Był wtorek, jakoś 7:14 rano. Stałam w kuchni w czarnych legginsach z tajemniczą plamą po jogurcie na lewym kolanie, trzymając kubek z kawą, która zdążyła już wystygnąć, bo musiałam ją odkładać trzy razy, żeby zapobiec katastrofie z udziałem malucha. Leo, który miał wtedy trzy lata i był całkowicie nagi, z wyjątkiem jednej zielonej skarpetki nie do pary, stał na krześle w jadalni. Odrzucił głowę do tyłu i wydał z siebie mrożący krew w żyłach, piskliwy ryk, od którego aż zadrżały szyby w oknach.

Moja teściowa, która akurat nas odwiedzała i aktywnie oceniała czystość moich blatów kuchennych, westchnęła głośno i powiedziała: „Zle się zachowuje, bo brakuje mu granic, naprawdę musisz odesłać go do kąta”.

Później tego samego dnia, moja ekstremalnie eko-sąsiadka, która sama robi sobie dezodorant, złapała nas na zewnątrz, gdy Leo wrzeszczał na wiewiórkę. Przechyliła się przez płot i wyszeptała: „Jest przebodźcowany współczesnym życiem, powinnaś zabrać mu wszystkie plastikowe zabawki i dawać do zabawy tylko gładkie kamienie z rzeki”.

A potem mój mąż, Dave, wrócił z pracy, zobaczył Leona pełzającego po podłodze i gryzącego nogi od kanapy, po czym rzucił: „O, super, jest małym dinozaurem. Zamówię mu jedną z tych animatronicznych masek z filmu za 200 dolców”.

Byłam tak zmęczona. Tak totalnie, do szpiku kości. Chciałam po prostu wypić kawę i może pójść sama do łazienki, ale zamiast tego mieszkałam z małym prehistorycznym drapieżnikiem, który odmawiał jedzenia czegokolwiek, co nie miało kształtu liścia.

W każdym razie. Chodzi mi o to, że jeśli właśnie przechodzicie przez fazę małego dinozaura, to doskonale was rozumiem. Też byłam na tym froncie. I każdy wokół będzie dawał wam beznadziejne, sprzeczne rady, jak sobie z tym poradzić.

Co moja lekarka tak naprawdę powiedziała o tym ryczeniu

Oczywiście zabrałam go na bilans trzylatka, czując się jak totalna porażka jako matka, bo moje dziecko nie reagowało już na swoje imię. Dosłownie musieliśmy nazywać go małym d, żeby w ogóle na nas spojrzał. Nie Leo. Mały d. To było upokarzające, zwłaszcza w miejscach publicznych.

Siedziałam tam w małym, sterylnym gabinecie, próbując zetrzeć z dżinsów lepką plamę niewiadomego pochodzenia, i wyznałam dr Aris, że mój syn jest w zasadzie dziki. Spodziewałam się, że wypisze mi skierowanie do behawiorysty albo powie, że zepsułam dziecko, pozwalając mu oglądać za dużo bajek, gdy miałam migrenę.

Zamiast tego zaśmiała się. Powiedziała, że to całkowicie normalny skok poznawczy. Okazuje się, że ogromny odsetek dzieci przechodzi przez tę fazę intensywnej obsesji, zazwyczaj na punkcie dinozaurów lub pociągów. Pewnie masakruję teraz naukową terminologię, ale z tego, co zrozumiałam, ma to coś wspólnego z kształtowaniem się w ich mózgach głębokiego skupienia i funkcji wykonawczych? Tłumaczyła, że kiedy zapamiętują, który dinozaur je mięso, a który rośliny, budują niesamowicie silne ścieżki neuronowe. Stają się w czymś „ekspertami”, co sprawia, że czują się wielcy i potężni w świecie, w którym zazwyczaj są mali i bezradni.

Więc to ryczenie nie oznacza, że rośnie nam mały socjopata. On po prostu odkrywa, jak się uczyć. Co sprawiło, że poczułam się odrobinę lepiej, gdy tego samego popołudnia ugryzł mnie w kostkę.

Absolutny koszmar ze znalezieniem kostiumu małego dinozaura

Porozmawiajmy przez chwilę o przemyśle przebierańcowym, bo o rany.

The absolute nightmare of finding a baby dinosaur costume — Why My Kid's Baby Dino Obsession Is Ruining My Life (But Not Real

Kiedy już zaakceptujesz, że twoje dziecko jest małym dinozaurem, naturalnie chcesz mu kupić odpowiedni sprzęt. Ale nawigowanie po alejkach z przebraniami na Halloween czy nocne scrollowanie w sieci to istny koszmar. Dotykaliście kiedyś tych sklepowych kostiumów? Są zrobione z najbardziej szorstkiego i wysoce łatwopalnego poliestru na ziemi.

Oto lista rzeczy, które się dzieją, gdy ubierzesz malucha w tani, syntetyczny kostium dinozaura:

  • Natychmiast zaczynają pocić się jak myszy, bo materiał absolutnie nie przepuszcza powietrza.
  • Dostają tajemniczej czerwonej wysypki na szyi od zapięcia na rzep, które zostało wszyte przez maszynę nienawidzącą dzieci.
  • Wielki, wypchany ogon strąca każdy kubek z wodą, który kiedykolwiek postawisz na niskim stoliku.
  • Odmawiają zdjęcia go do spania, co oznacza, że o 20:00 próbujesz uporać się z krzyczącą, spoconą, oblepioną rzepami jaszczurką.

To jest okropne. Wydałam pięćdziesiąt dolców na pluszowy strój triceratopsa dla Leona, a on miał go na sobie przez dokładnie cztery minuty, po czym z krzykiem stwierdził, że "za bardzo drapie", i wrzucił go do psiej miski z wodą.

Jeśli chcecie zachować zdrowie psychiczne, po prostu ubierzcie je w normalne, przewiewne ubrania i przyczepcie do pleców filcowe kolce, zamiast więzić maluchy w pociących się, syntetycznych materiałach, które unieszczęśliwiają wszystkich.

Świecące buty z dinozaurami to jednak zdecydowane "nie".

Jeśli szukacie zrównoważonych, ekologicznych ubrań, po których wasze dziecko nie dostanie pokrzywki, udając raptora, to koniecznie sprawdźcie ekologiczne ubranka dziecięce od Kianao – to o niebo lepsze rozwiązanie niż walka z poliestrem.

Rzeczy, które kupiliśmy i które nie wylądowały od razu w koszu

Ponieważ jestem podatna na takie rzeczy, podczas tej fazy kupiłam całą masę dinozaurowych gadżetów. Większość z nich się zepsuła, została zjedzona przez psa, albo były tak irytujące, że w tajemniczy sposób "zgubiłam" je za pralką.

Ale jest kilka rzeczy, które faktycznie przetrwały w naszym domu.

Po pierwsze, mój absolutny Święty Graal: Bambusowy kocyk dziecięcy w kolorowe dinozaury. Słuchajcie, zazwyczaj nie ekscytuję się kocykami, ale to rzecz, która uratowała nam życie. Wykonany jest z bambusa i bawełny organicznej, więc jest niewyobrażalnie miękki. Leo ciągał ten kocyk dosłownie wszędzie. Używał go jako peleryny, udając pterodaktyla. Budował z niego bazy. Braliśmy go do parku, gdzie lądował w błocie, w rozlanym soku i Bóg wie czym jeszcze, a po praniu po prostu robił się jeszcze miększy. Jest oddychający, co jest super, bo maluchy niewytłumaczalnie szybko się przegrzewają, a nadruk nie jest w tym irytującym, neonowo-kreskówkowym stylu. Jest naprawdę... gustowny? Co jest rzadkością w przypadku rzeczy z dinozaurami. Gorąco polecam, jeśli potrzebujecie czegoś, co łagodnie oduczy malucha noszenia grubego, pociącego kostiumu 24 godziny na dobę.

Jest też trik ubraniowy. Po katastrofie z poliestrowym kostiumem uświadomiłam sobie, że mogę po prostu kupić wysokiej jakości zieloną warstwę bazową i nazwać ją jego "skórą dinozaura". Kupiłam Body dziecięce z bawełny organicznej od Kianao. To w 95% organiczna bawełna, niefarbowana i super elastyczna. Agrafkami przypięłam z tyłu kilka miękkich, materiałowych kolców. Bum. Błyskawiczny kostium małego dinozaura, który nie sprawiał, że synek się pocił albo dostawał wysypki. A kiedy akurat nie udawał stegozaura, to było po prostu bardzo fajne, miękkie body, które przetrwało milion prań, a dekolt nie rozciągnął się tak, jak w tych tanich z wielopaków.

Kupiłam też Gryzak dla niemowląt Dinozaur, gdy Maya ząbkowała, głównie dlatego, że Leo upierał się, że jego siostra też musi być dinozaurem. Jest... w porządku. To znaczy, to po prostu silikonowy gryzak. Jest uroczy, wypustki na małych kolcach dinozaura są podobno bardzo przyjemne dla spuchniętych dziąseł i super łatwo myje się go w zmywarce. Ale nie będę wam ściemniać, że to rzecz, która odmieniła moje życie. Po prostu spełnia swoje zadanie. Maya żuła go z pasją przez około miesiąc, a potem rzuciła nim w psa. Więc, no wiecie. To solidny gryzak, jeśli akurat takiego szukacie, ale nie oczekujcie, że w magiczny sposób sprawi, że wasze dziecko prześpi całą noc.

Jak to przetrwać

Faza bycia małym dinozaurem ma to do siebie, że wydaje się, jakby miała trwać wiecznie. Macie już dość poprawiania ludzi w sklepie, którzy mówią: „O, jaki słodki chłopczyk!”, podczas gdy wasze dziecko odkrzykuje im: „JESTEM T-REXEM!”.

Riding it out — Why My Kid's Baby Dino Obsession Is Ruining My Life (But Not Really)

Ale potem, pewnego dnia, budzicie się i wasze dziecko już nie chce być dinozaurem.

Dave wrócił w zeszłym tygodniu z nową książką o skamielinach, w pełni gotowy na nową porcję zajawki z Leo. A Leo po prostu spojrzał na niego ze śmiertelną powagą i powiedział: „Tato, ja nie lubię dinozaurów. Teraz jestem budowlańcem”.

Prawie się popłakałam. Brakowało mi tego ryczenia. Tęskniłam za małym d.

Rodzicielstwo jest takie dziwne. Spędzasz sześć miesięcy próbując oduczyć dziecko czegoś robić, a w sekundzie, w której przestaje, ty już po tym płaczesz. Więc jeśli wasze dziecko właśnie pełza po salonie, gryząc meble i odmawiając założenia spodni, weźcie głęboki oddech. Wypijcie swoją letnią kawę. Kupcie ten porządny kocyk. Wszystko będzie dobrze.

Zanim całkowicie stracicie zmysły i kupicie gigantycznego, plastikowego T-Rexa, który zajmie pół salonu, koniecznie sprawdźcie kolekcję ekologicznych kocyków dziecięcych Kianao i inne miękkie gadżety, które naprawdę przetrwają tę fazę.

Losowe rzeczy, nad którymi możecie się zastanawiać (bo ja na pewno się zastanawiałam)

Czy to normalne, że mój maluch reaguje tylko na imiona dinozaurów?
Według mojej lekarki i dosłownie każdej zaprzyjaźnionej mamy, do której napisałam w panice – tak. To bardzo powszechna faza rozwoju, w której dzieci eksperymentują z tożsamością i poczuciem kontroli. Po prostu płyńcie z tym nurtem. Szczerze mówiąc, jeśli nazwanie go Panem T-Rexem sprawi, że założy buty – niech tak będzie. Wszystko, co działa, jest dobre.

Czy tanie, poliestrowe kostiumy naprawdę są takie złe do codziennej zabawy?
Znaczy się, wasze dziecko raczej nie spłonie od nich samoistnie, ale tak, są trochę beznadziejne. Skóra malucha jest super cienka i wrażliwa, a syntetyczne materiały zatrzymują ciepło i wilgoć. Jeśli będą się w tym pocić przez cały dzień, w końcu dostaną potówek albo zaostrzenia egzemy. Właśnie dlatego z tego zrezygnowałam i zaczęłam używać ubranek z bawełny organicznej jako bazy do wszystkich jego przebieranek.

Jak sprawić, żeby moje dziecko przestało ryczeć na obcych?
O Boże, jeśli na to wpadniecie, napiszcie mi maila. U nas skończyło się na wymyśleniu „zasad dla domowych dinozaurów”. Powiedzieliśmy Leonowi, że T-Rexy mają bardzo ciche głosy, kiedy są w sklepie, żeby nie spłoszyć swojej zdobyczy (przekąsek). Działało to w jakichś 60% przypadków. W pozostałych 40% po prostu uśmiechałam się przepraszająco do kasjera i uciekałam.

Kiedy wyrośnie z obsesji na punkcie dinozaurów?
Zazwyczaj w wieku 5 lub 6 lat, kiedy dzieci idą do szkoły i nagle zaczynają mieć obsesję na punkcie tego, czym bawią się inni (w naszym przypadku, z dnia na dzień przerzucił się na ciężki sprzęt i ciężarówki). Nie przyspieszajcie tego. Kiedy przestaniecie się tym stresować, okazuje się, że to naprawdę uroczy etap.