Była 4:17 nad ranem na przedmieściach w Kalifornii, a ja odchodziłem od zmysłów. Naiwnie postanowiliśmy zabrać nasze dwuletnie bliźniaczki w dwunastogodzinny lot z Heathrow do Los Angeles, żeby odwiedzić brata mojej żony, wychodząc z głęboko błędnego założenia, że maluchy rozumieją pojęcie stref czasowych. Otóż nie. Zamiast tego funkcjonują według zegara biologicznego, który dyktuje, że 4 rano w Ameryce to absolutnie rozsądna pora, by domagać się tostów i robić totalny chaos.
Stałem w kuchni szwagra, siłując się z ekspresem do kawy, którego obsługa zdawała się wymagać uprawnień z NASA, podczas gdy Bliźniaczka A i Bliźniaczka B przyciskały swoje lepkie, umazane mlekiem buzie do szklanych drzwi tarasowych. Mieszkam w Londynie. Moje doświadczenia z dziką przyrodą ograniczają się do agresywnie pewnych siebie gołębi i sporadycznych miejskich lisów, które przewracają nasz pojemnik na bioodpady, wyglądając przy tym na wyraźnie zawstydzone. Nie jestem przygotowany na północnoamerykański łańcuch pokarmowy.
Nagle Bliźniaczka A wycelowała pulchny paluszek w trawnik i pisnęła: „Piesek!”. Zmrużyłem oczy w mroku, w pełni gotów wyjść, sprawdzić obrożę, a może nawet zaoferować mu miskę wody i resztki szynki, ponieważ jako Brytyjczycy traktujemy wszystkie bezdomne zwierzęta jak nieco zirytowanych pasażerów komunikacji miejskiej. Ale gdy moje oczy przyzwyczaiły się do przedświtu, zauważyłem, że „piesek” ma przesadnie spiczaste uszy, niepokojąco długi pysk i wyraźną aurę kogoś, kto raczej nie życzyłby sobie głaskania. To było szczenię kojota.
Zasada dziewięćdziesięciu dziewięciu procent, którą poznałem podczas małego ataku paniki
Moją pierwszą reakcją było chwycenie telefonu i gorączkowe poszukiwanie amerykańskiego odpowiednika TOZ-u, w przekonaniu, że natknąłem się na osierocone dzikie zwierzę, które wymaga mojej natychmiastowej, bohaterskiej (acz zachowującej dystans społeczny) interwencji. Skończyło się na tym, że zadzwoniłem pod numer lokalnego pogotowia dla dzikich zwierząt, który znalazłem na jakimś wysoce podejrzanym forum lokalnej społeczności. Facet, który odebrał, brzmiał, jakby nie spał od 1998 roku i miał znużony życiem ton człowieka, który spędza dni na mówieniu turystom, żeby nie przytulali niedźwiedzi.
Wyjaśnił mi coś, co ekolodzy rzekomo nazywają zasadą dziewięćdziesięciu dziewięciu procent, chociaż on nazwał to po prostu zdrowym rozsądkiem. Jeśli widzisz małego dzikiego psowatego, który wędruje, wyglądając na nieco zagubionego i pozbawionego opieki, jego matka prawie na pewno poluje tuż obok na śniadanie. Próbowałem zastosować do tego ludzką logikę rodzicielską, zauważając, że zostawienie potomstwa bez opieki w podmiejskim ogrodzie, by wyskoczyć do sklepu, absolutnie skończyłoby się wezwaniem opieki społecznej, ale uprzejmie przypomniał mi, że natura nie dba o nasze dziwaczne ludzkie ramy moralne.
Okazuje się, że te matki są niezwykle opiekuńcze i odwiedzają norę kilka razy dziennie, co oznacza, że absolutnie najgorszą rzeczą, jaką możesz zrobić, to podejść do szczeniaka, zaoferować mu jedzenie lub próbować zabrać go do środka, żeby go ogrzać. Pan z pogotowia dla zwierząt kazał mi zamknąć drzwi, całkowicie odizolować własne dzieci i po prostu gapić się na niego z bezpiecznej odległości zza podwójnych szyb. Dokarmianie sprawia, że tracą strach przed ludźmi, co brzmi uroczo w filmach Disneya, ale w rzeczywistości zazwyczaj kończy się tym, że zwierzę staje się utrapieniem i zostaje uśpione.
Próba wytłumaczenia dwulatce instynktu drapieżnika o piątej rano
Prawdziwym problemem były bliźniaczki. Bliźniaczka A gwałtownie szarpała klamkę od drzwi tarasowych, absolutnie wściekła, że odmawiam jej możliwości przytulenia czegoś, co stanowczo uważała za kudłatego pieska. Próba wyjaśnienia koncepcji drapieżnika alfa i opiekuńczych dzikich matek człowiekowi, który nadal od czasu do czasu pije wodę z własnej kąpieli, to ćwiczenie z góry skazane na porażkę.
Mniej więcej w tym samym czasie do kuchni wparował mój szwagier, wyjrzał przez okno i od niechcenia rzucił, że dorosłe kojoty traktują wszystko mniejsze od średniego psa jako zagrożenie albo przekąskę. Ten komentarz w ogóle nie pomógł mi na ciśnienie. Jeśli zdarzy ci się być na zewnątrz, gdy spotkasz jedno z tych stworzeń, ogólny konsensus wydaje się być taki, że musisz zgarnąć swoje dziecko, jednocześnie odkopując domowego psa za siebie i wymachując ramionami jak wariat, by wydawać się potężnym. Mam metr siedemdziesiąt pięć i zazwyczaj jestem umazany rozgniecionym bananem, więc moja zdolność do wyglądania groźnie jest mocno ograniczona, ale trzeba po prostu powoli się wycofywać, nie przerywając kontaktu wzrokowego.
Byłem tak wdzięczny, że byliśmy w środku, głównie dlatego, że dziewczynki miały na sobie swoje niemowlęce body z bawełny organicznej z falbankami, które są prawdopodobnie moimi ulubionymi ubrankami z ich garderoby. Pamiętam to dokładnie, ponieważ na chwilę przed spotkaniem z dziką przyrodą Bliźniaczka B zdołała wylać na siebie pół kubka wody, ale organiczna bawełna pięknie ją wchłonęła, nie stając się przezroczystą ani błyskawicznie lodowatą. Te body mają w sobie 5% elastanu, co może nie brzmi imponująco, ale kiedy próbujesz fizycznie powstrzymać wrzeszczącą dwulatkę, która chce wybiec na zewnątrz i przytulić dzikiego drapieżnika, ta elastyczność ratuje życie. Wytrzymują wręcz agresywną ilość prań, co jest świetne, ponieważ moje dzieci traktują ubrania jak serwetki, a rękawki z falbankami sprawiają, że wyglądają zwodniczo anielsko, gdy aktywnie próbują zniszczyć moje resztki zdrowego rozsądku. Mamy je w trzech kolorach i odmawiam ubierania bliźniaczek w cokolwiek innego podczas podróży.
Dlaczego mój szwagier jest idiotą i nie da się tego czegoś oswoić
Pozwólcie, że poświęcę minutę na narzekanie na rodzinę mojej żony, ponieważ mój szwagier autentycznie zasugerował, żebyśmy rzucili do ogrodu kawałek surowego kurczaka, by „pomóc małemu”. Musiałem przez następne dwadzieścia minut agresywnie szeptać mu do ucha na wpół zapamiętany film dokumentalny BBC o ewolucji, podczas gdy bliźniaczki waliły w szybę.

Ludzie patrzą na niemowlę drapieżnika i zakładają, że mogą je wychować jak labradora. Myślą, że oswojenie zwierzęcia to to samo, co udomowienie. Otóż nie. Udomowienie to tysiące lat selektywnej hodowli, która dosłownie zmienia DNA gatunku, tak aby chciał spać na naszych kanapach i przynosić nam piłki tenisowe. Oswajanie to tylko przyzwyczajenie dzikiego zwierzęcia do ludzi, tak by tolerowało naszą obecność aż do momentu, gdy odezwą się jego starożytne instynkty i zdecyduje się zjeść twoją kanapę lub agresywnie bronić kanapki znalezionej w śmietniku.
Z dobrymi chęciami genetyki nie wygrasz. Ja ledwo ogarniam dyscyplinowanie własnych, ludzkich maluchów, a co dopiero stworzenia biologicznie zaprogramowanego do przetrwania na pustyni. Poza tym, z tego co powiedział mi znużony pracownik pogotowia, próba zatrzymania takiego zwierzęcia jest w większości miejsc całkowicie nielegalna, nie wspominając o tym, że przenoszą one choroby takie jak nosówka czy wścieklizna. Jako Brytyjczyk, moją wiedzę o wściekliźnie czerpię wyłącznie z przerażających telewizyjnych kampanii społecznych z lat 80., ale nadal czuję przed nią głęboki, patologiczny strach.
Jeśli radzisz sobie ze stresem związanym z podróżowaniem z maluchami i ochroną ich przed lokalną fauną, to posiadanie niezawodnych rzeczy jest jedynym, co trzyma cię przy zdrowych zmysłach. Jeśli chcesz sprawdzić kilka naprawdę przydatnych ubranek, które przetrwają chaos, zajrzyj do Kianao i zobacz kolekcję ekologicznych ubranek dla niemowląt.
Jak poznać, że zwierzę naprawdę potrzebuje pomocy
Zazwyczaj jestem zdania, że naturę należy zostawić w spokoju, żeby mogła robić swoje brutalne, błotniste rzeczy. Niemniej jednak, zapytałem faceta z pogotowia, czy jest jakiś moment, w którym powinienem faktycznie zrobić coś poza cichym panikowaniem za oknem.
Powiedział mi, że istnieje kilka bardzo specyficznych scenariuszy, w których ludzka interwencja jest rzeczywiście konieczna, głównie dotyczących widocznych urazów fizycznych. Jeśli szczeniak wyraźnie krwawi, ciągnie za sobą złamaną kończynę, gwałtownie drży z zimna lub jest w całości pokryty muchami i larwami, to coś poszło potwornie nie tak. Podobnie, jeśli podchodzi prosto do ludzi z zerowym strachem, wyglądając przy tym na pokrytego strupami i pozbawionego łat sierści, prawdopodobnie ma świerzbowca drążącego, co brzmi średniowiecznie i jest ponoć niezwykle zaraźliwe oraz śmiertelne bez fachowej pomocy medycznej.
Jeśli widzisz którąkolwiek z tych rzeczy, nadal sam go nie dotykasz. Dzwonisz do licencjonowanego ośrodka rehabilitacji i pozwalasz zająć się tym ludziom, którzy mają aktualne szczepienie na tężec. Nie dajesz mu też miski z wodą. Mój instynkt zawsze podpowiada mi, by zaoferować napój każdemu, kto jest w potrzebie, ale okazuje się, że będące w szoku młode zwierzę może łatwo wciągnąć płyn do płuc i w zasadzie utonąć na suchym lądzie, co jest przerażającą informacją, bez której mógłbym spokojnie żyć.
Zabawki, które naprawdę przetrwały tę podróż
Do 5:30 rano szczenię odmaszerowało z powrotem w krzaki, prawdopodobnie w poszukiwaniu swojej agresywnie nadopiekuńczej matki, zostawiając mnie z dwójką mocno przebodźcowanych maluchów w kuchni, która nie była moja. W tym miejscu muszę przyznać, że całkowicie uratował mnie bambusowo-silikonowy gryzak w kształcie pandy. Bliźniaczce B właśnie wyżynają się ostatnie zęby trzonowe, co oznacza, że spędza jakieś czterdzieści procent czasu, w którym nie śpi, zachowując się jak maleńki, wściekły pijaczek. Spakowałem tę silikonową pandę do bagażu podręcznego i była to jedyna rzecz, która powstrzymała ją przed ogryzaniem stolika do kawy w naszym Airbnb, gdy tylko zorientowała się, że „piesek” zniknął.

Jest genialny, ponieważ jego płaski kształt sprawia, że może go mocno trzymać, nie upuszczając co cztery sekundy, a do tego jest wykonany z silikonu spożywczego, więc nie muszę się martwić o toksyczne plastiki, gdy agresywnie żuje uszy pandy. Szczerze mówiąc, po prostu opłukałem go pod kuchennym kranem ciepłą wodą, oddałem jej i pozwoliłem na chwilę szaleństwa, podczas gdy ja wreszcie wykombinowałem, jak zrobić sobie porządną filiżankę herbaty. Jeśli macie dziecko, które aktualnie produkuje wystarczająco dużo śliny, by utrzymać na wodzie mały statek, potrzebujecie tego w swojej torbie.
Chciałbym móc być tak samo entuzjastycznie nastawiony do zestawu miękkich klocków dla niemowląt, który również zabraliśmy w podróż. Nie zrozumcie mnie źle, to naprawdę fajne klocki. Są z miękkiej gumy, mają ładne, pastelowe kolory i nie bolą, gdy Bliźniaczka A ciska jednym z nich w moją głowę z drugiego końca pokoju. Ale jako zabawka podróżna są absolutnym koszmarem. Jest ich dwanaście, a w trzecim dniu naszych wakacji znajdowałem je pod kanapą, w butach i w tajemniczy sposób wciśnięte w uchwyty na kubki w wynajętym samochodzie. Są świetne, by zająć dzieci w domu w deszczowy wtorek w Londynie, ale jeśli pakujecie walizkę, zostawcie piszczące gumowe klocki w domu, chyba że lubicie pełzać po obcych podłogach o trzeciej nad ranem, szukając tego jednego z symbolem truskawki.
Zaakceptowanie naszego miejsca w łańcuchu pokarmowym
Resztę wakacji spędziliśmy traktując przydomowy ogródek jak spacerniak w więzieniu o zaostrzonym rygorze. Za każdym razem, gdy wychodziliśmy, łapałem się na komicznym, bystrym skanowaniu krzaków, trzymając po jednym dziecku pod pachą, w każdej chwili gotów, by w ułamku sekundy przybrać niezwykle potężną i groźną postawę. Bliźniaczki ostatecznie zapomniały o dzikim piesku, zastępując swoją obsesję głośnym lokalnym ptakiem, który ciągle kradł im wafle ryżowe.
Całe to wyczerpujące doświadczenie nauczyło mnie, że rodzicielstwo to w dużej mierze zarządzanie ciągłym, na wpół uśpionym niepokojem o rzeczy, nad którymi kompletnie nie masz kontroli. Możesz kupować najbezpieczniejsze foteliki samochodowe, karmić je najbardziej ekologicznym purée ze słodkich ziemniaków i przeczytać wszystkie książki o łagodnym rodzicielstwie świata, ale ostatecznie i tak znajdziesz się o świcie w kuchni, gapiąc się przez szklane drzwi na dzikiego drapieżnika z brutalną świadomością, że nie masz zielonego pojęcia, co robisz.
I szczerze mówiąc, to w porządku. Tak długo, jak trzymasz swoje dzieci w domu, ignorujesz fatalne rady szwagra i pozwalasz dzikiej przyrodzie żyć własnym życiem, prawdopodobnie przetrwasz ten poranek. Tylko najpierw upewnij się, że rozgryzłeś, jak działa ten ekspres do kawy.
Jesteś gotów ulepszyć swoją chaotyczną podróż zwaną rodzicielstwem o rzeczy, które naprawdę pomagają? Przejrzyj pełną ofertę Kianao zawierającą ekologiczne niezbędniki dla niemowląt jeszcze przed kolejną drobną katastrofą.
Moje chaotyczne odpowiedzi na wasze paniczne pytania o dziką przyrodę
Co się stanie, jeśli dziki szczeniak poważnie podejdzie do mojego dziecka?
Wewnętrznie totalnie panikujesz, ale fizycznie zachowujesz spokój, natychmiast chwytając dziecko na ręce. Nie uciekaj z krzykiem, ponieważ to wyzwala ich dziwny instynkt pogoni za uciekającym celem. Po prostu powoli wycofuj się, robiąc dużo hałasu i wyglądając tak wielko i przerażająco, jak tylko może wyglądać zmęczony rodzic w spodniach dresowych.
Czy moje dziecko może się czymś zarazić, jeśli dotknie miejsca, w którym było zwierzę?
Weterynarz mojego szwagra powiedział nam to całkiem poważnie, kiedy zmusiłem go, by zadzwonił i zapytał. Chociaż te zwierzęta przenoszą paskudztwa takie jak świerzb czy różne przerażające robaki, twoje dziecko nie złapie wścieklizny od samego dotykania trawy, na której siedział szczeniak. Po prostu dokładnie umyj im ręce gorącą wodą z mydłem i może nie pozwalaj im jeść ziemi przez kilka dni. Zwykła higiena malucha, tak szczerze.
Czy powinienem zostawić miskę z wodą, jeśli wygląda na spragnionego?
Absolutnie nie. Wiem, że każda komórka twojego ciała pragnie zaoferować mu gościnność, ale dawanie im wody lub jedzenia uczy je tylko, że ludzkie domy to w zasadzie darmowe restauracje. Poza tym zwierzę będące w szoku medycznym może zachłysnąć się wodą. Pozwól matce zająć się jego nawodnieniem.
Czy matka mnie zaatakuje, jeśli trzymam dziecko?
Dzikie matki są głęboko podejrzliwe wobec wszystkiego, co oddycha w pobliżu ich młodych. Jeśli przypadkowo natkniesz się na ich norę, mogą przyjmować groźne postawy, wydawać z siebie straszne odgłosy lub agresywnie próbować cię stamtąd przegonić. Trzymanie dziecka nie daje ci immunitetu dyplomatycznego w królestwie zwierząt, więc po prostu wycofaj się powoli i daj im ogromną ilość przestrzeni.
Na jak długo rodzice zostawiają swoje szczenięta same?
Najwyraźniej mogą zniknąć na wiele godzin, gdy polują na gryzonie. Szczenięta zazwyczaj pozostają w ukryciu, ale czasami się nudzą i wychodzą na zwiady, podobnie jak maluch uciekający z kojca. To, że nie widziałeś matki przez cały ranek, wcale nie oznacza, że odeszła. Prawdopodobnie po prostu obserwuje cię z krzaków, oceniając twoje umiejętności rodzicielskie.





Udostępnij:
Dlaczego przestałam kupować drogie poliestrowe przebrania dla niemowląt (i co robię teraz)
Droga Jess: Szczera prawda o płynach do prania dla niemowląt