Jest wtorek, trzecia nad ranem. Stoję nad umywalką w łazience z ciepłym, wilgotnym ręcznikiem papierowym w dłoni, delikatnie zmywając zaschnięte odchody z kupra małego kurczaczka. Mój mąż śpi. Mój maluch śpi. Wpatruję się w tę malutką, piszczącą kulkę puchu w ostrym świetle łazienkowym i zastanawiam się, który estetyczny blog parentingowy przekonał mnie, że przydomowa hodowla drobiu będzie tak pięknym, uziemiającym doświadczeniem dla naszej nowoczesnej rodziny.
Słuchajcie. Kiedy decydujecie się na miejskie rolnictwo, nikt wam nie mówi o zaklejonych kuprach. Pokazują wam zdjęcia ze złotej godziny, na których dzieci w lnianych ogrodniczkach zbierają jajka do wiklinowych koszyków. Nie pokazują wam jednak rzeczywistości, czyli wywołanych stresem blokad układu trawiennego u drobiowych niemowlaków. Jeśli nie oczyścisz kloaki, ptak umrze. Pracowałam na dziecięcym SOR-ze i widziałam już chyba wszystkie możliwe płyny ustrojowe, ale przeprowadzanie delikatnego zabiegu ewakuacji jelit u 50-gramowego ptaszka zdecydowanie nie było w moich planach na najbliższą pięciolatkę.

Zobaczyliśmy szyld z informacją o sprzedaży małych kurczaczków w lokalnym sklepie rolniczym i mój mózg po prostu zaliczył zwarcie. Pomyślałam, że to nauczy mojego malucha kontaktu z naturą i odpowiedzialności. Pomyślałam, że będziemy jedną z tych ekologicznych rodzin, które prawidłowo kompostują i szanują naszą planetę. Zamiast tego przypadkowo otworzyłam oddział intensywnej terapii noworodków w mojej łazience dla gości.
Tworzenie prowizorycznego ptasiego OIOM-u
Mały kurczaczek nie potrafi utrzymać stabilnej temperatury własnego ciała. Przez kilka pierwszych tygodni życia jest całkowicie zależny od zewnętrznego źródła ciepła, co oznacza, że twoim głównym zadaniem jest nie dopuścić, by zamarzł, pilnując jednocześnie, by go nie ugotować. Potrzebujesz odchowalnika, co jest po prostu wyszukanym rolniczym terminem na więzienie wolne od przeciągów.
Kontrola temperatury wymaga obsesyjnego poziomu monitorowania. Zaczynasz od 35 stopni Celsjusza w pierwszym tygodniu i obniżasz ją o około 3 stopnie z każdym kolejnym tygodniem. Większość ludzi kupuje te gigantyczne czerwone żarówki grzewcze, które wyglądają, jakby pochodziły z podgrzewacza do frytek w fast-foodzie, ale stanowią one ogromne zagrożenie pożarowe. Nie zamierzałam ryzykować puszczenia z dymem mojego bliźniaka w Chicago z powodu małego kurczaka. Zamiast tego kupiliśmy płytę grzewczą. Naśladuje ona kwokę, więc kurczaczki po prostu chowają się pod nią, gdy jest im zimno. To bezpieczniejsze rozwiązanie, ale i tak spędzasz połowę dnia wisząc nad odchowalnikiem i zastanawiając się, czy przypadkiem nie drżą z zimna.
Do tego dochodzi kwestia ściółki. Jeśli użyjesz zwykłej gazety, kurczaczki będą się ślizgać i nabawią się trwałej deformacji bioder zwanej rozkraczonymi nogami, co brzmi jak starodawna choroba piratów, ale okazuje się zupełnie realnym zagrożeniem. Jeśli użyjesz wiórów cedrowych, olejki eteryczne podobno zniszczą ich drogi oddechowe, a przynajmniej tak twierdzą przerażające fora dla domorosłych rolników. Musisz użyć grubych trocin sosnowych albo paździerzów konopnych. Zasadniczo spędzasz cały weekend na poszukiwaniu odpowiedniego rodzaju pyłu drzewnego tylko po to, by ptak miał wygodne miejsce do robienia kupy.
Potrzebują również bardzo specyficznej paszy startowej dla kurcząt o osiemnastoprocentowej zawartości białka oraz osobnej miseczki z maleńkimi kamyczkami, zwanymi żwirkiem dla piskląt, które pomagają im trawić wszystko, co nie jest ich karmą.
Oddział chorób zakaźnych w moim przedpokoju
Mój lekarz, doktor Gupta, spojrzał na mnie tak, jakbym była na silnych lekach, kiedy podczas rutynowej wizyty kontrolnej wspomniałam od niechcenia o naszym nowym stadku. Spokojnie przypomniał mi, że dzieci poniżej piątego roku życia mają układ odpornościowy zrobiony z mokrego papieru. Maluchy wkładają wszystko do buzi. A małe kurczaczki naturalnie przenoszą salmonellę na swoich piórach i w odchodach, nawet jeśli wyglądają na nieskazitelnie czyste.
Zasadniczo powiedział mi, że pozwalanie mojemu dwulatkowi na kontakt z żywym ptakiem to proszenie się o koszmarne rewolucje żołądkowo-jelitowe. Sanepid całkowicie się z nim zgadza. Tak więc nasz wielki plan rodzinnego zbliżenia z naturą natychmiast przekształcił się w rygorystyczny protokół izolacji biologicznej.
Musisz szorować ręce niczym chirurg przed podejściem do odchowalnika i jakimś cudem odkazić ramiona, jednocześnie pilnując, by maluch nie dostał się do zamkniętej łazienki i nie oblizał klamki. Traktujemy łazienkę dla gości jak laboratorium czwartego poziomu bezpieczeństwa biologicznego. Jeśli dotknę karmnika, myję ręce. Jeśli poprawię płytę grzewczą, myję ręce. Czwartego dnia skóra na moich knykciach była popękana i krwawiła.
Mój syn, co oczywiste, nie pragnął niczego bardziej niż dotykania małych kurczaczków. Stał pod drzwiami łazienki i domagał się ptaszków. Musiałam znajdować sposoby na odwrócenie jego uwagi w przedpokoju, podczas gdy sama zajmowałam się żywym inwentarzem.
Odwracanie uwagi malucha od zagrożenia biologicznego
Kiedy zabraniasz maluchowi robienia tej jednej jedynej rzeczy, o której marzy, potrzebujesz czegoś, co skutecznie odwróci jego uwagę. Kiedy byłam w łazience sprawdzając ptasie kupry, wysypywałam na podłogę w przedpokoju zestaw Miękkich Klocków dla Dzieci. To takie gumowe klocki z wytłoczonymi małymi zwierzątkami. Są całkiem w porządku. Marka nazywa ich kolory makaronikowymi, co w praktyce oznacza, że są na tyle zgaszone, że idealnie zlewają się z moim beżowym dywanem, przez co notorycznie się o nie potykam, gdy z ulgą opuszczam ptasi azyl.

Jednak są miękkie, a to jedyne, co tak naprawdę ma znaczenie. Kiedy ze frustracji, że nie może zobaczyć ptaszków, postanowił rzucić klockiem w moją głowę, nie przypłaciłam tego wstrząśnieniem mózgu. Kiedy się je ściśnie, delikatnie piszczą, co naśladuje pisk kurczaczków na tyle dobrze, by go zaintrygować i zająć na dokładnie cztery minuty. To był czas, którego potrzebowałam, by napełnić poidło z wodą.
Dość wcześnie dotarło do mnie również, że dopóki zarządzam tym cyrkiem, moje dziecko musi być ubrane w coś kuloodpornego. Zajmowanie się małym kurczaczkiem oznacza, że nieustannie jesteś pokryta drewnianymi trocinami, ptasim pyłem i plamami niewiadomego pochodzenia. Zawsze, gdy musiałam zrobić generalne sprzątanie odchowalnika, ubierałam synka w Dziecięce Body z Bawełny Organicznej.
To zresztą jedno z naszych ulubionych ubranek. Jest bez rękawków, co idealnie sprawdzało się przy panujących upałach, i ma kopertowe dekolty. Pewnego popołudnia, gdy trzymałam dwudziestokilogramowy worek sosnowych trocin, zaliczył gigantyczną awarię pieluchową prosto w naszym przedpokoju. Nie mogłam ściągnąć mu body przez głowę, by nie rozsmarować wszystkiego jeszcze bardziej. Kopertowe zakładki na ramionach sprawiły, że mogłam po prostu zrolować ubranko w dół i ściągnąć je przez nóżki. Wrzuciłam je do pralki na gorący program, będąc przekonaną, że jest do wyrzucenia, ale po praniu wyglądało jak nowe. Bawełna organiczna świetnie oddycha, a dodatek elastanu sprawia, że materiał wytrzyma wygibasy najbardziej aktywnego malucha.
Nawodnienie i ryzyko utonięcia
Jako że ptaki ewidentnie zostały zaprogramowane na autodestrukcję, mały kurczaczek ma bardzo niewyważony środek ciężkości. Jeśli dasz im do picia zwykłą miskę, zasną na stojąco, polecą do przodu i utopią się w centymetrze wody.
Musisz kupić specjalistyczne poidło z malutkim, wąskim rynienkowatym brzegiem. A i tak potrafią wrzucić tam sosnowe trociny zaledwie w trzy sekundy po tym, jak je wyczyścisz. Spędziłam więcej czasu na wyławianiu drewnianych wiórów z plastikowej rynienki, niż na piciu własnej wody. Niektórzy hodowcy radzą powrzucać szklane kulki do poidła, aby kurczaczki piły wodę spomiędzy nich, bez ryzyka wpadnięcia do środka. Spróbowałam tego sposobu, ale mój maluch zobaczył błyszczące kuleczki, uznał, że to cukierki i próbował sforsować bramkę zabezpieczającą, aby się do nich dobrać.
Aby powstrzymać go przed próbami pożarcia naszego rolniczego ekwipunku, zaczęłam wręczać mu Gryzak Pandę za każdym razem, gdy zbliżaliśmy się do ptasiej strefy. I tak akurat wyrzynały mu się zęby trzonowe, więc desperacko potrzebował czegoś do gryzienia. Silikon jest w pełni bezpieczny, dopuszczony do kontaktu z żywnością i banalnie prosty w czyszczeniu, co jest absolutnie kluczowe, gdy funkcjonujesz w domu pełnym kurzego pyłu. Wieczorem po prostu wrzucałam go do zmywarki. Gryzak skutecznie zajmował jego buzię, dzięki czemu nie próbował degustować paszy startowej dla kurcząt, która i tak zawsze lądowała na podłodze w korytarzu.
Jeśli chcesz stworzyć zrównoważony dom i nie stracić przy tym zmysłów, sprawdź naszą kolekcję artykułów do pielęgnacji niemowląt. To o wiele łatwiejsze niż bycie rolnikiem.
W końcu wychodzą na zewnątrz
Około szóstego tygodnia wreszcie urosło im wystarczająco dużo piór, aby mogły znieść temperatury panujące na zewnątrz. Przeniesienie ich do przydomowego kurnika przypominało wypisanie ze szpitala bardzo trudnego pacjenta. Wyczyściłam łazienkę dla gości, wydezynfekowałam wybielaczem każdą możliwą powierzchnię podwójnie i w końcu pozwoliłam mojemu dziecku popatrzeć na ptaki przez drucianą siatkę ich zewnętrznego wybiegu.

Wskazał na jednego palcem, powiedział „pies” i poszedł sobie.
Teraz mamy własne jajka, co jest super. Ale jeśli ktoś kiedykolwiek zapyta mnie, czy powinien sprawić swojemu maluchowi małego kurczaczka, aby uczył się więzi z naturą, po prostu wręczę mu mokry ręcznik papierowy i poradzę, by bardzo dokładnie zastanowił się, gdzie leżą granice jego wytrzymałości.
Przejrzyj nasze organiczne niezbędniki dla dzieci, zanim zdecydujesz się na założenie farmy.
Brudne szczegóły, które pewnie chcesz znać
A oto jak sytuacja wygląda w rzeczywistości.
- Jak długo siedzą w odchowalniku? Zazwyczaj około sześciu tygodni lub do czasu, gdy w pełni obrosną w pióra. Poznasz, że to już ten moment, gdy ilość kurzu w domu stanie się całkowicie nie do zniesienia, a ty zaczniesz poważnie kwestionować sens swojego małżeństwa.
- Czy potrzebujesz koguta, aby mieć jajka? Nie. Kury znoszą jajka bez względu na wszystko. Kogut jedynie je zapładnia i wydziera się do słońca o czwartej nad ranem. Nie sprowadzaj sobie koguta na przedmieścia.
- Czy salmonella to naprawdę taki duży problem? Tak. Układ odpornościowy twojego dziecka wciąż uczy się, jak radzić sobie ze zwykłym brudem z podwórka. Dorzucenie do tego bakterii od surowego drobiu to fatalny pomysł. Myj ręce bez przerwy.
- Czy mogę je zostawić same na weekend? Absolutnie nie. Przewracają wodę, zasypują jedzenie sosnowymi trocinami i ogólnie każdego dnia na wszelkie sposoby próbują pożegnać się ze światem. Jesteś zakładnikiem odchowalnika, dopóki nie zostaną przeniesione na zewnątrz.





Udostępnij:
Absolutny koszmar origami, czyli walka z zakładaniem nosidełka
Wychowywanie piskląt: Zderzenie z rzeczywistością i list do samej siebie