Miałam na sobie ten absolutnie ohydny, musztardowy sweter ciążowy, którego nienawidziłam, ale i tak go nosiłam, bo był czysty. Ściskałam dłoń mojego męża w gabinecie USG tak mocno, że jego knykcie zrobiły się zupełnie białe. To było badanie połówkowe w 20. tygodniu ciąży z Leo. W gabinecie było ciemno, żel do USG był lodowaty, a technik milczał od dokładnie czterdziestu dwóch sekund. Wiem, że to było czterdzieści dwa sekundy, bo odliczałam je w myślach, całkowicie sparaliżowana tym rodzajem zimnego, pierwotnego lęku, który znasz tylko wtedy, gdy byłaś w tym samym gabinecie, wpatrywałaś się w ten sam sufit i usłyszałaś najgorszą wiadomość w swoim życiu.

Technik w końcu kliknął przycisk, odwrócił ekran w naszą stronę i powiedział: „Oto bicie serca, ładne i mocne”. Mój mąż wypuścił z siebie rwący, ciężki oddech. Ja po prostu wpatrywałam się w mały, migoczący piksel na monitorze i natychmiast zwymiotowałam do małego plastikowego kosza na śmieci obok kozetki. Bo taka jest rzeczywistość. Największym mitem w całym wszechświecie jest to, że kolejna ciąża po stracie to jakieś magiczne, uzdrawiające wydarzenie, które natychmiast wymazuje twój smutek i zamienia twoje życie w promienną reklamę pieluch. Tak nie jest.

To, szczerze mówiąc, istne piekło. Jesteś chodzącym kłębkiem hiperczujności, napędzanym jakąkolwiek słabą kawą bezkofeinową, na którą sobie pozwalasz, i absolutną pewnością, że zaraz wydarzy się najgorsze. Przerażające.

Cała ta metafora „po burzy” jest szczerze mówiąc trochę nietrafiona

Jeśli spędziłaś więcej niż pięć minut na forum dla rodziców, prawdopodobnie spotkałaś się z tym określeniem. Ale jeśli byłaś taka jak ja kilka lat temu – pisząc gorączkowo na telefonie o 2:00 w nocy drżącymi rękami i zastanawiając się, co to jest tęczowe dziecko – krótka wersja jest taka, że to dziecko urodzone po poronieniu, urodzeniu martwego dziecka lub stracie noworodka. Znaczenie tęczowego dziecka ma być czymś pięknym, poetyckim – że nowe dziecko jest przepiękną, jasną tęczą, która pojawia się po mrocznej, niszczycielskiej burzy.

Co, w sumie, jest okej. To urocze. I kiedy w końcu trzymałam Leo w ramionach, zdecydowanie znów poczułam tę obezwładniającą falę kolorów i światła w moim życiu. Ale kiedy byłam z nim w ciąży? Trochę nie znosiłam tego określenia. Nazywanie mojej poprzedniej straty „burzą” wydawało mi się, szczerze mówiąc, dość beznadziejne. Jakby to dziecko było tylko jakimś gwałtownym, mrocznym zjawiskiem pogodowym, które musiałam przetrwać, by dotrzeć do „prawdziwej” nagrody. Moje pierwsze dziecko nie było burzą. To dziecko było po prostu moim dzieckiem. W każdym razie, sęk w tym, że nie musisz kochać tej terminologii, żeby żyć w tej rzeczywistości.

Pamiętam, jak pewnej nocy siedziałam w samochodzie na parkingu przed centrum handlowym, płacząc nad letnią latte na mleku owsianym, w panice wyszukując w Google rzeczy typu co to jest tęczowe dziecko i będąc tak roztrzęsioną, że kciuki ślizgały mi się po klawiaturze. Pisałam absolutne bzdury w stylu czy moje t dziecko wystarczająco kopie w wątkach na Reddit, szukając po prostu kogokolwiek, dosłownie kogokolwiek, kto czułby się równie szalony jak ja. Czułam się winna z powodu mojego lęku. Czułam się winna, że nie tworzę więzi z moim brzuchem. Czułam się winna, że w końcu ucieszyłam się, kiedy poczułam kopnięcie. To poczucie winy jest po prostu wyczerpujące.

Moja lekarka w zasadzie powiedziała mi, że mam prawo być kłębkiem nerwów

Przepraszałam moją ginekolog, dr Evans – która jest świętą i prawdopodobnie zasługuje na Nagrodę Nobla za znoszenie moich absurdalnych wiadomości o 3 w nocy w portalu pacjenta – za to, że potrzebowałam kolejnego USG dla uspokojenia. Powiedziałam jej, że wiem, że wariuję.

My doctor basically told me I was allowed to be a nervous wreck — The Terrifying, Beautiful Truth About Having a Rainbow Baby

Przestała pisać na swoim małym laptopie, spojrzała prosto na mnie i powiedziała, że wcale nie wariuję. Wspomniała coś o tym, że ogromny odsetek kobiet – chyba mówiła o 15 lub 20 procentach? – które doświadczają poronienia, kończy z prawdziwym, klinicznym PTSD. Prawdziwą traumą. No bo oczywiście, że tak! Nie da się po prostu stracić ciąży i otrząsnąć z tego tak, jak po skręceniu kostki. Twoje ciało pamięta. Twój mózg przestawia się tak, by nieustannie skanować otoczenie w poszukiwaniu niebezpieczeństwa.

Dr Evans powiedziała mi, że mój lęk nie jest osobistą porażką, tylko biologicznym mechanizmem obronnym. Więc ułożyłyśmy plan. Dostałam dodatkowe wizyty kontrolne. Za każdym razem przyjmowała mnie ta sama pielęgniarka, żebym nie musiała w kółko tłumaczyć historii swojej traumy obcej osobie, siedząc bez spodni na szeleszczącym papierze. Jeśli jesteś teraz w ciąży po stracie, BŁAGAM, poproś o to swojego lekarza. Nie daj się zbyć. Potrzebujesz dodatkowej opieki. Domagaj się jej.

Kupowanie wyprawki, gdy jesteś całkowicie przekonana, że zapeszysz ciążę

To najdziwniejsza część całego tego doświadczenia. Całkowite odcięcie się od faktu, że jakieś dziecko może faktycznie wrócić z tobą do domu. W przypadku Mayi, mojej najstarszej córeczki, miałam tablicę na Pintereście dla jej pokoiku jeszcze zanim nasikałam na test. A z Leo? Mój dom był pustkowiem wyparcia, dopóki nie dotarłam do około 34. tygodnia.

Kupowanie fizycznych przedmiotów wydawało mi się kuszeniem losu. Jakbym miała zostać ukarana przez wszechświat za swoją pychę, gdybym kupiła łóżeczko. Ale w końcu trzeba coś kupić. Moim absolutnie pierwszym zakupem, małym, przerażającym aktem zaufania, był po prostu śliniak. To był Wodoodporny śliniak dla tęczowego dziecka od Kianao. Pamiętam, jak klikałam „dodaj do koszyka” i wstrzymywałam oddech.

Kupiłam go, bo miał na sobie tęcze, co było oczywiste, ale także dlatego, że nie był to WIELKI krok. To był tylko śliniak. Ale trzymanie tego miękkiego silikonu, gdy przyszedł pocztą... o boże, po prostu usiadłam na podłodze w kuchni i płakałam. Dzięki temu dziecko stało się prawdziwe. Tak na marginesie, to naprawdę fantastyczny śliniak – jest całkowicie wolny od BPA, a jego kieszonka faktycznie pozostaje otwarta, by wyłapywać potężne ilości tłuczonych batatów, którymi Leo teraz we mnie rzuca. Zmywa się go wodą w zlewie, co ratuje mi życie, bo wiecznie zalegam z praniem. Ale wtedy, zanim nadeszła era słodkich ziemniaków, był tylko symbolem. Był moim sposobem na powiedzenie: w porządku, pozwalam sobie na nadzieję.

Nie wszystkie moje zakupy okazały się jednak głęboko emocjonalnymi sukcesami. Podczas maniakalnej fazy wicia gniazda około 36. tygodnia, kupiłam Tęczowy stojak edukacyjny ze zwierzątkami. Podobało mi się, że był zrobiony z ekologicznego drewna i nie był jednym z tych ohydnych, świecących, plastikowych potworków, które śpiewają fałszywe piosenki. I ON NAPRAWDĘ wygląda pięknie w salonie. Ale szczerze? Jego montaż sprawił, że mój mąż przeklinał tak głośno, że pies schował się pod kanapę, a gdy Leo już się ostatecznie urodził, głównie ignorował te ładne, subtelne, geometryczne kształty i zaciekle próbował oderwać małego szydełkowego słonika od sznurka, żeby go zjeść. Nic nie szkodzi. Wygląda świetnie na zdjęciach. Niemowlęta są po prostu dziwne i czasami i tak wolą żuć pilota od telewizora.

Jeśli jesteś na przerażającym etapie kupowania tych pierwszych rzeczy, tutaj możesz przejrzeć bezpieczną, zrównoważoną kolekcję dziecięcą Kianao. Po prostu rób to krok po kroku.

Co autentycznie pomogło (a co zdecydowanie nie)

Porozmawiajmy o radach, które dostajesz, gdy jesteś w ciąży po stracie. Ludzie mają dobre intencje, naprawdę, ale bywają też niesamowicie głupi. Gdyby jeszcze jedna osoba powiedziała mi „po prostu myśl pozytywnie!” albo „stres szkodzi dziecku!”, to chyba straciłabym zmysły. Mówienie przestraszonej, ciężarnej kobiecie, że jej niepokój rani dziecko, to jak dolewanie oliwy do ognia. Po prostu się zamknijcie.

What genuinely helped (and what absolutely didn't) — The Terrifying, Beautiful Truth About Having a Rainbow Baby

To, co naprawdę pomogło, to radykalna akceptacja mojego strachu. Moja terapeutka powiedziała mi, żebym przestała walczyć z przerażeniem i po prostu pozwoliła mu usiąść na fotelu pasażera. Na zasadzie: „Cześć, lęku. Widzę cię. I tak jedziemy do sklepu”.

Kolejną rzeczą, która mi pomogła, było skupienie się na bezpieczeństwie. Ponieważ czułam się tak bardzo pozbawiona kontroli nad własnym ciałem, rekompensowałam to sobie kontrolowaniem otoczenia. Miałam obsesję na punkcie nietoksycznych materiałów. Kiedy nadszedł czas na spakowanie torby do szpitala, wzięłam Bambusowy kocyk niemowlęcy Mono Rainbow. Nie zniosłabym krzykliwych, neonowych tęczowych wzorów – byłyby dla mnie zbyt agresywnie wesołe jak na to, jak krucho się czułam. Ten kocyk ma piękne, subtelne łuki w kolorze terakoty. Jest w 70% z organicznego bambusa i jest TAK absurdalnie miękki.

Kiedy Leo się urodził – krzyczący, różowy i cudownie, cudem żywy – wytarto go i owinięto w ten kocyk. Nadal go mam. Był prany milion razy i szczerze mówiąc, staje się coraz miększy. Nie ma tego sztywnego, drapiącego uczucia, jakiego nabiera tania bawełna. To było dokładnie to, czego potrzebowaliśmy: coś bezpiecznego, uziemiającego i cicho napawającego nadzieją.

Proszę, na miłość boską, przestańcie mówić ludziom, że to plan Boga

Jeśli to czytasz, ponieważ twoja siostra lub najlepsza przyjaciółka spodziewa się tęczowego dziecka, a ty chcesz ją wesprzeć, musisz mnie bardzo uważnie posłuchać. Wyrzuć swoje frazesy. Nie mów im, że wszystko dzieje się po coś, że w końcu dostają nagrodę, ani żadnych innych instagramowych bzdur, które dzisiaj przeczytałaś. Zamiast tego, po prostu przynieś im kawę, powiedz, że to zrozumiałe, że są przerażone, i nazwij po imieniu dziecko, które straciły. To wszystko. Tylko tyle musisz zrobić.

Przetrwanie ciąży po stracie dziecka nie polega na ignorowaniu burzy. Polega na przetrwaniu jej, będąc przemoczoną do suchej nitki i trzęsącą się z zimna, by ostatecznie – miejmy nadzieję – znów poczuć słońce na twarzy, gdy wreszcie położą na twojej piersi ten płaczący, umazany, mały cud.

Kup z kolekcji Kianao organiczne, przyjemne w dotyku kocyki niemowlęce, które spakujesz do torby szpitalnej na ten wielki dzień.

Pytania, które w panice wyszukiwałam w Google o 3 nad ranem (i moje chaotyczne odpowiedzi)

Czy to normalne, że nie chcę jeszcze urządzać pokoju dla dziecka?
O mój boże, TAK. Dosłownie trzymałam zamknięte drzwi do wolnego pokoju aż do 34. tygodnia ciąży. Mój mąż chciał go pomalować, a ja płakałam i mówiłam mu, że jeśli wniesie do domu pędzel, to się wyprowadzę. To całkowicie normalna reakcja na traumę. Twojemu dziecku nie zależy na tym, czy śpi we w pełni udekorowanym pokoju z Pinteresta, czy w dostawce obok twojego zabałaganionego łóżka. Najpierw chroń swoje serce.

Czy muszę nazywać moje dziecko tęczowym dzieckiem, jeśli nienawidzę tego określenia?
Nie. Nie jesteś nikomu winna poetyckiej etykiety dla swojej traumy. Jeśli nazywanie twojego maleństwa tęczowym dzieckiem daje ci ukojenie i pomaga znaleźć społeczność, to wspaniale. Jeśli wydaje ci się to dziwne lub pomniejszające znaczenie dziecka, które straciłaś, to po prostu nazywaj swoje nowe dziecko po imieniu. Nie ma tu żadnych zasad, wbrew temu, co mówią fora internetowe.

Jak radzić sobie z lękiem przed każdym USG?
Szczerze mówiąc, po prostu zaciskasz zęby i starasz się to przetrwać. Ale to, co mi pomogło, to powiedzenie technikowi USG zaraz po wejściu do gabinetu: „Mam za sobą stratę i jestem bardzo zestresowana. Proszę, mów mi natychmiast o wszystkim, co pan widzi”. Nie próbuj być „wyluzowaną” pacjentką. Bądź pacjentką, która ma swoje potrzeby. Zdobądź zapewnienie, którego potrzebujesz.

Czy te domowe detektory tętna płodu to dobry pomysł, by sprawdzać bicie serca?
Moja lekarka praktycznie błagała mnie, żebym go nie kupowała. Powiedziała, że jeśli nie jesteś wykwalifikowanym pracownikiem medycznym, znalezienie bicia serca jest naprawdę trudne, a jeśli go nie znajdziesz, bo dziecko się przesunęło lub robisz to źle, wpadniesz w absolutny atak paniki. Dla własnego zdrowia psychicznego trzymałam się od nich z daleka.