Papierowe prześcieradło na stole do badań zaszeleściło z tak przeraźliwym hałasem, że wydawało się odbijać echem od ponurych ścian oddziału medycyny matczyno-płodowej w University College Hospital. Był wtorek, padała ta nieustępliwa, drobna londyńska mżawka, która niszczy zamszowe buty, a ja wpatrywałem się intensywnie w odklejający się plakat o cukrzycy ciążowej, byle tylko nie patrzeć na ekran USG. Zimny żel był już na brzuchu mojej żony. Lekarka wykonująca badanie, kobieta o imieniu Helen, nosząca agresywnie grube okulary, przesuwała głowicę w cichych, przerażających okręgach.
Byliśmy w tym samym pokoju, może nawet na tym samym, straszliwie niewygodnym krześle, osiem miesięcy wcześniej. To był dzień, w którym ekran pokazał wielką, druzgocącą ciszę. Teraz wróciliśmy, wstrzymując oddech, czekając, by zobaczyć, czy ta nowa ciąża – która, w zwrocie akcji z którego wciąż się otrząsam, okazała się bliźniacza – utrzyma się. Kiedy Helen w końcu kliknęła przycisk i pokój wypełnił się szybkim, galopującym rytmem dwóch maleńkich serc, moja żona wybuchnęła płaczem, a ja natychmiast zapomniałem, jak się oddycha.
To jest dokładnie ten moment, w którym uświadamiasz sobie, że oczekiwanie na dziecko po stracie nie jest błogą, w pastelowych barwach historią odkupienia, jaką obiecuje Instagram. To raczej ćwiczenie z absolutnego, ściskającego za gardło przerażenia.

Internetowy żargon, który wciąż prześladuje moją historię wyszukiwania
W tygodniach po naszej pierwszej stracie moja żona wpadła w króliczą norę internetowych forów dla rodziców. Jeśli nigdy nie byłeś na Mumsnet o trzeciej nad ranem, gorąco polecam tego unikać, chyba że lubisz potężny koktajl medycznego niepokoju i zagmatwanych skrótów. Pamiętam, jak zaglądałem jej przez ramię, gdy przeglądała wątki pełne kobiet rozmawiających w kodzie, którego nie potrafiłem rozszyfrować.
Ludzie pisali o swoim "aniołku" (co po czasie zrozumiałem jako określenie dziecka utraconego w wyniku poronienia) i bez końca dyskutowali o staraniach o "w baby" (dziecko wyczekiwane, zwycięstwo, a może po prostu literówka kogoś piszącego przez łzy). Terminologia nie miała końca. Ale frazą, która pojawiała się najczęściej, widniała na banerach reklamowych i agresywnie wesołych koszulkach ciążowych, było "tęczowe dziecko".
Spędziłem zawstydzająco dużo czasu, siedząc na brzegu wanny i obsesyjnie szukając dokładnego znaczenia terminu "tęczowe dziecko". Metafora rzekomo polega na tym, że nowe dziecko jest piękną, kolorową tęczą, która pojawia się po mrocznej i niszczycielskiej burzy.
Absolutnie tego nienawidziłem.
Nienawidziłem sugestii, że dziecko, które straciliśmy, było "burzą". Nasze pierwsze dziecko nie było klęską żywiołową; było dzieckiem, które kochaliśmy, którego pragnęliśmy i po którym głęboko rozpaczaliśmy. A nakładanie na dwa maleńkie, rozwijające się płody ciężaru bycia "tęczą", która miała uleczyć nasz smutek, wydawało mi się niewiarygodnie wygórowanym żądaniem wobec kogoś, kto nie miał jeszcze nawet rzepek w kolanach.
Nieustanna presja, by po prostu się cieszyć
Kiedy już przebrniesz przez przerażające USG w 12. tygodniu i zaczniesz mówić ludziom, że znów spodziewacie się dziecka, opada na was toksyczna pozytywność przypominająca gęstą mgłę. Ludzie mają dobre intencje, naprawdę, ale ich rozpaczliwa potrzeba ubrania waszego żalu w ładne słowa jest niezwykle wyczerpująca.
Nagle każdy krewny chce wam kupować gadżety w podstawowych kolorach. Oczekuje się, że będziesz czuć się #błogosławiony. Masz emanować pogodnym blaskiem, całkowicie ignorując fakt, że za każdym razem, gdy twoja partnerka idzie do łazienki, oboje przeżywacie mikropanikę, sprawdzając, czy nie ma krwi.
Ludzie uwielbiają mówić, że "nic nie dzieje się bez powodu" – to zdanie, za którego wypowiedzenie do pogrążonych w żałobie rodziców powinno się, szczerze mówiąc, karać. Gdybym dostawał funta za każdym razem, gdy ktoś próbował nam przekazać, że pojawienie się bliźniaczek oznacza, iż powinniśmy przestać smucić się przeszłością, mógłbym w pełni sfinansować ich przyszłe studia.
Oto bardzo niekompletna lista rzeczy, których prawdopodobnie powinieneś unikać w rozmowie z kimś, kto spodziewa się dziecka po wcześniejszej stracie, oparta wyłącznie na moim własnym, cichym wściekaniu się podczas kolacji ze znajomymi:
- "Widzisz, w końcu wszystko się ułożyło!" (Jeszcze nie ma końca; wciąż jesteśmy przerażeni, a do tego nie spałem od tygodnia).
- "Przynajmniej wiesz, że potrafisz zajść w ciążę." (Fakt biologiczny, który daje absolutnie zero emocjonalnego pocieszenia).
- "Bóg po prostu potrzebował kolejnego aniołka." (Proszę, natychmiast przestań mówić).
- "Musicie czuć taką ulgę!" (Aktualnie drżę z niepokoju, podaj mi proszę wino, którego w ramach solidarności nie wolno mi pić).
Po prostu powiedz swoim przyjaciołom, że ich kochasz, uznaj, że bycie teraz w ciąży to przerażający sprawdzian z wrażliwości, i podrzuć im ogromny posiłek pełen węglowodanów, żeby nie musieli sami gotować.
Monitorowanie ruchów dziecka, aż do utraty zmysłów
Nasza położna (cudownie szczera kobieta, która zbeształa mnie za czytanie zbyt wielu amerykańskich blogów parentingowych) wspomniała, że monitorowanie ruchów płodu w trzecim trymestrze jest ważne. Wziąłem tę przelotną uwagę i zbudowałem na niej całą fortecę neuroz.

Przeczytałem jakieś na wpół przerażające statystyki w pogniecionej broszurze z brytyjskiej przychodni o tym, ile ciąż kończy się stratą, a mój mózg uznał, że jedynym sposobem na utrzymanie tych dzieci przy życiu jest moja własna, nieustanna czujność. Stałem się żywym stoperem. Jeśli Bliźniak A nie kopnął w lewą stronę żeber mojej żony w ciągu dwóch godzin, byłem gotów wzywać karetkę.
Moja żona, będąc w zaawansowanej ciąży i dogłębnie zmęczona moim ciągłym krążeniem wokół niej, musiała w końcu zakazać mi pytania "Ruszają się?" częściej niż dwa razy dziennie. Nauka medyczna dotycząca liczenia kopnięć jest podobno dość solidna, jeśli chodzi o monitorowanie zdrowia, ale przepuszczanie tego przez pryzmat traumy po wcześniejszej stracie oznacza, że nie tylko liczysz kopnięcia; opierasz na nich swoje poczucie stabilności umysłu. Jeśli kopią, żyją, a my jesteśmy bezpieczni przez kolejne pięć minut.
Ludzie nazywają również dziecko urodzone przed stratą "słonecznym dzieckiem" (ang. sunshine baby), co szczerze mówiąc brzmi jak jakaś nieistniejąca sekta z lat 70.
Estetyczny problem z typowymi akcesoriami dla dzieci
Kiedy dziewczynki wreszcie się urodziły – przybywając z dramatyzmem, który obejmował nagłe cesarskie cięcie oraz mnie w sterylnych ubraniach medycznych, które były tragicznie za krótkie na moje nogi – chcieliśmy w jakiś sposób upamiętnić drogę, którą przeszliśmy. Całe to znaczenie tęczowego dziecka mogło mnie denerwować w teorii, ale w praktyce chciałem, aby pojawił się jakiś ukłon w stronę nadziei, którą reprezentowały.
Problem w tym, że większość dziecięcych przedmiotów z motywem tęczy wygląda, jakby w szkolnej sali od plastyki eksplodował jednorożec. Mieszkamy w małym londyńskim mieszkaniu. Już traciłem zmysły z powodu braku snu; nie potrzebowałem jeszcze, by nasz salon wyglądał jak chaotyczna sala zabaw z kulkami.
I tutaj mój graniczący z obsesją zapał do poszukiwań wreszcie się opłacił. Znaleźliśmy Stojak Edukacyjny Alpaka z Zabawkami Tęcza i Pustynia.

To, bez przesady, jeden z niewielu elementów dziecięcego wyposażenia, na widok którego nie drgała mi powieka. Posiada piękną, stonowaną, szydełkowaną tęczę, która dyskretnie nawiązuje do znaczenia naszych dziewczynek, nie krzycząc na ciebie w neonowych kolorach. Drewniana rama w kształcie litery A jest minimalistyczna, wystarczająco solidna, by wytrzymać agresywne uderzenia Bliźniaka B, a mała zabawka-alpaka jest obiektywnie urocza. Zapewniała dziewczynkom uspokajające, dotykowe doświadczenia sensoryczne bez migających świateł czy piskliwej muzyki elektronicznej, a mi dawała element wystroju salonu, który nie krzyczał "TUTAJ MIESZKA STRAUMATYZOWANY RODZIC".
Kładłem je pod nim na miękkiej macie, kurczowo ściskając moją letnią kawę i patrzyłem, jak wpatrują się w łagodne, ziemiste odcienie tęczy. Było spokojnie. Przez pełne pięć minut naraz.
(Jeśli ty również próbujesz zachować resztki estetycznej godności w swoim domu, jednocześnie zapewniając rozrywkę małemu człowiekowi, możesz przejrzeć kolekcję drewnianych stojaków edukacyjnych Kianao. To o niebo lepsze niż plastikowe potworności z dużych marketów.)
Silikonowe rozczarowanie
Ponieważ jestem niewolnikiem trzymania się motywów, na które po cichu się zdecyduję, zamówiłem również Silikonowy gryzak uspokajający w kształcie lamy, kiedy około szóstego miesiąca rozpoczęła się ząbkująca apokalipsa. Miał małe serduszko i trochę tęczy na opakowaniu, więc pomyślałem: "Genialnie, pasuje do stojaka edukacyjnego".

Słuchajcie, on jest w porządku. To silikon spożywczy, nie gromadzi bakterii i można wrzucić go do zmywarki, gdy pokryje się sierścią psa. Ale jako magiczne lekarstwo na ząbkowanie? Bliźniak A żuł go przez dokładnie trzy minuty, po czym uznał, że mój lewy kciuk to znacznie lepsza zabawka do gryzienia. Bliźniak B wolał używać lamy ściśle jako broni miotającej do rzucania w kota. Spełnia swoje zadanie, jeśli twoje dziecko faktycznie lubi silikonowe gryzaki, ale nie oczekuj, że w pojedynkę uratuje twoje zdrowie psychiczne o 4 rano, gdy zaczynają wyżynać się zęby trzonowe.
Utrzymujący się cień w pokoju dziecięcym
Nikt ci nie mówi, że niepokój nie znika w chwili, gdy kładą na piersi twojej partnerki to śliskie, krzyczące niemowlę. Byłem całkowicie nieprzygotowany na zderzenie ogromnej ulgi z nagłym, intensywnym lękiem poporodowym.
Przypominam sobie, jak czytałem artykuł jakiegoś psychologa klinicznego sugerujący, że rodzice dziecka urodzonego po wcześniejszej stracie są znacznie bardziej narażeni na depresję poporodową i stany lękowe. Moją głęboko naukową reakcją na to było: cóż, to chyba oczywiste. Spędzasz dziewięć miesięcy w oczekiwaniu na najgorsze, trenując swój układ nerwowy w przewidywaniu katastrofy. Kiedy dziecko pojawia się całe i zdrowe, twój mózg po prostu nie odbiera sygnału "alarm odwołany" i nie wyłącza maszyny odpowiedzialnej za panikę. Przenosi po prostu lęk na nowy zestaw zmiennych. Czy oddycha w koszu Mojżesza? Czy w pokoju jest za gorąco? Czy ten kaszel brzmiał jak krup?
Łapiesz się na tym, że stoisz nad łóżeczkiem o 2 w nocy, patrzysz, jak ich klatki piersiowe unoszą się i opadają, uwięziony między obezwładniającą wdzięcznością a przerażającą świadomością tego, jak niezwykle to wszystko jest kruche.
Dziewczynki mają teraz dwa lata. Są chaotycznymi, głośnymi, całkowicie irracjonalnymi miniaturowymi dyktatorkami, które odmawiają jedzenia czegokolwiek zielonego i nalegają na noszenie kaloszy do piżamy. W domu jest bałagan. Ja jestem ciągle zmęczony.
Ale kiedy na nie patrzę, nie widzę tęczy, która magicznie wymazała burzę. Widzę po prostu moje córki. Smutek po dziecku, które straciliśmy, wciąż istnieje obok radości z dzieci, które teraz z nami są. Te uczucia się nie wykluczają. I szczerze mówiąc, uświadomienie sobie, że masz pełne prawo odczuwać obie te całkowicie sprzeczne emocje w dokładnie tym samym czasie, jest jedyną rzeczą, która naprawdę pomaga.
Jeśli przygotowujesz przestrzeń na pojawienie się w domu własnego chaosu i chcesz zachować we wnętrzu tak dużo spokoju, jak to tylko po ludzku możliwe, poznaj naszą kolekcję uspokajających, drewnianych stojaków edukacyjnych, zanim znikną z naszych magazynów.
Pytania, o które ludzie pytają mnie szeptem na spotkaniach dla rodziców
Jak tak naprawdę radziłeś sobie z niepokojem w czasie ciąży?
Szczerze mówiąc, słabo. Zjadłem niewybaczalną ilość ciastek i irytowałem moją żonę. Ale ostatecznie to, co mi pomogło, to zmuszanie się do bycia wyłącznie w czasie teraźniejszym. Zamiast nakręcać się spiralą "co jeśli to się znowu stanie", patrzyłem na zdjęcie z USG i mówiłem na głos: "Dziś jesteśmy w ciąży i dziś z dziewczynkami wszystko w porządku". Brzmi to jak bzdury z taniej terapii, ale kiedy wibrujesz ze strachu, stwierdzanie głośno najbardziej oczywistych faktów w pomieszczeniu naprawdę sprowadza na ziemię.
Czy kupiliście mnóstwo akcesoriów dziecięcych z motywem tęczy?
Absolutnie nie, ponieważ większość z nich jest niesamowicie krzykliwa, a ja mam migreny. Wolałem subtelne ukłony w stronę naszej historii. Mieliśmy drewniany Stojak Edukacyjny Alpaka z pastelową szydełkową tęczą oraz kilka kocyków z organicznej bawełny w ziemistych, naturalnych kolorach. Nie musisz ubierać swojego dziecka jak platformy na paradzie równości, żeby podkreślić jego znaczenie, no chyba że naprawdę tego chcesz.
Czy wyjaśnisz bliźniaczkom znaczenie "tęczowego dziecka", gdy będą starsze?
Opowiemy im o dziecku, które było przed nimi, tak. Nie sądzę, żebyśmy użyli metafory burzy, ponieważ nigdy nie chciałbym, by czuły, że miały do wykonania jakieś zadanie i musiały naprawiać nasz smutek. Wyjaśnimy im po prostu, że miały starsze rodzeństwo, które nie mogło z nami zostać, ale które bardzo kochamy, tak samo jak kochamy je.
Czy liczenie kopnięć naprawdę pomaga, czy tylko stresuje?
Jedno i drugie. To uzasadniony medycznie sposób na monitorowanie zdrowia dzieci w trzecim trymestrze – nasza położna się przy tym upierała. Ale jeśli masz za sobą traumę z poprzedniej straty, szybko może się to przerodzić w obsesję. Jeśli zdarzy ci się siedzieć ze stoperem w ręku i płakać, nadszedł czas, by zadzwonić na oddział położniczy i pojechać na kontrolę po prostu dla własnego spokoju umysłu, zamiast siedzieć w ciemnościach i napędzać swoje lęki.
Co to jest dziecko podwójnej tęczy?
Dowiedziałem się tego podczas jednego z moich nocnych nurkowań na Mumsnet. Odnosi się to do dziecka urodzonego po tym, jak rodzina doświadczyła kilku strat z rzędu. Ogrom odporności psychicznej, jaką muszą mieć ci rodzice, jest czymś, czego dosłownie nie potrafię sobie wyobrazić. Jeśli znasz kogoś, kto spodziewa się podwójnej tęczy, kup mu kolację, posprzątaj mu w domu i nie zadawaj żadnych inwazyjnych pytań.





Udostępnij:
Majątek Lil Baby: Czego raper nauczył mnie o wychowaniu bliźniaków
Dlaczego hiperrealistyczna lalka to kiepski pomysł dla Twojego dziecka