W zeszły wtorek stałam w czwartej alejce naszego lokalnego supermarketu H-E-B, balansując na lewym biodrze z wielką paczką pieluch na noc, podczas gdy mój dwulatek dosłownie lewitował, próbując wyskoczyć z wózka na zakupy i krzycząc z częstotliwością, którą słyszą chyba tylko psy i bardzo oceniające nastolatki. Jakiś chłopak, na oko dziewiętnastoletni, przeszedł obok z nosem w telefonie, ostentacyjnie przewracając oczami na widok mojej spoconej, spanikowanej twarzy. Czułam się dokładnie tak, jak w tej wiralowej dramie w internecie, w której jakiś twórca postanowił publicznie zawstydzać płaczące dzieci dla zasięgów. Pewnie kojarzycie, o co chodzi. Tamtego konkretnego wtorku czułam się jak najgorsza matka w Teksasie, przekonana, że wszyscy wokół myślą, że wychowuję małego, nieobliczalnego tyrana.
Największym kłamstwem, jakim karmią nas na temat macierzyństwa, jest to, że publiczna histeria dziecka oznacza, że całkowicie poległaś w wychowaniu przyzwoitego człowieka. Wszystkie przyswoiłyśmy sobie tę toksyczną myśl, że „dobre” matki mają ciche, posłuszne dzieci, które po prostu siedzą w wózkach i wyglądają jak małe, porcelanowe lalki. Będę z wami szczera – to wierutna bzdura. Jeśli twoje dziecko traci zmysły na dziale z mrożonym groszkiem, to nie znaczy, że jesteś złą matką. Oznacza to po prostu, że twoje dziecko to małe, urocze zwierzątko, które reaguje na ogromny, głośny i przytłaczający świat.
Dlaczego moja mama puszczała krzyczącemu dziecku reggaeton z lat 90.
Ta cała afera z „baby rasta” na TikToku w zeszłym miesiącu totalnie wyprowadziła mnie z równowagi. To był ten wiralowy moment, w którym ktoś o pseudonimie Rasta G po prostu wyśmiewał maluchy za to, że tracą panowanie nad sobą w miejscach publicznych, zachowując się tak, jakby rodzice celowo pozwalali dzieciom hałasować, żeby wkurzać wszystkich dookoła. Wywołało to w sieci potężną dyskusję na temat empatii i rozwoju mózgu, ale moja rodzina przeżyła to w najbardziej przezabawny i zagmatwany sposób, jaki można sobie wyobrazić.
Moja mama, złota kobieta, zawsze stara się być na bieżąco z każdą dramą, na którą akurat narzekam na naszym rodzinnym czacie. Słysząc, jak narzekam na sytuację z „baby rasta”, postanowiła przeprowadzić własne śledztwo i oczywiście wpisała to prosto w Google. Zadzwoniła do mnie pięć minut później, niesamowicie zdezorientowana, pytając, dlaczego jestem tak strasznie wściekła na Baby Rasta y Gringo, słynny portorykański duet reggaetonowy z lat 90. Musiałam usiąść na stercie prania; śmiałam się do łez, tłumacząc: „Nie, mamo, nie mam żadnej kosy z ikonami historycznej muzyki latynoskiej. Jestem wściekła na faceta z lampą pierścieniową, który uważa, że dwulatki powinny mieć regulację emocjonalną tybetańskiego mnicha”.
Ona naprawdę myślała, że puszczanie ich muzyki to jakaś nowa, wiralowa technika uspokajania, na którą się wściekam – a to, szczerze mówiąc, i tak lepsza strategia niż to, co zazwyczaj sugeruje internet. O ironio, jedna z dziewczyn w mojej grupie dla mam sprzedających na Etsy faktycznie dała swojemu najmłodszemu dziecku na imię Rasta, ponieważ podobno to niezwykle rzadkie jamajskie imię oznaczające „ocalonego” lub „rosnącego”. Ciągle myślę o tym, jak szalone będzie dla tego uroczego dzieciaka dorastanie z imieniem, które dzieli z dziwaczną internetową dramą parentingową.
Naukowe fakty o rozwoju mózgu, które ledwo ogarniam
Kiedy mój najstarszy syn przechodził przez swoją epicką fazę krzyku, zaciągnęłam go do przychodni, w pełni przekonana, że z jego neurologią jest coś nie tak. Nasz pediatra, doktor Miller, trochę się zaśmiał, kiedy wspomniałam o napadach złości. Odwrócił kawałek papieru z kozetki i narysował ten niechlujny, mały schemat mózgu, próbując wyjaśnić działanie płata czołowego mojej pozbawionej snu osobie.
Z tego, co zrozumiałam przez moją mgłę wyczerpania, część mózgu malucha, która mówi: „hej stary, może nie krzycz teraz, bo te świetlówki są trochę za jasne”, dosłownie jeszcze nie istnieje. Zamiast tego jest tam po prostu papka, dopóki nie będą dużo, dużo starsi, może nawet do dwudziestego roku życia. Dzieci nie urządzają awantury, żeby tobą manipulować czy zawstydzać cię przed kasjerką. Są to po prostu mocno przytłoczone, małe stworzenia, działające całkowicie na prymitywnym instynkcie, a kiedy ich czara goryczy się przelewa, jedynym zaworem bezpieczeństwa, jaki mają, są ich struny głosowe.
Sensoryczne koszmary i drogie materiały
Na własnej skórze przekonałam się, że wiele z tego, co bierzemy za „złe zachowanie”, to tak naprawdę tylko fizyczny dyskomfort, którego nie potrafią nam zakomunikować. Kiedyś ubierałam mojego najstarszego syna w to, co było najtańsze w markecie albo miało najsłodszego dinozaura na piersi. Szliśmy do kościoła lub do sklepu, a on nieuchronnie zamieniał się w krzyczącego demona, zanim w ogóle dotarliśmy na parking.

Okazało się, że prawdopodobnie niesamowicie wszystko go swędziało. Tanie materiały syntetyczne w połączeniu z gorącym ciałkiem małego dziecka to gwarantowany przepis na sensoryczny koszmar. Te drapiące szwy i plastikowe nadruki doprowadzały jego układ nerwowy do szału, zanim jeszcze wyszliśmy z domu. W końcu się ugięłam i kupiłam niemowlęce body bez rękawów z bawełny organicznej od Kianao.
Nie będę kłamać, cena na początku sprawiła, że oblał mnie zimny pot, bo mam wrażenie, że moje dzieci wyrastają z ubrań z dnia na dzień. Ale powiem wam, ten materiał jest miększy niż chmurka i pięknie się rozciąga, nie stając się przy tym trwale rozciągniętym wokół szyi. Mój syn praktycznie w nim mieszkał, a przypadkowe publiczne krzyki spadły o połowę tylko dlatego, że nie pocił się już w drapiących, plastikowych ubraniach. Płaskie szwy i organiczny materiał nie wywoływały u niego problemów sensorycznych. Okazuje się, że zapobieganie histerii, zanim się jeszcze zacznie, jest o wiele łatwiejsze niż radzenie sobie z nią w czwartej alejce. Czasami to właśnie te małe, sensoryczne bodźce popychają dzieci na sam skraj wytrzymałości.
Jeśli zmagacie się z kryzysami sensorycznymi u dzieci i macie dość wciskania ich w sztywne ubrania, poświęćcie chwilę na przejrzenie kolekcji ubranek niemowlęcych z bawełny organicznej, aby znaleźć coś, co nie będzie ich unieszczęśliwiać.
Metoda absolutnego minimum na odwrócenie uwagi
Jest jeszcze ta cała strategia polegająca po prostu na zarzucaniu ich zabawkami, żeby wreszcie były cicho. Moja teściowa kupiła nam ostatnio zestaw miękkich klocków dla niemowląt, aby spróbować zająć najmłodszą córkę, gdy jemy w restauracjach.
Znaczy, są zupełnie w porządku. To miękkie gumowe klocki z małymi cyferkami i symbolami zwierząt, które nie ranią stóp, gdy nieuchronnie stąpasz po nich boso w ciemności (co jest ogromnym zwycięstwem dla mojego zdrowia psychicznego). Ale dziewczyny, to są tylko klocki. Przykuwają uwagę mojej najmłodszej na może cztery i pół minuty, zanim zacznie wyrzucać je z krzesełka, żeby patrzeć, jak je podnoszę. Są naprawdę przyzwoite jako szybka odskocznia, ale na pewno nie stanowią magicznego lekarstwa na dziecko, które już zdecydowało, że ma dość pobytu w restauracji.
Faza żucia, która psuje absolutnie wszystko
Kolejnym potężnym zapalnikiem do publicznego krzyku jest ząbkowanie, które zawsze wydaje się osiągać szczyt, gdy jesteś akurat na zakupach. Mojej średniej córce zaczęły wyżynać się zęby w czwartym miesiącu życia, a jej dziąsła wyglądały jak surowe mięso na hamburgery. Nic dziwnego, że chciała nakrzyczeć na panią w kolejce do kasy. Próbowaliśmy mrozić mokre myjki, tak jak sugerowała moja babcia, ale w ciągu pięciu sekund zamieniają się one w paskudne, ciepłe i nasiąknięte śliną szmaty.

Ostatecznie kupiłam silikonowy gryzak z bambusem w kształcie pandy. Tak, mały wzór pandy jest uroczy, ale szczerze mówiąc, uwielbiam w nim po prostu to, że mogę go wrzucić prosto do zmywarki, gdy uderzy w brudną podłogę. Jest całkowicie nietoksyczny i daje jej coś twardego, ale bezpiecznego do gryzienia, gdy światła w sklepie spożywczym zaczynają ją przebodźcowywać. Doktor Miller wspomniał coś o tym, że odruchy ssania i żucia to mechanizmy samouspokajające, które wyciszają układ nerwowy maluchów. Nie znam dokładnych naukowych faktów, ale wsunięcie tej pandy do jej buzi działa o niebo lepiej niż wylewne przepraszanie nieznajomych, podczas gdy ona krzyczy.
Mordercze spojrzenia z szóstej alejki
Pozwólcie, że przez chwilę ponarzekam na ludzi, którzy posyłają nam te mordercze spojrzenia w miejscach publicznych. Poważnie, czysta czelność dorosłych z w pełni ukształtowanymi mózgami, oczekujących, że mały człowiek po prostu „uciszy się” na zawołanie, jest dla mnie absolutnie zadziwiająca.
Wszyscy doskonale znamy to spojrzenie. To to zaciśnięte, agresywne westchnięcie starszej pani w kwiecistej bluzce, która najwyraźniej zapomniała, jak to jest mieć dziecko, lub nastolatki, która uważa, że obecność twojego dziecka rujnuje jej estetykę zakupów. Zamiast obdarzyć cię współczującym uśmiechem albo, broń Boże, po prostu zająć się swoimi sprawami, stoją i projektują całą swoją irytację wprost na matkę, która i tak już spociła się na wylot. Sprawia to, że masz ochotę porzucić wózek, chwycić swojego szamoczącego się malucha i z płaczem uciec do samochodu. Całe pierwsze dwa lata macierzyństwa spędziłam na zamartwianiu się tym, co pomyślą o mnie obcy, będąc w pełni przekonaną, że wszyscy uważają mnie za gigantyczną, niekompetentną porażkę.
Szczerze mówiąc, założenie słuchawek i udawanie, że nie płaczą, też nie działa.
Musisz po prostu nauczyć się, jak całkowicie wyłączyć widownię, chwycić swoje ciężkie, miotające się dziecko i znaleźć cichy kąt, aby je mocno przytulić, dopóki bicie jego małego serduszka nie zwolni. Doktor Miller powiedział, że kontakt skóra do skóry resetuje ich oddychanie, i szczerze powiedziawszy, jeśli po prostu przycisnę je do klatki piersiowej i poczuję zapach potu na ich małej główce, zazwyczaj oboje odrobinę się uspokajamy.
Jesteście gotowe, żeby przestać przejmować się drobnostkami i ubrać swoje dziecko w coś, co nie sprawi, że będzie się drapać i krzyczeć? Złapcie jedno z body z bawełny organicznej od Kianao już teraz, aby w spokoju przetrwać kolejne wyjście na zakupy do Targetu, a potem rzućcie okiem na poniższe pytania.
Pytania, które całkiem poważnie mogą wam się nasuwać
-
Kim jest Baby Rasta i dlaczego wszyscy na TikToku byli tak wściekli?
To nie był ten gość z reggaetonu z lat 90., o którym myślała moja mama. To był wiralowy trend, w którym twórca znany jako Rasta G kręcił filmy z grubsza wyśmiewające i zawstydzające dzieci, które przechodziły załamanie nerwowe w miejscach publicznych. Rodzice wściekli się, ponieważ pokazywało to zerową empatię dla tego, jak faktycznie funkcjonuje rozwój mózgu dziecka, i jedynie dolało oliwy do ognia dla ludzi, którzy hejtują matki w miejscach publicznych. -
Jak uspokoić krzyczącego malucha w sklepie i nie wyglądać przy tym jak wariatka?
Już dawno temu poddałam się w kwestii „nie wyglądania jak wariatka”. Po prostu biorę dziecko na ręce, zostawiam wózek z zakupami, jeśli muszę, i szukam najcichszego kąta w sklepie, jaki tylko uda mi się znaleźć. Przytulam je super mocno do klatki piersiowej, ponieważ ten głęboki nacisk naprawdę działa i resetuje ich układ nerwowy. Zapomnij o ludziach, którzy się na ciebie gapią, oni nie mają żadnego znaczenia. -
Czy te organiczne ubranka szczerze powstrzymują napady złości, czy to tylko marketingowy bełkot?
Nie sprawią, że twoje dziecko przestanie płakać, bo źle pokroiłaś mu tosta, ale absolutnie powstrzymują napady złości wywołane przebodźcowaniem sensorycznym. Mój najstarszy syn krzyczał w sklepach tylko dlatego, że było mu gorąco i wszystko go swędziało w tanich materiałach syntetycznych. Przejście na miękką bawełnę organiczną wyeliminowało ten fizyczny wyzwalacz, co zredukowało ogromną część naszych publicznych histerii. -
Czy to źle, jeśli po prostu wyjdę ze sklepu, gdy moje dziecko traci panowanie nad sobą?
Absolutnie nie. Czasami po prostu musisz zminimalizować straty. Jeśli dziecko jest całkowicie przebodźcowane i nic nie działa, ciągnięcie go przez resztę sklepu tylko sprawi, że oboje będziecie nieszczęśliwi. Zostawiałam pełne wózki w supermarkecie o wiele częściej, niż chciałabym to przyznać. -
Jaki jest najlepszy sposób na ból ząbkowania, kiedy jesteśmy poza domem?
Nie polegaj na zamrożonych rzeczach, ponieważ topnieją niemal natychmiast. Ja zawsze noszę ze sobą porządny silikonowy gryzak przypięty do zawieszki na smoczek, dzięki czemu nie upada na podłogę. Posiadanie czegoś bezpiecznego, co maluchy mogą agresywnie żuć, pomaga im się uspokoić, gdy ból nasila się wraz ze stresem związanym z przebywaniem w głośnym, publicznym miejscu.





Udostępnij:
Okiem pielęgniarki: cała prawda o odruchach niemowlęcych
Co naprawdę zrobić, gdy znajdziesz małego szopa w ogrodzie