Była 3:14 nad ranem, a w sali szpitalnej unosił się ostry zapach wybielacza, zwietrzałej kawy orzechowej i mojego własnego, ogromnego poporodowego przerażenia. Miałam na sobie siateczkowe majtki i koszulę szpitalną całkowicie rozpiętą z przodu, bo szczerze mówiąc, wstyd znika za oknem w sekundzie, w której rodzisz. Mój mąż, Dave, padł na coś, co szpital wspaniałomyślnie nazywał „fotelem sypialnym”, chrapiąc tak głośno, że obudziłby zmarłego. Trzymałam na rękach mojego pierworodnego, Leo, który był mniej więcej wielkości mokrego burrito i wyglądał na równie kruchego.
Nagle do pokoju wparowała pielęgniarka Brenda. Była przerażająco kompetentną kobietą, która wyglądała, jakby nie spała od 1998 roku, ale i tak wiedziała wszystko o wszystkim. Włączyła górne jarzeniówki – co, tak na marginesie, jest zbrodnią przeciwko wyczerpanym kobietom – i radośnie oznajmiła, że nadszedł czas, by zamienić moje dziecko w małego kangurka. Popatrzyłam na nią tępym wzrokiem.
Znaczy się, czytałam te wszystkie broszury. Wiedziałam, co to jest kontakt „skóra do skóry”. Ale nic nie jest w stanie przygotować cię na tę spoconą, śliską rzeczywistość rozebrania maleńkiego, kwilącego noworodka tylko do pieluszki i położenia go na własnej, obolałej i przeciekającej klatce piersiowej. Bałam się, że go zepsuję. Był tak niewiarygodnie mały, a moje piersi nagle stały się wielkości melonów i aktywnie się przeciwko mnie buntowały. Zmierzam do tego, że byłam po prostu przerażona.
Szpitalna sauna
Brenda pomogła mi opuścić oparcie łóżka i dosłownie przykleiła Leo do mojej klatki piersiowej. Wiercił się i wydawał te maleńkie, urocze stęknięcia, po czym przykryła mu plecki podgrzanym szpitalnym kocykiem. A potem mnie tak zostawiła. Na całą godzinę.
W ciągu dziesięciu minut zalałam się potem. O tym nikt ci nie mówi. Twoje ciało przechodzi przez ogromny wyrzut hormonów, a ty trzymasz na skórze mały, ludzki grzejnik. Dosłownie czułam krople potu spływające mi po żebrach. Ale wtedy stało się coś absolutnie niesamowitego. Leo po prostu... przestał płakać. Jego nierówny, noworodkowy oddech zwolnił i dostosował się do mojego. Zapadł w niesamowicie głęboki sen, z malutkim uszkiem przyciśniętym do mojego obojczyka. To była magia. Lepka, obrzydliwa i strasznie niewygodna magia.
Nasz pediatra, doktor Miller, który zawsze wygląda, jakby desperacko potrzebował urlopu, wyjaśnił mi naukowe podstawy tego zjawiska kilka dni później, kiedy zapytałam, dlaczego moje dziecko śpi tylko wtedy, gdy jest przyklejone do mojej klatki. Prawdopodobnie coś pokręcę, bo brak snu zamienia mózg w mokry karton, ale w skrócie powiedział, że moje ciało to ludzki termostat. Jeśli Leo robiło się za zimno, moja klatka piersiowa automatycznie się nagrzewała, żeby go ogrzać. A jeśli było mu za gorąco, temperatura mojej skóry spadała. Co, u licha? Brzmi to jak totalna bzdura rodem z science fiction. Skąd mój mostek ma wiedzieć, jaką temperaturę ma dziecko? Ja nawet nie potrafię rozgryźć termostatu we własnym przedpokoju.
Moje skrajnie nienaukowe rozumienie spraw medycznych
Okazuje się, że za całą koncepcją kangurowania kryje się mnóstwo badań. Zaczęło się to w latach 70. w Kolumbii, ponieważ brakowało im inkubatorów – to niesamowite i sprawia, że czuję się strasznie winna z powodu narzekania na letnią szpitalną kawę. Ale doktor Miller stwierdził, że to nie jest tylko dla wcześniaków. Kangurowanie działa też cuda w przypadku dzieci urodzonych o czasie. Oto, co zapamiętałam z jego wykładu, próbując nie zasnąć na siedząco:
- Wyrzut hormonów: Podobno trzymanie dziecka w ten sposób wyzwala w mózgu ogromne ilości oksytocyny. To hormon więzi. Ma za zadanie obniżyć poziom stresu i pomóc w zapobieganiu depresji poporodowej. Jasne, i tak przez miesiąc co drugi dzień płakałam pod prysznicem, więc to nie jest magiczne lekarstwo, ale zdecydowanie sprawiło, że poczułam ogromną, instynktowną potrzebę ochrony tego małego ludzkiego ziemniaczka.
- Wymiana zarazków: Okazuje się, że naturalne bakterie z mojej skóry przenosiły się na Leo, by budować jego mikrobiom. Trochę fuj, ale też fajnie? Biorę to.
- Uśmierzanie bólu: To akurat w stu procentach prawda. Kiedy przyszli pobrać krew z pięty Leo – co jest najsmutniejszym widokiem na świecie – Brenda kazała mi kangurować. Maluch ledwie pisnął. Pielęgniarka powiedziała, że klinicznie udowodniono jego działanie przeciwbólowe.
Więc tak, po prostu musisz zignorować górę naczyń, zdjąć koszulkę i dać się uziemić swojemu niemowlakowi. Szczerze mówiąc, to pranie i tak nigdzie nie ucieknie.
Kiedy wreszcie trzeba założyć im ubranie
Najtrudniejszą częścią fazy kangurowania jest to, że w końcu musisz je odłożyć. Musisz zrobić siku. Musisz zjeść coś, co nie jest batonem musli. No i musisz założyć dziecku prawdziwe ubranie, bo przecież nie możesz tak po prostu paradować po sklepie z nagim niemowlakiem bez narażania się na dziwne spojrzenia.

Kiedy Leo się urodził, jego skóra była w opłakanym stanie. Łuszczyła się, miała dziwne czerwone plamy i mnóstwo małych krostek. Zabieranie go z mojej klatki i ubieranie zawsze kończyło się płaczem, a większość syntetycznych materiałów tylko pogarszała stan jego skóry. Skończyło się na tym, że wyrzuciłam połowę kupionych rzeczy i przerzuciłam się na body niemowlęce bez rękawów z bawełny organicznej od Kianao. To był mój absolutny ulubieniec. Kropka. Koniec tematu.
Wykonano je z organicznej bawełny, w dotyku prawie tak miękkiej jak moja własna skóra – a dobra, może i bardziej miękkiej, bo nie używałam balsamu od trzeciego trymestru. Ponieważ nie ma rękawów, było idealne w tym dziwnym okresie przejściowym, w którym na okrągło lawirowaliśmy między kangurowaniem a koniecznością normalnego funkcjonowania w świecie. Nie musiałam siłować się z wciskaniem jego malutkich, kruchych rączek w ciasne rękawy, gdy krzyczał wniebogłosy. Wystarczyło wsunąć je przez główkę, zapiąć na dole i gotowe. Co więcej, przetrwało awarię pieluszkową w Starbucksie, która była tak potężna, że naprawdę rozważałam porzucenie wózka i rozpoczęcie nowego życia. Doprało się idealnie.
Jeśli kompletujesz wyprawkę i toniesz w morzu zagmatwanych organicznych produktów dla dzieci, koniecznie sprawdź ich kolekcję ubrań organicznych. Materiał jest po prostu lepszy. Nie wiem, jak inaczej to ująć.
Dave próbuje swoich sił jako materac
Po jakichś dwóch tygodniach zderzyłam się ze ścianą. Byłam tak przebodźcowana dotykiem, że czułam, jakby moja skóra wibrowała. Wcisnęłam Leo Dave'owi, który wyglądał na przerażonego. „Zdejmuj koszulkę” – powiedziałam. Myślał, że żartuję. Nie żartowałam.
Oglądanie męża w roli kangura to przezabawny widok. Mają te szerokie, płaskie, włochate klatki piersiowe, a dziecko ułożone na nich wygląda po prostu tyciutko. Ale słuchajcie, to działa również u tatusiów. Dave usiadł na kanapie, położył sobie Leo na piersi i naciągnął mu na plecy rozpinaną bluzę. Po pięciu minutach obaj spali jak susły. CO JEST GIGANTYCZNYM ZŁAMANIEM ZASAD. Pod żadnym pozorem nie można zasypiać, kangurowując dziecko na kanapie, bo wiąże się to z ogromnym ryzykiem uduszenia. Musiałam obudzić Dave'a, rzucając mu w głowę poduszką. Był strasznie wkurzony, ale nie mogłam pozwolić, żeby moje dziecko sturlało mu się z klatki w szczeliny kanapy.
Po tym incydencie opracowaliśmy system. Jeśli masz być unieruchomiony pod śpiącym niemowlakiem przez całą godzinę (bo doktor Miller twierdził, że potrzebują co najmniej godziny, by przejść przez pełny cykl snu), musisz przygotować swoje stanowisko. To w zasadzie taktyczna operacja wojskowa.
- Najpierw idź do toalety. Nie potrafię wystarczająco tego podkreślić. Jeśli usłyszysz szum lecącej wody, pożałujesz swoich życiowych decyzji.
- Zdobądź napoje. Niech partner przyniesie ci gigantyczną mrożoną kawę. Tylko nie gorącą. Gorąca kawa i wiercący się noworodek równa się wycieczka na oddział oparzeń.
- Zabezpiecz pilota. Jeśli pilot do telewizora będzie leżał na stoliku poza twoim zasięgiem, będziesz zmuszony obejrzeć trzy godziny byle jakiego słabego programu wnętrzarskiego, który akurat leci w telewizji.
- Odłóż telefon. To była dla mnie najtrudniejsza zasada. Tak bardzo chciałam przewijać Instagrama. Ale pochylanie się nad główką dziecka, by gapić się w ekran, fatalnie wpływa na szyję i szczerze mówiąc, musisz cały czas obserwować drogi oddechowe malucha, by mieć pewność, że jego bródka nie opada na klatkę piersiową.
Rzeczy, które kupujesz, by odzyskać ręce
W końcu, zazwyczaj w okolicach trzeciego lub czwartego miesiąca, ciągła potrzeba bycia skóra do skóry zaczyna słabnąć. Dzieci zaczynają dostrzegać otoczenie i łatwo się rozpraszają. W przypadku mojego drugiego dziecka, Mayi, stało się to dokładnie wtedy, gdy desperacko potrzebowałam użyć obu rąk, żeby zrobić sobie kanapkę.

Kupiliśmy jej drewniany stojak edukacyjny tęcza, żeby ułatwić jej przeniesienie się z mojej klatki piersiowej na matę. Bądźmy ze sobą całkowicie szczerzy. Jest piękny. Powstał z drewna ze zrównoważonych źródeł, wiszący mały słonik jest uroczy, a całość wyglądała w moim salonie o niebo lepiej niż te głośne, migające plastikowe potworki, które wyglądają jak wesołe miasteczko po wybuchu. Ale… to tylko fajny gadżet.
Maya leżała pod nim i gapiła się na drewniane kształty przez może, nie wiem, sześć minut, zanim znów zaczęła domagać się wzięcia na ręce. Nie ukrywajmy, nie rozwiązywała tam skomplikowanych równań matematycznych. Ale wiecie co? Te sześć minut pozwoliło mi umyć zęby bez trzymania dziecka pod pachą niczym piłki do rugby. A ponieważ farba jest nietoksyczna, nie wpadłam w panikę, kiedy w końcu zorientowała się, jak złapać wiszące kółka i natychmiast wpakowała je sobie do buzi. A więc spełnił swoje zadanie.
Faza, w której wszystko ląduje w buzi
Skoro mowa o wkładaniu rzeczy do buzi, to zjawisko następuje zaraz po zakończeniu fazy kangurowania. Dzieci odkrywają, że mają rączki i dziąsła, które nagle zaczynają cały czas boleć. Ząbkowanie u Mayi było koszmarem. Śliniła się tak bardzo, że wyglądała jak bernardyn.
Ponieważ wciąż miałam szpitalną obsesję na punkcie tego, by wszystko, co jej dotykało, było całkowicie bezpieczne, stałam się bardzo przewrażliwiona na punkcie tego, co gryzła. Gryzak Bubble Tea uratował nam życie. Jest wykonany z silikonu spożywczego, nie zawiera BPA ani dziwnej chemii, no i ma kształt małego kubeczka z herbatą boba. Tekstura „perełek” na dnie była dokładnie tym, na czym chciała zaciskać dziąsła. Kiedy płakała, wrzucałam go do lodówki na dwadzieścia minut i dawałam jej, gdy był przyjemnie chłodny. Natychmiastowa cisza. To było cudowne uczucie.
To dziwne, jak szybko to wszystko mija. Jednej minuty pocisz się w szpitalnej koszuli, śmiertelnie przerażona, że zrobisz noworodkowi krzywdę, a serce bije ci jak szalone za każdym razem, gdy wyda z siebie na twojej piersi jakiś dziwny dźwięk. A potem nagle zaczynają siedzieć, agresywnie żując silikonowy kubek po bubble tea – całkowicie niezależne. Tęsknisz za przytulasami, ale za potówkami już zdecydowanie nie.
Jeśli właśnie jesteś w samym centrum tego zamieszania, uwięziona pod dzieckiem, przerażona, by wykonać najmniejszy ruch – wiedz, że będzie łatwiej. I serio, zrób sobie prezent i kup trochę organicznych ubranek i akcesoriów dziecięcych, które faktycznie działają – możesz kupić kolekcję akcesoriów Kianao właśnie tutaj, zanim zagłębisz się w poniższe pytania i odpowiedzi.
Pytania, które gorączkowo wpisywałam w Google o 2 w nocy
Jak długo muszę udawać ludzki inkubator?
Doktor Miller doradził mi, żeby celować w co najmniej godzinę jednorazowo. Zasadniczo dzieci mają cykle snu tak jak my, i wejście w głęboki, regenerujący sen zajmuje im około godziny. Jeśli po dwudziestu minutach oderwiesz je od klatki, bo drętwieje ci ramię, obudzą się po prostu marudne. Zazwyczaj starałam się wytrzymać półtorej godziny lub do momentu, w którym mój pęcherz fizycznie nie mógł już dłużej tego znieść.
Czy Dave też może to robić, czy to zarezerwowane tylko dla mam?
Ojcowie mogą kangurować jak najbardziej! I nawet powinni! Na początku Dave był przerażony, ale to niesamowicie wzmacnia więź. Poza tym faceci z natury mają wyższą temperaturę ciała, więc kiedy Maya była maleńka, Dave służył za wielki, włochaty kaloryfer. Zyskujesz też rozpaczliwie potrzebną przerwę na wzięcie prysznica, podczas którego nikt cię nie dotyka.
A co, jeśli przypadkiem zasnę?
To jest naprawdę niebezpieczne. Nigdy nie rób tego na kanapie czy w fotelu. Nigdy. Kuszące, bo jesteś wyczerpana, ale jeśli zaśniesz, dziecko może wsunąć się w szczeliny, a to stwarza ogromne ryzyko uduszenia. Jeśli czułam, że odpływam, budziłam Dave'a, żeby mnie pilnował, albo przenosiłam się na środek naszego twardego materaca, odsuwając na bok absolutnie wszystkie poduszki. Bezpieczeństwo przede wszystkim, nawet kiedy padasz z nóg.
Dlaczego moje dziecko wpada w histerię podczas kangurowania?
Czasami Leo po prostu krzyczał, kiedy kładłam go na sobie. Zazwyczaj oznaczało to jedno z trzech: był głodny, potrzebował zmiany pieluszki albo dziwnie pachniałam. Serio. Niemowlęta są super wrażliwe na zapachy. Jeśli nakładałam perfumowany balsam lub, nie daj Boże, perfumy – nienawidził tego. Chcą czuć twój naturalny, pewnie nieumyty, matczyny zapach. Odpuść więc sobie pachnące żele pod prysznic, dopóki trochę nie podrosną.
Czy powinnam je budzić na karmienie, jeśli akurat na mnie śpi?
Na samym początku, tak. Nasz pediatra kazał mi budzić Leo na karmienie co dwie, trzy godziny, bo był bardzo maleńki. Wydawało się to zbrodnią przeciwko ludzkości, kiedy wreszcie spał spokojnie na mojej piersi. Ale gdy tylko odzyskają swoją wagę urodzeniową, a lekarz da ci zielone światło, pozwól im spać! Ciesz się ciszą. Pamiętaj tylko, żeby najpierw zgarnąć pilota.





Udostępnij:
Kat Cammack: Trudna droga do macierzyństwa i trauma poporodowa
Moja historia z oliwką dla dzieci Johnson & Johnson i kultową różową butelką