Jest 14:14 we wtorek. Mam na sobie czarne legginsy, które nie widziały siłowni od 2018 roku, i szary T-shirt poplamiony mlekiem z piersi oraz czymś, co – mam ogromną nadzieję – jest tylko rozgniecionym batatem. Sączę mój trzeci kubek letniej kawy, siedząc po turecku na beżowym dywanie w salonie i patrzę, jak Leo wykonuje ten dziwny... ruch pełzania do tyłu. Jak zepsuta Roomba w pieluszce. O Boże, tak się denerwuję.
W jednej ręce trzymam telefon, w panice wygooglując w jakim wieku dzieci zaczynają raczkować, bo dziecko mojej przyjaciółki Jessiki – dokładnie dwa tygodnie młodsze od Leo – robi już perfekcyjny, książkowy sprint na czworakach po jej nieskazitelnie czystych, drewnianych podłogach. W tym czasie Leo tylko głośno stęka, utyka pod stolikiem kawowym i suwa pupą na wstecznym. Jestem przekonana, że go zepsułam. Jestem przekonana, że nigdy nie będzie chodził, biegał ani nie pójdzie na studia.
Piszę więc ten list do samej siebie sprzed sześciu miesięcy. Cóż, okej, technicznie rzecz biorąc, to było ponad trzy lata temu, bo Leo ma teraz cztery lata, a Maya siedem, ale przez chroniczny brak snu czuję się, jakby to było w zeszły wtorek. Mój mózg to w tym momencie w zasadzie papka, ale muszę to przelać na papier dla każdej innej mamy, która właśnie panikuje na podłodze w swoim salonie.
Droga Sarah z przeszłości, odłóż ten cholerny telefon
Przestań. Po prostu zamknij te karty w trybie incognito o opóźnieniach w rozwoju. Wypij tę paskudną, zimną kawę. Piszę to do ciebie, bo wiem, że właśnie odchodzisz od zmysłów, przekonana, że skoro Leo ma osiem miesięcy i woli agresywnie turlać się w stronę psiej miski z wodą, zamiast normalnie raczkować, to w jakiś sposób poniosłaś porażkę jako matka. Nie, nie poniosłaś.
Masz obsesję na punkcie dokładnego miesiąca, w którym to powinno się wydarzyć, prawda? Ciągle porównujesz go z Mayą. Mayą, która zaczęła pełzać po komandosku dokładnie w szóstym miesiącu życia, jakby przeczytała podręcznik dla rodziców jeszcze w brzuchu. Ale dzieci są różne. Doktor Aris, nasz pediatra, który zawsze wygląda, jakby potrzebował drzemki równie mocno jak ja, od niechcenia wspomniał na wizycie kontrolnej, że normalne okienko na rozpoczęcie raczkowania jest tak absurdalnie szerokie, że aż bezużyteczne.
Na przykład niektóre niemowlęta zaczynają się przemieszczać w wieku pięciu miesięcy, a inne czekają, aż skończą rok. Powiedział mi, że około siedmiu procent dzieci w ogóle całkowicie pomija fazę raczkowania. Dosłownie przechodzą od siedzenia na pupie do podciągania się na kanapie i chodzenia, całkowicie omijając ten etap wycierania kurzu z podłogi kolanami i rączkami. Pamiętam, że patrzyłam na niego, jakby miał dwie głowy. Myślałam, że raczkowanie to obowiązkowy warunek wstępny do chodzenia, jak zaliczenie algebry 1 przed algebrą 2. Ale najwyraźniej wcale tak nie jest.
Tak czy inaczej, chodzi o to, że musisz wyluzować. Ramy czasowe są w zasadzie wyssane z palca, a stresowanie się tym, czy dziecko osiąga kamień milowy dokładnie w średnim statystycznie dniu, przyprawi cię tylko o wrzody żołądka.
Ten dziwny marsz raka na wstecznym też się liczy
Porozmawiajmy o tym specyficznym, zabawnym sposobie, w jaki on się teraz porusza. Wiem, że ciągle próbujesz fizycznie układać jego pulchne małe kończyny w standardowej pozycji do pompek, traktując go jak miniaturowego klienta na treningu personalnym, a on po prostu wciąż opada na podłogę, zamieniając się w kałużę chichotu i śliny. Przestań to wymuszać.

Poruszanie się do tyłu jest niezwykle powszechne. Doktor Aris wyjaśnił, że na początku ich małe rączki są po prostu o wiele silniejsze niż nóżki, więc kiedy odpychają się od podłogi, naturalnie suną do tyłu. Leo strasznie się przez to frustruje, bo próbuje dosięgnąć pilota do telewizora, a ciągle się od niego oddala, ale to część procesu.
Pamiętam, że czytałam gdzieś, że każdy rodzaj ruchu się liczy. Pełzanie komandosa, gdy szurają brzuchem po podłodze, jakby unikali ognia nieprzyjaciela? Zaliczone. Chodzenie na dłoniach i stopach ze sztywnymi nogami jak miś? Zaliczone. To komiczne suwanie na pupie, które on robi, kiedy napędza się jedną nogą, a drugą ma podwiniętą? Jak najbardziej zaliczone. Nawet jeśli są po prostu turlającymi się cudami, nieustannie przetaczającymi się przez cały pokój, by dotrzeć do zabawki – w ten sposób wyrabiają sobie orientację przestrzenną.
To, co dzieje się za kulisami w ich mózgach, to prawdziwe szaleństwo. Nasz lekarz mamrotał coś o koordynacji obustronnej i ścieżkach krzyżowych, co na moje oko oznacza po prostu, że jego mózg w końcu uświadamia sobie, że lewa ręka i prawa noga mogą ze sobą współpracować, żeby nie upadł twarzą na ziemię. Zmusza to lewą i prawą półkulę mózgu do komunikacji. Pomaga to nawet w śledzeniu wzrokiem, ponieważ musi skupić się na kocie na drugim końcu pokoju, a następnie z powrotem spojrzeć w dół na własne ręce. Więc tak, nawet jeśli wygląda jak miotający się żółw, jego mózg wykonuje porządny, ciężki trening.
Szajs, który kupiliśmy (i rzeczy, które naprawdę pomogły)
Słuchaj, znam cię. Jesteś wrażliwa, jesteś zmęczona i masz zapisaną kartę kredytową w telefonie. Kupisz mnóstwo niepotrzebnego szajsu myśląc, że to magicznie nauczy go raczkować.
Po pierwsze, nie kupuj chodzika dla dzieci. Nawet nie dopuszczaj do siebie tej myśli. Mój mąż Dave naprawdę chciał kupić jeden z tych wielkich, plastikowych, zasilanych bateriami chodzików z siedziskiem, które wyglądają jak statek kosmiczny, bo myślał, że to "wytrenuje" nogi Leo. Zapytałam o to pediatrę i dosłownie posłał mi spojrzenie czystego przerażenia. Podobno stanowią one ogromne zagrożenie dla bezpieczeństwa, zwłaszcza jeśli macie w domu schody, i szczerze mówiąc, opóźniają rozwój motoryczny. Ponieważ dziecko jest zawieszone w małym materiałowym siedzisku, nie uczy się, jak utrzymywać równowagę czy prawidłowo używać mięśni pośladkowych. Więc całkowicie to odpuściliśmy.
Co naprawdę zadziałało? Wyciągnięcie go z tych wszystkich ograniczających ruchy "pojemników". W pierwszych dniach zbyt mocno polegaliśmy na leżaczku-bujaczku tylko po to, bym mogła wypić filiżankę kawy bez niczyjego krzyku, ale dzieci potrzebują nieograniczonego czasu na podłodze, by budować pamięć mięśniową.
Problem polegał na tym, że nasze drewniane podłogi były lodowate, śliskie i szczerze mówiąc, całe w psiej sierści, bez względu na to, ile bym nie odkurzała. W końcu kupiliśmy tę przepiękną okrągłą matę z wegańskiej skóry i był to bezdyskusyjnie mój ulubiony zakup tamtego roku. Nawet nie przesadzam. W pierwszym tygodniu wylałam na nią pół kubka mocnej kawy i po prostu wytarłam ją papierowym ręcznikiem. Żadnego dziwnego chemicznego zapachu, super miękka dzięki wypełnieniu z organicznego jedwabiu, a do tego dawała mu wystarczającą przyczepność, by mógł się odepchnąć bez obcierania sobie kolan do krwi. Poważnie, zainwestujcie w dobrą matę, która nie sprawi, że wasz salon będzie wyglądał jak eksplozja podstawowych kolorów z przedszkola.
Jeśli ty również toniesz w chaosie wczesnej mobilności dziecka i chcesz zobaczyć, co u nas naprawdę zadziałało bez rujnowania estetyki twojego domu, przejrzyj kolekcję akcesoriów dziecięcych marki Kianao.
A ponieważ w domu strasznie ciągnęło po podłodze, kupiliśmy te małe, antypoślizgowe buciki dla niemowląt. Będę z tobą całkowicie szczera – były niesamowicie urocze, jak malutkie mokasyny żeglarskie i zdecydowanie dały mu trochę przyczepności, kiedy w końcu zaczął próbować podciągać się na kanapie. Ale bardzo szybko odkrył też, jak je z siebie zrzucać z szokującą prędkością, dopóki trochę nie podrosnął. Są świetne, ale trzeba je naprawdę mocno zasznurować, co przypomina zapasy z wijącym się ośmiomiesięczniakiem. W domu, o ile to możliwe, chodzenie boso jest szczerze mówiąc najlepsze dla rozwoju ich stóp, ale kiedy jest lodowato, te buty zdawały egzamin (o ile utrzymywały się na nogach).
Aha, no i ubranka! Przestań ubierać go w sztywne, małe dżinsy. Wiem, że wyglądają uroczo na zdjęciach na Instagramie, ale biedne dziecko nie może w nich zgiąć kolan. Prawie w całości przerzuciliśmy się na elastyczne spodnie z organicznej bawełny. Mają prążkowaną fakturę i talię ze ściągaczem, który nie wbija się w jego pulchny brzuszek i naprawdę poruszają się razem z nim. Poza tym zniosły absolutnie wszystko, od szurania po podłodze, i za każdym razem prały się idealnie.
Witamy w piekle zabezpieczania domu
Oto część, w której musisz wpaść w lekką panikę, ale w odpowiednich sprawach. Myślisz, że salon jest bezpieczny. Obiecuję ci, że nie jest.

Kiedy Leo zorientuje się, jak odpychać się do przodu, znajdzie absolutnie każde ryzyko zadławienia, o którego istnieniu nawet nie miałaś pojęcia. Będziesz musiała spędzić całą sobotę dosłownie czołgając się na czworakach, żeby zobaczyć pokój z jego perspektywy, znajdując stare baterie pod kanapą i zmuszając Dave'a do wiercenia w ścianie dziur, by przymocować regał, a to wszystko usiłując przypomnieć sobie, gdzie do cholery położyłaś magnetyczne blokady na szafki.
Pediatra sprzedał nam trik z rolką po papierze toaletowym: jeśli jakiś losowy przedmiot z podłogi zmieści się w pustej rolce po papierze toaletowym, oznacza to ryzyko zadławienia. W samym tylko salonie znalazłam dwie poluzowane śrubki, zaschnięty kawałek makaronu penne i plastikowe, samoprzylepne oczko z jednego z projektów plastycznych Mayi.
Przymocuj też meble do ściany. Wszystkie. Tę ciężką komodę w stylu mid-century, którą tak uwielbiasz? Przykręć ją. Kiedy raczkujące dzieci zaczynają próbować wstawać, łapią się wszystkiego, żeby się podciągnąć, a komody tak łatwo się przewracają. Po prostu kup kotwy ścienne. Zaklej ostre rogi stolika kawowego. Schowaj karmę dla psa, bo przysięgam ci, on bez wątpienia spróbuje zjeść garść chrupek w sekundę po tym, jak odwrócisz się, żeby sprawdzić maila.
Ufaj swojej intuicji, a nie internetowi
Słuchaj, faza raczkowania dziecka to totalny, chaotyczny bałagan. Spędzisz następne kilka miesięcy wiecznie zgarbiona, odganiając go od gniazdek elektrycznych, wyławiając z jego ust tajemnicze kłaczki z podłogi i zastanawiając się, dlaczego w ogóle pomyślałaś, że beżowe dywany to dobry pomysł.
Ale to też na swój sposób magiczne. Patrzenie, jak uświadamiają sobie swoją sprawczość – że mogą zdecydować, że chcą zabawkę na drugim końcu pokoju, a następnie fizycznie przenieść własne ciało, aby ją zdobyć – jest niesamowite. Masz okazję obserwować, jak ich cały świat powiększa się w czasie rzeczywistym.
Jeśli czujesz, że coś jest naprawdę, ale to naprawdę nie tak, zadzwoń do doktora Arisa. Na przykład, jeśli ciągnie tylko jedną stronę ciała i nie używa drugiej, albo jeśli jest super wiotki, lub jeśli kończy 12 miesięcy i nie podejmuje absolutnie żadnych prób stania się mobilnym lub samodzielnego siadania. Od tego właśnie są lekarze. Nie pytaj na fejsbukowej grupie dla mam; zapytaj swojego lekarza.
Ale w większości przypadków? On po prostu odkrywa to we własnym tempie, na swój własny dziwny, suwający się do tyłu sposób.
Weź głęboki oddech. Idź podgrzać kawę w mikrofali. Odłóż telefon. On radzi sobie świetnie i szczerze mówiąc, ty również.
Zanim pójdziesz w panice kupić stertę brzydkich piankowych osłonek na rogi i industrialnych bramek na schody, może weź oddech i sprawdź kolekcję organicznych ubranek marki Kianao, żeby kolana twojego dziecka przetrwały tarcie związane z ich nowym, ulubionym sposobem przemieszczania się.
Kilka szczerych odpowiedzi na pytania, które prawdopodobnie właśnie teraz googlujesz
Czy to normalne, że moje dziecko raczkuje do tyłu?
Tak! O mój Boże, tak. Spędziłam tygodnie na stresowaniu się tym z Leo. Ich ręce są na początku o wiele silniejsze niż nogi, więc kiedy się odpychają, naturalnie suną do tyłu. Zazwyczaj frustruje je to, bo w efekcie znajdują się dalej od zabawki, której chcą, ale jest to całkowicie normalne i naprawdę pomaga im budować koordynację, której potrzebują, aby ostatecznie ruszyć do przodu.
Czy powinnam zakładać buty mojemu raczkującemu dziecku?
Szczerze mówiąc, jeśli jesteście w domu i jest wystarczająco ciepło, boso jest najlepiej. Nasz pediatra powiedział, że pozwalanie ich bosym paluszkom chwytać się podłogi pomaga budować siłę stóp i równowagę. Ale jeśli wasze podłogi są lodowate jak nasze, albo wychodzicie na zewnątrz, buty z miękką podeszwą, elastyczne i z antypoślizgowym spodem to strzał w dziesiątkę. Tylko nie wkładajcie im sztywnych, ciężkich butów, które obciążają ich małe nóżki.
Dlaczego moje dziecko pomija raczkowanie i od razu staje?
Ponieważ dzieci nie czytają tabelek z kamieniami milowymi rozwoju, na punkcie których mamy obsesję. Niektóre dzieci po prostu chcą być w pionie. Około siedem procent dzieci całkowicie pomija raczkowanie i przechodzi bezpośrednio od siedzenia do podciągania się na meblach. Dopóki uczą się koordynować swoje ciało i badają swoje otoczenie, nasz lekarz zapewnił mnie, że to absolutnie w porządku.
Czy naprawdę potrzebuję maty do zabawy, czy mogą po prostu raczkować po dywanie?
Niczego nie *potrzebujesz*, ale gorąco ją polecam. Dywany są pełne kurzu, psiej sierści i tajemniczych okruchów (bez względu na to, ile odkurzasz), a twarde podłogi są bolesne dla ich małych kolan, gdy upadają na twarz. Dobra, gruba, nietoksyczna mata daje im bezpieczną, czystą strefę do ćwiczenia podnoszenia się bez ślizgania.
Kiedy szczerze mówiąc powinnam się martwić opóźnionym raczkowaniem?
Nie jestem lekarzem, tylko wyczerpaną mamą, ale nasz pediatra powiedział nam, żeby uważać na asymetrię (np. jeśli ciągną tylko jedną stronę ciała i nie używają drugiej), skrajną sztywność lub wiotkość, albo jeśli skończą 12 miesięcy, nie podejmując żadnych prób stania się mobilnym lub samodzielnego siadania. Jeśli intuicja podpowiada ci, że coś jest nie tak, zadzwoń do lekarza. Dosłownie za to im płacą.





Udostępnij:
Jak przetrwałem nieustanny płacz moich córek bliźniaczek
Prawda o kołyskach i ciemieniusze, o której nikt nie mówi