Siedzieliśmy w poczekalni naszej lokalnej przychodni, otoczeni wyblakłymi plakatami z 1998 roku, ostrzegającymi przed niebezpieczeństwem spędzania zbyt dużej ilości czasu przed ekranem. Było to dość ironiczne, zważywszy, że właśnie desperacko włączałem jaskrawą kreskówkę na telefonie, żeby powstrzymać Bliźniaczkę A przed lizaniem listwy przypodłogowej. Bliźniaczka B spała w podwójnym wózku, całkowicie nieświadoma zdrady, która miała się zaraz dokonać. Ściskałem ich dwie czerwone książeczki zdrowia tak mocno, że knykcie mi zbielały, pocąc się w swetrze i próbując przypomnieć sobie, jaki dokładnie zestaw liter i akronimów mieliśmy dzisiaj wstrzyknąć w ich malutkie, idealne uda.
Jeśli spojrzysz na oficjalne kalendarze szczepień niemowląt, wygląda to jak absolutna operacja wojskowa, starannie rozrysowana na nieskazitelnej siatce, co sugeruje, że twoje dziecko będzie siedzieć cicho, podczas gdy pracownik medyczny delikatnie poda mu kroplę zapobiegawczej magii. Rzeczywistość, jak odkryłem przy dwóch wiercących się dziewczynkach, to chaotyczne zamieszanie polegające na ściąganiu kolejnych warstw ubrań, przepraszaniu pielęgniarek i próbach wytarcia lepkiego, różowego płynu, zanim na stałe zabrudzi twoje jedyne czyste dżinsy.
Szpitalny harmonogram i bezpośrednie następstwa
Cały proces zaczyna się jeszcze zanim opuścisz oddział położniczy, zazwyczaj wtedy, gdy jesteś tak niewyspany, że zgodziłbyś się przepisać na kogoś akt własności swojego domu w zamian za letnią herbatę. Urocza walijska położna weszła do naszego pokoju, ciągle nazywając dziewczynki "babi" z tym swoim niesamowicie kojącym akcentem, po czym radośnie oznajmiła, że nadszedł czas na "oczka i uda". Pamiętam, jak mrugałem do niej przez mgłę wyczerpania, myśląc, że brzmi to jak okropna przystawka w tanim pubie.
Moje zrozumienie tutejszej nauki jest w najlepszym razie mocno mgliste, ale z tego, co wyjaśnił pediatra, gdy ja tępo potakiwałem, dziewczynki dostały zastrzyk z witaminą K w nóżkę, aby pomóc ich krwi prawidłowo krzepnąć, ponieważ najwyraźniej ludzie rodzą się bez zdolności do samodzielnego robienia tego. Technicznie rzecz biorąc, nie jest to szczepionka, ale wiąże się z użyciem igły, więc w mojej głowie liczyło się to jako pierwsza przeszkoda. Potem przyszedł czas na szczepienie przeciwko WZW typu B. Bliźniaczka A przespała cały swój pierwszy w życiu zabieg medyczny, wykazując się stoicyzmem, którego już nigdy więcej nie powtórzyła. Bliźniaczka B jednakże krzyknęła z tak głęboką, wstrząsającą duszą głośnością, że na chwilę włączył się alarm na monitorze gdzieś w głębi korytarza.
Wtarli im również w oczy jakąś maść z antybiotykiem, aby zapobiec infekcjom, przez co obie moje córki przez pierwsze dwa dni swojego życia wyglądały jak mocno nasmarowani oliwką, niezwykle wściekli, maleńcy kulturyści.
Przeprawa drugiego miesiąca i lepki, różowy koszmar
Wizyta w ósmym tygodniu to ta, która naprawdę zwala z nóg, ponieważ ledwie zacząłeś rozumieć, jak utrzymać to małe stworzenie przy życiu, a tu nagle musisz je oddać, aby celowo sprawiono mu dyskomfort. Nasz lekarz wyrecytował zupę alfabetyczną rzeczy, które miały dostać – DTaP, Hib, IPV, PCV, RV – co zabrzmiało tak, jakby ktoś upuścił planszę do Scrabble ze schodów.

Te w zastrzykach były brutalne, ale krótkie. To właśnie RV, szczepionka na rotawirusy, naprawdę złamała mojego ducha. To płyn doustny, słodki syropek, który wpuszcza się do buzi. Pielęgniarka ostrzegła mnie, że mogą trochę wypluć. To, o czym zapomniała wspomnieć, to fakt, że Bliźniaczka A posiada zdolności miotające na poziomie zirytowanej lamy. Spojrzała mi prosto w oczy, zebrała syrop w policzkach i parsknęła z taką siłą, że szczepionka uderzyła mnie w kość policzkową. Pielęgniarka zapewniła mnie, że prawdopodobnie połknęła wystarczająco dużo markerów wirusowych, aby dawka się liczyła, chociaż moja pewność co do tej oceny pozostaje całkowicie bezpodstawna.
Następstwa szczepień z drugiego miesiąca nie bez powodu są owiane legendą w kręgach rodzicielskich. Obie dziewczynki do pory kolacji dostały lekkiej gorączki. Próbowałeś kiedyś wcisnąć gęstą, truskawkową zawiesinę z paracetamolem do buzi wściekłego, gorączkującego niemowlaka? To jak próba napełnienia ruszającego się balonu z wodą podczas jazdy kolejką górską. Połowa kończy w twoich własnych włosach, a druga połowa tworzy trwały, przypominający beton klej, przyklejający ich podbródek do klatki piersiowej na trzy dni.
To właśnie wtedy rozwinąłem głębokie, niemal religijne oddanie dla naszych body z bawełny organicznej bez rękawów. Nasz lekarz powiedział, żebym ubierał je w oddychające warstwy, jeśli będą rozpalone, a te ubranka okazały się absolutnym wybawieniem. Nie tylko dlatego, że bawełna organiczna jest niewiarygodnie miękka i nie zatrzymuje ciepła, ale głównie dlatego, że dekolt jest na tyle rozciągliwy, że gdy Bliźniaczka B zaliczyła monumentalną, wywołaną gorączką awarię o 3 nad ranem, mogłem ściągnąć całe ubranko przez jej ramiona i zsunąć przez nogi. Przeciąganie zabrudzonego ubrania przez głowę krzyczącego, spoconego dziecka to szczególny rodzaj tortur psychicznych, a te body z płaskimi szwami całkowicie nas przed tym uchroniły.
Dziadkowie i forteca odporności
Ponieważ niemowlęta tak naprawdę nie mogą dostać szczepionki na krztusiec ani grypę, dopóki nie będą trochę starsze, nasz lekarz mruknął coś o ich "kokonowaniu", co brzmi niesamowicie przytulnie, dopóki nie zdasz sobie sprawy, że oznacza to domaganie się dokumentacji medycznej od dalszej rodziny. Zasadniczo musisz polegać na tym, że dorośli w otoczeniu dzieci są zaszczepieni, aby zarazki w ogóle nie zbliżyły się do wózka.
Musiałem zadzwonić do matki, by niby od niechcenia zasugerować jej przyjęcie dawki przypominającej szczepionki na krztusiec i grypę przed przyjazdem do Londynu w odwiedziny do bliźniaczek. Można by pomyśleć, że poprosiłem ją o kąpiel w wybielaczu. Odebrała to jako głęboko osobisty atak na jej higienę osobistą, z dumą oświadczając, że myje ręce "gorącą wodą", w związku z czym nie ma mowy, by roznosiła jakiegokolwiek wirusa układu oddechowego. Spędziliśmy czterdzieści pięć minut na kłótni o różnicę między bakteryjną transmisją powierzchniową a zakażeniami wirusowymi przenoszonymi drogą kropelkową. Żadnego z tych pojęć tak naprawdę nie rozumiem na tyle dobrze, by o nim dyskutować, ale nie ustąpiłem.
W końcu fuknęła, zaszczepiła się i przyjechała trzy tygodnie później opatulona w jakiś przerażający "dziecięcy" kocyk w stylu vintage, twierdząc, że pochodzi on z mojego dzieciństwa, całkowicie ignorując fakt, że pachniał naftaliną i urazą. Ale przynajmniej była uodporniona.
Jeśli obecnie radzisz sobie z inwazją mających dobre intencje, ale zasypanych zarazkami krewnych, możesz chcieć ich subtelnie rozproszyć czymś błyszczącym. Możesz przejrzeć ekologiczne ubranka dla dzieci Kianao i po prostu wcisnąć im w ręce nowy kardigan, by o nim porozmawiać za każdym razem, gdy zakaszlą zbyt blisko kołyski.
Cztery miesiące później i cud szczepionek skojarzonych
Zanim nadeszły wizyty w czwartym i szóstym miesiącu, mój niepokój spadł z poziomu oślepiającej paniki do tępego, dającego się opanować przerażenia. NHS stosuje szczepionki skojarzone, co oznacza, że zamiast kłuć twoje dziecko sześć razy przeciwko sześciu różnym chorobom, mieszają to wszystko w jedno lub dwa wysoce efektywne ukłucia.

Pamiętam, jak pytałem pielęgniarkę, jakim cudem ich maleńkie, delikatne ciała poradzą sobie ze zwalczeniem błonicy, tężca, krztuśca, polio i czegokolwiek tam jeszcze w tym samym czasie. Cierpliwie wyjaśniła mi coś o antygenach i o tym, jak te skojarzone dawki po prostu łączą ze sobą martwe, nieszkodliwe fragmenty wirusa. Mam dyplom z dziennikarstwa, więc moje pojęcie o biologii komórki jest mocno wybrakowane, ale z tego co zrozumiałem, ich układy odpornościowe to w zasadzie bramkarze w nocnym klubie, a szczepionka to po prostu pokazywanie im zdjęcia policyjnego tych złych facetów. Podobno dziewczynki są narażone na więcej antygenów po prostu liżąc podłogę w mojej kuchni, niż przyjmując skojarzoną szczepionkę.
Kiedy wreszcie wróciliśmy do domu po tej wizycie w czwartym miesiącu, obie dziewczynki były spektakularnie zrzędliwe. Położyliśmy je pod drewnianym stojakiem edukacyjnym z pandą, który ustawiliśmy w salonie. Muszę przyznać, że była to jedna z niewielu rzeczy, które szczerze je uspokoiły. To minimalistyczna drewniana konstrukcja w kształcie litery A z małą, szydełkowaną pandą i gwiazdką, a co najważniejsze, nie miga oślepiającymi, neonowymi światłami ani nie gra piskliwej muzyki elektronicznej. Po prostu tam leżały, wpatrując się w cichą, szarą pandę, uderzając w drewniane kółka, i przez około dwadzieścia minut w domu panowała całkowita cisza, nie licząc ich pociągania nosami.
W szóstym miesiącu ktoś wkłuł im w ramiona szczepionkę na grypę, podczas gdy ja byłem rozproszony próbą znalezienia upuszczonego smoczka, po czym wszyscy po prostu ruszyliśmy dalej z naszym życiem.
Kamień milowy pierwszego roku i ruchome cele
Dynamika całkowicie się zmienia, gdy dobijasz do dwunastu miesięcy. Wyciągają szczepionki MMR (odra, świnka, różyczka) i szczepionki na ospę wietrzną, ale prawdziwym problemem jest to, że twoje dzieci nie są już nieruchomymi bryłkami ciasta. Mają własne zdanie. Mają kolana. Mają zdolność do szybkiego pełzania w stronę drzwi przychodni.
Próba utrzymania roczniaka w bezruchu na tyle długo, by pielęgniarka mogła bezpiecznie zrobić zastrzyk, przypomina próbę obezwładnienia mocno naszprycowanego kofeiną borsuka. Kończysz, miażdżąc je w spoconym niedźwiedzim uścisku, samemu próbując pamiętać o oddychaniu i mając nadzieję, że szybka butelka lub odwrócenie uwagi tuż po naprawi tę ogromną zdradę, którą wyraźnie czują.
Przyniosłem ze sobą bambusowy kocyk dziecięcy w łabędzie, ponieważ w poczekalni w przychodni zawsze jest niewytłumaczalnie zimno, a klimatyzacja działa na pełnych obrotach nawet w listopadzie. Kocyk jest w porządku – robi dokładnie to, co kocyk powinien robić, jest całkiem miękki, a bambusowy materiał sprawił, że nie spociły się, gdy w przypływie paniki nieuchronnie owinąłem je zbyt ciasno. Różowe łabędzie to może trochę zbyt wiele jak na moją osobistą estetykę, ale Bliźniaczka B natychmiast wtuliła w niego swoją zapłakaną buzię, więc nie mogę narzekać.
Patrząc z perspektywy czasu na to całe wyzwanie z pierwszego roku, oczekiwanie jest zawsze znacznie gorsze niż samo wydarzenie. Wycierasz kilka łez, podajesz paracetamol, znosisz zrzędliwe popołudnie, a potem po cichu świętujesz fakt, że zrobiłeś swoje, aby one i wszystkie inne dzieci były o odrobinę bezpieczniejsze przed przerażającymi rzeczami czającymi się na świecie.
Jeśli szykujesz się do kolejnej wizyty w przychodni i chcesz mieć pewność, że masz pod ręką oddychające, łatwe do zdjęcia warstwy na wypadek nieuniknionej gorączki poszczepiennej, odkryj kolekcję ekologicznych niezbędników dla dzieci Kianao przed zaplanowanym terminem.
Często zadawane pytania dotyczące kalendarza szczepień
Czy naprawdę potrzebują paracetamolu przed szczepieniem?
Nasz lekarz praktycznie rzucił się przez biurko, żeby mnie powstrzymać, kiedy zapytałem o to przed ich wizytą w ósmym tygodniu. Najwyraźniej podanie im leku przed wkłuciem może zamaskować gorączkę i nawet zaburzyć sposób, w jaki ich układ odpornościowy reaguje na szczepionkę. Zostaliśmy poinstruowani, abyśmy wyciągali lepką strzykawkę tylko wtedy, gdy pojawi się gorączka lub po powrocie będzie widać, że naprawdę cierpią z bólu, a nigdy jako uderzenie wyprzedzające.
Co się stanie, jeśli wyplują krople doustne?
Jako ojciec dziecka, które wystrzeliło szczepionkę na rotawirusy przez cały pokój niczym strzałkę z dmuchawki, zapytałem o to w absolutnej panice. Pielęgniarki są do tego całkowicie przyzwyczajone. Błona śluzowa ich jamy ustnej wchłania markery wirusowe niemal natychmiast, więc nawet jeśli wygląda to tak, jakby odrzuciły całą dawkę prosto na twoją koszulę, zazwyczaj przyjęły dokładnie to, czego potrzebują. Nikt nie każe wam powtarzać tego drugi raz.
Czy po szczepionkach skojarzonych skutki uboczne są gorsze?
Biorąc pod uwagę moją wysoce naukową próbę badawczą w postaci dwójki małych ludzi – raczej nie. Gorączka i zrzędliwość wydawały się dokładnie takie same niezależnie od tego, czy dostawały pojedynczy zastrzyk, czy potężne kombo 6 w 1. Główna różnica polega po prostu na tym, że trzeba je przytrzymać tylko do jednej igły, zamiast grać w straszną grę w poduszeczkę na igły, co ratuje zdrowie psychiczne każdego z nas.
Jak długo zazwyczaj trwa płacz?
Właściwy ból po ukłuciu igłą wydaje się znikać w momencie, gdy bierzesz je na ręce. To co pozostaje, to oburzenie. Zazwyczaj, zanim udało mi się wcisnąć ich ramiona z powrotem w sweterki i wyjechać wózkiem na wilgotne londyńskie powietrze, płacz ustał całkowicie, zastąpiony przez swego rodzaju ciężkie, wyczerpane, piorunujące spojrzenie.
Co w przypadku, gdy pominiemy wizytę?
Całkowicie zapomnieliśmy o wizycie w szesnastym tygodniu, ponieważ wszyscy złapaliśmy strasznego wirusa żołądkowego i straciliśmy poczucie tego, jaki jest miesiąc. Zadzwoniłem do przychodni, przekonany, że zostanie powiadomiona opieka społeczna, ale recepcjonistka tylko westchnęła, zapisała nas na kolejny wtorek i powiedziała, że działają w systemie "nadrabiania zaległości". Po prostu podejmujesz od miejsca, w którym skończyłeś, bez oceniania.





Udostępnij:
Dlaczego nakręcam się rywalizacją rodzeństwa i obsadą "Baby Jane"
Żeberka dla 11-miesięcznego dziecka: klasyczne czy ze schabu?