Siedzę właśnie na nieco lepkiej podłodze w salonie z wpół zjedzonym krakersem w kształcie rybki przyklejonym do lewego kolana. Mój dwulatek próbuje założyć psu chwyt zapaśniczy, a niemowlak właśnie załatwił się w pieluchę z takim hukiem, że aż zatrzęsły się szyby. Gapię się w ścianę i w myślach obliczam, czy zdążę spakować trzy zamówienia z Etsy, zanim ktoś znów zacznie krzyczeć. Mieszkając tutaj na teksańskiej prowincji, do najbliższej poczty mam dobre dwadzieścia minut drogi, więc absolutnie wszystko to logistyczny koszmar. Nagle przypomina mi się, jak w latach dziewięćdziesiątych siedziałam przy kuchennym stole mojej babci, jedząc płatki i czytając niedzielną gazetę. Patrzyłam wtedy na te komiksy o rodzinie MacPhersonów i myślałam, że dorośli po prostu to wszystko wymyślają dla żartu. Ale kiedy dziś patrzę na komiksy o urokach macierzyństwa, szczerze czuję się, jakbym oglądała program z ukrytej kamery pokazujący dokładnie moje życie.
Ta panika w szpitalu, kiedy zdajesz sobie sprawę, że pozwalają ci wyjść
Wróćmy do początku tego cyrku, tuż po narodzinach mojego najstarszego syna. Biedaczek, był moim absolutnym poligonem doświadczalnym i przestrogą, czego nie należy robić jako świeżo upieczona mama. Siedzieliśmy z mężem w sali szpitalnej, trzymając tego maleńkiego, kruchego człowieka, i dosłownie patrzyliśmy na siebie z czystym, nieskrywanym przerażeniem. Pielęgniarki wesoło pakowały nasze torby i wręczały nam wypis, jakbyśmy mieli do tego jakiekolwiek kwalifikacje.
Potem zaczęły się łzy. Nie dziecka, moje własne. Szlochałam niekontrolowanie, ponieważ mój mąż kupił w bufecie sok jabłkowy niewłaściwej marki. Mama zawsze mi powtarzała, że po porodzie będę trochę płaczliwa, ale nie spodziewałam się, że poczuję, jakby świat kończył się z powodu napoju. Kiedy moja lekarka, dr Miller, weszła na ostatnie badanie, po prostu poklepała mnie po kolanie i mruknęła coś o hormonach spadających w przepaść. Powiedziała, że ogromna część nowych mam doświadcza tych przytłaczających fal smutku w pierwszych tygodniach i że to zazwyczaj po prostu standardowy spadek nastroju, czyli „baby blues”.
Brzmiało to tak klinicznie i prosto, ale szczerze mówiąc, czujesz się po prostu tak, jakby twój mózg był owinięty mokrą wełną, podczas gdy funkcjonujesz na dwóch godzinach snu. Zapewne, jeśli te ciężkie, mroczne uczucia utrzymują się dłużej niż kilka tygodni, może to być depresja poporodowa, która, jak powiedziała, jest niezwykle powszechna i nie ma w niej nic wstydliwego. Ale w tamtym momencie byłam po prostu płaczącym, wyczerpanym kłębkiem nerwów, który rozpaczliwie potrzebował drzemki i instrukcji obsługi, jak utrzymać niemowlę przy życiu i nie zwariować.
Kiedy w domu robi się podejrzanie cicho
Przewińmy trochę do momentu, w którym dzieci zaczynają raczkować. Wtedy uczysz się najbardziej przerażającej lekcji rodzicielstwa: hałas to twój najlepszy przyjaciel. Dziewczyny, przysięgam, że jeśli moje dzieci krzyczą, walczą o plastikowego dinozaura albo uderzają garnkami o siebie, to przynajmniej dokładnie wiem, gdzie są i że mogą swobodnie oddychać. To cisza sprawia, że krew ścina mi się w żyłach.

Za każdym razem, gdy w domu robi się cicho, przechodzę w pełen tryb taktyczny. Zazwyczaj oznacza to, że ktoś albo maluje przedpokój kremem na odparzenia, albo, co gorsza, połyka coś, co znalazł pod kanapą. Moja mama zawsze kazała mi uważać na monety i twarde cukierki, ale prawdziwym wrogiem w dzisiejszych czasach są te maleńkie baterie guzikowe w tanich, głośnych, plastikowych zabawkach. Jestem teraz absolutnie bezwzględna, jeśli chodzi o zabezpieczanie domu, ponieważ dr Miller powiedziała mi, że połknięcie takiej baterii może wypalić dziurę we wnętrznościach dziecka w około dwie godziny. Ten fakt nie pozwala mi spać po nocach, gdy wpatruję się w sufit. Po prostu trzymajcie się dużych, masywnych drewnianych zabawek, a te hałaśliwe plastikowe śmieci wyrzucajcie prosto do kosza, zanim jeszcze wejdą do waszego domu, żebyście nie skończyły dzwoniąc na pogotowie we wtorkowe popołudnie.
Powiem Wam szczerze, to właśnie dlatego Drewniany Stojak Edukacyjny | Zestaw Jednorożec to moja absolutnie ulubiona rzecz, jaką posiadamy. Kupiliśmy go dla najmłodszego i daje mi on autentyczny spokój ducha. Ma solidną, drewnianą ramę i piękne, ręcznie robione na szydełku zabawki, więc nie muszę się martwić o żadne małe plastikowe elementy ani podejrzane baterie. Mogę położyć pod nim malucha, podczas gdy gorączkowo realizuję zamówienia z Etsy na wyspie kuchennej, wiedząc, że jest bezpieczny. Po prostu wpatruje się w jednorożca i uderza w drewniane kółka, otrzymując wspaniałą dawkę bodźców sensorycznych bez przebodźcowania swojego małego mózgu. To jedna z niewielu dziecięcych rzeczy, których nie mam ochoty chować, gdy przychodzą goście.
Z drugiej strony, mamy też Zestaw Miękkich Klocków dla Dzieci. Są w porządku, tak myślę. To znaczy, spełniają swoje zadanie, a pastelowe kolory są urocze. Najlepsze jest to, że w ogóle nie bolą, gdy nieuniknienie staję na nie boso o drugiej w nocy. Ale szczerze mówiąc, moje średnie dziecko zazwyczaj próbuje je żuć i rzuca nimi w psa, więc na ogół kończą rozrzucone po całej podłodze w salonie jak małe pastelowe miny przeciwpiechotne.
Jeśli potrzebujecie sprzętu, który naprawdę sprawdzi się w waszym cudownie chaotycznym życiu, odkryjcie nasze ekologiczne niezbędniki dla dzieci i znajdźcie coś, co da wam chociaż pięć minut upragnionego spokoju.
W tym domu już nikt nie śpi
Porozmawiajmy o tym kompletnym nieporozumieniu, jakim jest przespana noc. Kiedyś myślałam, że ten motyw z starych komiksów prasowych — w których tata próbuje zdrzemnąć się na kanapie, a dzieci dosłownie otwierają mu powieki — to komedia pomyłek. Otóż nie. To film dokumentalny. Mój mąż pracuje do późna, a w weekendy marzy tylko o dwudziestu minutach snu. W ułamku sekundy, gdy jego głowa dotyka poduszki, rozlega się dźwięk jak z gwizdka na psy, który słyszą tylko maluchy. Nagle pilnie potrzebują, żeby otworzył im owocową przekąskę albo obejrzał ich „sztuczkę”, która polega na kręceniu się w kółko, aż padną na podłogę.
Gdzieś kiedyś czytałam, że większość rodziców cierpi na poważny brak snu i szczerze mówiąc, ktokolwiek napisał to badanie, zasługuje na Nagrodę Nobla za stwierdzenie rzeczy oczywistych. Kiedy na świat przyszło moje trzecie dziecko, byłam zdesperowana. Próbowałam wszystkich rutyn i maszyn z białym szumem, ale czułam, że tracę kontakt z rzeczywistością. Dr Miller opowiedziała mi o wszystkich zasadach bezpiecznego snu — kładzenie na plecach, żadnych luźnych koców w łóżeczku, te sprawy. To bywa przerażające, ale robisz to, co musisz, aby zapewnić im bezpieczeństwo i mieć nadzieję, że zamkną oczy na dłużej niż czterdzieści pięć minut.
W końcu odnaleźliśmy nasz rytm, głównie dlatego, że wpadłam w obsesję na punkcie kontroli temperatury. Upolowałam ten Bambusowy Kocyk Niemowlęcy Błękitny Lis w Lesie na nadzorowane drzemki w wózku i czas na brzuszku. Moja babcia zawsze zarzekała się, że ubieranie dziecka w jasnoniebieskie ubranka lub owijanie go w błękitne kocyki magicznie je uspokaja. Nie wiem, czy kryje się za tym jakaś nauka potwierdzająca wpływ kolorów na spowolnienie tętna, czy to po prostu babcine opowieści, które poprawiają mi nastrój, ale ten kocyk jest niezwykle miękki. Został wykonany z ekologicznej mieszanki bambusa i bawełny, która doskonale oddycha w tym absurdalnym teksańskim upale. Maluch nie budzi się spocony i zrzędliwy, co w moim mniemaniu jest już ogromnym sukcesem.
Poczucie winy u mamy, które zjada cię żywcem
Do tego dochodzi poczucie winy. Och, to ciężkie, duszące wyrzuty sumienia matki. Znacie te komiksy, w których mama przypadkowo przycina dziecku paluszek podczas obcinania paznokci i siedzi szlochając, podczas gdy maluch już dawno o tym zapomniał i chrupie chrupka? Tak. Byłam tam, przeżyłam to i mam nawet pamiątkową koszulkę.

Przy moim najstarszym synu próbowałam obciąć mu te maleńkie, ostre jak brzytwa pazurki noworodka, a on nagle szarpnął rączką. Uszczypnęłam malutki skrawek jego skóry. Wydał z siebie pisk, który trwał dokładnie cztery sekundy. Z kolei ja płakałam tak bardzo, że musiałam zadzwonić do mamy i wyznać jej, że najwyraźniej nie nadaję się do wychowywania ludzi. A ona, złota kobieta, po prostu mnie wyśmiała i powiedziała, że dramatyzuję.
Ludzie zawsze powtarzają, żeby „celebrować każdą chwilę, bo ten czas tak szybko mija”, ale ja absolutnie omijam moment, w którym wyciągam monetę z ust dwulatka, mając przy tym stan przedzawałowy. Prawda jest taka, że nakładamy na siebie tak ogromną presję, by być idealnymi matkami, które nigdy nie popełniają błędów. Ale dzieci są wytrzymałe. Nabijają sobie guzy, ścierają kolana, a ich paluszki bywają przycięte przez wyczerpane mamy, które po prostu starają się zapobiec wydrapaniu sobie przez nie oczu. Musicie po prostu je przytulić, wybaczyć sobie, a może też kupić elektryczny pilniczek do paznokci, abyście nigdy więcej nie musiały przeżywać tej specyficznej paniki.
Nawet nie każcie mi zaczynać o ząbkowaniu, które przynosi swój własny rodzaj poczucia winy, kiedy po prostu chcecie, żeby przestały marudzić, by usłyszeć własne myśli. Moje dziecko niedawno zaczęło ząbkować i ślinienie się jest absolutnie poza kontrolą. Kupiliśmy gryzak Silikonowo-Bambusowy Gryzak dla Niemowląt Panda i w zasadzie przyrósł mu już do ręki. Jest na tyle płaski, że maluch naprawdę potrafi trzymać go sam. Uwielbiam to, że jest wykonany z silikonu spożywczego, więc nie muszę się stresować jakimiś dziwnymi chemikaliami. Kiedy jego dziąsła naprawdę mu dokuczają, po prostu wrzucam gryzak na chwilę do lodówki. Nie rozwiązuje to wszystkiego — bo w rodzicielstwie nic nie rozwiązuje wszystkiego do końca — ale kupuje mi wystarczająco dużo ciszy, by wypić filiżankę kawy, póki jest jeszcze chociaż letnia.
Przetrwanie w chaotycznej rzeczywistości
Bądźmy szczere, wychowywanie tych małych dzikusów w niczym nie przypomina idealnie wykreowanych profili, które widzicie w sieci. To wieczny bałagan, hałas i delikatny zapach kwaśnego mleka. Ale jest w tym też mnóstwo śmiechu, a czasami wystarczy po prostu zrobić krok do tyłu i śmiać się z tego absolutnego absurdu. Uczysz się akceptować ten chaos, polegać na znajomych mamach, które jadą na tym samym wózku, i ewentualnie zainwestować w jakiś naprawdę mocny środek do czyszczenia dywanów.
Jeśli macie już dość stresowania się perfekcją i chcecie po prostu uczciwego, wysokiej jakości sprzętu, który naprawdę sprawdzi się w waszym cudownie chaotycznym życiu, kupcie naszą pełną kolekcję zrównoważonych produktów dla niemowląt tutaj, zanim nadejdzie kolejny atak histerii.
Pytania, które słyszę, gdy jestem pokryta dziecięcymi ulewkami
-
Dlaczego czuję się tak przytłoczona, mimo że moje dziecko jest całkowicie zdrowe?
Ponieważ twoje hormony są teraz dosłownie w blenderze, a utrzymywanie małego człowieka przy życiu jest obiektywnie przerażające. Nawet jeśli są w pełni zdrowe, sam ciężar odpowiedzialności za każdy ich oddech jest wyczerpujący. Płacz, jeśli musisz, oddaj dziecko partnerowi i wejdź pod prysznic na dziesięć minut. -
Jak naprawdę udaje ci się cokolwiek zrobić, gdy po domu biegają maluchy?
Nie udaje mi się. Taki jest mój sekret. Mój dom to strefa katastrofy przez siedemdziesiąt procent czasu. Pakuję moje zamówienia na Etsy w gorączkowych, piętnastominutowych zrywach, kiedy dzieciaki są chwilowo zajęte przekąską albo odcinkiem "Bluey". Po prostu obniżasz swoje standardy tak bardzo, aż samo przetrwanie dnia zaczyna się liczyć jako ogromny sukces. -
Czy drewniane zabawki są naprawdę lepsze, czy to tylko estetyczny trend?
Szczerze mówiąc, trochę jedno i drugie. Wyglądają o niebo lepiej w moim salonie niż krzykliwe, plastikowe potworki, ale przede wszystkim – nie mają baterii. Oznacza to brak irytujących syren o 6 rano i zerowe ryzyko, że dziecko połknie baterię guzikową. Poza tym, one są praktycznie niezniszczalne. -
Co mam zrobić, gdy moje dziecko odmawia spania gdziekolwiek indziej poza moimi ramionami?
Kupujesz naprawdę dobry kubek termiczny na kawę, znajdujesz niezły serial do oglądania i na kilka miesięcy poddajesz się kanapie. Wydaje ci się, że to będzie trwało wiecznie, ale tak nie jest. Spróbuj nałożyć koszulkę, którą wcześniej nosiłaś, na jego materac, aby pachniał tobą, ale powiedzmy sobie szczerze – czasami one po prostu potrzebują swojej mamy. -
Jak przestać czuć się winną za każdym razem, gdy moje dziecko nabije sobie guza lub zadrapanie?
Jeśli do tego dojdziesz, daj mi znać. Myślę, że poczucie winy jest po prostu wliczone w ten cały pakiet. Musisz tylko ciągle przypominać sobie, że guzy i siniaki oznaczają, że dziecko odkrywa świat, i dopóki jesteś obok, by ucałować zdarte kolano, odwalasz kawał dobrej roboty.





Udostępnij:
Ciążowa panika o 3 w nocy: dlaczego pobrałam aplikację Baby Billy
Trudne początki z noworodkiem: jak przetrwać i nie zwariować