrorystę. Nagle ciągną za uszy, próbują ukraść piszczące zabawki i zapędzają psa w róg, co sprawia, że nawet najspokojniejszy zwierzak staje się niesamowicie zestresowany.
Musisz nauczyć się czytać te ich dziwne, drobne sygnały mowy ciała, zanim w ogóle dojdzie do warczenia. Zauważyłam, że nasz pies odwracał głowę od Tuckera, ale wciąż obserwował go kątem oka – tak, że było widać całe białka. Trenerzy nazywają to „wielorybim okiem” i jest to ogromna czerwona flaga, która oznacza, że pies jest zestresowany. Zaczynał też agresywnie oblizywać pysk albo ziewać, kiedy ewidentnie nie był zmęczony, co było jego sposobem na pokazanie, że jest kompletnie przytłoczony obecnością małego człowieczka łapiącego go za ogon.
Zamontowanie solidnej bramki w drzwiach do salonu i rzucanie psu super smakołyków za każdym razem, gdy uda mu się spokojnie spojrzeć na dziecko, zamiast próbować lizać je po gałkach ocznych lub kraść mu zabawki, zaoszczędzi ci na dłuższą metę mnóstwo nerwów i pieniędzy.
Zaczęliśmy ten cały proces jeszcze zanim w ogóle przynieśliśmy dziecko ze szpitala do domu. Mój mąż pojechał do domu z małym pasiastym szpitalnym kocykiem, w który owinięte było nasze maleństwo, i po prostu pozwolił psu obwąchać go z daleka, cały czas mocno go chwaląc. Brzmi to może trochę głupio, ale pozwolenie zwierzakom na oswojenie się z zapachem, zanim wrzeszczący ziemniaczek faktycznie się pojawi, robi gigantyczną różnicę.
Ubranka, które faktycznie przetrwają ten bałagan
Pomiędzy dzieckiem ulewającym domową zieloną fasolkę a psem zostawiającym wszędzie kałuże śliny, ubranka twojego malucha dostaną nieźle w kość. Dziewczyny, jestem strasznie wybredna, jeśli chodzi o ubrania, bo mam napięty budżet i odmawiam kupowania rzeczy, które po jednym przejściu przez moją chaotyczną stertę prania kurczą się do rozmiaru szmatek dla lalek Barbie.

Jeśli jest jedna rzecz, która naprawdę przetrwała ten niekończący się cykl psiej śliny, eksplozji z batatów i ciągania po moich w miarę czystych podłogach, to jest to Niemowlęce body bez rękawów z bawełny organicznej. To body jest absolutnie niesamowite i warte każdego grosza. Każdy, kto kiedykolwiek próbował ubrać wiercące się niemowlę, wie, że podczas zmiany pieluchy zachowuje się ono jak wściekły aligator. To body ma jednak elastyczny, zakładkowy dekolt, który bez walki prześlizguje się przez te ich wielkie główki.
Bawełna organiczna naprawdę pozwala ich skórze oddychać, więc w to teksańskie lato nie wyskakują im te dziwne, wściekle czerwone potówki, a materiał jest na tyle gruby, że łatwo go przetrzeć, gdy pies nieuchronnie obdarzy ich wielkim, mokrym buziakiem prosto w ramię. Kupiłam trzy sztuki w kolorach ziemi i w dniach, w których po prostu próbujemy przetrwać w domu, to właściwie jedyna rzecz, w której chodzi mój najmłodszy. Plus, nie ma żadnych drapiących metek, które mogłyby podrażniać zmiany od egzemy na jego karku.
Szczerze mówiąc, cały pierwszy rok to po prostu ogarnianie chaosu związanego z tym, co ląduje w ich buziach, i pilnowanie, by nie zostały zgniecione przez zwierzaki. Jeśli potrzebujesz chwili wytchnienia od tego szaleństwa, powinnaś po prostu rzucić okiem na jakieś ekologiczne ubranka dla niemowląt, których pranie nie przyprawi cię o ból głowy.
Znalezienie bezpiecznej strefy w salonie
Ponieważ nie możesz trzymać dziecka na rękach przez całą dobę i ponieważ twój pies myśli, że każdy koc na podłodze należy do niego, musisz stworzyć miejsca, w których dziecko może po prostu bezpiecznie przebywać. Boleśnie przekonałam się, że położenie maty edukacyjnej bezpośrednio na dywanie kończyło się tylko tym, że pies przychodził i kładł się prosto na zabawkach malucha.
Gdy potrzebujesz bezpiecznego miejsca do „zaparkowania” dziecka, gdzie pies nie będzie miał natychmiastowej pokusy po nim deptać, Zestaw edukacyjny z matą Tęcza sprawdza się wręcz idealnie. Naprawdę podoba mi się, że jest zrobiony tylko z naturalnego drewna i miękkiego materiału, zamiast być wielkim, plastikowym potworem, który wykrzykuje do mnie rymowanki w trzech różnych językach i błyska stroboskopowymi światłami.
Daje to dziecku coś, na co może się gapić i w co może uderzać swoimi małymi piąstkami, co daje mi dokładnie tyle czasu, ile potrzebuję na zeskrobanie zaschniętego groszku z kuchennego blatu albo przełożenie prania. Wisząca zabawka w kształcie słonika jest urocza, a drewniane kółka wydają przyjemny, cichy dźwięk stukania, który bawi mojego malucha, nie przebodźcowując przy tym reszty domowników. To solidny sprzęt, który nie sprawia, że mój salon wygląda jak po eksplozji żłobka.
Przestań starać się, żeby wszystko wyglądało idealnie dla internetu, a skup się na tym, by wszyscy byli nakarmieni, w miarę czyści i niepogryzieni. Jeśli jesteś gotowa na odświeżenie dziecięcej garderoby o rzeczy, które naprawdę przetrwają ten dziki cyrk, łap kilka tych organicznych body, zanim zapomnisz i skończysz kupując kolejne syntetyczne śmieci, które skurczą się w praniu.
Odpowiedzi na pytania, których jesteś zbyt zmęczona, by wygooglować
Czy naprawdę potrzebuję specjalnego blendera do robienia jedzenia dla dzieci?
Absolutnie nie, choć są urocze, a te małe kubeczki z datą są bardzo przydatne, jeśli faktycznie pamiętasz, by ich używać. Jeśli masz już w kuchni zwykły malakser albo dobry blender, po prostu go użyj. Zaoszczędź pieniądze na rzeczy, które naprawdę mają znaczenie, bo przez połowę czasu twoje dziecko i tak odmówi zjedzenia tego organicznego groszku.
Jak powstrzymać psa przed zjadaniem jedzenia, które spadło dziecku?
Szczerze mówiąc, nie zrobisz tego. Po prostu akceptujesz to, że twój pies jest teraz włochatym odkurzaczem. Ale tak na serio – w porze posiłków zamykamy psa za bramką w innym pokoju. To zapobiega wyrywaniu jedzenia przez psa prosto z rączki dziecka, co mogłoby prowokować kłapanie zębami, a maluchowi nie daje okazji do myślenia, że zrzucanie drogich borówek na podłogę to przekomiczna zabawa.
Czy psy w typie bulla są naprawdę niebezpieczne dla niemowląt?
Każdy pies, niezależnie od rasy, może być niebezpieczny w pobliżu niemowlaka, jeśli nie będziesz odpowiednio zarządzać sytuacją. Bulle są super silne i często nie zdają sobie sprawy z własnych gabarytów, więc wesołe machnięcie ogonem może łatwo przewrócić siedzące dziecko. Musisz być szefem, wyznaczać jasne granice i nigdy, przenigdy nie zostawiać ich samych w jednym pokoju. Jeśli twój pies zaczyna bronić zabawek lub jedzenia, natychmiast musisz zatrudnić trenera, bez żadnych wymówek.
Jak długo domowy przecier jest tak naprawdę dobry do spożycia?
Moja lekarka powiedziała, że maksymalnie dwa do trzy dni w lodówce, ponieważ nie ma tych samych konserwantów co jedzenie w słoiczkach. Staram się zamrażać w foremkach na kostki lodu wszystko to, czego na pewno nie zużyjemy do jutra. Gdy już mocno zamarzną, przekładam je do torebki strunowej do mrożenia, by potem nie musieć bawić się w zgadywanki z dziwnymi zapachami.
Co powinnam zrobić, jeśli mój pies warczy na raczkujące dziecko?
Nie karz go za warczenie – wiem, to brzmi totalnie nielogicznie. Moja mama zawsze krzyczała na psa za warczenie, ale trener wytłumaczył mi, że warczenie to wczesny system ostrzegawczy psa, który mówi, że czuje się on niekomfortowo. Jeśli ukrzesz go za warczenie, następnym razem może od razu przejść do gryzienia. Natychmiast ich rozdziel, zapewnij psu bezpieczną przestrzeń i zacznij trzymać ich całkowicie osobno do czasu, aż profesjonalny behawiorysta nie pomoże wam tego poukładać.





Udostępnij:
Dlaczego historia małej Brianny zmieniła moje podejście do ojcowskiego wypalenia
Cała prawda o króliczkach i maluchach (historia przetrwania)