W zeszły wtorek o 2:00 w nocy siedziałam na podłodze w łazience z moim trzecim dzieckiem, tępo wpatrując się w fugi, podczas gdy mój telefon leżał w umywalce, żeby dźwięk był głośniejszy. Słuchałam nowego albumu Dijona, Baby, i starałam się nie płakać, ponieważ największym i najpodlejszym kłamstwem, jakie kiedykolwiek wciśnięto nam jako rodzicom, jest mit o promiennej, spokojnej fazie noworodkowej. Wiecie, o czym mówię – te reklamy pieluch, w których kobieta w idealnie wyprasowanej białej lnianej koszuli kołysze śpiące niemowlę, podczas gdy poranne światło przenika przez zwiewne zasłony. Będę z wami szczera: moja rzeczywistość przypomina raczej ulewki we włosach, trzydniowe dresy i zastanawianie się, czy właśnie całkowicie zrujnowałam sobie życie.
Właśnie dlatego dosłownie każdy szuka teraz w sieci hasła „baby dijon”. Jeśli jeszcze tego nie słyszeliście, nowy album Dijona o urokach bycia ojcem po raz pierwszy uderza w popkulturę jak pociąg towarowy, ponieważ on jako jeden z nielicznych przyznaje się do absolutnego, dzikiego szaleństwa, jakim jest posiadanie dziecka. Śpiewa o niepokoju, głębokim strachu przed przekazaniem własnych, poplątanych traum, i o tym, jak nowe dziecko wystawia małżeństwo na próbę stresową, przez którą masz wrażenie, że tracisz zmysły. Teksty z „baby dijon” niczego nie lukrują, a słuchając ich, poczułam się tak niesamowicie zrozumiana, że prawie upuściłam telefon do wanny pełnej wody.
Musimy porozmawiać o absolutnym, dzikim szaleństwie noworodka
Pamiętam, jak przywiozłam do domu moje najstarsze dziecko. Niech go Bóg błogosławi, jest teraz moją chodzącą, żywą przestrogą na temat tego, czego NIE robić, będąc mamą po raz pierwszy. Nie miałam zielonego pojęcia, co robię, podobnie jak mój mąż. Kłóciliśmy się o wszystko. O to, kto jest bardziej zmęczony, kto źle załadował zmywarkę i czy pies nie oddycha zbyt głośno. W jednej ze swoich piosenek Dijon uderza w ten sam rodzaj gorączkowej energii – to uczucie, gdy miłość do dziecka jest tak przytłaczająca, że aż cię miażdży, a jednocześnie jesteś przerażona, że każda kolejna sekunda to twoja porażka.
Moja mama, która wychowała czwórkę dzieci na polnej drodze gdzieś we wschodnim Teksasie, powiedziała mi, żebym po prostu „modliła się i zacisnęła zęby”. Z całym szacunkiem, ale to fatalna rada, gdy zmagasz się z potężnym zjazdem hormonalnym. Pamiętam, jak dowlokłam się do mojego pediatry, doktora Millera, który wygląda, jakby nie przespał całej nocy od późnych lat dziewięćdziesiątych. Szlochałam, bo myślałam, że jestem zepsuta, skoro nie kocham każdej sekundy macierzyństwa. Zamknął swojego małego laptopa, spojrzał mi prosto w oczy i powiedział, że emocjonalny zjazd po porodzie to w zasadzie neurologiczny huragan. Wyjaśnił, że lęk poporodowy nie zawsze objawia się płaczem – czasem to po prostu czysta, niefiltrowana wściekłość, gdy twój mąż zbyt głośno przeżuwa płatki. Powiedział też, że zadbanie o własną równowagę psychiczną to jedyny sposób, by moje dziecko kiedykolwiek poczuło się bezpiecznie. Jeśli jedziesz na oparach, twoje dziecko wyczuwa tę nerwową energię, więc zrobienie sobie cholernej przerwy nie jest egoizmem – jest to biologicznie konieczne.
Żałuję, że nie słyszałam tych kawałków z "baby d" wcześniej. Świadomość, że inna ludzka istota czuła tak wielką utratę kontroli, oszczędziłaby mi mnóstwo poczucia winy.
Jak zorganizować dom, żeby nie zwariować
Jeśli czytacie blogi dla mam, wmówią wam, że przetrwanie fazy noworodka wymaga zaciągnięcia drugiej hipoteki na podgrzewacze do chusteczek, inteligentne kołyski łączące się z Wi-Fi i sterylizatory UV do smoczków. Darujcie sobie nianię elektroniczną z czujnikiem tlenu, chyba że chcecie gapić się w ekran, aż wam oczy zaczną krwawić.

Zamiast tego porzućcie pomysł o pięknym pokoiku dziecięcym i stwórzcie małe „stacje przetrwania” w pokojach, w których faktycznie przebywacie. Wrzućcie do taniego koszyka pieluchy, pieluszki tetrowe do ulewania, zapasowe body, przekąski, które można zjeść jedną ręką, i swój gigantyczny kubek z wodą. Moja babcia zawsze powtarzała, że dom jest do mieszkania, a nie do oglądania. I chociaż przewracam oczami na wiele jej rad – jak wcieranie whisky w ząbkujące dziąsła, co jest absolutnie zakazane – w tej kwestii miała rację. Kiedy krwawisz, jesteś wyczerpana i dochodzisz do siebie po porodzie, nie powinnaś wchodzić po schodach o 3:00 w nocy tylko po to, żeby przynieść czystą pieluchę.
Trzymam jeden koszyk po swojej stronie łóżka, a drugi obok kanapy, gdzie pakuję zamówienia z mojego sklepu na Etsy. Kiedy próbuję zakleić karton, a moje najmłodsze dziecko jest przyklejone do mojej klatki piersiowej jak mała pąkla, posiadanie pieluszki tetrowej na wyciągnięcie ręki to jedyna rzecz, która chroni mój towar przed zniszczeniem ulewkami.
Moja szczera opinia o tym, co NAPRAWDĘ musisz kupić
Słuchajcie, bardzo dbam o budżet. Nie mam pieniędzy do wyrzucenia na rzeczy, które moje dziecko załatwi lub z których wyrośnie w trzy tygodnie. Ale mieszkanie na wsi w Teksasie oznacza, że od maja do października zmagamy się z upałem, który przypomina stanie wewnątrz suszarki do włosów. Tanie poliestrowe ubranka spowodują u dziecka potówki tak szybko, że aż zawróci ci się w głowie. Moje najstarsze dziecko dostało okropnej egzemy od syntetycznych mieszanek, a ja wydałam fortunę na kremy sterydowe, próbując to wyleczyć.
Dlatego moim absolutnym świętym Graalem, niezbędnikiem i rzeczą, którą kupuję we wszystkich kolorach, jest Niemowlęce body bez rękawów z organicznej bawełny od Kianao. Nie mówię tego tylko po to, żeby brzmieć wymyślnie. W 95% składa się z bawełny organicznej, co oznacza, że naprawdę oddycha. Ma też w sobie na tyle dużo streczu, że mogę zsunąć je przez ramiona mojego dziecka, gdy zdarzy się awaria z pieluchą (bo ściąganie brudnej z kupy koszulki przez głowę dziecka to błąd, który popełnia się tylko raz). Jest w przystępnej cenie, wytrzymuje w mojej pralce ponad czterdzieści cykli i nie ma tych sztywnych, drapiących metek, przez które niemowlęta krzyczą. To po prostu solidny, podstawowy element ubioru, który nie kosztuje tyle co rata za samochód.
Teraz opowiem wam też o Silikonowym bambusowym gryzaku Panda. Kupiłam go, bo jest niesamowicie uroczy i zrobiony z silikonu spożywczego, bez wszystkich tych dziwnych chemicznych śmieci. Bardzo łatwo się go czyści – dosłownie po prostu wrzucam go do zmywarki. Ale będę z wami szczera: u nas sprawdza się tylko „w porządku”. Moja najmłodsza córka bawi się nim zadowolona przez jakieś pięć minut, ale szczerze mówiąc, wolałaby gryźć pilota do telewizora lub moje kluczyki do samochodu. Niemowlęta są dziwne. To świetny, bezpieczny produkt w dobrej cenie, na który przysięga wiele mam, ale nie oczekujcie, że magicznie uleczy napady złości przy ząbkowaniu, jeśli wasze dziecko jest wyjątkowo wybredne.
Jeśli szukacie rzeczy, które mają sens dla waszego budżetu i waszego zdrowia psychicznego, możecie przejrzeć niezbędniki z bawełny organicznej Kianao i odpuścić sobie plastikowe śmieci, które popsują się w tydzień.
Naukowe fakty o skórze dziecka, od których boli mnie głowa
Nie jestem chemiczką, a czytanie etykiet z tyłu butelek balsamów dla dzieci zwykle sprawia, że czuję potrzebę wypicia kolejnej kawy. Pamiętam jednak, jak zabrałam moje średnie dziecko do lekarza, ponieważ jej skóra się łuszczyła i była czerwona, a używałam wtedy bardzo popularnej i drogiej marki płynów do kąpieli, która pachniała lawendą i kłamstwami. Doktor Miller wyjaśnił mi to w sposób, który mój pozbawiony snu mózg mógł łatwo przyswoić: skóra dziecka jest wysoce przepuszczalna, co oznacza, że dosłownie wypija wszystko, co na nią nałożysz.

Kazał unikać parabenów i ftalanów. Z tego, co mi wiadomo, ftalany są używane do przedłużenia trwałości zapachu, ale mogą zaburzać gospodarkę hormonalną w małych, rosnących organizmach, a fenoksyetanol to po prostu silny konserwant, który powoduje paskudne reakcje alergiczne u wielu dzieci. Więc zamiast kupować czterdzieści różnych „cudownych” kremów i stresować się nazwami chemicznymi, których nie potrafię wymówić, po prostu przestawiłam się na zwykły olej z awokado i maksymalnie uprościłam naszą rutynę kąpielową. Zachowajcie prostotę. Naturalne włókna, woda i może trochę bezzapachowego mydła roślinnego. Twoje dziecko wcale nie musi pachnieć jak ogród botaniczny.
Rutyna przed snem, która uratowała nasze małżeństwo
Kiedy w naszym domu wybija godzina 19:00, zaczyna się Dziki Zachód. Maluch zwykle biega bez majtek po kuchni, niemowlę krzyczy, a ja wpatruję się w męża, zastanawiając się, które z nas pęknie pierwsze. Wprowadzenie rutyny nie ma nic wspólnego z byciem idealną „mamą z Pinteresta” – to kwestia czystego przetrwania.
Musisz zasygnalizować mózgowi dziecka, że dzień dobiegł końca. Robimy szybką, ciepłą kąpiel, przyciemniamy wszystkie światła w domu, żeby poczuć się jak w jaskini, a potem przechodzimy na podłogę. Nienawidzę plastikowych zabawek, które świecą i do mnie śpiewają, więc używamy Drewnianego stojaka edukacyjnego | Tęczowego zestawu Play Gym. Ma takie małe, stonowane kształty zwierzątek w kolorach ziemi, które z niego zwisają. Moje dziecko może tam leżeć, gapić się na drewnianego słonika, uderzać rączkami w pierścienie i po prostu się zmęczyć bez przebodźcowania swojego mózgu tuż przed snem. Stojak nie krzyczy na mnie, nie potrzebuje baterii i naprawdę ładnie wygląda w moim salonie – nie przypomina eksplozji plastiku.
Macierzyństwo jest chaotyczne, głośne i niesamowicie trudne. Są dni, kiedy będziecie się czuły dokładnie tak, jak te surowe, niefiltrowane teksty Dijona – spanikowane, przytłoczone i całkowicie pochłonięte przez tego maleńkiego człowieka. Bądźcie dla siebie wyrozumiałe. Pijcie wodę, kupujcie ubrania, które ułatwią wam życie i pamiętajcie, że wszyscy inni też tylko udają, że mają wszystko pod kontrolą.
Jeśli jesteście teraz w samym środku tego chaosu i potrzebujecie naprawdę praktycznych rzeczy, które nie zrujnują skóry waszego dziecka ani estetyki salonu, koniecznie sprawdźcie naszą kolekcję do karmienia i ząbkowania, zanim całkowicie postradacie zmysły.
Pytania, które mamy naprawdę mi zadają
Czy trend na „baby dijon” to tylko muzyka, czy coś jeszcze?
Chodzi wyłącznie o muzykę! Dijon to artysta, który właśnie wydał album o tytule Baby, a rodzice tak bardzo się z nim identyfikują, ponieważ po raz pierwszy od dawna ktoś nie polukrował tego, jak przerażające i chaotyczne jest posiadanie noworodka. Obiecuję, że to nie jest nowa marka musztardy.
Skąd mam wiedzieć, czy to ubranka powodują wysypkę u mojego dziecka?
Jeśli zaczerwienienie pojawia się w miejscach, w których materiał mocno ociera – np. pod pachami, w pasie czy na dekolcie – i nasila się, gdy maluch jest spocony, to prawdopodobnie wina materiału. Syntetyczne tkaniny, takie jak poliester, zatrzymują ciepło niczym worek na śmieci. Przestawcie się na czystą bawełnę organiczną na kilka dni i zobaczcie, czy przejdzie. Jeśli wysypka jest grudkowata i się rozprzestrzenia, koniecznie zadzwońcie do lekarza.
Czy naprawdę potrzebuję stojaka edukacyjnego dla niemowląt?
Nie potrzebujesz absolutnie niczego z wyjątkiem jedzenia, pieluch i bezpiecznego miejsca do spania dla malucha. Jednak posiadanie drewnianego stojaka to niesamowite koło ratunkowe dla zdrowia psychicznego, gdy potrzebujesz pięciu minut, żeby wypić gorącą kawę lub złożyć pranie. Taka zabawa buduje mięśnie szyi i gałek ocznych dziecka, a drewniane modele nie wydają tych okropnych, elektronicznych dźwięków.
Moje dziecko nienawidzi gryzaków. Co robić?
Moje średnie dziecko odmawiało używania jakichkolwiek gryzaków, które mu kupiłam, i żuło wyłącznie moje palce. Spróbujcie wziąć czystą małą myjkę, zmoczyć ją, wyżąć i włożyć do zamrażarki na dwadzieścia minut. Niemowlęta uwielbiają fakturę zimnej tkaniny frotte. Uważajcie tylko, żeby nie dawać im niczego zamarzniętego na kość, ponieważ to może naprawdę uszkodzić ich dziąsła.
Jak radzisz sobie z obciążeniem psychicznym bez wyżywania się na partnerze?
Dam znać, jak tylko to rozgryzę! Szczerze mówiąc, musicie po prostu porozmawiać o waszych oczekiwaniach, zanim oboje będziecie funkcjonować po zaledwie dwóch godzinach snu. Mój mąż i ja musieliśmy dojść do porozumienia, że ktokolwiek z nas wstaje na karmienie o 2:00 w nocy, nie musi w tym czasie mówić z sensem ani być uprzejmy, ale rano sobie to wszystko wybaczamy. Poza tym fizyczne spisanie podziału obowiązków na kartce powieszonej na lodówce naprawdę pomaga ukrócić kłótnie z cyklu: „Myślałem/am, że ty to zrobisz”.





Udostępnij:
Niewygodne znaczenie określenia „ojciec dziecka” we współczesnym współrodzicielstwie
Dlaczego obsesja mojego dziecka na punkcie dinozaurów rujnuje mi życie (ale tak nie do końca)