Jest 3:14 w nocy. Jestem w trzydziestym trzecim tygodniu ciąży, pocę się w mojej rzekomo oddychającej pościeli, a moje dziecko nie poruszyło się od czterdziestu dwóch minut. Mąż chrapie obok, całkowicie nieświadomy faktu, że właśnie wpadam w spiralę medycznej paniki.

W ciemności sięgam po telefon, żeby wyszukać tę aplikację ciążową, którą zachwalała moja szwagierka. Wpisuję „baby billy”, spodziewając się spokojnego, pastelowego interfejsu, który pomoże mi zliczać kopnięcia i uspokoi moje walące serce. Zamiast tego ekran wypełnia mi się rażącym zdjęciem Waltona Gogginsa z doczepionym czołem i w nieskazitelnie białym garniturze.

Chciałam tylko trochę medycznego wsparcia, ale Google uznało, że potrzebny mi Baby Billy Freeman.

Nie zrozumcie mnie źle. Wujek Baby Billy z serialu Prawi Gemstonowie to telewizyjny majstersztyk. Kocham dobre czarne komedie HBO tak samo, jak każdy inny wykończony milenials. Ale kiedy jesteś w głębokiej paranoi trzeciego trymestru i próbujesz sprawdzić, czy z twoim dzieckiem wszystko w porządku, fikcyjny teleewangelista to za mało. Potrzebowałam prawdziwej aplikacji. Tej stworzonej przez południowokoreańską firmę technologiczną, której podobno używają dwa miliony rodziców, żeby nie postradać zmysłów.

Iluzja kontroli

Słuchajcie. Na triażu pediatrycznym mamy pewną zasadę. Leczy się pacjenta, nie monitor. Zanim wpadniesz w panikę z powodu tego, co pokazuje świecąca maszyna, patrzysz na kolor skóry dziecka, jego oddech, reakcje. Ale kiedy jesteś w ciąży, to ty jesteś pacjentką, a monitorem jest maleńka stopa, która od środka dźga cię w żebra.

Moja ginekolog kazała mi monitorować ruchy płodu w trzecim trymestrze. Powiedziała to tak po prostu, jakby radziła mi pić więcej wody albo wziąć witaminę. Ale to nie jest takie po prostu. To pułapka na umysł.

Kiedy tylko powiedzą ci, żebyś liczyła kopnięcia, nie możesz przestać o nich myśleć. Szturchasz własny brzuch. O północy pijesz lodowatą wodę, żeby sprowokować reakcję. Leżysz na lewym boku, gapisz się w sufit i próbujesz precyzyjnie oszacować siłę każdego trzepotania. Moja przyjaciółka lekarka stwierdziła, że dobrze jest znać podstawowy wzorzec ruchów, ale szczerze mówiąc, przez połowę czasu myślę, że oni każą nam to śledzić tylko po to, żebyśmy miały poczucie jakiejkolwiek kontroli nad procesem biologicznym, który tak naprawdę toczy się całkowicie sam.

W końcu znalazłam właściwą aplikację. Zignorowałam memy z Baby Billym i pobrałam to narzędzie. Dało mi cyfrową przestrzeń, w której mogłam ulokować całą tę moją maniakalną energię. Nie traktowało mnie jak idiotki, co w technologiach dla ciężarnych należy do rzadkości.

Kiedy dziecko jest już na świecie, te wszystkie aplikacje do śledzenia snu stają się po prostu cyfrowymi narzędziami tortur.

Odrobina zdrowego rozsądku na internetowym forum

Zazwyczaj nienawidzę forów dla matek. Naprawdę. To wylęgarnia licytacji na cierpienie i nieproszonych rad od ludzi, którzy uważają, że liść kapusty wyleczy ogólnoustrojową infekcję. Widziałam w przychodni wystarczająco dużo, żeby wiedzieć, że internetowe porady medyczne to niebezpieczna zabawa.

Ale funkcja społecznościowa w tej aplikacji w dziwny sposób sprowadzała na ziemię. Łączyła z dziewczynami, które były dokładnie w tym samym tygodniu ciąży. Nie diagnozowałyśmy się nawzajem. Byłyśmy po prostu bandą zmęczonych, ociężałych kobiet, które o 4 nad ranem narzekały na zgagę i ból miednicy. Jest coś dziwnie pocieszającego w świadomości, że jakaś kobieta w innej strefie czasowej też siedzi po ciemku, chrupie krakersy i zastanawia się, czy jej dziecko nie jest za duże, żeby przejść przez miednicę.

Aplikacja zachęca też do śledzenia własnego zdrowia psychicznego. Pyta o twoje samopoczucie, czyli o coś, o co ludzie przestają pytać ciężarne gdzieś w okolicach dwudziestego tygodnia. Od tego momentu wszyscy pytają już tylko o dziecko. Notowanie nastrojów nie wyleczyło mojej depresji ciążowej, ale zobaczenie tych danych na wykresie pomogło mi uświadomić sobie, że nie zwariowałam. Byłam po prostu zmęczona.

Maniakalny syndrom wicia gniazda

Gdzieś w okolicach trzydziestego czwartego tygodnia aplikacja zaczęła podrzucać mi listy rzeczy do przygotowania w pokoiku dziecięcym. Wicie gniazda. Nienawidzę tego określenia. Brzmimy przez to jak gołębie zbierające gałązki. Ale uwierzcie mi, to prawdziwy biologiczny imperatyw.

The manic nesting phase — The 3 AM pregnancy panic and why I downloaded the baby billy app

Budzisz się pewnego dnia i uznajesz, że jeśli ubranka dziecka nie będą wyprane w ekologicznym proszku i posortowane porami roku, cała twoja rodzina wyginie. To absurd, ale i tak to robisz. Skończyło się na tym, że kupiłam body niemowlęce bez rękawów z bawełny organicznej, bo mój mózg uznał, że włókna syntetyczne to wróg.

Szczerze mówiąc, to body jest w porządku. To po prostu ubranko. Niemowlaki i tak zniszczą wszystko swoimi płynami ustrojowymi, więc kupowanie wymyślnych rzeczy to trochę żart. Ale to body nie ma tych drapiących metek, a bawełna organiczna naprawdę daje radę, nawet kiedy pierzesz je w intensywnym cyklu po raz piętnasty. Kupiłam je w trzech neutralnych kolorach, złożyłam w idealną kostkę do szuflady, w której już nigdy więcej nie uda mi się utrzymać porządku, i poczułam odrobinę wewnętrznego spokoju.

Jeśli ty też jesteś w tej maniakalnej fazie wicia gniazda, możesz przejrzeć kolekcję z bawełny organicznej Kianao, zanim zwariujesz od przeglądania tysięcy różnych opcji na Amazonie.

Kiedy ciągle coś śledzisz

Wydaje ci się, że niepokój mija, gdy dostajesz dziecko w ramiona. Nic z tych rzeczy. Po prostu przybiera nową formę. Aplikacja płynnie przechodzi z ciąży do okresu wczesnodziecięcego, co oznacza, że zamiast kopnięć zaczynasz śledzić zęby.

Widziałam w szpitalu tysiące ząbkujących maluchów. Zawsze wygląda to jak małe egzorcyzmy. Gorączka, ślinienie się, ciągłe marudzenie. Moja aplikacja ostrzegła mnie, że zbliża się ten kamień milowy i o dziwo to ostrzeżenie okazało się pomocne. Byłam gotowa, kiedy zaczęły się potoki śliny.

Zaopatrzyłam się w silikonowo-bambusowy gryzak dla niemowląt Panda. Powiem szczerze, to małe coś uratowało moje zdrowie psychiczne w pewne wtorkowe popołudnie, kiedy nic innego nie działało. To po prostu silikon spożywczy w kształcie małej pandy, ale moje dziecko żuło go, jakby był mu winien pieniądze. Wkładałam go do lodówki na dziesięć minut, żeby się schłodził, i podawałam. Cisza. Czysta, złota cisza. Łatwo się go myje, co jest teraz moim jedynym kryterium, jeśli chodzi o produkty dla dzieci.

Aplikacja ciśnie cię też do odhaczania kamieni milowych rozwoju, takich jak sięganie czy chwytanie. Piszą to tak, jakby brak uderzania rączką w zabawkę przed czwartym miesiącem życia oznaczał, że twoje dziecko nie dostanie się na studia. To wykańczające.

Stanowczo odmawiam kupowania tych gigantycznych plastikowych centrów aktywności, które migają i fałszują piosenki. Przyprawiają mnie o ból głowy. Zamiast tego wybrałam drewniany stojak edukacyjny. To drewniana rama w kształcie litery A z kilkoma wiszącymi zwierzątkami. Moje dziecko spojrzało na drewnianego słonia, wyciągnęło rączkę i w niego uderzyło. Kamień milowy zaliczony. Plus jest taki, że mój salon nie wygląda, jakby wybuchła w nim bomba w podstawowych kolorach tęczy, co jest rzadkim zwycięstwem dla mojego estetycznego spokoju.

Akceptacja chaosu

Zapisujemy ich ruchy, pory karmienia, nawyki jelitowe. Śledzimy to wszystko, bo chcemy wierzyć, że mamy kontrolę nad rezultatem. Ale posłuchaj – po prostu nie masz.

Accepting the chaos — The 3 AM pregnancy panic and why I downloaded the baby billy app

Używajcie aplikacji, żeby pamiętać o wizytach lekarskich, korzystajcie z niej, by znaleźć nić porozumienia z innymi niewyspanymi matkami, używajcie jej, żeby wiedzieć, kiedy kupić gryzaki, zanim zacznie się krzyk – cokolwiek, co sprawi, że zajmą się sobą. Ale w końcu musisz odłożyć telefon i po prostu spojrzeć na dziecko, które masz przed sobą.

Tej nocy o 3 nad ranem wreszcie przestałam wyszukiwać Waltona Gogginsa i wyłączyłam aplikację. Wypiłam szklankę zimnej wody. Położyłam się na lewym boku. Pięć minut później poczułam ostre, wyraźne kopnięcie prosto w żebra. Zabolało. Było idealnie.

Przestańcie obsesyjnie scrollować internet w poszukiwaniu objawów i zamiast tego zajmijcie się urządzaniem swojej fizycznej przestrzeni. Sprawdźcie nasze zrównoważone akcesoria do pokoiku dziecięcego, żeby mieć o jedną rzecz mniej do panikowania, gdy nie możecie spać w środku nocy.

Rzeczy, które pewnie chcesz wiedzieć

Czy powinnam używać aplikacji do śledzenia absolutnie wszystkiego?
Na litość boską, nie. Używaj jej do ważnych rzeczy, takich jak wizyty u lekarza i liczenie ruchów, jeśli tak zaleci twój ginekolog. Jeśli zaczniesz odnotowywać każde pojedyncze ulanie twojego dziecka, to zwariujesz. Traktuj aplikację jak narzędzie, a nie nową religię.

Czy te internetowe fora dla ciężarnych są naprawdę bezpieczne?
„Bezpieczne” to duże słowo. Są świetne do wyżalenia się na opuchnięte kostki i bezsenność. Są tragiczne, jeśli chodzi o porady medyczne. Jeśli krwawisz lub odczuwasz silny ból, jedź na SOR lub dzwoń do lekarza. Nie pytaj nieznajomej w internecie, która o drugiej w nocy wcina kiszone ogórki.

Czy bawełna organiczna naprawdę ma znaczenie dla noworodka?
I tak, i nie. Dzieciak i tak ją ubrudzi kupą. Jednak skóra noworodka jest niesamowicie cienka i przepuszczalna. W przychodni widywałyśmy całe mnóstwo wysypek kontaktowych wywołanych tanimi, mocno farbowanymi materiałami syntetycznymi. Bawełna organiczna to po prostu wyeliminowanie jednej zmiennej z niekończącej się zgadywanki, dlaczego twoje dziecko znowu płacze.

Kiedy dzieci tak naprawdę zaczynają ząbkować?
Książki mówią, że około szóstego miesiąca. Rzeczywistość mówi, że wtedy, kiedy mają na to ochotę. Widziałam maluchy ząbkujące w wieku trzech miesięcy i takie, które w wieku roku uśmiechały się samymi dziąsłami. Mimo to trzymajcie gryzak w lodówce, bo jak już się zacznie, to idzie ekspresowo.

Czy wicie gniazda jest prawdziwe, czy to tylko chwyt marketingowy?
To prawdziwa biologiczna potrzeba, ale branża dziecięca wyciska z niej, ile się da. Czujesz rozpaczliwą potrzebę przygotowania swojej jaskini, a Instagram wmawia ci, że oznacza to konieczność zakupu podgrzewacza do chusteczek za półtora tysiąca złotych. Kupcie dziecku bezpieczne miejsce do spania i kilka miękkich ubranek. Reszta to tylko szum.