Pozwólcie, że opowiem wam o momencie, w którym uświadomiłam sobie, że jestem oficjalnie stara i całkowicie nieprzygotowana zarówno na kulturę internetową, jak i na prawdziwą, dosłowną zimę. Było jakoś minus trzy stopnie w styczniowy wtorek, miałam na sobie poplamione szare dresy mojego męża Dave'a, bo żadne z moich własnych ubrań nie wydawały się wystarczająco ciepłe, i próbowałam wcisnąć mojego wrzeszczącego sześciomiesięcznego Leo w puchowy kombinezon, w którym wyglądał jak zdesperowana, niebieska pianka marshmallow.
Czego, nawiasem mówiąc, NIGDY nie powinniście robić. Ale do moich niemal śmiertelnych błędów z fotelikiem samochodowym przejdziemy za chwilę.
Bo dokładnie w chwili, gdy z wysiłku przestaje działać mój antyperspirant, a ja próbuję zapiąć ten sztywny zimowy kombinezon na moim wierzgającym dziecku, mój nastoletni siostrzeniec stoi w mojej kuchni, pije MOJE drogie mleko owsiane i agresywnie wpycha mi telefon przed twarz, żeby pokazać mi TikToka o dziecku z epoki lodowcowej (tzw. ice age baby).

Byłam tak niesamowicie zdezorientowana.
No bo, czym w ogóle jest ten mem z ice age baby? Dlaczego mój siostrzeniec śmiał się tak bardzo, że aż krztusił się płatkami? I dlaczego, u licha, małe, wyściełane ramiona Leo nie chciały się zgiąć?
W każdym razie, przetrwanie tych dosłownie mroźnych miesięcy z niemowlakiem, przy jednoczesnych próbach zrozumienia, o czym młodzi rozmawiają w sieci, to po prostu zbyt wiele jak na czas przed pierwszą kawą.
Dlaczego cały internet nienawidzi wygenerowanego komputerowo niemowlaka
Najwyraźniej gdzieś na początku 2020 roku cały internet zbiorowo postanowił brutalnie znęcać się nad fikcyjnym ludzkim niemowlęciem z filmu animowanego Epoka lodowcowa z 2002 roku. Ten dzieciak ma na imię Roshan, a sama animacja... no cóż, nie zestarzała się najlepiej. Wygląda trochę dziwnie i nieproporcjonalnie, a pokolenie Z zaczęło nagrywać te szalone filmiki o tym, jak bardzo nim gardzą.
Mój siostrzeniec próbował mi wytłumaczyć, że to ma coś wspólnego z jakąś dziwną internetową estetyką e baby, a może to po prostu ironiczna nienawiść, ale mój pozbawiony snu mózg był całkowicie offline. Chyba ludzie wrzucali fałszywe relacje o tym, jak to ice age baby dorasta i staje się złoczyńcą, albo wklejali jego twarz na różne przedmioty, i stało się to takim wielkim wewnętrznym żartem. Stałam tam, patrząc na ten mem z ice age baby na jego popękanym iPhonie, słuchając krzyku Leo w kombinezonie śnieżnym, i czułam się tak całkowicie oderwana od rzeczywistości.
Dosłownie zapytałam: „Czy tym się teraz zajmują nastolatki? Znęcaniem się nad kreskówkami?”
Tak. Owszem.
Proszę, nie puszczajcie im tego filmu
Ktoś w mojej lokalnej grupie dla mam na Facebooku zapytał, czy sam film z 2002 roku jest bezpieczny dla maluchów, skoro to animacja... i szczerze mówiąc, mama skacze tam z prawdziwego wodospadu, żeby uratować dziecko w pierwszych dziesięciu minutach filmu, podczas gdy stado tygrysów szablozębnych debatuje nad zjedzeniem go. Tak więc nie, stanowczo odradzam to na rodzinny wieczór filmowy.

Mrozy i pułapka puchowej kurtki
Dobra, wracając do mojego prawdziwego, żywego, oddychającego dziecka, które właśnie utknęło w zimowym kombinezonie.
W końcu udało mi się zapiąć Leo, zaniosłam go do lodowatego samochodu i spróbowałam wpiąć go w fotelik. A pasy nie chciały się zapiąć. Ciągnęłam, szarpałam i pociłam się, aż w końcu po prostu poluzowałam pasy na maksa, zapięłam go i pojechałam na wizytę u pediatry, czując się jak Supermama, bo w ogóle udało mi się wyjść z domu.
Kiedy mimochodem wspomniałam dr Aris o moich zmaganiach z fotelikiem, spojrzała na mnie z mieszanką litości i przerażenia. Powiedziała mi, że wsadzenie dziecka w puchowej kurtce do fotelika to dosłownie śmiertelna pułapka. Wyjaśniła coś o tym, że puch kompresuje się podczas zderzenia, a pasy stają się niebezpiecznie luźne. Nie znam się na fizyce, ale serce podeszło mi do gardła. Poczułam się jak najgorsza matka na planecie. Woziłam go jak luźno zabezpieczony pocisk.

Kazała mi zdejmować mu kurtkę w lodowatym samochodzie, mocno zapinać w foteliku, a potem przykrywać kocami. Co brzmiało jak tortura dla nas obojga.
To, co ostatecznie uratowało moje zdrowie psychiczne, to całkowite porzucenie wielkiego puchu i zastosowanie zasady „+1 warstwa” z użyciem naprawdę dobrych materiałów bazowych. Zaczęłam ubierać Leo w Body Niemowlęce z Bawełny Organicznej pod cienką, gęsto tkaną polarową kurtkę. To body to szczerze mówiąc magia. Ma idealnie rozciągliwy dekolt, więc nie musiałam codziennie rano walczyć z jego wielką głową, a organiczna bawełna naprawdę zatrzymywała ciepło jego ciała, nie sprawiając, że pocił się jak nastolatek na WF-ie, kiedy ogrzewanie w samochodzie wreszcie zaczęło działać. Jest na tyle cienkie, że można je całkowicie bezpiecznie używać pod pasami fotelika, ale na tyle grube, że nie miałam poczucia, że zamrażam własne dziecko. Po prostu solidny, bezproblemowy ciuszek, który zdaje egzamin.
Uwięzieni w domu aż do kwietnia
Inna prawda o byciu mamą zimowego noworodka jest taka, że po prostu siedzicie w domu. Zawsze. Około połowy lutego ściany zaczynają się zacieśniać.

Kiedy kilka lat później urodziła się Maya, kupiłam Drewniany Stojak Edukacyjny (Baby Gym), bo byłam zdeterminowana, żeby mieć estetyczny salon, mimo góry plastikowych zabawek, które zdążył zgromadzić Leo. I słuchajcie, będę z wami całkowicie szczera: jest okej. To naprawdę piękne drewno, a mały wiszący słonik jest uroczy. Maya zdecydowanie lubiła się w niego wpatrywać przez kilka pierwszych miesięcy swojego życia.
Ale wyrosła z niego w dosłownie sekundę po tym, jak nauczyła się przewracać na brzuszek. Zajmowało ją to na może czternaście minut naraz, a kiedy tylko mogła chwycić za nóżki stojaka, próbowała gryźć drewno, zamiast bawić się zabawkami. Więc jeśli chcecie wspaniałej dekoracji w stylu Montessori, która świetnie wygląda na zdjęciach i daje wystarczająco dużo czasu na wypicie połowy kubka letniej kawy, to jest całkowicie w porządku. Tylko nie oczekujcie, że będzie to magiczna niania, która utrzyma ich uwagę aż do wiosny.
Jeśli utknęliście w domu i powoli tracicie kontakt z rzeczywistością, możecie przejrzeć inne zabawki do domu, które mogą faktycznie zająć raczkujące maluchy.
Zimowe komplikacje z ząbkowaniem
O rany.
Jakby uwięzienie w ogrzewanym domu z wrzeszczącym niemowlakiem nie wystarczyło, zima to prawie zawsze ten moment, kiedy decydują się pojawić pierwsze zęby. Nie wiem, czy to suche od kaloryferów powietrze pogarsza sprawę, ale moje dzieci były absolutnie nieszczęśliwe.
Ponieważ nie mogliśmy tak po prostu wyjść na zewnątrz i odwrócić ich uwagi, w dużej mierze polegaliśmy na Grzechotce-Gryzaku Miś. Maya ciągała to za sobą wszędzie. Drewniane kółko było na tyle twarde, że mogła je porządnie gryźć, gdy przebijały się jej dolne zęby, a szydełkowy miś wchłaniał mniej więcej litry jej śliny dziennie. Podobało mi się, że nie był zrobiony z jakiegoś dziwnego toksycznego żelu, o którego połknięcie musiałabym się martwić. Po prostu wrzucałam go do torby z pieluchami i stał się on naszym domyślnym narzędziem przetrwania, gdy decydowała się krzyczeć na środku alejki w sklepie spożywczym, bo bolały ją dziąsła.
Rodzicielstwo zimą to w zasadzie głównie sztuka przetrwania, szczerze mówiąc. Ubierasz na cebulkę, dbasz o bezpieczeństwo w samochodzie, ignorujesz dziwne memy, z których śmieją się starsi krewni czy siostrzeńcy, i czekasz, aż stopnieje śnieg.
Jeśli chcecie zaopatrzyć się w naprawdę bezpieczne, ciepłe warstwy przed nadejściem kolejnych mrozów, sprawdźcie ich ubranka z bawełny organicznej. Wasze przyszłe ja, mocujące się z dzieckiem na lodowatym parkingu, będzie wam wdzięczne.
Niewygodne pytania, które wszyscy zadają
Czy to naprawdę źle, jeśli moje dziecko obejrzy ten film?
Znaczy, nikt cię nie aresztuje, ale nasz pediatra i tak gorąco sugerował trzymanie ekranów z dala od dzieci poniżej drugiego roku życia. Poza tym, tak jak mówiłam, ten film ma kilka naprawdę mrocznych motywów jak na małe dzieci. Po prostu włącz im dokument o pingwinach, jeśli naprawdę chcą zobaczyć śnieżne zwierzaki.
Skąd mam wiedzieć, czy mojemu dziecku jest wystarczająco ciepło w nocy?
Strasznie się tym stresowałam. Dr Aris kazała mi sprawdzać kark albo klatkę piersiową, a nie dłonie czy stopy. Ich małe rączki zawsze będą jak kostki lodu. Jeśli kark jest ciepły i suchy, wszystko jest w porządku. Jeśli jest spocony, mają na sobie za dużo warstw. W zasadzie żyłam według tej zasady.
Co mam zrobić z fotelikiem samochodowym zimą?
To jest do bani, wiem. Ubierasz dziecko w zwykłe domowe ubrania (np. body z długim rękawem i spodenki), plus jedną cienką, dobrze dopasowaną polarową bluzę. Zapinasz je ciasno. Potem bierzesz koc i podtykasz go NA zapiętych pasach. Kiedy samochód się nagrzeje, możesz łatwo zdjąć koc, żeby maluch się nie przegrzał.
Czy drewniane gryzaki są naprawdę lepsze od plastikowych?
Osobiście wolę je, ponieważ wiem dokładnie, co moje dziecko wkłada do buzi — tylko surowe drewno i bawełnę. Przeczytałam stanowczo za dużo przerażających artykułów o degradacji plastiku z biegiem czasu, a szczerze mówiąc, drewno po prostu lepiej się trzyma, gdy pojawiają się te ostre jak brzytwa małe przednie ząbki.
A co jeśli moje dziecko nienawidzi ubierania na cebulkę?
Leo tak bardzo nienawidził się ubierać. Sztuczka polegała na znalezieniu warstw bazowych, które łatwo się rozciągały, żeby nie więzić jego głowy. Szukaj kopertowych dekoltów i elastycznych wycięć na szyję. Im krócej materiał utyka na ich twarzy, tym mniej krzyczą. To takie proste.





Udostępnij:
Moja kawowa katastrofa i szalona rzeczywistość rodzicielstwa po sześćdziesiątce
List do samego siebie: jak przetrwać diagnozę IUGR u dziecka