Droga Ja sprzed pół roku,
Stoisz właśnie w 14. alejce w Target, trzymasz skaner list prezentowych dla swojej ciężarnej siostry i tępo gapisz się na ścianę pełną akcesoriów do pielęgnacji niemowląt. Masz na sobie te poplamione, szare, „mamusine” dresy z postrzępionym sznurkiem, a w papierowym kubku chlupocze ci resztka latte. Próbujesz jej wytłumaczyć, czego tak naprawdę będzie potrzebować, ale zawieszasz się, bo nagle przypomniał ci się czysty, nieskażony niczym koszmar pierwszego zimowego przeziębienia Mai.
Wiem, że próbujesz udawać przed nią twardzielkę. Dajesz jej rady jak matka-weteranka. Ale w środku? Masz pełnoobjawowy flashback z 3:14 w nocy, w pewien wtorek 2018 roku.
Więc, ponieważ cię kocham i ponieważ musisz jej przypomnieć, w co tak naprawdę się pakuje, spisuję to wszystko. Oto cała prawda o chorującym niemowlaku, o totalnej panice, gdy słyszysz, jak mały człowiek brzmi niczym sapiący mops, i o dziwacznej rzeczywistości używania aspiratora do nosa bez utraty zmysłów.
Kawa.
Szwedzka rurka zagłady na gile
Okej, porozmawiajmy o tej ogromnej barierze psychologicznej, jaką jest aspirator. Kiedy byłam w ciąży z Mają, mój mąż Mark kupił zestaw od Frida Baby. Był z siebie taki dumny. Rozpakował go, podniósł tę długą przezroczystą rurkę z czerwonym ustnikiem, a ja dosłownie pomyślałam, że kupił jakiś dziwaczny, minimalistyczny szwedzki instrument muzyczny.
A potem przeczytał na głos instrukcję.
Powiedział mi, że przykładasz rurkę do dziurki w nosie dziecka, czerwony ustnik bierzesz do swoich ust i... ciągniesz. Używasz siły własnych płuc, żeby wyciągnąć smarki z twarzy swojego dziecka.
Spojrzałam na niego z kamienną twarzą i powiedziała, że absolutnie nie ma mowy.
Pamiętam, jak powiedziałam, że wolałabym ręcznie odetkać toaletę na stacji benzynowej za pomocą szczoteczki do zębów, niż wciągać gile do ust. Poziom obrzydzenia wystrzelił w kosmos. Nawet nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. Myśl, że między mną a ustami pełnymi niemowlęcych smarków stoi tylko malutka, cieniutka, niebieska gąbka, była, szczerze mówiąc, głęboko traumatyczna dla mojego ciążowego mózgu. Byłam przekonana, że to jakiś podstęp. Że filtr zawiedzie, albo że pociągnę za mocno i po prostu połknę infekcję zatok mojego dziecka.
Przez trzy dni z rzędu odmawiałam choćby spojrzenia na to ustrojstwo, trzymając je w szufladzie w łazience jak jakiś przeklęty artefakt.
A te niebieskie, szpitalne gruszki do nosa wywalcie prosto w słońce, bo są pełne czarnej pleśni i kłamstw.
Zderzenie z rzeczywistością o 3 w nocy
Ale potem, oczywiście, dopada cię rzeczywistość. Dziecko łapie swój pierwszy katar. Maja miała, no, może cztery miesiące? I nagle nie mogła spać. Rzucała się w swoim łóżeczku, wydając z siebie okropne, mokre, klikające dźwięki przy każdej próbie wzięcia oddechu.

Moja pediatra, dr Aris – która jest w zasadzie świętą w wygodnych butach – wyjaśniła mi to na wizycie w drugim miesiącu. Powiedziała, że małe niemowlęta oddychają wyłącznie przez nos. Co, w moim skrajnie niewyspanym umyśle, oznaczało mniej więcej tyle, że ich mózgi są zaprogramowane tylko na oddychanie nosem. Nie bardzo wiedzą, jak otworzyć usta, żeby nabrać powietrza, chyba że akurat wniebogłosy krzyczą. Więc jeśli ich nos jest zapchany glutami, dosłownie nie mogą oddychać. Co oznacza, że nie mogą jeść. Co z kolei oznacza, że już nikt nigdy więcej nie pośpi.
Więc oto byłyśmy o 3 w nocy. Gorączkowo bujałam płaczącą Maję. Wszedł Mark, z włosami sterczącymi we wszystkie strony, zamrugał i tym swoim absurdalnym, udawanym głosem mafiosa, którego używa, gdy się denerwuje, rzucił: „Czy młoda już oddycha?”. Prawie rzuciłam mu w głowę kubkiem z kawą.
W końcu pękłam. Chwyciłam ten wynalazek od Fridy. Trzęsłam się. Przyłożyłam małą niebieską rurkę do jej dziurki w nosie – nie do środka, co jest kluczowe, ona tylko uszczelnia wejście, żebyś przypadkiem nie dźgnęła jej w ten malutki mózg – i wzięłam wdech.
O, matko.
To było głośne. To było głęboko obrzydliwe. Ale sama ilość gęstego, żółtego paskudztwa, które wystrzeliło z głowy mojego małego dziecka prosto do tej rurki, była oszałamiająca. Czułam się, jakbym właśnie spuściła powietrze z balonu. Maja wzięła jeden ogromny, czysty, głęboki oddech, przestała płakać i po prostu zasnęła na moim ramieniu.
Nic nie wpadło mi do ust. Ten mały niebieski filtr naprawdę zadziałał. Wyłapał wszystko. Siedziałam na podłodze w łazience, ściskając tę rurkę ze smarkami, czując się, jakbym właśnie zdobyła złoty medal olimpijski w macierzyństwie. W każdym razie, morał jest taki, że bardzo szybko przestajesz się brzydzić, gdy twoje dziecko cierpi.
Swoją drogą, to nie zawsze jest przeziębienie
W połowie przypadków, gdy myślisz, że to katar, to tak naprawdę tylko ząbkowanie udające przeziębienie. Bo oczywiście, że tak. Wszechświat uwielbia takie żarty.
Kiedy Leoś ząbkował po raz pierwszy, był zasmarkaną, zaślinioną, gorączkującą katastrofą. Ciągle odciągałam mu katar, aż dr Aris delikatnie zasugerowała, że przesadzam i tylko podrażniam jego śluzówkę. Powiedziała mi, żebym ograniczyła odciąganie do maksymalnie czterech razy dziennie, głównie przed karmieniem i snem.
Okazało się, że musiał po prostu coś pogryźć, żeby złagodzić ciśnienie w zatokach promieniujące od dziąseł. Jedyną rzeczą, która uchroniła nas przed całkowitą utratą zmysłów w tamtym miesiącu, był ten Silikonowy Gryzak Panda z Drewnem Bambusowym, który zupełnie przypadkiem dostaliśmy w prezencie. Godzinami wściekle żuł pyszczek tej małej pandy. Gryzak jest wykonany w 100% z bezpiecznego dla żywności silikonu i nie zawiera BPA, co dawało mi spokój ducha, bo on dosłownie próbował go pożreć w całości. Wkładałam go na 10 minut do lodówki, a zimny silikon natychmiast go uspokajał. Kiedyś, w drodze do restauracji, niosłam go w staniku, żeby go ogrzać, bo akurat wtedy Leo nienawidził zimna. Nie oceniajcie mnie. To działa.
Jeśli robicie zapasy na apokalipsę (bo tak właśnie człowiek się czuje, gdy dziecko jest chore), warto sprawdzić organiczne kolekcje niemowlęce Kianao, żeby mieć pod ręką bezpieczne, łatwe do gryzienia i oddychające rzeczy, zanim uderzy gorączka.
Zapasy z małym, wściekłym aligatorem
Okej, a oto część, o której nikt ci nie mówi przy używaniu aspiratora. Będą walczyć.

Myślisz, że po prostu delikatnie pochylisz się nad swoim aniołkiem, zrobisz mały wdech i radośnie odtańczysz w mrok nocy. Błąd. Jeśli spróbujesz odciągnąć katar "na sucho" u wściekłego półroczniaka, zarobisz z piąstki prosto w oko.
Po pierwsze, musisz użyć kropli z solą fizjologiczną. Dr Aris wbiła mi to do głowy. Najpierw trzeba zakroplić trochę soli do nosa, żeby poluzować ten zaschnięty beton, odczekać pięć sekund, podczas których dziecko patrzy na ciebie z poczuciem ostatecznej zdrady, a DOPIERO POTEM odciągać.
Ale sam akt fizyczny? Wymaga strategii. Musisz położyć malucha płasko na plecach. Jeśli Marka akurat nie było, żeby przytrzymać rączki Leosia, musiałam robić taki dziwny manewr, w którym delikatnie blokowałam jego ręce pod swoimi nogami, pochylając się nad nim. Brzmi jak walka zapaśnicza, bo dokładnie tym to jest. Niemowlęta nienawidzą tego uczucia próżniowego ssania. To ich nie boli, jest całkowicie bezpieczne, ale jest bardzo dziwne, więc będą krzyczeć.
Pozwól im krzyczeć.
Naprawdę, płacz autentycznie otwiera kanały nosowe i wypycha śluz do przodu, ułatwiając jego odciągnięcie. Więc chociaż czujesz się jak najgorsza matka na planecie, w rzeczywistości wydobywasz więcej smarków.
I przygotuj się na bałagan. Pamiętam, jak Maja miała na sobie to Dziecięce Body z Organicznej Bawełny – które, szczerze mówiąc, jest fantastyczną, mięciutką warstwą bazową. Uwielbiałam je, bo nie podrażniało jej klatki piersiowej, gdy miała gorączkę. Ale podczas jednej, wyjątkowo dramatycznej sesji odciągania kataru o 2 w nocy, nagle kichnęła w połowie, rozpryskując gile dookoła, a potem agresywnie ulała na całe body. Zakładki na ramionach okazały się wybawieniem, bo mogłam po prostu ściągnąć to zrujnowane ubranko przez nóżki, zamiast przez głowę. Moczyłam to body w OxiClean przez dwa dni robocze. Przetrwało. Ledwo.
Skutki uboczne i sprzątanie
Kiedy w końcu porządnie oczyścisz im nos, zachowują się tak, jakby nic się nie stało. Nagle znowu są szczęśliwe.
Zaraz po sesji odciągania wsuwałam Leosia pod jego Drewniany Stojak Edukacyjny, żeby odwrócić jego uwagę i żeby nie chował urazy. Uwielbiałam ten stojak, bo naprawdę ładnie wyglądał w naszym salonie i nie był zrobiony z jaskrawego, krzyczącego plastiku, który wywoływałby u mnie migrenę. Leoś po prostu tam leżał, oddychając czysto przez swój malutki nosek i uderzając w drewnianego słonika, podczas gdy ja siedziałam na dywanie, w stanie odcięcia, gapiąc się w ścianę.
Ale musisz umyć to urządzenie od razu. Jeśli zostawisz rurkę pełną niemowlęcych smarków na szafce nocnej, zaschną na dosłowny beton. Zrobiłam tak raz. Musiałam wyrzucić całość do śmieci.
Rozkładasz części, wyrzucasz niebieski filtr z gąbki i myjesz twarde plastikowe elementy gorącą wodą z mydłem. Tylko nie wlewaj wody do tej długiej, cienkiej, plastikowej rurki, która łączy się z ustnikiem. Podobno woda w niej zalega i powoduje pleśń? Mark wyczytał na jakimś forum dla ojców, że podobno trzeba wpuścić do cienkiej rurki kilka kropli alkoholu izopropylowego i wytrząsnąć do sucha. Szczerze? Przeważnie po prostu ignorowałam tę cienką rurkę, chyba że wyglądała podejrzanie. Nie jestem idealna.
Więc, moja Przeszła Ja, stojąca w Target. Powiedz siostrze, żeby dodała szwedzki odciągacz kataru do listy prezentów. Powiedz jej, żeby kupiła dodatkowe filtry. Powiedz jej, że będzie zdegustowana i przerażona, a w końcu będzie to robić o 4 rano, nawet nie zapalając światła.
Zanim z czystej paniki wykupisz cały dział apteczny, upewnij się, że masz poważnie opanowane podstawy dotyczące komfortu malucha. Oddychająca garderoba i bezpieczne gryzaki uratują twoje zdrowie psychiczne, gdy uderzą zimowe infekcje.
Brudne, Życiowe FAQ
Czy wciągnę gile do ust?
Szczerze? Nie. Byłam tym przerażona, ale mały jednorazowy filtr higieniczny całkowicie blokuje przedostawanie się śluzu w górę długiej rurki. Używałam go agresywnie u dwójki dzieci przez ładnych kilka lat i ani razu nic nie wpadło mi do ust. Tylko upewnij się, że na pewno włożyłaś filtr, bo z braku snu można zapomnieć o różnych rzeczach, a to byłby tragiczny w skutkach błąd.
Czy mogę po prostu użyć zwykłej szpitalnej gruszki?
Możesz, ale nie powinnaś. Te rzeczy wkłada się do samego nosa, co oznacza, że jeśli dziecko szarpnie głową (a na pewno to zrobi), możesz podrapać je w środku i spowodować obrzęk. Poza tym nie widzisz, co jest w środku, przez co zatrzymują wilgoć i rośnie w nich paskudna czarna pleśń. Naprawdę, przetnij jedną z nich po miesiącu użytkowania. To gwarantowany materiał na koszmary.
Jak często mogę używać aspiratora?
Moja pediatra ostrzegała mnie, żebym nie szalała. Cztery razy dziennie to absolutne maksimum. Zazwyczaj celuję tuż przed karmieniem i przed położeniem ich spać. Jeśli będziesz odciągać bez przerwy, bardzo podrażnisz błonę śluzową nosa, co sprawi, że puchnie i dziecko brzmi jakby było zatkane, nawet gdy nie ma już śluzu. To błędne koło. Odłóż tę rurkę.
Dlaczego najpierw potrzebuję kropli z solą fizjologiczną?
Bo niemowlęce gile są jak klej przemysłowy. Jeśli po prostu spróbujesz wyciągnąć je na sucho, donikąd nie zajdziesz, a twoje dziecko wpadnie w furię. Sól fizjologiczna obkurcza zmienione zapalnie naczynia krwionośne w nosie i rozluźnia te suche, skorupiaste rzeczy, dzięki czemu z łatwością wychodzą. To punkt, który nie podlega negocjacjom. Nie pomijaj soli fizjologicznej.
Czy to normalne, że moje dziecko przy tym krzyczy?
O boże, tak. Zachowują się, jakbyś je dosłownie torturowała. To nie boli, ale uczucie przyssania do twarzy jest dla nich mega dziwne i inwazyjne. Postaraj się zachować spokój, delikatnie przytrzymaj ich rączki, żeby cię nie uderzyły w twarz, i załatw to szybko. Płacz i tak naprawdę pomaga wypchnąć śluz do przodu.





Udostępnij:
Gwiżdżąca rurka do pupy o 3 rano (List do wyczerpanej samej siebie)
Freestyle Lil Baby w aucie: bas, niemowlaki i małe uszka