Siedziałam na podłodze w łazience w moich ulubionych, mocno dziurawych szarych dresach, wpatrując się w pozytywny test ciążowy i gorączkowo licząc w myślach. Maya miała trzy lata, ja trzydzieści siedem, a mój mąż Dave robił na dole swoją niesamowicie głośną kawę z dripa. O Boże. Trzydzieści siedem. Według internetu moje jajniki praktycznie zbierały kurz w antykwariacie, a ja właśnie miałam ponownie zostać matką.

Pociłam się w mojej koszulce, podczas gdy Dave agresywnie spieniał mleko owsiane, a jedyne o czym mogłam myśleć, to to, że w oczach systemu medycznego byłam już w zasadzie seniorką. Szaleństwo.

No bo wiesz, ta panika jakoś nie dopada cię, gdy masz dwadzieścia kilka lat, prawda? Ale nagle przekraczasz tę niewidzialną granicę i każda reklama, którą widzisz, dotyczy klinik leczenia niepłodności i mrożenia jajeczek. Czujesz się, jakby uciekł ci pociąg, podczas gdy ty, nie wiem, próbowałaś spłacić kredyt studencki albo dowiedzieć się, czy w ogóle lubisz swojego partnera na tyle, by dzielić z nim hasło do Netflixa, a co dopiero mieć z nim dziecko. W każdym razie, spędziłam mnóstwo czasu, będąc przerażoną, że czekałam zbyt długo.

Sarah holding a coffee cup looking exhausted while her two kids play in the background

W co kiedyś wierzyłam na temat biologicznej przepaści

Zanim urodziłam Mayę w wieku 33 lat, naprawdę myślałam, że 35. rok życia to absolutna, ostateczna granica. Jakby w twoje 35. urodziny ciało po prostu przełączało jakiś pstryczek i z płodnej bogini stawałaś się jałowym pustkowiem. Wyobrażałam to sobie jak u Kopciuszka, tylko zamiast w dynię, twoja macica po prostu o północy zmienia się we wrogie środowisko.

Byłam przekonana, że jeśli spróbujesz zajść w ciążę po trzydziestce, zespół lekarzy dosłownie wyśmieje cię w klinice. Media przedstawiają to jako nagłą katastrofę. Pamiętam, jak mówiłam Dave'owi, że musimy mieć wszystkie nasze dzieci, zanim skończę 34 lata, bo byłam przerażona tym, co się stanie, jeśli poczekamy. Ten niepokój całkowicie mnie pochłaniał.

Naprawdę myślałam, że ten harmonogram wygląda tak:

  • 29 lat: Szczyt fizycznej egzystencji.
  • 33 lata: Światło ostrzegawcze.
  • 35 lat: Spontaniczna, natychmiastowa menopauza i całkowita awaria układu rozrodczego.

Zaskakująca matematyka, którą pokazała mi moja lekarka

Więc kiedy poszłam na moją pierwszą wizytę ciążową z Leo w wieku 37 lat, w pełni spodziewałam się, że moja ginekolog, dr Miller — która zawsze lekko pachnie miętą i wyczerpaniem — rzuci mi ponure, rozczarowane spojrzenie. Zamiast tego posadziła mnie i dosłownie narysowała dziwny, mały wykres na ręczniku papierowym.

Wyjaśniła mi całą tę sprawę z jajeczkami, której wciąż nie do końca rozumiem, ale w skrócie – rodzisz się z milionem czy dwoma milionami jajeczek. Brzmi jak mnóstwo! Ale kiedy masz 37 lat, zostaje ci ich tylko około 25 000? Nawet nie wiem, jak to liczą, ani kto to robi, ale liczby spadają. Powiedziała, że szanse na naturalne poczęcie dziecka w ciągu roku w wieku 30 lat wynoszą około 85 procent, a w wieku 35 lat spadają do 75 procent. Przy czterdziestce to jakieś 66 procent.

To powolny spadek, a nie urwisko. Nie budzisz się zepsuta z dnia na dzień.

Ale to, co powiedziała o poronieniach, jest szczerze mówiąc przerażające, bo jakość jajeczek najwyraźniej spada z wiekiem i problemy chromosomalne zdarzają się częściej. Ryzyko skacze z około 15 procent w wieku dwudziestu kilku lat do grubo ponad 40 procent u czterdziestolatek. Więc w zasadzie spędziłam cały pierwszy trymestr tej ciąży z zapartym tchem, nadmiernie analizując każde najmniejsze ukłucie w brzuchu.

Beznadziejna terminologia

Zatrzymajmy się na chwilę, bo muszę powiedzieć kilka słów o pojęciu „zaawansowany wiek matki”. Dosłownie pobiłabym tego, kto to wymyślił. Prawdopodobnie był to jakiś lekarz w XIX wieku, który uważał, że kobiety więdną w wieku trzydziestu lat. Zaawansowany wiek matki. Brzmi jak choroba. Brzmi, jakbym powinna prosić o zniżkę dla seniorów w sklepie z artykułami ciążowymi.

The absolute garbage terminology — Wait, How Old Is Too Old To Have A Baby? The Messy, Honest Truth

I nawet nie zaczynajcie o „ciąży geriatrycznej”. Kiedy zobaczyłam to wpisane w moją kartę medyczną, prawie straciłam zmysły. Geriatryczna! Miałam trzydzieści siedem lat, a nie dziewięćdziesiąt siedem. Czasami wciąż proszono mnie o dowód, gdy kupowałam wino. Czy będę potrzebować balkonika, by dojść na porodówkę? Czy powinnam spakować cukierki Werther's Original do torby szpitalnej?

Najgorsze jest to, jak ciągłe przypinanie łatki „wysokiego ryzyka” całkowicie rujnuje radość z bycia w ciąży. Siedzisz tam zestresowana przez całe dziewięć miesięcy, bo każda ulotka, którą dostajesz w ręce, sprawia, że twoje ciało brzmi jak tykająca bomba zegarowa. Pielęgniarki patrzą na twój rok urodzenia i nagle jesteś traktowana jak kruchy, sypiący się antyk.

Och, zrobiliśmy genetyczne badanie krwi NIPT ze względu na moje „starożytne” jajeczka, ale wyniki były całkowicie w porządku, a badanie zajęło pięć minut.

Rzeczy, które naprawdę pomogły na mój niepokój „późnej trzydziestki”

Kiedy jesteś „starszą” mamą, zazwyczaj masz trochę większą stabilność finansową, ale absolutne zero energii fizycznej. Podczas ciąży z Leo byłam niesamowicie przewrażliwiona z powodu tych wszystkich ryzyk związanych z wiekiem, którymi mnie straszyli. Dosłownie szlochałam w ten bambusowy kocyk dziecięcy w niebieskie kwiaty, kiedy w końcu się urodził.

Jest tak niesamowicie miękki, po prostu absurdalnie miękki, i owijałam go w to, bo kocyk świetnie oddycha, a mój poporodowy niepokój sprawiał, że miałam paranoję na punkcie jego przegrzania. Poza tym niebieskie kwiaty są naprawdę uspokajające, a ja potrzebowałam całego spokoju, jaki mogłam dostać. To był w zasadzie mój kocyk bezpieczeństwa w takim samym stopniu jak jego, i używamy go do dziś. Jeśli masz ochotę się rozejrzeć, Kianao ma mnóstwo świetnych ekologicznych akcesoriów dla niemowląt, które są naprawdę warte swojej ceny.

Z drugiej strony, Dave wpadł w wielki szał panicznych zakupów, kiedy Leo zaczął ząbkować, i kupił silikonowy gryzak Krówkę. Znaczy, jest w porządku. To bezpieczny silikon spożywczy i jest uroczy. Ale Leo głównie agresywnie rzucał nim w kota. Dave przysięga, że to pomogło, kiedy wychodziły mu trzonowce, ale ja jestem pewna, że mokra myjka zadziałałaby dokładnie tak samo. Niemniej jednak nie miał żadnych paskudnych chemicznych dodatków z plastiku, więc go nie znienawidziłam.

Za to moje plecy. O Boże, moje plecy pod koniec trzydziestki to zupełnie inny krajobraz niż ten z lat dwudziestych. Schylanie się nad niskim przewijakiem mnie wykańczało. W końcu kupiłam matę do przewijania premium z wegańskiej skóry, specjalnie po to, żebym mogła rzucić ją na kanapę w salonie lub na podłogę i przebrać go bez konieczności taszczenia dziecka po schodach co dwie godziny. Jest wodoodporna, łatwa do wytarcia i nie wygląda jak tani błyszczący plastik, który psułby mi wystrój.

Chwila, a co z facetami?

Dave miał 39 lat, kiedy urodził się Leo, i powiem wam, że społeczeństwo daje mężczyznom na tym polu taryfę ulgową. Nikt nie pisał „geriatryczny” na jego kartotekach. Ale dr Miller całkiem poważnie powiedziała nam, że z nasieniem też zaczynają dziać się dziwne rzeczy! Objętość i jakość plemników spadają, a zaawansowany wiek ojcowski (zazwyczaj tuż przed pięćdziesiątką) jest również powiązany z kwestiami chromosomalnymi i niższym wskaźnikiem poczęć. Więc to nie tylko nasze zakurzone jajniki dźwigają cały ciężar winy.

Wait what about the guys — Wait, How Old Is Too Old To Have A Baby? The Messy, Honest Truth

Poczucie, że mogłam powiedzieć Dave'owi, że jego plemniki też się starzeją, było niesamowicie satysfakcjonujące. Niesamowicie.

Zasady dotyczące tego, kiedy szukać pomocy

Dr Miller przedstawiła konkretny przedział czasu, kiedy należy przestać próbować naturalnie i sięgnąć po interwencję medyczną, co szczerze mówiąc, sprawiło, że poczułam się znacznie lepiej, bo dało mi to jakiś plan. Uwielbiam plany.

  1. Jeśli masz poniżej 35 lat, powinniście próbować przez pełny rok.
  2. Jeśli masz od 35 do 39 lat, każą czekać tylko 6 miesięcy.
  3. Jeśli masz powyżej 40 lat, powiedziała, że dosłownie powinniście udać się do specjalisty od leczenia niepłodności w tym samym momencie, gdy zaczynacie się starać.

Naprawdę musisz po prostu przestać czytać Google, wpędzać się w ciemny zaułek i psuć sobie nastrój, zacząć brać witaminy ciążowe z prawdziwym folianem zamiast kwasu foliowego i zadzwonić do swojego ginekologa, jeszcze zanim wyrzucisz środki antykoncepcyjne, by zbadać tarczycę i tym podobne sprawy.

To absolutnie możliwe, by mieć idealnie zdrową, nudną ciążę po trzydziestce, a nawet po czterdziestce. Ja miałam. Leo ma teraz cztery lata i właśnie próbuje nakarmić psa kredką, co stanowi zupełnie inny rodzaj problemu. Ale sama ciąża? Była w porządku. Przetrwałam dodatkowe pomiary ciśnienia krwi i te dziwne testy obciążenia glukozą.

Jeśli aktualnie gapisz się na pozytywny test w wieku 38 lat tak jak ja, albo jeśli zastanawiasz się, czy twoje okienko już się zamknęło, po prostu weź głęboki oddech, może kup coś przytulnego od Kianao do dziecięcego pokoiku, i wiedz, że nie minął ci termin ważności.

Trochę niewygodnych pytań, które prawdopodobnie masz

Czy twój lekarz kazał ci zrobić milion dodatkowych badań?

O Boże, tak. Czułam się, jakbym była w klinice co drugi wtorek. Zmusili mnie do wczesnego testu obciążenia glukozą, ponieważ starsze mamy są w grupie wyższego ryzyka cukrzycy ciążowej, i nieustannie kontrolowali moje ciśnienie krwi ze względu na ryzyko stanu przedrzucawkowego. Ale szczerze? Fajnie było częściej oglądać Leo na USG. Dodatkowe monitorowanie jest irytujące, ale to po prostu bycie ostrożnym.

Czy trudniej jest dojść do siebie po porodzie, kiedy jesteś starsza?

Słuchajcie, nie będę was oszukiwać — moje mięśnie brzucha potrzebowały znacznie więcej czasu na powrót do formy po narodzinach Leo niż po Mayi. Miałam 33 lata rodząc Mayę i 38 lat, kiedy urodziłam Leo (przez cesarskie cięcie, które podobno skacze do 48 procent szans u 40-latek, kto by pomyślał?). Zmęczenie jest głębsze. Po prostu nie wracasz do normy tak szybko, jak 24-latka. Naprawdę musisz być dla siebie wyrozumiała i może zainwestować w bardzo wspierającą bieliznę z wysokim stanem.

Czy powinnam zamrozić jajeczka, jeśli mam 32 lata i jestem singielką?

Zdecydowanie nie jestem lekarzem, ale gdybym miała na to pieniądze i była singielką w wieku 32 lat, na sto procent bym to zrobiła. Dr Miller powiedziała mi, że sukces in vitro przy użyciu własnych jajeczek spada do jakichś 3 procent w wieku 43 lat. Zamrożenie ich, gdy są wciąż „młode”, po prostu zdejmuje z twojego życia randkowego tę ogromną presję tykającego zegara.

Jak radzisz sobie z wyczerpaniem przy małym dziecku w okolicach czterdziestki?

Kawa. Bardzo dużo kawy. I obniżenie moich standardów. Maya dostawała domowe, ekologiczne przeciery, a Leo zdecydowanie zjadał płatki z podłogi. Po prostu uczysz się oszczędzać energię na ważne sprawy i odpuszczać te drobne, mniej istotne. Możesz mieć mniej siły fizycznej, ale z reguły masz o wiele więcej cierpliwości emocjonalnej niż dekadę wcześniej. To się równoważy.