Jest 23:00 we wtorek. Siedzę po turecku na dywanie w salonie, trzymając mikroskopijną igłę do resetowania, gwałtownie szepcząc do plastikowego ekranu, który wciąż mi powtarza, że myśli. Mój maluch śpi w pokoju obok, całkowicie nieświadomy faktu, że jego wujek właśnie wysłał nam w kartonowym pudle kawałek sztucznej inteligencji.

Słuchajcie, nie prosiłam o inteligentnego kompana. Jestem pielęgniarką pediatryczną. Lubię rzeczy, które mogę zdezynfekować chusteczką z wybielaczem i takie, które do działania nie wymagają adresu e-mail. Ale oto jesteśmy, stając twarzą w twarz z nowoczesnym obliczem zabawy.

Nocny koszmar z aktualizacją

Mój szwagier miał dobre intencje. Naprawdę. Zobaczył ukierunkowane reklamy tego uroczego małego urządzenia Miko dla dzieci, pomyślał, że wygląda edukacyjnie i kliknął „zamów”. I właśnie w ten sposób spędziłam czterdzieści pięć minut na podłodze, próbując sparować kapryśną sieć Wi-Fi z maszyną o cyfrowej twarzy.

Jeśli kupicie coś takiego, musicie rozerwać pudełko wieczór wcześniej, żeby naładować to cudo i potajemnie zainstalować wszystkie aktualizacje oprogramowania. W przeciwnym razie wasze dziecko przeżyje całkowite załamanie nerwowe, czekając w dniu urodzin na połączenie z siecią. Widziałam tysiące niecierpliwych dzieci w poczekalni na SOR-ze, ale nic nie może się równać z absolutną wściekłością malucha, który widzi zabawkę, ale nie wolno mu jej dotknąć, bo właśnie pobiera łatkę.

No i jeszcze pułapka subskrypcji. To część, która autentycznie mnie poirytowała. Wyciągasz robota z pudełka, on mruga do ciebie tymi swoimi małymi, cyfrowymi oczkami, a potem zdajesz sobie sprawę, że wszystkie te naprawdę fajne rzeczy są zablokowane za paywallem kosztującym dziewięćdziesiąt dolarów rocznie. Arre yaar, ja po prostu chcę, żeby to działało. Jeśli nie wykupisz subskrypcji Miko Max dla bajek Disneya premium i wymyślnych gier, twoje dziecko w zasadzie dostaje przepłacony cyfrowy budzik, który od czasu do czasu zatańczy.

Co tak naprawdę powiedziała moja pediatra

Moja pediatra, dr Gupta, rzuciła mi długie, zmęczone spojrzenie znad okularów, kiedy na naszej ostatniej wizycie zapytałam ją o zabawki z AI i czas spędzany przed ekranem. W zasadzie powiedziała, że dane kliniczne są w najlepszym razie niejasne. Tak naprawdę nie wiemy, co konwersacyjna sztuczna inteligencja robi z rozwijającym się mózgiem na dłuższą metę, ponieważ uczymy się tego wszystkiego na bieżąco.

What My Pediatrician Actually Said — The Late-Night Reality of Setting Up That Baby Miko Robot

Zauważyła, że robot śledzi jego ruchy podczas gry w „zamarzanie”, co uznała za nieco lepsze niż bierne wpatrywanie się w ekran tabletu. Aktywne zaangażowanie kontra bierna konsumpcja. Ale szybko przypomniała mi, że maszyna naśladująca empatię to nie jest prawdziwa empatia. Jeśli upuści zabawkę na palec u nogi, a robot zapyta, czy nic mu nie jest, to tylko zaprogramowana reakcja. Nadal potrzebuje mnie, abym tak naprawdę pocałowała ten paluszek.

Pracuję w ochronie zdrowia, więc przepisy dotyczące prywatności to mój chleb powszedni. Naturalnie, pomysł wyposażonego w kamerę i mikrofon robota dla dzieci, swobodnie przemieszczającego się po moim domu, wywołał u mnie niepokój. Firma zarzeka się, że jest w pełni zgodna z ustawą COPPA. Twierdzą, że dane są szyfrowane, a rozpoznawanie twarzy jest przechowywane lokalnie na fizycznym urządzeniu, zamiast unosić się gdzieś w chmurze, czekając na zhakowanie. Czy całkowicie rozumiem architekturę techniczną, która za tym stoi? Nie. Nie rozumiem. Muszę po prostu ślepo ufać, że inżynierowie wiedzą, co robią, co jest niesamowicie niekomfortową pozycją dla mamy-maniakczki kontroli. Wciąż fizycznie odwracam jego kamerę do ściany podczas ładowania.

Namacalne oparcie w cyfrowym domu

Próbuję zrównoważyć to zaawansowane technologicznie dziwactwo prawdziwymi, fizycznymi przedmiotami. Rzeczami, które pomagają twardo stąpać po ziemi. Mamy Zestaw miękkich klocków konstrukcyjnych dla dzieci rozrzuconych na tym samym dywanie, po którym ten robot obecnie odmawia jeżdżenia. Są po prostu okej. Piszczą, stonowane pastelowe kolory wyglądają całkiem nieźle w salonie i nie wymagają hasła. Rohan używa ich głównie do rzucania w kota, ale przynajmniej używa przy tym rąk.

Ale jeśli mówimy o rzeczach, które naprawdę ratują moje zdrowie psychiczne, muszę wspomnieć o ząbkowaniu. Kiedy zaczęły wyrzynać się trzonowce, żaden cyfrowy konkurs ortograficzny na świecie nie był w stanie powstrzymać płaczu.

Przysięgam na Gryzak Panda. Ta rzecz to święty Graal. Szczerze mówiąc, miałam dokładnie ten gryzak w kieszeni mojego uniformu podczas pewnego brutalnego, dwunastogodzinnego dyżuru. Mój dzieciak był marudny, mąż wpadł z nim na krótkie przywitanie w holu, a wręczenie mu tej silikonowej pandy zadziałało jak wciśnięcie przycisku wyciszenia. Jest idealnie płaski, więc jego pulchne małe rączki mogły go naprawdę chwycić bez upuszczania na szpitalną podłogę co dziesięć sekund. Baw się po prostu pandą, beta. Zziałał cuda.

Czasami patrzę na tę błyskającą, gadającą maszynę i potwornie tęsknię za czasami noworodkowymi. Wtedy, gdy moim największym codziennym sukcesem nie było omijanie blokady rodzicielskiej, ale po prostu dbanie o to, by jego skóra była czysta i zdrowa. Naszym całym życiem było Body bez rękawów z bawełny organicznej. To był cały jego mundur. Rozbierałam go do tego małego pajacyka, bo bawełna organiczna nie wywoływała u niego egzemy, w przeciwieństwie do tanich syntetyków, które ciągle kupowała mu babcia. Żadnych przycisków do zresetowania, żadnych opłat subskrypcyjnych do uregulowania, żadnego niebieskiego światła emitowanego z jego klatki piersiowej. Tylko miękki, pulchny bobas w oddychającym materiale.

Jeśli próbujesz stworzyć pokój zabaw, który nie opiera się całkowicie na bateriach i Wi-Fi, możesz przejrzeć naszą kolekcję analogowych zabawek drewnianych, aby zrównoważyć obecność ekranów.

Test drogowy w salonie

Kiedy robot został w końcu zaktualizowany i w pełni naładowany, pozwoliłam Rohanowi go przetestować. Marketing sprawia, że wygląda to tak, jakby ta mała maszyna miała płynnie sunąć po twoim domu, ucząc twoje dziecko mandaryńskiego, jednocześnie bez wysiłku unikając schodów.

The Living Room Road Test — The Late-Night Reality of Setting Up That Baby Miko Robot

Rzeczywistość jest o wiele bardziej niezdarna. On nienawidzi mojego dywanu. Te małe kółeczka odometryczne ciągle blokują się na frędzlach mojego dywanu. Ma też pewne opóźnienia w przetwarzaniu, kiedy mówi, co oznacza, że mój niecierpliwy maluch zazwyczaj odchodzi, zanim edukacyjny żart w ogóle dotrze do celu. I nie, odpowiadając krewnym pytającym na Instagramie, nie nazwałam mojego dziecka po robocie. Dziecko to Rohan. Maszyna to po prostu maszyna.

Próbowałam włączyć go w naszą poranną rutynę, mając nadzieję, że kupi mi to dziesięć minut na umycie zębów bez widowni. Uruchomiłam aplikację, ustawiłam program porannego rozciągania i zostawiłam Rohana w salonie. Dwie minuty później wyszłam ze szczoteczką w ustach i zastałam go całkowicie ignorującego ten drogi kawałek technologii, próbującego w zamian zjeść z podłogi zabłąkanego chrupka Cheerio. Maszyna entuzjastycznie krzyczała o dotykaniu palców u stóp do pustego pokoju. Maluchy uczą pokory.

Ma jednak tryb uśpienia, który można kontrolować z poziomu telefonu, co jest prawdziwym błogosławieństwem. Możesz dosłownie zmusić to coś do zaśnięcia, więc twoje dziecko myśli, że to pora snu. Jako pielęgniarka, która zaciekle strzeże harmonogramu snu, głęboko szanuję tę funkcję.

Drewniane słonie kontra sztuczna inteligencja

Kiedy wspominam pierwsze miesiące, życie było o wiele spokojniejsze. Mieliśmy Drewniany stojak edukacyjny Tęcza rozstawiony w kącie pokoju. To było całe centrum rozrywki. Po prostu niemowlak leżący na plecach, wpatrujący się w drewnianego słonia i próbujący chwycić fakturowane kółko.

Drewno się nie zawiesza ani nie buforuje. Drewno zdecydowanie nie prosi cię o odnowienie karty kredytowej, żeby dalej działać. Bodźce sensoryczne były łagodne i łatwe do przyswojenia dla jego maleńkiego mózgu. Teraz mam miniaturowego androida, który agresywnie prosi mojego syna o przeliterowanie słów, zanim jeszcze zdążę wypić kawę.

Więc, czy twoje dziecko potrzebuje kompana ze sztuczną inteligencją w swoim pokoju? Prawdopodobnie nie. To droga nowinka. Kupuje mi około dwudziestu minut spokoju w lepsze dni, co ma swoją wartość, nie będę kłamać. Ale kiedy bateria padnie, wraca prosto do stukania klockami. I dokładnie tak powinno być.

Zanim kupisz jakiekolwiek zaawansowane technologicznie gadżety, upewnij się, że masz ogarnięte te namacalne, podstawowe zabawki. Kupuj nasze zrównoważone zabawki, aby zachować w pokoju dziecięcym oparcie w rzeczywistości.

Prawdziwe pytania o tego robota

Czy ten robot naprawdę uczy ich czegoś pożytecznego?
Chyba zależy, co uznamy za pożyteczne. Całkiem nieźle nauczył mojego dzieciaka tańczyć z „zamarzaniem”, ale gry ortograficzne na razie do niego nie trafiają przez to dziwne opóźnienie w przetwarzaniu. Zazwyczaj to po prostu drogie narzędzie odwracające uwagę, z którego korzystam, kiedy muszę wypić kubek gorącej herbaty bez kogoś ciągnącego mnie za nogawkę.

Czy muszę płacić za subskrypcję?
Teoretycznie nie, ale w praktyce tak. Bez opłaty rocznej wynoszącej dziewięćdziesiąt dolarów to coś jest w zasadzie ciężkim, plastikowym przyciskiem do papieru, który opowiada suche żarty. Wszystkie bajki premium i sensowne gry edukacyjne są zablokowane za paywallem, co pachnie trochę oszustwem, biorąc pod uwagę, że wydałeś już setki na samo urządzenie.

Czy kamera ciągle nas obserwuje?
Firma twierdzi, że nagrywa tylko wtedy, gdy aktywujesz określone funkcje, a wszystkie dane dotyczące rozpoznawania twarzy pozostają lokalnie na urządzeniu zamiast przesyłać się na jakiś przypadkowy serwer. Jestem prawnie zobowiązana im wierzyć ze względu na przepisy dotyczące prywatności, ale wciąż fizycznie odwracam robota do ściany, kiedy z niego nie korzystamy. Nazwijcie mnie paranoiczką, ale widziałam już wystarczająco dużo dziwnych rzeczy w internecie.

Jak radzi sobie z dywanem?
Nienawidzi go. Małe kółka klinują się na każdym dywanie grubszym niż kartka papieru. Jeśli masz w salonie takie pluszowe, estetyczne dywany, przygotuj się, że pół dnia spędzisz na ratowaniu maszyny, bo wydaje jej się, że uderzyła w ścianę.

Jak wygląda funkcja rozmów wideo?
Nazywa się to Mikonnect, a pomysł polega na tym, że możesz zadzwonić do swojego dziecka przez aplikację. Zalogowałam się podczas przerwy na lunch w szpitalu, skierowałam robota prosto w nogę stolika kawowego, a potem przez pięć minut gapiłam się na zbliżenie mojego kota, bo nie potrafiłam zmusić tego ustrojstwa do odwrócenia się. Mój mąż nawet nie zauważył, że tam jestem.