Droga Saro sprzed dokładnie sześciu miesięcy. Siedzisz właśnie na wyblakłym, niebieskim dywanie z IKEA w salonie. Masz na sobie te szare dresy z tajemniczą plamą z wybielacza na lewym udzie, pijesz kawę, która wystygła dwie godziny temu i teraz smakuje po prostu jak cyniczna woda po fasoli. Gapisz się tępo w telefon, podczas gdy Maya (7) i Leo (4) zaciekle walczą o jeden czerwony klocek Lego, który nawet nie jest częścią żadnego kompletnego zestawu. I zaraz zobaczysz wiadomość, która wpędzi cię w dziwaczną, napędzaną hormonami emocjonalną spiralę.

Tak, mówię o tej rysunkowej śwince.

Jeśli to czytasz, Saro z przeszłości, albo jeśli jesteś po prostu kolejną wykończoną mamą siedzącą w podobnych poplamionych dresach, ukrywającą się w łazience dla pięciu minut świętego spokoju, pewnie wiesz, o czym mówię. Twórcy tego ogromnego, globalnego świńskiego fenomenu postanowili wprowadzić wątek ciąży. I to nie w stylu luźnego „o, hej, mamy nową postać”. Nie, poszli na całość z tym rysunkowym ujawnieniem płci dziecka.

Bo powiem wam, kiedy mierzysz się z wtorkowym porankiem przy czwartej filiżance letniej kawy i nagle dowiadujesz się z wiadomości, że dosłownie animowana świnka ma bardziej estetyczne wydarzenie życiowe niż ty miałaś przy obojgu swoich dzieciach razem wziętych, to po prostu coś w człowieku pęka. Każe ci to przewartościować całe swoje życie. Dave wszedł do kuchni, kiedy ze złością scrollowałam zdjęcia londyńskiego zabytku podświetlonego na różowo, i po prostu się na mnie gapił. Zapytał: „Czy ty jesteś zła na rysunek?”

Tak, Dave. Owszem, jestem. Bo ta cała sytuacja wyciągnęła na wierzch tyle nierozwiązanych traum dotyczących relacji między rodzeństwem, ubranek po starszakach i tego, jak cholernie drogie jest utrzymanie małych ludzi przy życiu w dzisiejszych czasach.

Jakim prawem Mama Świnka jest taka życiowa?

Przeczytałam ten fikcyjny wywiad — tak, czytam wywiady PR-owe udzielane „przez” postać z kreskówki, proszę, wyślijcie pomoc — w którym Mama Świnka mówiła o kosztach życia. Stwierdziła w zasadzie: „Och, po prostu wykorzystamy stare rzeczy Peppy i George'a dla nowego maleństwa, ponieważ dzieci są drogie, a to jest dobre dla planety”.

Prawie upuściłam kubek. Rysunkowa świnia potwierdzająca mój własny stres finansowy? Wszyscy tu stajemy na rzęsach, żeby było nas stać na podstawowe zakupy, Dave i ja potrzebujemy niemal arkusza kalkulacyjnego, żeby kupić jajka, a tu nagle czuję, że to animowane zwierzę hodowlane doskonale mnie rozumie. W sensie, no jasne, że używają rzeczy z odzysku. Widzieliście ostatnio ceny porządnych wózków? To w zasadzie rata kredytu hipotecznego.

Gdy to nowe dzidziusiowe prosię w końcu zaliczy swój debiut, gwarantuję, że będzie miało na sobie jakieś urocze body z organicznej bawełny, z którego wyrosnął George. I szczerze mówiąc, sprawiło to, że poczułam się trochę mniej winna z powodu moich własnych tendencji do chomikowania niemowlęcych wyprawek. Kiedy urodził się Leo, zachowałam prawie wszystko z wczesnego dzieciństwa Mayi, upchnięte w wielkich plastikowych pudłach w garażu, które pachniały lekko kurzem i desperacją.

A skoro już mówimy o Świętym Graalu mojego wyprawkowego skarbca, musimy wspomnieć o bambusowym kocyku w kosmiczne wzory. Kupiłam go jeszcze w czasach, gdy Maya była małym ziemniaczkiem, który odmawiał spania, jeśli temperatura w pokoju nie wynosiła dokładnie 20 stopni. Zaciągnęłam ten koc do koszmarnie przegrzanego domu mojej teściowej zimą 2019 roku. Maya spektakularnie ulała na tę pomarańczową planetę w rogu. Myślałam, że kocyk jest całkowicie zrujnowany. Wyprałam go w zlewie w mydle do rąk, bo WPADŁAM W PANIKĘ. Nie dość, że plama od razu zeszła, to kocyk dosłownie zrobił się jeszcze bardziej miękki? To jakiś magiczny materiał. Teraz Leo używa go jako swojej „kosmicznej peleryny” i ani razu się nie podarł. Tak świetnie przepuszcza powietrze, że młody nie budzi się zlany potem, co jest ogromnym sukcesem, bo spocone i wkurzone kilkulatki o 3 nad ranem są po prostu przerażające.

Jeśli wy też toniecie w chaosie, próbując wymyślić, co z wyprawki faktycznie warto zostawić dla dziecka numer dwa (albo trzy), powinnyście chyba po prostu przejrzeć kolekcję kocyków dla niemowląt od Kianao, żeby znaleźć coś, co autentycznie przetrwa niejedno pranie.

Moja niekończąca się bitwa z wyprawką

Oczywiście, nie każdy ciuszek z odzysku czy ekologiczny zakup to bezbłędne zwycięstwo. Porozmawiajmy o kolorowym kocyku bambusowym w dinozaury. Kupiłam go w zeszłym roku, ponieważ Leo przechodził przez intensywną fazę, w której reagował tylko wtedy, gdy zwracałam się do niego per „T-Rex”.

Jest z nim wszystko okej, szczerze. Wzór jest uroczy, kolory żywe, a dzieci walczą o to, kto będzie spał z czerwonym dinozaurem. Ale muszę być z wami zupełnie szczera — siateczkowy splot na tym kocyku zahaczył o mój pierścionek zaręczynowy w pierwszym tygodniu użytkowania. Próbowałam agresywnie zeskrobać zgniecionego chrupka z dywanu w salonie, moja ręka zahaczyła o materiał i wyciągnęłam z niego wielką nić. Dave stwierdził: „Po co w ogóle tak zacięcie drapiesz podłogę z pierścionkiem na palcu?”, co w sumie ma sens, ale i tak mnie to wkurzyło. W każdym razie, kocyk jest super, ale może zdejmujcie biżuterię, zanim zaczniecie uprawiać zapasy na podłodze.

Myślę, że wszyscy po prostu staramy się kupować rzeczy, które nie rozpadną się w pięć minut, żebyśmy nie zbankrutowali, jednocześnie w mniejszym lub większym stopniu próbując nie zniszczyć naszej planety. To wyczerpujące.

Porozmawiajmy przez chwilę o zazdrości rodzeństwa

Wszyscy mówią o nowym noworodku, ale szczerze mówiąc, pęka mi serce z powodu George'a. Oryginalny „g baby” zostaje całkowicie zdegradowany. A jeśli twój własny mały „g baby” jest choć trochę podobny do mojego, to wiedz, że maluchy nie znoszą najlepiej takich degradacji.

Let Us Talk About Sibling Jealousy For a Second — Why The Peppa Pig Baby Gender Reveal Sent Me Into a Tailspin

Kiedy byłam w ciąży z Leo, Maya całkowicie się cofnęła w rozwoju. Moja lekarka, doktor Aris, wspomniała coś o tym, jak małe dzieci przetwarzają pojawienie się w domu nowego niemowlaka. Chyba mówiła coś o skoku poziomu kortyzolu, czy o tym, że ich kora przedczołowa nie jest jeszcze wystarczająco rozwinięta, aby poradzić sobie z dzieleniem się uwagą. Nie pamiętam dokładnej terminologii medycznej, ponieważ funkcjonowałam na trzech godzinach snu i przetrwałam wyłącznie dzięki czerstwej mufince jagodowej, ale w skrócie wyjaśniła mi, że w ich małych mózgach z zazdrości dochodzi do zwarcia.

Doktor Aris powiedziała, że trzeba po prostu obrzucać je cierpliwością i może strategicznie zapakowaną łapówką od „starszego rodzeństwa”, mając przy tym nadzieję, że cały dom nie imploduje od nadmiaru tych wielkich emocji. Zrozumiałam to początkowo zupełnie na opak i myślałam, że znowu muszę kupić Mayi pieluchy? O matko, nie zrobiłam tego, ale wpadłam w panikę. Miała po prostu na myśli okazanie im wyrozumiałości, kiedy nagle zapominają, jak używać nocnika, albo żądają, żeby je wszędzie nosić jak noworodka.

Rzeczy o relacjach między rodzeństwem, których nauczyłam się na własnych błędach:

  • Starsze dziecko nagle zapomni wszystkiego. Maya zapomniała, jak się używa łyżki. Dosłownie łyżki. Po prostu gapiła się w swój jogurt, jakby to był jakiś kosmiczny artefakt.
  • Poczucie winy zje cię żywcem. Będziesz płakać pod prysznicem, bo krzyknęłaś z powodu tej łyżki. To błędne koło.
  • Rzeczy po starszakach to pole minowe. Nie mów czterolatkowi, że jego stary kocyk należy teraz do dziecka. Po prostu swobodnie wprowadź go jako wspólne mienie albo powiedz, że przyniósł go duch. Cokolwiek, co zadziała.

Przywileje Rodziny Świnek

Porozmawiajmy o domu, w którym mieszka Mama Świnka. Stoi zupełnie sam na ogromnym, zielonym wzgórzu. Nie ma tam sąsiadów, którzy słyszeliby, jak George wrzeszczy wniebogłosy o drugiej nad ranem, bo jego zabawkowy dinozaur wpadł pod łóżko. Same podatki od nieruchomości muszą być tam absolutnie astronomiczne, a jednak Tata Świnka po prostu idzie do swojej bliżej nieokreślonej pracy w biurze i żyją jak w bajce. Wydaje się, że nigdy nie martwią się rachunkami za media ani opłatami dla spółdzielni.

A ta regulacja emocji? Bezkonkurencyjna. Nigdy nie widziałam, żeby Mama Świnka całkowicie straciła panowanie nad sobą, bo ktoś po raz czwarty w ciągu dziesięciu minut rozlał sok na dywan. Ona po prostu uroczo chrumka i obraca to w żart. Gdyby ktoś się roześmiał, widząc jak moje dziecko maluje ściany w przedpokoju zgniecioną tubką z musem jeżynowym, prawdopodobnie na miejscu bym się spontanicznie spaliła.

Nawet nie zaczynajcie tematu dziadków. Dziadek Świnka i Babcia Świnka są po prostu stale dostępni. Och, Mama Świnka musi iść na zbiórkę funduszy do remizy strażackiej albo po prostu chce posiedzieć w ciszy? Babcia Świnka od razu zjawia się na miejscu, zachwycona możliwością opieki nad dziećmi. Mają ten ogromny ogród i po prostu biorą maluchy na cały dzień. Wiecie, co bym dała za darmową, entuzjastyczną opiekę nad dziećmi dostępną na zawołanie? Oddałabym nerkę. BEZ WAHANIA.

Znaczy, domyślam się, że ta prawdziwa kampania PR-owa w Londynie, gdzie na wielkie ujawnienie podświetlili elektrownię Battersea na różowo, robiła wrażenie wizualne, ale nieważne.

Próbując nie komplikować

Szczerze mówiąc, cały ten popkulturowy szum tylko przypomina mi, jak bardzo chaotyczne jest prawdziwe rodzicielstwo. My nie dostajemy idealnie wyreżyserowanych rozwiązań w 22 minuty. My kończymy z plamami po ulewaniu na ulubionych koszulach i z dwulatkami, które gryzą swoje rodzeństwo.

Trying to Keep It Simple — Why The Peppa Pig Baby Gender Reveal Sent Me Into a Tailspin

Dlatego, kiedy moja siostra miała w zeszłym miesiącu baby shower, zrezygnowałam z kupowania taniego, plastikowego badziewia, które psuje się po pięciu minutach, i kupiłam jej kocyk z bawełny organicznej w misie polarne od Kianao. Ten jasny błękit jest niezwykle kojący i nie krzyczy „chłopiec” ani „dziewczynka” w ten dziwny, agresywny sposób, jak to czasem bywa z rzeczami dla dzieci. Biorąc pod uwagę to, jak bardzo ludzie szaleją na punkcie imprez z okazji ujawniania płci, wolę jednak, gdy rzeczy są stonowane i neutralne. Moja siostra była zachwycona, a co ważniejsze, kocyk przetrwa z nią kilkoro dzieciaków, jeśli tylko zdecyduje się ponownie wystawić na to szaleństwo.

Gotowi na zaktualizowanie zapasów ubranek po rodzeństwie? Szczerze – po prostu przejrzyjcie organiczną wyprawkę dla niemowląt od Kianao, zanim znów przez przypadek nakupujecie więcej tanich rzeczy, które zaraz się rozpadną. Podziękujecie mi później, kiedy nie będziecie musieli wybierać syntetycznych kłaczków z rzęs swojego dziecka.

Luźne przemyślenia, które muszę z siebie wyrzucić

Czy to dziwne, być zazdrosną o to, jak kreskówkowa świnka ma zorganizowaną opiekę nad dzieckiem?
Boże, mam nadzieję, że nie. Dave przyłapał mnie w zeszłym tygodniu, gdy narzekałam na dyspozycyjność Babci Świnki, i powiedział mi, żebym wyszła na dwór i dotknęła trawy. Ale tak na poważnie – ta słynna „wioska” wychowująca dziecko to dla wielu z nas zwykły mit. Jeśli ogarniasz to wszystko bez Babci Świnki mieszkającej ulicę dalej, to jesteś w zasadzie superbohaterką, napędzaną wyłącznie kofeiną i złośliwością. Odpuść sobie czasem.

Jak poradziłaś sobie z przekazywaniem rzeczy po starszym dziecku, żeby nie wpadało w furię?
Kłamiąc. W większości przez kłamanie. Kiedy wyciągnęłam stare otulacze Mayi dla Leo, po prostu je wyprałam, włożyłam do nowego kosza i udawałam, że zawsze tam były. Jeśli coś rozpoznała, rzucałam coś w stylu: „Łał, dzidziusiowi tak bardzo spodobał się twój gust, że zażyczył sobie dokładnie to samo!”. Działało przez jakieś sześć miesięcy, aż młoda nie przejrzała na oczy.

Czy tkanina bambusowa naprawdę jest lepsza, czy to tylko marketing?
Dobra, pewnej nocy wpadłam w czarną dziurę internetu na ten temat. Wydaje mi się, że ma to coś wspólnego z kształtem włókien, które mają mikroskopijne szczeliny uwalniające ciepło? Nie mam pojęcia, czy z naukowego punktu widzenia to w 100% prawda, bo mój mózg był już papką, ale z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że Leo poci się w zwykłej bawełnie jak maratończyk, a pod bambusowym kocykiem śpi jak suseł. Ja tam ufam tym tajemniczym mikroskopijnym szczelinom.

Czy twoja lekarka naprawdę powiedziała, że regresja to kwestia medyczna?
Doktor Aris przedstawiła to raczej jako błąd w rozwoju. Kiedy ich cały świat zostaje zachwiany przez wrzeszczącego noworodka, ich małe mózgi dosłownie nie potrafią przetworzyć tych złożonych emocji, więc wracają do zachowań, które kiedyś gwarantowały im uwagę. To niesamowicie frustrujące, kiedy sprzątasz z podłogi kałużę po czteroletnim, w pełni odpieluchowanym dziecku, ale świadomość, że to neurologiczna reakcja paniki, trochę pomaga opanować złość.

Czym w ogóle jest „g baby”?
Ludzie ciągle mnie pytają, dlaczego nazywam George'a oryginalnym „g baby”. To tylko slangowe, pieszczotliwe określenie na najmłodsze dziecko, malucha – małego gangstera, który rządzi waszym domem żelazną ręką. Bo bądźmy szczerzy, to kilkulatki tu tak naprawdę dowodzą. My wszyscy po prostu żyjemy w ich świecie, starając się nie wdepnąć w klocki Lego.