Jest koniec października 2017 roku. Siedzę na skraju wyjątkowo niewygodnego fotela na biegunach z IKEA w moim słabo oświetlonym pokoiku dziecięcym, mając na sobie stanik do karmienia, który intensywnie pachnie skwaśniałym mlekiem i czystą desperacją. Trzymam moją trzydniową córkę, Mayę, która krzyczy z taką pojemnością płuc, że zaczynasz się zastanawiać, czy ewolucja człowieka nie popełniła jakiegoś strasznego błędu. Mój mąż, Mark, siedzi na podłodze obok sterty chusteczek nawilżanych, gorączkowo wpisując w Google "jak złożyć noworodka".

Płaczę. A co jest główną przyczyną tego załamania nerwowego o 3:00 w nocy? Jeden kawałek ubrania.

A dokładnie: robiony na drutach, nierozciągliwy, wełniany sweterek zapinany na dwanaście guzików, który dostaliśmy od jakiejś życzliwej kuzynki na baby shower. Maya zaliczyła właśnie kupną eksplozję, która w jakiś magiczny sposób oparła się grawitacji, wędrując w górę jej pleców prosto w nieskazitelnie czyste, tkane włókna tego maleńkiego, przeklętego ubranka. Byłam tak niewyspana, że prawie miałam halucynacje, moje palce były praktycznie zdrętwiałe, a ja próbowałam odpiąć dwanaście mikroskopijnych, śliskich drewnianych guzików, podczas gdy moje dziecko rzucało się jak mały, wściekły aligator.

Pamiętam, jak w przypływie paniki i wyczerpania pomyślałam: Nienawidzę tego swetra. Nienawidzę tych wszystkich ubrań. Kto w ogóle kupuje takie rzeczy?

Północny incydent z guzikami z 2017 roku

Kiedy patrzę wstecz na górę prezentów, które dostaliśmy przed narodzinami Mayi, uświadamiam sobie, że większość ludzi kupujących rzeczy dla niemowląt albo nigdy ich nie miała, albo mieli je trzydzieści lat temu i całkowicie wyparli tę traumę z pamięci. Dostaliśmy na przykład malutkie jeansy. Malutkie jeansy! Próbowaliście kiedyś wcisnąć noworodka w jeansy? Ich nogi to w zasadzie galaretka zamknięta w kruchym, półprzezroczystym papierze. Ubieranie ich w sztywny materiał przypomina próbę ubrania balonu z wodą.

Ale to guziki były prawdziwą zbrodnią. W piekle jest specjalne miejsce dla każdego, kto projektuje ubranka dla noworodków z tradycyjnymi guzikami albo, nie daj Boże, z zatrzaskami, które nie układają się idealnie w jednej linii. Kiedy funkcjonujesz po czterdziestu pięciu minutach snu i próbujesz zmienić pieluchę po ciemku, bo przeraża cię wizja, że włączenie lampki całkowicie wybudzi dziecko, zatrzaski są twoim wrogiem. Zawsze zapniesz je krzywo, zostawiając dziecku pod szyją dziwny, pofałdowany bąbel z materiału, po czym po prostu westchniesz i tak to zostawisz, bo poprawienie tego wymagałoby siły psychicznej, której po prostu już nie masz.

Dosłownie wzięłam ten wełniany sweter, wrzuciłam do worka na śmieci i całkiem na serio rozważałam podpalenie go na naszym podjeździe. Zamiast tego, po prostu upchnęłam go na dnie szafy i powiedziałam kuzynce, że Maya "tak szybko z niego wyrosła!".

Błagam, nie kupujcie gigantycznych pluszowych żyraf, które zajmują pół sypialni, bo to po prostu drogie zbieracze kurzu, o które i tak potkniecie się w środku nocy.

Wielka panika senna i moje umiejętności zwijania burrito

W każdym razie, rzecz w tym, że przetrwanie tych pierwszych kilku miesięcy polega wyłącznie na ułatwianiu sobie życia. Nie potrzebujesz ubranek, w których twoje dziecko wygląda jak miniaturowy drwal albo wiktoriański duch. Potrzebujesz rzeczy, które kupią ci trzy dodatkowe sekundy zdrowych zmysłów.

The great sleep panic and my burrito folding skills — The Truth About New Baby Gifts (And Why I Burned a Cardigan)

Co sprowadza mnie do kwestii snu. Kiedy przywieźliśmy Mayę do domu, byłam absolutnie przerażona... cóż, wszystkim. Naczytałam się po nocach wpisów na forach o bezpiecznym śnie, a nasz pediatra, dr Miller – który szczerze mówiąc zawsze wyglądał, jakby potrzebował drzemki bardziej niż ja – dość ogólnikowo zasugerował, że otulanie pomaga na odruch Moro. Wymamrotał coś o tym, że dzieciom wydaje się, że wciąż są w łonie matki, a ich rączki po prostu wystrzeliwują w górę i je budzą. Więc dostałam absolutnej obsesji na punkcie ciasnego zawijania Mayi w małe burrito.

Problem w tym, że Mayi było wiecznie gorąco. Dosłownie jak małemu piecykowi. A większość prezentów, które dostaliśmy, to były grube, puszyste polarowe kocyki, w dotyku przypominające skórę Muppeta. Miałam taką paranoję, że się przegrzeje – co, jak gdzieś wyczytałam, było złe (chociaż szczerze mówiąc, czytałam w internecie tyle sprzecznych bzdur, że nie byłabym w stanie powiedzieć, co było faktycznie poprawne medycznie). Wiedziałam tylko, że ona się poci, ja się pocę i nikt z nas nie śpi.

W końcu przyjaciółka, która faktycznie wiedziała, co robi, przysłała mi Bambusowy kocyk niemowlęcy. Chyba z Kianao? Miał taki ładny wzór w listki. Ale co ważniejsze, nie był zrobiony z duszącego, syntetycznego puchu. Był niewiarygodnie lekki i naprawdę przewiewny, więc mogłam ją otulać bez poczucia, że powoli duszę własne dziecko we wrzątku. Stał się jedynym kocykiem, któremu pozwalałam zbliżyć się do jej łóżeczka.

Jeśli próbujesz skompletować prezent dla świeżo upieczonej mamy i chcesz być naprawdę pomocny, odpuść sobie zabawki i po prostu przejrzyj naprawdę przewiewne, organiczne kocyki dla niemowląt, i dorzuć do tego pokaźną kartę podarunkową do kawiarni najbliżej jej domu.

Problemy skórne z Leo, z którymi zdecydowanie sobie nie poradziłam

Przewińmy o trzy lata do przodu. Postanowiliśmy znów zrujnować sobie życie i zrobiliśmy sobie Leo. Można by pomyśleć, że za drugim razem będę spokojną, doświadczoną matką-Ziemią. NIC Z TYCH RZECZY.

Leo był zupełnie innym wyzwaniem. O ile Maya fatalnie spała, Leo spał całkiem nieźle, ale miał najbardziej reaktywną, gniewną skórę, jaką kiedykolwiek widziałam u człowieka. Czułam, że wystarczyło na niego krzywo spojrzeć, a już dostawał wysypki. Mój pediatra w zasadzie wzruszył ramionami, dał mi garść próbek drogich kremów i powiedział, że skóra dziecka jest po prostu "bardzo cienka" i "musi się przystosować do świata zewnętrznego". Jasne, super, ale to nie pomagało mi o 16:00, kiedy moje biedne, słodkie maleństwo pocierało buzią o dywan jak niedźwiedź drapiący się po grzbiecie.

I w tym momencie Mark postanowił się wykazać. Poszedł do dużego supermarketu, bo skończyły nam się czyste body, i wrócił z pięciopakiem tych jaskrawych, mocno barwionych potworności z domieszką syntetyku. W dotyku przypominały plastik, ale byłam zbyt zmęczona, żeby się tym przejmować. Założyłam jedno Leo.

W ciągu dwóch godzin jego klatka piersiowa wyglądała jak pizza pepperoni.

Zupełnie we mnie pękło. Wyrzuciłam body do kosza (wygląda na to, że wyrzucam sporo ubrań do kosza) i wpadłam w gorączkową, nocną internetową króliczą norę na temat tekstyliów o 2:00 w nocy. To właśnie wtedy znalazłam Body niemowlęce z bawełny organicznej od Kianao. Zwykle nie jestem osobą, która wygłasza kazania o "toksynach", bo szczerze mówiąc, pozwalam moim dzieciom jeść chrupki z podłogi, ale zmiana na to body naprawdę nas uratowała.

Nie ma rękawków, co było super, bo mogłam ubrać go na cebulkę, ale najlepsze było to, że nie miało żadnych drapiących metek, a szwy były całkowicie płaskie. Nie miało też żadnych dziwnych chemicznych barwników, w przeciwieństwie do taniego, impulsywnego zakupu Marka. Kupiłam sześć sztuk w kojącym, beżowym kolorze, i Leo żył w nich przez bite osiem miesięcy. Jego skóra oczyściła się niemal natychmiast. Nadal trzymam jedno z nich w pudełku wspomnień, bo lekko pachnie jego szamponem dla niemowląt i przypomina mi o tej jednej rodzicielskiej decyzji, którą naprawdę podjęłam dobrze.

Dlaczego estetyczne zabawki to w zasadzie tylko dekoracja salonu

Oczywiście ludzie nie kupują tylko ubrań. Uwielbiają kupować zabawki. Myślę, że wynika to z tego, że danie komuś na baby shower paczki pieluch czy tubki maści na brodawki wydaje się dziwnie intymne?

Why aesthetic toys are basically just living room decor — The Truth About New Baby Gifts (And Why I Burned a Cardigan)

W efekcie kończysz z plastikowymi rzeczami, które świecą i śpiewają piosenki, które potem będą cię prześladować w koszmarach. Kiedy urodził się Leo, wprowadziłam surową zasadę "żadnego głośnego plastikowego badziewia". Więc moja teściowa kupiła nam Drewniany stojak edukacyjny Rainbow.

Szczerze? Jest w porządku. To drewniany stojak w kształcie litery A z uroczymi, wiszącymi zwierzątkami. Najlepsze, co mogę o nim powiedzieć, to że nie wyglądał kompletnie paskudnie, stojąc na środku mojego salonu – co jest ogromnym sukcesem, gdy twój dom powoli przejmują dziecięce gadżety. Leo naprawdę go polubił – leżał tam i agresywnie uderzał w małe, drewniane kółka nawet przez dziesięć minut z rzędu, co pozwalało mi wypić kawę, póki była jeszcze ciepła. Maya z kolei, gdy była niemowlakiem, miała podobny i gapiła się na niego tak, jakby był jej winny pieniądze, po czym po prostu się odturlała.

Więc wiecie, dzieci są dziwne. Ale jeśli musicie kupić zabawkę, kupcie taką, która nie gra piosenki "Stary Donald farmę miał" w wersji techno na maksymalnej głośności.

Moje skrajnie subiektywne zasady dawania ludziom rzeczy

Gdybym mogła cofnąć się w czasie i napisać od nowa moją listę prezentów, albo gdybym mogła wykrzyczeć rady w twarze ludzi wędrujących bez celu po sklepie z artykułami dla dzieci, po prostu powiedziałabym im, żeby postawili na użyteczność, a nie na słodki wygląd, i przestali kupować rzeczy, które wymagają instrukcji obsługi, żeby ubrać wiercącego się noworodka. Dodałabym też, że podróżowanie z dzieckiem to absolutny koszmar, więc wszystko, co jest przenośne, to błogosławieństwo.

Zamiast próbować zostać bohaterem, który podaruje malutki smoking albo skomplikowaną tiulową sukienkę, kup po prostu gigantyczną butelkę na wodę dla mamy, kartę podarunkową na aplikację do zamawiania jedzenia i kilka naprawdę miękkich, organicznych pajacyków zapinanych na zamek w rozmiarze dla sześciomiesięczniaka, bo wszyscy zapominają, że dzieci naprawdę rosną.

Nie kupujcie rzeczy, które trzeba prasować, nie kupujcie rzeczy z guzikami i, na miłość boską, nie kupujcie rzeczy, które wydają dźwięki.

Jeśli nadal czujesz się kompletnie zagubiony i musisz kupić prezent, który nie wyląduje w stercie rzeczy do oddania ani w ognisku na podjeździe, sprawdź te zrównoważone prezenty dla dzieci, przez które niewyspana matka nie będzie płakać łzami frustracji.

W każdym razie, zanim pójdę dolać sobie kawy mrożonej (lód stopił się trzy godziny temu, więc w tym momencie to w zasadzie letnia, mleczna woda), przejdźmy do chaotycznych pytań, które ludzie zawsze mi zadają w tych sprawach.

Moje chaotyczne, absolutnie nienaukowe FAQ

Czy naprawdę muszę kupować rzeczy z listy prezentów?
TAK. O mój Boże, tak. O ile nie przynosisz im gorącego posiłku albo gigantycznego czeku, trzymaj się listy. Rodzice spędzili godziny na głowieniu się nad tym, który aspirator do nosa jest najmniej obrzydliwy. Nie chcą jakiegoś przypadkowego kocyka zrobionego na drutach przez twoją sąsiadkę, który pachnie naftaliną. Po prostu kup ten krem na odparzenia pupy, o który prosili.

Czy pluszaki to w ogóle dobry pomysł na prezent?
Znaczy, może jeden? Ale ludzie dostają jakiegoś szału na punkcie pluszaków. Kiedy Maya miała sześć miesięcy, jej pokój wyglądał jak bardzo chaotyczne zoo. Dzieci i tak nie mogą z nimi spać ze względu na całą tę paranoję wokół SIDS (Nagłej Śmierci Łóżeczkowej)! Więc po prostu siedzą w kącie i oceniają cię, podczas gdy ty próbujesz ukołysać swoje dziecko do snu.

O co w ogóle chodzi z tą bawełną organiczną? Czy to tylko jakiś milenialski przekręt?
Kiedyś myślałam, że to po prostu sposób na zdzieranie z ludzi pieniędzy, dopóki skóra Leo nie zaczęła mu schodzić od tanich, syntetycznych body. Myślę, że to dlatego, że normalna bawełna jest traktowana masą pestycydów i dziwnych barwników, a skóra dziecka jest cienka jak papier. Wiem tylko tyle, że kiedy ubrałam go w to organiczne body od Kianao, przestał wyglądać jak pomidor w wysypkę. Więc niezależnie od tego, czy to przekręt, czy nie – ja to kupuję.

Jak pomóc świeżo upieczonej mamie, żeby nie być denerwującym?
Nie pisz do niej sms-ów z pytaniem "jak mogę pomóc?", bo wymyślenie zadania to dla niej dodatkowy wysiłek psychiczny. Napisz do niej: "Zostawiam lasagne na twoim ganku o 16:00, nie otwieraj drzwi". Albo wpadnij, potrzymaj dziecko, żeby mogła wziąć prysznic, złóż kosz prania bez komentowania plam, a potem wyjdź. Wyjście to zdecydowanie najlepszy prezent ze wszystkich.