Była połowa lipca, a ja pociłam się w moim aucie zaparkowanym pod lokalnym sklepem, mając na sobie już trzecią tego dnia koszulkę do karmienia. Mój najstarszy syn, Wyatt, miał dokładnie osiem tygodni i siedział w foteliku, patrząc na mnie, jakbym była mu winna pieniądze. Od dnia narodzin nie wydał z siebie ani jednego uroczego dźwięku. Tylko stękanie. Wzdychanie staruszka. Sporadyczne skrzypienie, które brzmiało jak nienaoliwione zawiasy w furtce. Byłam świeżo upieczoną mamą, funkcjonującą na jakichś czterech, w dodatku przerwanych godzinach snu, i byłam absolutnie przekonana, że po prostu zepsułam własne dziecko.
Moja własna mama była na głośnomówiącym i przekrzykując szum klimatyzacji, pytała, czy jej słodki „dzidzióś” już do mnie gada. Kocham moją mamę z całego serca, ale ona zawsze tak zdrabnia, żeby być uroczą na Facebooku, a w tamtym momencie sprawiało to, że zaczynała mi drgać powieka. Warknęłam na nią, rozłączyłam się i natychmiast zaczęłam hiperwentylować, wpisując w telefon dlaczego moj dzidzious nie gluzy drżącymi, niewyspanymi kciukami. Tak, byłam tak zestresowana, że nawet nie potrafiłam poprawnie wpisać słowa dzidziuś. Jeśli właśnie scrollujesz internet w ciemnościach, stresując się tym, kiedy niemowlęta wreszcie zaczynają zachowywać się jak mali ludzie, a nie tylko jak wkurzone kluski, musisz wziąć głęboki oddech. Będę z tobą szczera – cały ten harmonogram rozwoju to po prostu wielka loteria.
Co tak naprawdę powiedział mi lekarz
Następnego dnia zaciągnęłam Wyatta do przychodni, ponieważ Instagram przekonał mnie, że jeśli nie zaczął recytować sonetów do szóstego tygodnia, to znaczy, że jest potwornie opóźniony w rozwoju. Doktor Evans, który prawdopodobnie widział już tysiące zapłakanych matek takich jak ja, tylko zachichotał i podał mi chusteczkę. Wyjaśnił, że normalny, wczesny rozwój to w zasadzie wielkie, nieprzewidywalne spektrum. Podobno większość dzieci orientuje się, jak rozgrzać struny głosowe gdzieś pomiędzy szóstym a ósmym tygodniem życia, ale niektóre wcale się nie śpieszą i każą na siebie czekać aż do trzeciego miesiąca.
Podobno ma to coś wspólnego z faktem, że płacz i pochrząkiwanie pochodzą z głębi klatki piersiowej, ale wydawanie prawdziwych dźwięków samogłoskowych – jak „aaa” czy „ooo” – wymaga użycia krtani. Niemowlęta dosłownie muszą najpierw odkryć, że mają mięśnie gardła, co brzmi na tyle skomplikowanie, by dać im odrobinę taryfy ulgowej. A przynajmniej tyle wywnioskowałam z medycznej broszurki, którą przeglądałam, próbując jednocześnie powstrzymać Wyatta przed ulaniem na moje jedyne czyste szorty.
Robienie z siebie kompletnego pośmiewiska w imię nauki
Teraz trochę sobie ponarzekam, ponieważ doktor Evans kazał mi iść do domu i ćwiczyć mówienie „po rodzicielsku”, aby zachęcić dziecko do wydawania pierwszych dźwięków. Myślałam, że chodzi mu o takie zwykłe gaworzenie do dziecka, ale szybko wyprowadził mnie z błędu. Mówienie do niemowlaka to wymyślanie bezsensownych słów typu „agu gu gu”. Mowa skierowana do dziecka polega natomiast na używaniu prawdziwych, dorosłych słów, ale rozciąganiu ich jak gumy do żucia i podnoszeniu głosu o trzy oktawy, aż zaczniesz brzmieć, jakbyś przed chwilą wciągnęła hel z balonu.
Absolutnie tego nienawidzę. Jestem byłą nauczycielką w czwartej klasie. Jestem przyzwyczajona do mówienia do dzieci z autorytetem i normalnym, spokojnym głosem. Kiedy pierwszy raz spróbowałam przemówić w ten sposób w kolejce do kasy w supermarkecie, pytając Wyatta: „Czzzzzyy kupuuuujeeeemy teee pomaaaraaańczoooowe maaaarcheeeewkiiii?”, czułam się jak kompletna wariatka. Złapałam spojrzenie kasjerki, która wpatrywała się we mnie, i miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
Ale oto irytująca prawda: mój najstarszy syn, ten, który przez wiele tygodni odmawiał głużenia, po prostu to uwielbiał. Im wyższy i bardziej absurdalny stawał się mój głos, tym bardziej rozszerzały się jego małe oczka i faktycznie zwracał na mnie uwagę. Moja babcia twierdziła, że lasuję mu mózg, mówiąc do niego jak postać z kreskówki, ale szczerze mówiąc, była to jedyna rzecz, która wydawała się go stymulować. Przełknęłam więc dumę, zaakceptowałam moją nową tożsamość wioskowego dziwaka i spędziłam trzy miesiące, rozmawiając z moim niemowlakiem, jakbym brała udział w przesłuchaniu do okropnego musicalu na Broadwayu.
Ta jedna noc, kiedy starałam się aż za bardzo
Absolutnie najgorsza noc, jaką przeżyłam w związku z tym całym lękiem o kamienie milowe, nie była nocą płaczu, ale nocą, w której nic nie wychodziło. Wyatt miał prawie dziewięć tygodni i wciąż tylko stękał. Mój mąż miał późną zmianę w pracy, ja stresowałam się realizacją ogromnej partii zamówień z Etsy i stwierdziłam, że to właśnie dziś jest ten wieczór, w którym w końcu nawiążemy komunikację. W zasadzie rzuciłam się na dywan w pokoju dziecięcym, przysunęłam twarz na dziesięć centymetrów od jego buzi i agresywnie się uśmiechając, mówiłam do niego „aaaa” przez czterdzieści pięć minut z rzędu.

Wiecie, co się dzieje, kiedy to robisz? Dzieci ulegają przebodźcowaniu. Wyatt odwrócił głowę, zerwał kontakt wzrokowy, a potem wydał z siebie wrzask, od którego niemal łuszczyła się farba na ścianach. Nie dało się go uspokoić przez dwie godziny. Nauczyłam się na własnych błędach, że niemowlęta bardzo szybko męczą się społecznie i kiedy odwracają wzrok, to cię nie ignorują – one dosłownie błagają o przerwę od twojej gigantycznej, przytłaczającej twarzy. Nie da się wymusić osiągnięcia kamienia milowego samą siłą woli.
Produkty, które naprawdę pomogły (i jeden taki sobie)
Kiedy w końcu odpuściłam i przestałam traktować moje dziecko jak eksperyment naukowy, zdałam sobie sprawę, że ciche, sensoryczne zaangażowanie jest o wiele lepsze niż narzucanie mu się. Jeśli podczas zabawy na podłodze chcesz położyć je na lustrze, żeby mogło na siebie patrzeć – proszę bardzo, ale przeważnie samo patrzenie na twoją twarz lub cichą zabawkę działa równie dobrze.
W końcu skusiłam się na Drewnianą Grzechotkę Sensoryczną Gryzak Króliczek. Wiem, że wydawanie prawdziwych pieniędzy na grzechotkę wydaje się lekką przesadą, kiedy starasz się dopiąć budżet na pieluchy, ale mówię wam, ta rzecz stała się moją tajną bronią. Ma małą, niebieską, szydełkową muszkę. Po prostu kładłam Wyatta na plecach i powoli przesuwałam grzechotką tam i z powrotem nad nim. Nie jest głośna, nie miga oślepiającymi światłami i to całkowicie wolne od chemii, nieobrobione drewno. Mój syn naprawdę śledził ją wzrokiem, otwierał buzię i wydał swój pierwszy, prawdziwy dźwięk „ooo”, wpatrując się w tego króliczka. Do dziś mam go schowanego w jego pudełku z pamiątkami.
Później, kiedy na świat przyszło moje drugie dziecko, dostaliśmy w prezencie Silikonowy Gryzak Kojący Dziąsła Wiewiórka. Jest w porządku. Naprawdę. Jest miętowy i zrobiony z silikonu spożywczego, więc możesz go po prostu wrzucić do zmywarki, kiedy się ubrudzi, co bardzo doceniam. Ale szczerze mówiąc, dość mocno się odbija, a moje dzieci zawsze potrafiły go rzucić tak, że znikał gdzieś pod kanapą, gdzie nieuchronnie przejmował go pies. Sprawdza się, jeśli potrzebujesz czegoś funkcjonalnego, co dziecko mogłoby po prostu złapać, podczas gdy ty gotujesz obiad, ale nie skupiał ich uwagi w na tyle dużym stopniu, aby ćwiczyć komunikację twarzą w twarz, tak jak to robiły drewniane, szydełkowe zabawki.
Och, i na dnie torby na pieluchy zawsze trzymamy awaryjnie Silikonowy Gryzak Kojący Lamę. Ma taki wzór w tęczowe serduszka, co niespecjalnie pasuje do mojej estetyki, ale kiedy jesteś uwięziona w poczekalni u lekarza i twoje dziecko potrzebuje czegoś, na co mogłoby patrzeć i co mogłoby żuć, a ty próbujesz skłonić je do głużenia zamiast wrzasków, zupełnie nie przejmujesz się estetyką. Interesuje cię tylko to, czy łatwo go przetrzeć.
Jeśli macie już dość jaskrawych, głośnych plastikowych śmieci przejmujących wasz salon, koniecznie poświęćcie chwilę na przejrzenie kolekcji zabawek edukacyjnych Kianao, aby znaleźć coś, na co naprawdę miło popatrzeć.
Głużenie a gaworzenie: Nie dajcie się zwieść
Byłam święcie przekonana, że Wyatt jest w tyle, ponieważ nie mówił „ba-ba” w wieku dwóch miesięcy, co tylko pokazuje, ile tak naprawdę zapamiętałam z tych wszystkich poradników dla rodziców. Mój lekarz musiał wyłożyć mi to kawa na ławę: głużenie to wyłącznie samogłoski. To po prostu powietrze przepływające przez struny głosowe i wydające z siebie gładkie, muzykalne dźwięki.

Gaworzenie występuje wtedy, gdy dzieci odkryją, jak używać warg, zębów i języka, aby poszatkować ten dźwięk na spółgłoski. Gaworzenie wymaga znacznie większej koordynacji fizycznej i zwykle nie pojawia się, dopóki dzieci nie zbliżą się do czwartego lub szóstego miesiąca życia. Wyatt zaczął gaworzyć dopiero wtedy, gdy w zasadzie jadł już stałe pokarmy, podczas gdy moje średnie dziecko, Beau, praktycznie beatboxowało w swoim łóżeczku w wieku czterech miesięcy. Każde dziecko jest po prostu inne.
Upiorne dźwięki przez sen
Skłamałabym, gdybym nie ostrzegła was przed głużeniem przez sen. Około tydzień po tym, jak Wyatt zaczął w końcu wydawać dźwięki w ciągu dnia, siedziałam w salonie, wpatrując się w nianię elektroniczną, i nagle usłyszałam to upiorne, wręcz demoniczne „aaa” dobiegające z pogrążonego w mroku dziecięcego pokoju. Prawie rzuciłam kubkiem z kawą przez cały pokój.
Okazuje się, że noworodki spędzają ogromną część swojego życia w fazie snu REM, a ich małe układy nerwowe po prostu wysyłają w ciemności przypadkowe sygnały. Więc tak, będą głużyć, pochrząkiwać, a czasami śmiać się przez sen jak maleńkie, opętane laleczki, a wy musicie po prostu do tego przywyknąć.
Kiedy naprawdę zadzwonić do przychodni (a nie tylko do mamy)
Słuchajcie, matczyny niepokój jest wystarczająco przytłaczający i bez porównywania swojego dziecka z cudzymi w internecie. Ale ponieważ spędziłam cały mój pierwszy urlop macierzyński, potwornie się stresując, przekażę wam to, co powiedział mi dr Evans o tym, kiedy na poważnie należy chwycić za telefon.
Powiedział, że jeśli wasze dziecko osiąga drugi miesiąc życia i nie wydaje z siebie absolutnie żadnych dźwięków oprócz płaczu, warto umówić się na wizytę. To samo tyczy się sytuacji, gdy dziecko nie wzdryga się na szczekanie psa, albo jeśli przez kilka tygodni wydawało z siebie urocze dźwięki, a potem nagle całkowicie zamilkło. Często nie jest to żaden poważny kryzys rozwojowy – czasami to tylko płyn w uszach spowodowany łagodnym przeziębieniem, o którym nawet nie wiedziałaś, a one dosłownie nie słyszą cię wyraźnie.
Macierzyństwo jest chaotyczne, głośne i niewiarygodnie dezorientujące. Zanim o 2 w nocy wpadniesz do króliczej nory Google, przekonana, że robisz wszystko źle, weź głęboki oddech, chwyć ciepłą filiżankę kawy i przejrzyj nasze akcesoria dla niemowląt, aby znaleźć coś prostego i pięknego, co przywróci trochę spokoju do waszej codziennej rutyny. Dajesz sobie radę, obiecuję.
Chaotyczne pytania z prawdziwego życia (FAQ)
Dlaczego moje dziecko głuży tylko do wentylatora sufitowego?
Ponieważ wentylatory sufitowe to absolutne gwiazdy rocka w świecie niemowląt. Serio, moje najmłodsze potrafiło ignorować moją twarz przez dwadzieścia minut, ale z radością wykrzykiwało-śpiewało „aaa” do wirujących w salonie łopat. Chodzi tu po prostu o wysoki kontrast ciemnych łopat wentylatora poruszających się na tle białego sufitu w przewidywalnym rytmie. Nie bierzcie tego do siebie, wasze twarze po prostu nie są tak uporządkowane wizualnie jak wentylatory.
Czy pochrząkiwanie to to samo co głużenie?
Nie. Jeśli maluch brzmi jak mały drwal cierpiący na zaparcia, to jest pochrząkiwanie. Pochrząkiwanie pochodzi z głębi klatki piersiowej i zwykle wiąże się z trawieniem lub po prostu dziwactwami noworodka. Głużenie wydobywa się z gardła i brzmi bardziej, jakby niemowlak próbował utrzymać nutę w chórze. Obydwa są normalne, ale tylko to drugie liczy się jako kamień milowy.
Moje dziecko wydawało dźwięki, a potem nagle przestało. Czy je zepsułam?
Prawdopodobnie nie. Wyatt całkowicie przestał głużyć w tym samym tygodniu, w którym nauczył się przewracać z brzuszka na plecy. Mój lekarz powiedział, że ich małe mózgi mają ograniczoną przepustowość, więc kiedy całą swoją energię skupiają na nowych umiejętnościach motoryki dużej, zdolności wokalne schodzą na jakiś czas na dalszy plan. Zazwyczaj powracają do tego od razu po opanowaniu nowej sztuczki fizycznej.
Czy włączenie telewizora pomaga dzieciom w nauce mówienia?
Lol, zdecydowanie nie. Chciałabym, żeby tak było, bo wtedy mogłabym po prostu pozwolić, żeby bajki wychowały moje dzieci, podczas gdy ja w spokoju składałabym pranie. Ale niemowlęta potrzebują interakcji na zasadzie „podanie i odbiór”. Muszą widzieć, jak na nie patrzysz, robisz pauzę i reagujesz na wydawane przez nie konkretne dźwięki. Ekran po prostu do nich mówi i wcale nie czeka na ich odpowiedź.
Czy mogę zmusić dziecko do głużenia, jeśli ma z tym opóźnienie?
Zobacz moją historię powyżej o najgorszej nocy w moim życiu. Nie możesz zmusić dziecka do niczego. Jeśli staniesz mu twarzą w twarz i zażądasz występu, doprowadzisz je jedynie do przebodźcowania i wybuchu płaczu. Po prostu kontynuuj normalne mówienie do nich (lub używaj tego absurdalnego, piskliwego głosu) podczas zmiany pieluch, a na pewno do tego dojdą, gdy ich mięśnie gardła będą na to dobrze przygotowane.





Udostępnij:
Kiedy dzieci przestają pić mleko modyfikowane: moja wyboista droga
Kiedy niemowlę zaczyna gaworzyć? Przewodnik zmęczonej mamy