Droga Ja z Przeszłości, dokładnie sprzed sześciu miesięcy. Siedzisz przy wyspie kuchennej, jest 2:14 w nocy. Masz na sobie tę tragiczną, szarą bluzę z college'u Dave'a, z tą tajemniczą plamą po wybielaczu, której on za nic nie chce wyrzucić, i agresywnie scrollujesz fora dla rodziców, pijąc kubek rumianku, który wystygł jakieś trzy godziny temu.
Moja szwagierka Emily napisała do ciebie wcześniej tego wieczoru o swoim planie porodu. Mimochodem zapytała, co myślę o całym harmonogramie szczepień noworodków, wspominając zwłaszcza o czymś, co przeczytała na temat witaminy k u niemowląt, i nagle znów zostałaś wessana w ten wir noworodkowego niepokoju. Nawet jeśli twoje własne dzieci, Leo i Maya, mają teraz dosłownie siedem i cztery lata i mają się absolutnie świetnie. Właśnie śpią na piętrze, całkowicie nietknięte medycznymi wyborami, których dokonałaś lata temu, a ty tu siedzisz i panikujesz z powodu dziecka, które nawet nie jest twoje.
Ale przecież właśnie to robimy, prawda? Panikujemy. Szukamy informacji, aż zaczną nam krwawić oczy. Zapuszczamy się w te mroczne zakątki internetu, gdzie jakaś wykończona mama na grupie na Facebooku wpisuje "witamina k babie" i dosłownie spędzasz dwadzieścia minut, próbując rozgryźć, czy "babie" to jakiś przerażający skrót medyczny, o którym nie miałaś pojęcia, zanim uświadomisz sobie, że po prostu uciekło jej "s" na klawiaturze. A potem ktoś inny w tym samym wątku napisał "babi" i po prostu całkowicie straciłaś wiarę w internetową ortografię. O rany, internet to straszne miejsce o 2:00 w nocy.
Wielka zdrada łożyska
Pamiętam, jak siedziałam w gabinecie naszego pediatry, kiedy urodził się Leo. Doktor Miller, która zawsze lekko pachnie miętą i czystym wyczerpaniem, próbowała mi wytłumaczyć całą tę sprawę z witaminą K. Ponieważ, szczerze mówiąc, z biologii w liceum miałam tróję i moje rozumienie ludzkiego ciała jest w najlepszym razie dość kruche. Ale z tego, co udało mi się poskładać z mojej zawodnej pamięci, dzieci przychodzą na świat z DOSŁOWNIE ZEROWYM poziomem witaminy K w organizmie.
Pamiętam, że byłam na to taka zła. Mój organizm spędził dziewięć miesięcy na budowaniu człowieka od zera. Zrezygnowałam z pleśniowych serów i wina, przez pół roku spałam z poduszką między kolanami, a moje łożysko miało być tym magicznym, podtrzymującym życie filtrem. A jednak okazuje się, że łożysko całkowicie odmawia przepuszczania witaminy K do dziecka. Po prostu ją blokuje. Dlaczego? Nikt tak naprawdę nie wie, a może wiedzą, tylko ja po prostu nie słuchałam, bo krwawiłam w tym czasie w gigantyczną siateczkową pieluchę.
W każdym razie chodzi o to, że my, dorośli, czerpiemy witaminę K z bakterii w naszych jelitach, co jest mega obrzydliwe, ale mniejsza z tym. Za to noworodki rodzą się z całkowicie sterylnymi małymi przewodami pokarmowymi. Nie mają bakterii. Nie mają witaminy K. Są tylko takimi mięciutkimi, bezradnymi kuleczkami, których krew dosłownie nie umie jeszcze krzepnąć.
Moja obsesja na punkcie krwawień do mózgu
Z powodu tego, że ich krew nie krzepnie, są narażone na coś, co nazywa się chorobą krwotoczną noworodków (VKDB). Doktor Miller mi o tym opowiedziała, a ja myślałam, że zwymiotuję prosto na ten szeleszczący papier, którym przykryta była kozetka. Bo to nie jest tak, że, och, zatną się papierem i krwawią trochę dłużej niż zwykle. To są samoistne krwawienia.

A najgorsza w tym wszystkim – ta część, która spędzała mi sen z powiek – to postać późna. Ponieważ może się to zdarzyć w każdym momencie, od pierwszego tygodnia do szóstego miesiąca życia, i w połowie przypadków dochodzi do wylewu do mózgu. Bez absolutnie żadnych znaków ostrzegawczych. Po prostu siedzisz i karmisz swoje dziecko, a jego mózg zaczyna krwawić. No po prostu koszmar. Od samego pisania o tym ściska mnie w klatce piersiowej. Sześć miesięcy temu Dave wszedł w nocy do kuchni, przetarł oczy, spojrzał na ekran mojego laptopa pełen artykułów medycznych i powiedział mi, że nabawię się wrzodów. Nie mylił się.
Pielęgniarka Brenda i wkłucie w udo
Nadal mam przed oczami tę salę szpitalną, kiedy Maya dostała swój zastrzyk. To było może dwie godziny po narodzinach. Jarzeniówki wydawały to irytujące szpitalne buczenie. Pielęgniarka o imieniu Brenda – w niesamowicie kolorowym uniformie w rysunkowe żaby – weszła z igłą.
To cieniutki, domięśniowy zastrzyk prosto w ich pulchne noworodkowe udko. I tak bardzo szlochałam. Płakałam mocniej niż Maya. Maya płakała przez dokładnie cztery sekundy, wydała z siebie cichy, oburzony pisk, a potem od razu znowu zasnęła. Ja z kolei ryczałam przez czterdzieści pięć minut, bo czułam się jak najgorsza matka na świecie, pozwalając komuś kłuć moje nowiutkie dziecko. Ale Brenda tylko poklepała mnie po ramieniu i powiedziała mi, że to jedno małe wkłucie tworzy w mięśniu niewielki zapas witaminy K, który powoli uwalnia się przez miesiące, chroniąc ją, dopóki nie zacznie jeść stałych pokarmów.
Swoją drogą, wiem, że niektórzy rozważają krople doustne zamiast zastrzyku, ale ja ledwo pamiętam o braniu własnych witamin każdego dnia, więc pomysł podawania wielodawkowych kropli według rygorystycznego, bezlitosnego harmonogramu bez przerwy ulewającemu noworodkowi, wydaje mi się po prostu całkowitym szaleństwem.
Po zastrzyku małe udo Mayi było przez kilka dni lekko zaczerwienione i wrażliwe. Naprawdę nie chcesz, żeby ocierało się o nie coś ciasnego. Właśnie dlatego całkowicie oszalałam na punkcie Niemowlęcego Body z Bawełny Organicznej bez Rękawków od Kianao. Poważnie, to było moje absolutnie ulubione ubranko dla niej w tych pierwszych kilku tygodniach. Jest zrobione w 95% z organicznej bawełny, więc jest nieziemsko miękkie, ale najlepsze jest to, że ma luźne wycięcia na nóżki. Nie ma żadnych sztywnych gumek wbijających się w miejsce ukłucia. Ono wręcz unosi się wokół ich małych ciałek, i nie ma drapiących metek, przez które dziecko mogłoby płakać. Kupiłam je chyba w trzech różnych barwach ziemi, i Maya dosłownie w nich żyła, zanim z nich wyrosła.
Jeśli właśnie układasz wyprawkę i wpadasz w spiralę myśli na temat tego, jakie ubranka nie podrażnią skóry noworodka, możesz się rozejrzeć i sprawdzić nasze pozostałe, miękkie niezbędniki dla maluszka, abyś mogła wreszcie wykreślić coś z dzisiejszej listy zmartwień.
Dlaczego mleko matki potajemnie coś przed nami ukrywa
Oto kolejna rzecz, która sprawiła, że potwornie się wściekłam podczas mojego nocnego maratonu poszukiwań o 2:00. Mleko matki. Wszyscy powtarzają ci, że to płynne złoto. Doradcy laktacyjni tak bardzo na nie cisną, że czujesz się, jakbyś poniosła życiową porażkę na sam widok butelki z mlekiem modyfikowanym. Ale wiesz, czego mleko z piersi nie ma prawie wcale? Witaminy K.

To prawda. Doktor Miller wyjaśniła mi, że dzieci karmione wyłącznie piersią znajdują się w grupie najwyższego ryzyka późnych krwawień, ponieważ kobiece mleko ledwo w ogóle zawiera witaminę K. Mleko modyfikowane jest w nią wzbogacone, a mleko matki po prostu daje ciała. Czułam to jak gigantyczną zdradę. Ja krwawię, płaczę, moje brodawki pękają, przetrwam wyłącznie na zimnych tostach, a moje mleko nawet nie wyposaża w pełni mojego dziecka? Szlag. To tylko kolejny powód do matczynego poczucia winy, by dorzucić go do całej sterty. Ale chyba właśnie dlatego ten zastrzyk jest tak ważny. Wypełnia lukę, dopóki maluchy nie zaczną ładować do buzi garści zmiksowanego szpinaku w wieku sześciu miesięcy.
Życie po noworodkowej panice
Słuchaj, Ja z przeszłości. Okres noworodkowy jest przerażający, bo te maluchy są takie delikatne i wszystko wydaje się kwestią życia lub śmierci. Ale w końcu miejsce po zastrzyku się goi. Bakterie jelitowe się namnażają. Zaczynają jeść brud z dywanu w salonie, a ty przestajesz się martwić krzepnięciem ich krwi i zaczynasz martwić się innymi bzdurnymi rzeczami.
Jak na przykład ich zabawa. Kiedy Leo miał jakieś cztery miesiące, kupiłam mu drewniany stojak edukacyjny. Mieliśmy coś podobnego do zestawu Drewnianego Tęczowego Stojaka Edukacyjnego. Szczerze? Jest okej. Totalnie okej. Wygląda przepięknie na zdjęciach, bardzo estetycznie w rogu pokoju dziecięcego, z tymi swoimi drewnianymi zwierzaczkami. Ale, powiem ci wprost, Leo zazwyczaj po prostu wpatrywał się w drewnianego słonia przez dwie minuty, po czym wrzeszczał, aż wzięłam go na ręce. Poza tym zajmuje on cenne miejsce na podłodze, o które nieuchronnie się potkniesz w środku nocy. Jednak ludzie chyba to uwielbiają, więc może moje dzieci są po prostu niewdzięczne.
To, na co tak naprawdę musisz się przygotować, to ząbkowanie, a to już zupełnie nowy poziom piekieł, przed którym nikt cię wystarczająco nie ostrzega. Maya zmieniła się w dzikiego szopa pracza, kiedy wyżynały jej się jedynki. Bardzo polecam sięgnięcie po coś wytrzymałego odpowiednio wcześnie, na przykład Silikonowy Bambusowy Gryzak dla Niemowląt Panda. Maya gryzła swój z taką dzikością, że myślałam, że przegryzie ten silikon na wylot, ale wytrzymał przepięknie. W dodatku można go po prostu wrzucić do zmywarki, co jest dosłownie jedynym sposobem, w jaki jestem teraz skłonna cokolwiek myć.
Więc proszę cię, Ja z przeszłości. Musisz po prostu zamknąć tego laptopa, napić się trochę wody i uświadomić sobie, że dajesz z siebie wszystko, nawet jeśli to "wszystko" wygląda teraz jak nieumyty goblin.
Zanim do reszty postradasz zmysły, czytając kolejny przerażający wątek na forum z 2014 roku, zgarnij jakiś gryzak na przyszłość i odejdź od internetu.
Pytania, które gorączkowo googlowałam o 3:00 w nocy
Czy ten zastrzyk powoduje żółtaczkę u dzieci?
Dobra, przeczytałam o tym na jakimś podejrzanym blogu i całkowicie spanikowałam. Ale podobno w latach 50. ubiegłego wieku używali jakiejś szalonej syntetycznej wersji o ogromnej dawce, która faktycznie powodowała żółtaczkę. Ta, której używają teraz, jest zupełnie inna. To po prostu malutka dawka 1 mg rozpuszczalnej w tłuszczach witaminy K i nasz pediatra obiecał mi, że nie wywołuje ona żółtaczki. Oboje moich dzieci ją dostało i żadne nie zrobiło się od tego żółte.
Czy w czasie ciąży nie mogłabym po prostu zjeść tony jarmużu, żeby przekazać go dziecku?
Dosłownie zapytałam o to doktor Miller, ponieważ byłam gotowa wmuszać w siebie dowolną ilość zielonych warzyw. Spojrzała na mnie z politowaniem i odpowiedziała, że nie. Łożysko jest uparte. Po prostu nie przepuści witaminy K, bez względu na to, ile smoothie z jarmużu wmusisz w siebie podczas trzeciego trymestru.
Czy podanie kropli jest naprawdę dużo prostsze?
O Boże, nie, przynajmniej nie dla mnie. Z tego, co rozumiem, u nas krople doustne nie są nawet zatwierdzone przez agencję leków, ale w krajach, w których się ich używa, to cały surowy harmonogram obejmujący wiele dawek na przestrzeni kilku tygodni. A jeśli twoje dziecko uleje zaraz po tym, jak mu ją podasz (co Maya robiła non stop), to nawet nie wiesz, czy coś się wchłonęło. Pojedyncze kłucie w udo i po prostu masz to z głowy.
Czy to boli dziecko?
Wiesz, to jest igła, więc owszem, szczypie. Maya płakała przez kilka sekund. Leo wrzasnął raz, a potem zrobił kupę. Ale szczerze mówiąc, ten ból mija tak niesamowicie szybko, a potem one po prostu wracają do spania. Ty na sto procent będziesz płakać dłużej od nich.
Czy nadal jest to potrzebne, jeśli mam łagodny, naturalny poród?
Tak! Sama też poszłam w ten ślepy zaułek. Myślałam, że może dzieci potrzebują tego tylko, gdy poród jest z jakiegoś powodu traumatyczny, z użyciem kleszczy czy czegoś w tym stylu. Ale przerażające późne krwawienia zdarzają się samoistnie. Nie ma to absolutnie żadnego związku z tym, jak spokojny czy wolny od znieczuleń był poród. Dziecko urodzone w spokojnym basenie pełnym wody we własnym salonie nadal ma zero witaminy K w jelitach.





Udostępnij:
Jedyny szczery przewodnik po miejscach na baby shower
Cała prawda o wyborze butów do nauki chodzenia