Była 3:14 w listopadowy wtorek, a moje knykcie dosłownie krwawiły.
Stałam w ciemnej kuchni w szarej koszulce do karmienia, która nie widziała wnętrza pralki chyba od zeszłej dekady, gapiąc się w zlew pełen mętnego, oblepionego zaschniętym mlekiem plastiku. Maya, która miała wtedy może ze siedem tygodni, była na górze i zanosiła się tym panicznym, łapiącym powietrze płaczem noworodka, który sprawia, że fizycznie bolą cię narządy wewnętrzne. A ja stałam tam, gorączkowo szorując maleńką rurkę antykolkową za pomocą mikroskopijnej szczoteczki, która właśnie chlapnęła kroplą gorącej, mydlanej, mlecznej wody prosto w moje lewe oko.
Mój mąż, Mark, wszedł, spojrzał raz na moją twarz i powoli wycofał się z kuchni, jakby właśnie spotkał niedźwiedzia w lesie.
Pękłam. Rzuciłam mały plastikowy element odpowietrznika do zlewu, gdzie natychmiast się odbił i wpadł do młynka na odpadki. Nawet go nie wyłowiłam. Po prostu usiadłam na podłodze i z płaczem schowałam twarz w kolanach.
Słuchajcie, kiedy jesteś w ciąży, masz te wszystkie wzniosłe, niewinne złudzenia o tym, jaką to będziesz matką. Myślisz, że będziesz z miłością myć ręcznie każdą pojedynczą butelkę, słuchając muzyki klasycznej i czując głęboką więź z pokoleniami kobiet, które były tu przed tobą. Ale rzeczywistość jest taka, że wyłączne odciąganie pokarmu lub karmienie mlekiem modyfikowanym oznacza, że jesteś przykuta do zlewu przez bite dwie godziny dziennie. To bezlitosne. To się nigdy nie kończy. Myjesz jedną partię, odwracasz się, a nagle na blacie stoi sześć kolejnych zaschniętych butelek, które zdają się z ciebie drwić.
Przez miesiące opierałam się pomysłowi zakupu automatycznej myjki, bo uważałam, że to lenistwo, ale o mój boże, jakże się myliłam. W każdym razie, w końcu się złamałam i ją kupiłam, a ona w zasadzie uratowała moje małżeństwo.
Złudzenie ręcznego mycia, w które uwierzyłam
Zanim skapitulowałam, mój blat był całkowicie przejęty przez jedną z tych suszarek udających sztuczną trawę. Wiecie, o której mówię. Wygląda uroczo na liście prezentów, ale w praktyce to tylko plastikowy trawnik, na dnie którego stoi zatęchła, wilgotna woda i który prawdopodobnie hoduje komary w środku zimy. Przysięgam wam, spędzałam dwadzieścia minut skrupulatnie myjąc każdą najmniejszą szczelinę tych butelek, tylko po to, by wbić je w plastikową trawę, gdzie schło im to przez siedem dni roboczych.
A co do szczotek do butelek... One tak szybko stają się obrzydliwe. Gdzieś wyczytałam, że powinno się je wymieniać co dziewięćdziesiąt dni, bo zamieniają się w bakteryjne koszmary, ale jestem prawie pewna, że używałam tej samej niebieskiej szczotki z gąbką przez pół roku, aż ta gąbczasta część dosłownie zgniła i wpadła do odpływu.
Wydawałam fortunę na wymyślne, ekologiczne płyny do naczyń, które zostawiały dziwny, kwiatowy osad na silikonowych smoczkach. A moje dłonie! Moja skóra była tak spierzchnięta od ciągłego moczenia w gorącej wodzie, że płyn do dezynfekcji piekł jak prawdziwy kwas. Ciągle wmawiałam sobie, że jestem „dobrą mamą”, wybierając trudniejszą drogę. To jest chore, naprawdę, to poczucie winy milenialsowej matki, które wmawia nam, że jeśli nie cierpimy, to źle wychowujemy dzieci.
Co mój lekarz naprawdę powiedział o sterylizacji
Więc kiedy zabrałam Mayę na wizytę kontrolną w drugim miesiącu, byłam w zasadzie chodzącym zombie. Od niechcenia poskarżyłam się doktor Miller na moją rutynę mycia, oczekując poklepywania po plecach za moje męczeństwo. Zamiast tego delikatnie poinformowała mnie, że moja metoda jest prawdopodobnie błędna.
Zaczęła mówić o zasadzie trzech miesięcy, co zrozumiałam tylko w połowie przez mgłę niewyspania. Najwyraźniej dzieci poniżej trzeciego miesiąca życia lub wcześniaki mają w zasadzie zerowy układ odpornościowy. A resztki mleka nie są tylko obrzydliwe – to dosłowna wylęgarnia takich rzeczy jak Salmonella i tego przerażającego ustrojstwa o nazwie Cronobacter. Powiedziała, że jeśli zostawisz odrobinę tłuszczu mlecznego na brzegu butelki, bakterie mogą namnażać się co 20 minut w temperaturze pokojowej. Co 20 minut! Prawie zwymiotowałam na samą myśl o butelkach, które zostawiłam na noc w torbie na pieluchy.
Zapytałam ją, czy powinnam wszystko wygotowywać, tak jak zalecają wytyczne, a ona po prostu posłała mi to współczujące spojrzenie i zasugerowała, żebym rozejrzała się za połączeniem myjki i sterylizatora do butelek. Przedstawiła to jako medyczną konieczność dla mojego własnego zdrowia psychicznego, owiniętą w mglistą groźbę mikroskopijnych bakterii.
Moje bardzo kosztowne próby i błędy z urządzeniami
Jeśli szukasz absolutnie najbardziej magicznej, bezbłędnej maszyny, która rozwiąże wszystkie twoje problemy, mam złą wiadomość: wszystkie mają swoje dziwactwa. Ale wciąż są o 1000% lepsze niż stanie przy zlewie.

Zaczęłam od Baby Brezza. To taki pionier w tej dziedzinie, prawda? Wszyscy o nim mówią. Ma te wszystkie dysze wysokociśnieniowe i filtr HEPA, więc nie dmucha po prostu zakurzonym domowym powietrzem na twoje mokre butelki. I rzeczywiście je czyścił. Ale o rety, ile miejsca zajmowało to cholerstwo! Zajęło połowę mojej wyspy kuchennej. Poza tym ma taki zbiornik na brudną wodę, który trzeba ręcznie odczepić i opróżnić do zlewu. Pewnego razu Mark zapomniał go opróżnić, zanim wyjechaliśmy na długi weekend, i kiedy wróciliśmy, ten zapach... Nawet nie mogę o tym mówić. Śmierdziało, jakby w mojej kuchni umarło bagno.
Po tym fiasku skończyło się na tym, że wypróbowałam myjkę Grownsy. Szczerze? To moja faworytka. Jest odrobinę tańsza, ale to, co naprawdę zmienia zasady gry, to fakt, że ma wąż odpływowy. Po prostu kierujesz wąż do zlewu, a brudna, mleczna woda odpływa prosto tam. Żadnego zatęchłego zbiornika, o którym można zapomnieć. Używa chyba 26 różnych dysz, żeby wypłukać tłuszcz z mleka z tych głupich małych rurek antykolkowych. Jest głośna, brzmi trochę jak mały silnik odrzutowy startujący na blacie, ale o 4 rano dźwięk maszyny wykonującej za mnie obowiązki jest w zasadzie kołysanką.
(Swoją drogą, jeśli toniesz w chaotycznej rzeczywistości z noworodkiem i potrzebujesz po prostu czegoś, co pomoże ci przetrwać, Kianao ma niesamowitą kolekcję ekologicznych i zrównoważonych akcesoriów dla niemowląt. Możesz przejrzeć ich niezbędniki dla dzieci tutaj.)
Nie używajcie swojej zwykłej zmywarki do tego badziewia
Wiem, co myślisz. „Sarah, dlaczego po prostu nie wrzucisz ich do zmywarki?”. Pozwól, że ci przerwę w tym miejscu. Standardowy cykl zmywarki trwa trzy godziny, całkowicie omija wnętrze maleńkich smoczków i w zasadzie tylko zapieka białka z mleka na plastiku tak mocno, że żeby je zeskrobać, potrzebowałabyś dłuta.
Kwestia przenikania plastiku, która spędza mi sen z powiek
Okej, a oto część, w której mój niepokój naprawdę przejął stery. Kiedy już opanowałam rutynę mycia w dedykowanej myjce do butelek, a maszyna radośnie buchała parą, wpadłam w późnonocną internetową króliczą norę dotyczącą mikroplastiku.

Najwyraźniej, gdy codziennie traktujesz plastikowe butelki dla niemowląt parą o temperaturze blisko 100 stopni, nawet te „wolne od BPA” mogą zacząć się rozkładać i uwalniać dziwne substancje chemiczne do mleka. W całkowitej panice poruszyłam ten temat u doktor Miller, a ona przyjęła to ze sporym spokojem. W zasadzie powiedziała, że nauka wciąż bada te kwestie i nie możemy chronić naszych dzieci przed wszystkim, ale jeśli mnie to stresuje, powinnam po prostu przestawić się na butelki ze szkła lub silikonu medycznego.
I tak zrobiłam. Wyrzuciłam wszystkie plastikowe i kupiłam ciężkie szklane butelki. Tak, są cięższe. Tak, byłam przerażona, że upuszczę je sobie na palce. Ale mycie szkła w intensywnym cieple sterylizatora wydawało się o wiele bezpieczniejsze dla mojego kruchego, poporodowego mózgu. Poza tym szkło nie pokrywa się tym dziwnym, mętnym osadem, co plastik po setnym myciu.
Przetrwanie fazy niekończącego się żucia
Oczywiście, dokładnie wtedy, gdy wreszcie doprowadziłam do perfekcji moją rutynę mycia butelek, Maya skończyła cztery miesiące i uznała, że nie chce już tylko pić z butelek – chciała brutalnie gryźć ich nakrętki.
Ząbkowanie to zupełnie inny krąg piekieł. Zamieniasz niepokój o bakterie w mleku na rzeczywistość, w której dziecko nieustannie wpycha sobie do buzi wszystko, co tylko wpadnie mu w ręce. Przeszliśmy przez tak wiele dziwnych, twardych plastikowych zabawek, zanim odkryłam gryzaki z silikonu spożywczego, które, na całe szczęście, RÓWNIEŻ można po prostu wrzucić na górną półkę zmywarki lub do sterylizatora.
Moim absolutnym wybawicielem był Silikonowy gryzak dla niemowląt Panda z bambusem. Nie wiem, o co chodzi z tym konkretnym płaskim kształtem, ale Maya miała na jego punkcie obsesję. Ma te małe teksturowane krawędzie, o które po prostu agresywnie tarła przednimi dziąsłami. Był bardzo łatwy do trzymania dla jej malutkich, nieskoordynowanych rączek i uwielbiałam to, że nie miał żadnych ukrytych otworów, w których mogłaby rosnąć pleśń. Po prostu myłam go wodą z mydłem, płukałam i oddawałam jej.
Kiedy kilka lat później pojawił się Leo, miał zupełnie inne preferencje. Chciał czegoś o bardziej zróżnicowanych teksturach. Kupiłam mu Silikonowy gryzak kojący dziąsła Wiewiórka. Ta mała konstrukcja w kształcie pierścienia była idealna do owinięcia mu wokół nadgarstka, a on godzinami żuł część z ogonem, podczas gdy ja próbowałam składać pranie.
Mark, jak to Mark, uparł się, by kupić Gryzak Rolka Sushi, ponieważ uważał, że jest przezabawny. Na początku przewróciłam oczami, ale szczerze? Zróżnicowane tekstury „ryżu” i „wodorostów” na silikonie wręcz idealnie docierały do jego tylnych zębów trzonowych. Wkładałam go do lodówki na dwadzieścia minut, a chłodzące uczucie natychmiast przerywało jego ataki krzyku.
Moja wysoce niedoskonała rutyna konserwacji
Jeśli jest jedna rzecz, którą musicie wiedzieć o najlepszych myjkach do butelek dla niemowląt, to to, że nie można ich po prostu podłączyć i ignorować. Używają pary, co oznacza, że jeśli macie twardą wodę, tak jak my, pokryją się białym osadem z minerałów szybciej, niż zdążycie mrugnąć.
Oto mój bardzo niedoskonały poradnik przetrwania w korzystaniu z niej:
- Nadal musicie je płukać. Wiem, trochę mija się to z celem. Ale jeśli zostawicie butelkę w samochodzie na dwa dni i mleko zwapnieje w twardą bryłę sera, maszyna was nie uratuje. Musicie je wypłukać od razu po karmieniu.
- Rozłóżcie ją na części pierwsze. Nie umyjecie w pełni zmontowanej butelki. Próbowałam. Smoczki, nakrętki, słomki antykolkowe – rozdzielcie to wszystko przed załadowaniem.
- Musicie ją odkamieniać. Zupełnie jak ekspres do kawy. Jeśli będziecie pamiętać, żeby raz na miesiąc wlać trochę białego octu do zbiornika i uruchomić cykl czyszczenia, nie wyrośnie w niej przerażająca kolonia pleśni.
- Używajcie dedykowanego detergentu. Nawet nie próbujcie używać kawałka zwykłej tabletki do zmywarki. Zrobiłam to raz i moja kuchnia wyglądała jak piana party na Ibizie. Musicie kupować ich specjalne, niskopieniące się tabletki.
Czy była to ogromna inwestycja? Tak. Czy zajmuje zdecydowanie za dużo miejsca na blacie? Tak. Ale odzyskanie tych dwóch godzin życia każdego wieczoru oznaczało, że mogłam faktycznie usiąść na kanapie z mężem i tępo gapić się w Netflixa, co w czwartym trymestrze jest w zasadzie szczytem romantyzmu.
Jeśli jesteście teraz w samym środku tego bagna, gapicie się na zlew pełen butelek i płaczecie, proszę, po prostu kupcie tę maszynę. Nie da się wycenić waszego zdrowia psychicznego.
Gotowi, by ulepszyć nawyki żucia swojego dziecka podczas modernizacji sprzętu kuchennego? Poznajcie pełną kolekcję zrównoważonych gryzaków Kianao tutaj.
Kłopotliwe pytania, które prawdopodobnie googlujecie o 2:00 w nocy
Czy mogę po prostu użyć zwykłej zmywarki i zaoszczędzić kilkaset złotych?
To znaczy, możecie spróbować, ale standardowe zmywarki myją wiekami, a ramiona spryskujące całkowicie omijają wnętrze wąskich smoczków od butelek. Poza tym, czy naprawdę chcecie, żeby butelki waszego dziecka myły się tuż obok talerza umazanego wczorajszym, ostrym sosem do spaghetti? Bo silikon wchłonie ten zapach. Nawet nie pytajcie, skąd to wiem.
Czy te maszyny naprawdę suszą butelki całkowicie?
W większości tak! Te dobre używają filtra HEPA do wdmuchiwania gorącego powietrza do środka. Sporadycznie wyciągniecie butelkę i znajdziecie jedną irytującą kroplę wody przyczepioną do wewnętrznej krawędzi, ale w porównaniu z wilgotną, stęchłą suszarką powietrzną to w zasadzie cud. Zasadniczo jest to sterylna szafka do przechowywania, dopóki nie będziecie potrzebować kolejnej butelki.
Jak odkamienić maszynę, żeby cały dom nie pachniał jak sos sałatkowy?
Nie da się. Po prostu musicie zaakceptować, że przez 45 minut wasza kuchnia będzie pachnieć jak gorący, biały ocet. Otwórzcie okno. To lepsze niż pozwolenie, by osad z minerałów zniszczył maszynę, za którą zapłaciliście ciężkie pieniądze. Możecie też kupić fikuśne tabletki odkamieniające, ale ocet jest tańszy.
Czy codzienna sterylizacja parowa plastikowych butelek jest naprawdę bezpieczna?
To tutaj dopada mnie paranoja. Intensywne ciepło (blisko 100 stopni) może z czasem osłabić plastik i potencjalnie spowodować wypłukiwanie mikroplastiku, nawet jeśli jest on wolny od BPA. Moja lekarka nie wpadła w panikę z tego powodu, ale zasugerowała, że łączenie maszyny ze szklanymi lub silikonowymi butelkami to najbezpieczniejszy wybór, jeśli jesteście tak samo kłębkiem nerwów jak ja.
Czy naprawdę muszę rozkładać każdą najmniejszą część osobno?
O boże, tak. Jeśli zostawicie smoczek w plastikowej nakrętce, strumienie wody nie dostaną się do gwintu. Mleko utknie w środku, bakterie urządzą sobie studencką imprezę, a wasze dziecko to wypije. Rozłóżcie wszystko na części. Za każdym razem.





Udostępnij:
Czego nikt Ci nie powie o życiu z pitbullem i noworodkiem
Dlaczego pozwoliłam maluchom obejrzeć „Dzieciak rządzi 2” i to przeżyłam