Jest 4:13 rano, a ja skaczę na szarej piłce do ćwiczeń na środku salonu, ściskając Florence, która właśnie wydaje z siebie dźwięk przypominający syrenę wozu strażackiego uwięzioną w ciele bardzo wściekłego kota. Matilda cudem śpi w sąsiednim pokoju, błogo nieświadoma faktu, że jej siostra bliźniaczka próbuje właśnie zbić podwójne szyby w naszym londyńskim mieszkaniu.
Odprawiam właśnie skomplikowany układ choreograficzny – rytmiczne szuszenie połączone z energicznym poklepywaniem po pupie, oscylując z częstotliwością jakichś trzech herców – ponieważ strona 47 pewnego bestsellera dla rodziców stanowczo sugerowała, że to zadziała natychmiast. Nie działa. Właściwie Florence wydaje się głęboko urażona moim skakaniem. Kiedy tak siedzę w ciemności, pocąc się w sweter, który już i tak pachnie lekko skwaśniałym mlekiem i porażką, w desperacji wpisuję kciukiem w telefon: moje dziecko ciągle płacze a ja spróbowałem już wszystkiego, mając ogromną nadzieję, że internet wygenerował jakieś magiczne, nowe rozwiązanie, którego nie było tu dwadzieścia minut temu, gdy wpisywałem dokładnie to samo hasło.
Jeśli czytasz ten tekst, skacząc właśnie na własnej piłce i trzymając wściekłego, ludzkiego ziemniaczka, pozwolę sobie oszczędzić Ci trzymania w napięciu: wcale nie robisz tego źle. Książki kłamią. Niemowlęta są całkowicie nieracjonalne.
Wielkie oszustwo listy kontrolnej
Każda życzliwa rada, jaką dostajesz od ciotek, sąsiadów i nieznajomych w kolejce w supermarkecie, opiera się na głęboko błędnym założeniu: że niemowlę to w gruncie rzeczy prosta maszyna. Jeśli maszyna wydaje głośny dźwięk, po prostu sprawdzasz kontrolki na desce rozdzielczej. Głodne? Pieluszka pełna? Za gorąco? Za zimno? Gazy?
Druzgocące odkrycie wczesnego rodzicielstwa polega na tym, że możesz mieć dziecko, które przed chwilą zjadło, ma nieskazitelnie czystą pieluchę, odbiło mu się dwukrotnie z donośnością bywalca pubu i odpoczywa w pokoju idealnie skalibrowanym na 19,5 stopnia, a i tak będzie krzyczeć, jakbyś właśnie śmiertelnie obraził jego przodków.
Nasza położna środowiskowa, cudownie bezpośrednia kobieta z lokalnej przychodni, która wyglądała, jakby od 1982 roku nic nie było w stanie jej zaskoczyć, powiedziała mi nad kubkiem herbaty, że zdrowe noworodki po prostu płaczą. Podobno ich układ nerwowy jest w zasadzie wciąż w budowie, a płacz jest tym, co się dzieje, gdy styki są przeciążone. Kojarzę przez mgłę, że wspominała coś o tym, że nasila się to między szóstym a ósmym tygodniem i zazwyczaj mija w czwartym miesiącu. Choć szczerze mówiąc, mój niewyspany mózg przetłumaczył całe to medyczne wyjaśnienie na wielki neon z napisem: „MUSISZ PO PROSTU TO PRZETRWAĆ”.
Ewolucyjny alarm pożarowy
To, do czego nikt cię odpowiednio nie przygotuje, to fizyczne doznanie płaczu twojego własnego dziecka. On nie tylko wpada ci do ucha; wwierca się bezpośrednio w twój układ nerwowy. Przeczytałem kiedyś, że z ewolucyjnego punktu widzenia płacz niemowlęcia ma odpowiednią tonację, by celowo wywołać reakcję paniki w mózgu dorosłego i wyłączyć korę przedczołową, tak byś nie analizował sytuacji, tylko po prostu biegł ratować malucha przed tygrysem szablozębnym.
Problem w tym, że na przedmieściach Londynu nie ma tygrysów. Jest tylko wrzeszczące niemowlę i tata, którego tętno wynosi aktualnie 140 uderzeń na minutę. Ponieważ wpadasz w panikę, twoje ramiona się napinają, oddech staje się płytki i zaczynasz obchodzić się z dzieckiem jak z tykającą bombą. Niemowlęta, jako niezwykle bystre małe gąbki, natychmiast wyczuwają to napięcie i dochodzą do wniosku, że skoro tata jest przerażony, to gdzieś tu na pewno musi czaić się tygrys – co sprawia, że krzyczą jeszcze głośniej.
To spektakularnie bezużyteczne błędne koło niepokoju.
Szukanie niewidzialnych wrogów
Kiedy odhaczysz już podstawową listę, a krzyk trwa drugą godzinę, twój mózg zaczyna wymyślać egzotyczne choroby. Zanim jednak ruszysz na SOR, jest jedna dziwna, bardzo specyficzna rzecz, którą faktycznie powinieneś sprawdzić.

Dowiedziałem się tego z gorączkowego nocnego wertowania forów dla rodziców: tak zwana włosowa opaska uciskowa. Okazuje się, że pojedynczy włos (najczęściej z poporodowego wypadania włosów mamy albo jakaś zagubiona nitka) może owinąć się tak ciasno wokół palca u nogi, dłoni czy innej małej kończyny dziecka, że odcina dopływ krwi. Powoduje to ogromny ból, który jest całkowicie niewidoczny, jeśli maluch ma na sobie pajacyk.
Podczas jednej z epickich awantur Florence, postanowiłem przetestować tę teorię. W furii odpiąłem jej Body niemowlęce z bawełny organicznej — które swoją drogą jest genialne, ponieważ kopertowe wykończenie dekoltu sprawia, że możesz je po prostu ściągnąć w dół przez wierzgające nóżki, zamiast przeciągać potencjalnie zabrudzone ubranko przez jej wściekłą małą twarz — i rozebrałem ją do rosołu na środku salonu.
Warto wspomnieć, że w takich momentach ślepej paniki naprawdę docenia się ubranka, które z tobą nie walczą. Jestem prawie pewien, że organiczna bawełna nie uleczyła jej płaczu, ale brak drapiących syntetycznych szwów oznaczał przynajmniej, że wiedziałem, iż to nie strój ją denerwuje. Tak czy inaczej, w ostrym świetle latarki z telefonu obejrzałem każdy najmniejszy paluszek. Nie było tam żadnego włosa. Była po prostu zła. Ale faktycznie przestała płakać na jakieś trzy minuty tylko dlatego, że nagłe uderzenie zimnego powietrza zszokowało ją do tego stopnia, że zamilkła – co uznałem za wielki sukces.
Podejście komory deprywacji sensorycznej
Ciągle nam się powtarza, żeby stymulować niemowlęta, pokazywać im kontrastowe karty i grzechotać przed nimi zabawkami, aby rozwijać ich mózgi. Ale z moich całkowicie nienaukowych obserwacji wynika, że przez większość czasu nieutulone w płaczu dzieci mają tego wszystkiego po prostu dość. Świat jest zbyt jasny, zbyt głośny i zbyt przytłaczający.
Jedyną rzeczą, która niezawodnie na nas działała, gdy Florence sztywniała z furii, była próba odtworzenia przytłaczającej, ciasnej, hałaśliwej ciemności łona matki.
Polegało to na wyłączeniu wszystkich świateł, pogłośnieniu szumiącego urządzenia do poziomu, który wydawał się wręcz przemysłowy, i ciasnym spowiciu jej (otulaniu), tak by przypominała małe, wściekłe burrito. Do tej operacji użyliśmy Bambusowego kocyka niemowlęcego we wzór w łabędzie. Przyznaję, że początkowo go kupiłem, bo łabędzie wyglądały odpowiednio ponuro i europejsko, pasując do naszego salonu, ale bambusowy materiał faktycznie oddycha, co ma ogromne znaczenie, bo wściekłe, płaczące niemowlę generuje mniej więcej tyle samo ciepła, co mały kaloryfer. Otulanie ich w syntetyczny polar to proszenie się o potówki, a bambus utrzymał ją w ryzach bez ugotowania na twardo.
Jeśli chcesz odkryć kilka z tych oddychających opcji, zanim dopadnie cię kolejny kryzys o 3 nad ranem, możesz sprawdzić kolekcję organicznych niezbędników niemowlęcych marki Kianao. Chociaż sugeruję zrobienie tego, kiedy nie skaczesz akurat na piłce do jogi.
Chwytanie się wszystkich sposobów
Desperacja zmusza do robienia dziwnych rzeczy. W szóstym tygodniu, przekonany, że Florence doświadcza jakiegoś bezprecedensowego w historii, wczesnego ząbkowania, podsunąłem jej pod twarz Silikonowy gryzak wiewiórkę.

Wcale nie ząbkowała. Spojrzała na małą, miętową wiewiórkę z absolutną pogardą, wydała z siebie stłumiony wrzask i odepchnęła ją w mrok pod kanapą. To uroczy gryzak — pięknie wykonany, bardzo łatwy do umycia, kiedy już wyłowisz go spod warstwy kurzu, a Matilda z czasem bardzo go polubiła, kiedy jej zęby naprawdę zaczęły wychodzić w szóstym miesiącu — ale był absolutnie i komicznie bezużyteczny dla cierpiącego na kolki noworodka, który po prostu chciał złożyć zażalenie na fakt istnienia.
Nie próbuj rozwiązywać problemów, których dziecko wcale nie ma, tylko dlatego, że brakuje ci już pomysłów. Czasami one po prostu muszą pokrzyczeć w pustkę.
Wyjście z pokoju przypomina zdradę
To najtrudniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek musiałem zrobić jako rodzic, i jest to sprzeczne z każdym instynktem w twoim ciele. Kiedy płacz trwa już od dwóch godzin, a twoja szczęka jest zaciśnięta tak mocno, że bolą cię zęby, i czujesz, jak w klatce piersiowej wzbiera w tobie ciemna, okropna fala autentycznego gniewu, musisz wyjść z pokoju.
Nie da się uspokoić dziecka, kiedy samemu wibruje się ze wściekłości i wyczerpania. To po prostu nie działa. Musisz więc bezpiecznie odłożyć krzyczące dziecko na plecy do pustego łóżeczka, wyjść z pokoju, zamknąć drzwi, oprzeć się o ścianę w przedpokoju i wypić wielką szklankę wody, czekając, aż tętno wróci do normalnego, ludzkiego rytmu.
Siedzenie w korytarzu i słuchanie, jak twoje dziecko płacze za zamkniętymi drzwiami, sprawia, że czujesz, jakbyś je zawodził. Wydaje się to nienaturalnym okrucieństwem. Ale poświęcenie tych dziesięciu minut na ostudzenie własnej adrenaliny, by nie zrobić czegoś głupiego, jest najbardziej odpowiedzialną i pełną miłości rzeczą, jaką możesz zrobić. Dziecko będzie bezpieczne w łóżeczku. W ten sposób upewniasz się, że ty też będziesz bezpiecznym rodzicem, by znów wziąć je na ręce.
Kiedy panika jest naprawdę uzasadniona
Oczywiście zawsze odzywa się ten natrętny głosik: a co, jeśli naprawdę coś jest nie tak? Zaczynasz kwestionować własne zdrowie psychiczne. Czy to normalny płacz, czy ten niebezpieczny?
Z tego, co zrozumieliśmy od naszego lekarza rodzinnego, należy zaufać swojej intuicji, jeśli płacz nagle brzmi dziwnie – jak dziwny, piskliwy wrzask albo bardzo słabe popiskiwanie, które nie przypomina ich zwykłego, donośnego ryku. I oczywiście, jeśli je rozbierzesz (powtórzę: body z zakładkami na ramionach ratują tu życie) i zobaczysz plamistą, fioletową wysypkę, która nie blednie pod naciskiem szklanki, albo jeśli przyciągają brzuszek pod żebrami, żeby złapać oddech, albo jeśli mają gorączkę, a nie skończyły jeszcze trzech miesięcy – łapiesz dziecko i jedziesz prosto na SOR.
Ale w 99% przypadków? One po prostu doświadczają tragicznej, przerażającej świadomości, że już nie pływają w ciepłej kąpieli, karmione przez rurkę, i zgłaszają kierownictwu formalną skargę o wysokiej liczbie decybeli.
Wcale nie robisz tego źle. Dziecko jest po prostu dzieckiem. Nastaw wodę na herbatę, chwyć oddychający kocyk i przygotuj się na skakanie. Słońce w końcu wzejdzie.
Jeśli potrzebujesz sprzętu, który w tych okopach będzie współpracować z tobą, a nie rzucać ci kłody pod nogi, przejrzyj kolekcję kocyków niemowlęcych Kianao, żeby znaleźć coś wystarczająco miękkiego dla nich i wystarczająco łatwego w obsłudze dla ciebie.
Trudne pytania z rodzicielskich okopów
Czy one naprawdę kiedyś przestaną tak płakać?
Tak. Gdzieś w okolicach trzeciego lub czwartego miesiąca coś jakby przeskakuje. Nagle uświadamiają sobie, że mają ręce, świat staje się odrobinę mniej przerażający, a maratony wieczornego krzyku po prostu zanikają. Nawet nie zauważysz dokładnego dnia, w którym to się skończy; po prostu nagle uświadomisz sobie, że spędziłeś cały wieczór siedząc na kanapie, a nie przemierzając korytarz.
Czy to moja wina, że moje dziecko ma kolkę?
Absolutnie nie. Nie zjadłeś niczego niewłaściwego, nie trzymasz ich w zły sposób i nie emanujesz złą energią. Niektóre dzieci mają po prostu układ nerwowy, który szybciej naciska przycisk paniki. Nie pozwól nikomu wpędzić cię w poczucie winy i wmówić ci, że płacz twojego dziecka świadczy o twoich umiejętnościach rodzicielskich.
Czy mogę po prostu włożyć je do samochodu i pojeździć o 2 nad ranem?
Jeśli jesteś wystarczająco rozbudzony, aby bezpiecznie obsługiwać maszynę ważącą ponad tonę, to tak. Wibracje i szum drogi to w zasadzie wielki, zmotoryzowany symulator łona matki. Zdecydowanie zdarzało mi się jeździć obwodnicą o 3 nad ranem, tylko po to, żeby Florence zamknęła oczy na dwadzieścia minut. Ostrzegam tylko: w momencie, gdy silnik zgaśnie na podjeździe, czar często pryska.
Czy słuchawki z redukcją szumów to oznaka złego rodzicielstwa?
Stępienie ostrości decybeli, dzięki czemu możesz zachować spokój i delikatnie kołysać dziecko bez utraty zmysłów, to oznaka genialnego rodzicielstwa. Sam nosiłem wielkie, brzydkie słuchawki ochronne dla budowlańców, gdy skakałem na piłce do jogi. Nadal doskonale słyszałem płacz, ale przestał on fizycznie ranić moje bębenki, co pomogło mi się zrelaksować. Zrelaksowany rodzic oznacza (w końcu) zrelaksowane dziecko.
A co, jeśli płacze tak mocno, że aż zwymiotuje?
Zdarza się. To przerażające, ale głównie uciążliwe ze względu na sprzątanie. Kiedy tak bardzo krzyczą, połykają ogromne ilości powietrza, które działa jak ściśnięta sprężyna pod mlekiem w ich żołądku. Kiedy to się stanie, rozbierzcie je, wytrzyjcie, weźcie głęboki oddech i zacznijcie od nowa. To nie jest stan zagrażający życiu, co najwyżej czystości waszego prania.





Udostępnij:
Co chciałabym wiedzieć o wychowywaniu naszego dziecka z zespołem Downa
Kiedy ognistoczerwone odparzenie pieluszkowe okazuje się infekcją grzybiczą