Kiedy w końcu na świecie pojawiły się nasze bliźniaczki, fala porad nadeszła szybko, nieustępliwie i była całkowicie sprzeczna. Moja teściowa upierała się, żebym bez przerwy trzymał je opatulone w grubą wełnę, żeby nie zawiało ich przez wyimaginowany przeciąg w naszym duszniejszym niż zwykle londyńskim mieszkaniu. Facet ze sklepu monopolowego za rogiem zasugerował nacieranie ich dziąseł whisky (co, jak zakładam, było w dużej mierze sztuczką, aby sprzedać mi więcej Famous Grouse). W międzyczasie nasza pielęgniarka środowiskowa mimochodem zasugerowała, że jeśli temperatura w pokoju odchyli się od dokładnie 19,3 stopnia Celsjusza, to w zasadzie igram z losem.

Więc naturalnie, kiedy usiadłem, by obejrzeć najnowsze widowisko Marvela i zobaczyłem Reeda Richardsa gorączkowo próbującego zabezpieczyć retro-futurystyczny wieżowiec przed promieniowaniem kosmicznym, nie widziałem genialnego superbohatera. Widziałem potwornie zmęczonego gościa, który najwyraźniej właśnie rozmawiał ze swoją własną położną. Nagle połowa internetu googluje „kim jest dziecko z fantastycznej czwórki” nie dlatego, że obchodzi nas komiksowe uniwersum, ale dlatego, że pod warstwą spandexu kryje się najbardziej szokująco trafne przedstawienie noworodkowego terroru, jakie widzieliśmy od lat.

Wyjaśnienie kim jest Franklin Richards niewyspanej publiczności

Dla tych z Was, którzy nie zgłębili tajników historii komiksów Marvela: tytułowe dziecko to Franklin Richards, nowo narodzony syn Reeda Richardsa (Pana Fantastycznego) i Sue Storm (Niewidzialnej Kobiety). Ponieważ został poczęty przez rodziców, którzy byli silnie napromieniowani przez kosmiczne burze, Franklin rodzi się z „Kosmiczną Mocą”, co czyni go prawdopodobnie najpotężniejszą istotą w całym wszechświecie.

Jego umiejętności są najwyraźniej tak ogromne, że Galactus – gigantyczny, fioletowy bóg kosmosu, który pożera planety – próbuje porwać dziecko, by zaspokoić swój niekończący się głód. Szczerze mówiąc, gdyby gigantyczne, fioletowe, kosmiczne bóstwo zapukało do naszych drzwi w czwartym miesiącu życia dziewczynek i zaoferowało przejęcie nocnego karmienia, były takie dni, że oddałbym Bliźniaczkę A, poprosił o pokwitowanie i poszedł spać. Robisz bardzo dziwne rzeczy, gdy funkcjonujesz na czterdziestu minutach przerywanego snu.

Czasami, kiedy patrzę na efekty specjalne w tych ogromnych hitach kinowych, niemowlę na ekranie przypomina mniej człowieka, a bardziej jakieś wygenerowane przez algorytmy e-dziecko, stworzone przez potwornie przepracowanego specjalistę od efektów wizualnych. Ale panika w oczach Reeda Richardsa? Ona jest w stu procentach, genialnie wręcz prawdziwa.

Promieniowanie kosmiczne i inne pomniejsze domowe zagrożenia

W filmie jest scena, w której Reed obsesyjnie buduje technologię badań prenatalnych i próbuje „zabezpieczyć przed dzieckiem” budynek Baxter. Roześmiałem się na głos, budząc przy tym dziecko, które właśnie przez godzinę lulałem do snu, ponieważ ten impuls jest nam wszystkim tak dobrze znany. Przynosisz to niesamowicie kruche stworzenie do domu, rozglądasz się i nagle zdajesz sobie sprawę, że absolutnie wszystko, co posiadasz, to potencjalnie śmiercionośna broń.

Jak przez mgłę przypominam sobie, jak nasz lekarz rodzinny wspomniał mimochodem, że ciężkie meble mogą stanowić ryzyko przewrócenia, co w moim pozbawionym snu mózgu w jakiś sposób przekształciło się w pewność, że nasza komoda z IKEI knuje krwawy zamach na moje dzieci. Doprowadziło to do wtorkowej nocy, podczas której wierciłem czternaście dziur w kruszącej się, wiktoriańskiej płycie gipsowo-kartonowej, desperacko próbując przymocować do ściany regał, który ważył mniej niż nasz zmagający się z artretyzmem kot.

Nie potrzebujesz doktoratu z astrofizyki, by zabezpieczyć swoje mieszkanie na przybycie malucha, ale towarzyszący temu lęk wydaje się równie kosmiczny. Koniec końców kupujesz osłonki na narożniki do stołów, które i tak są okrągłe, i zakładasz blokady na szafki, w których trzymasz tylko plastikowe pudełka.

Wielka panika o temperaturę w pokoju dziecięcym

Tym, co film oddaje absolutnie w punkt, jest uczucie, że nie jesteś w najmniejszym stopniu przygotowany, by zapewnić temu małemu organizmowi komfort. Kiedy bliźniaczki miały sześć miesięcy, próba utrzymania stabilnej temperatury w ich pokoju była moim osobistym Galactusem. Bliźniaczka A była jak mały piecyk, który przepacał śpioszki w okamgnieniu, podczas gdy Bliźniaczka B trzęsła się z zimna, gdy tylko ćma trzepotała skrzydłami trzy ulice dalej. Przeczytałem poradnik dla rodziców, w którym twierdzono, że wystarczy po prostu zaufać instynktowi (strona 47 sugeruje zachowanie spokoju, co o 3 nad ranem okazało się radą wybitnie bezużyteczną).

The great nursery temperature panic — Who Is The Baby In Fantastic Four? A Sleep-Deprived Investigation

W końcu przestaliśmy spowijać je w kolejne warstwy syntetycznej paniki i kupiliśmy Bambusowy Kocyk Dziecięcy Mono Rainbow. Zazwyczaj nie zachwycam się kawałkiem materiału, ale ten produkt naprawdę uwielbiam. Faktycznie oddycha, co oznacza, że przestałem budzić się zlany zimnym potem, zastanawiając się, czy przypadkiem nie usmażyłem swoich córek. Wykonany jest z mieszanki organicznego bambusa i bawełny, i w jakiś magiczny sposób chłodzi Bliźniaczkę A, a jednocześnie ogrzewa Bliźniaczkę B, co przeczy prawom fizyki w sposób, który z pewnością doceniłby sam Reed Richards. Poza tym, ten terakotowy wzór z tęczą wygląda całkiem elegancko przerzucony przez oparcie naszej sfatygowanej kanapy, stwarzając iluzję, że wciąż jesteśmy dorośli, a wystrój wnętrz nie jest nam całkowicie obojętny.

Obuwie dla istot, które nie potrafią chodzić

Skoro już jesteśmy przy temacie ubierania naszego potomstwa do walki o przetrwanie, porozmawiajmy o dziwacznej presji społecznej, by zakładać niemowlętom buty. W komiksach Fantastyczna Czwórka nosi uniformy ze stabilnych inaczej molekuł, które idealnie dopasowują się do ciał. My w rzeczywistości walczymy z bucikami dla niemowląt.

W prezencie dostaliśmy Trampki dla Niemowląt marki Kianao. Będę z Wami całkowicie szczery: próba założenia sznurowanych butów wierzgającemu, wściekłemu sześciomiesięcznemu maluchowi to jak zakładanie skarpetek wkurzonemu borsukowi. Ale trzeba przyznać, że wyglądają obłędnie. Jeśli potrzebujesz, aby Twoje niemowlę wyglądało jak maleńki, agresywny żeglarz do zdjęcia rodzinnego lub na wesele, gdzie próbujesz udowodnić krewnym, że nie straciłeś do reszty kontroli nad własnym życiem – te buty to strzał w dziesiątkę. Ich miękkie podeszwy są bardzo na plus, bo nie krępują tych zabawnych, małych ruchów stóp. Ale ostrzegam: jeśli Wasze dziecko wdało się chociaż trochę w Bliźniaczkę B, to spędzi 45 minut metodycznie próbując zjeść sznurówki, gdy tylko na sekundę odwrócicie wzrok.

A skoro o jedzeniu rzeczy niedozwolonych mowa – kiedy zaczynają wyrzynać się zęby, uroczy noworodek przemienia się w dziką maszynę do żucia, po której wszystko jest pokryte lepką, niekończącą się warstwą śliny. Moja żona w przypływie czystej desperacji kupiła nam Gryzak Bubble Tea. Ma on kształt małego kubeczka herbaty boba i radzi sobie naprawdę świetnie. Dziewczynki namiętnie go przeżuwają, a z racji tego, że jest z silikonu, mogę bez wahania rzucić go do zmywarki, kiedy (co oczywiste) spadnie na podłogę w autobusie linii 38. Nie dokonuje cudów, ale kupuje mi około cztery cenne minuty ciszy na wypicie letniej kawy. A to już jest niemal supermoc.

Jeśli akurat utknęłaś lub utknąłeś pod śpiącym niemowlakiem i masz wolną tylko jedną rękę, śmiało przejrzyj naszą kolekcję organicznych kocyków dla niemowląt, czekając, aż odzyskasz czucie w ramieniu.

Prawda o Agacie Harkness jako niani

Z mroków fabuły Marvela dowiadujemy się, że pierwszą nianią Franklina Richardsa była Agatha Harkness – starożytna i moralnie bardzo niejednoznaczna czarownica. Szczerze mówiąc, widząc obecne ceny londyńskich żłobków, sam z pocałowaniem w rękę oddałbym sporą część mojej wypłaty mhrocznej wiedźmie, pod warunkiem, że nauczyłaby dziewczynki dobrych manier i brała mniej niż 90 funtów za dniówkę.

The truth about Agatha Harkness as a childminder — Who Is The Baby In Fantastic Four? A Sleep-Deprived Investigation

Jak przetrwać poporodową przeprawę

W nowym filmie jest dość istotny moment, w którym Sue Storm dosłownie umiera z wyczerpania, starając się ochronić swoją rodzinę, a malutki Franklin musi użyć swoich kosmicznych mocy, żeby przywrócić ją do życia.

To bardzo dobitna metafora, ale, do cholery, jakże trafna. Mamy może i nie tłuką się fizycznie z potworami z innej galaktyki, lecz fizyczne i psychiczne ciosy, jakie funduje okres poporodowy, są równie okrutne. Pamiętam wzrok naszego lekarza rzucony na moją żonę jakieś cztery tygodnie po porodzie, kiedy mruknął coś, że okołoporodowe zaburzenia nastroju dotykają niedorzecznie wielkiej liczby kobiet (dokładnych statystyk nie pamiętam, bo właśnie z paniką w oczach ścierałem ulane mleko z moich spodni wpół zaschniętą chusteczką), a następnie skwitował, że ludzie zwyczajnie nie są przystosowani, by regenerować się po wielkiej operacji brzusznej, i równocześnie utrzymywać przy życiu dwa wrogo nastawione, krzyczące ziemniaczki, śpiąc łącznie może z dwie godziny na dobę.

Medyczne broszury próbują ubierać to w sterylną i kliniczną terminologię, ale realia to czysty, gęsty chaos. Przeciekasz, padasz ze zmęczenia i potwornie się boisz. Zamiast doradzać ci wdrożenie rygorystycznej rutyny pielęgnacyjnej z pilnowaniem, byś spała, kiedy maluch śpi i żłopała hektolitry wody dla zachowania laktacji, delikatnie podpowiem: po prostu zmniejszcie w domu oczekiwania, zaniżcie loty, by każdy dzień był przetrwaniem bez płaczu, i... kup porządny krem na poranione brodawki.

Franklin Richards to może i najpotężniejszy szkrab z wyimaginowanego komiksowego wszechświata, ale dla każdego rodzica to właśnie ich noworodek jest pępkiem (ich bardzo kruchego) kosmosu. I wiesz co? By trzymać je z dala od krzywdy nie potrzebujesz specjalnego skanera. Wystarczy nieco chłodnego rozsądku, świetny pediatra, oraz głęboka świadomość, że absolutnie każdy inny rodzic dokoła robi to wszystko z taką samą improwizacją, jak ty.

Zanim znów wskoczysz głową naprzód w to rodzicielskie pole bitwy, sprawdź naszą ofertę – zrównoważone dekoracje do pokoju dziecięcego pomogą Ci choć trochę oswoić Wasz prywatny Budynek Baxter.

Często zadawane pytania (Ponieważ Google o 3 nad ranem przeraża)

Dlaczego Galactus chce pożreć dziecko z Fantastycznej Czwórki?
Ponieważ Galactus żywi się kosmiczną energią, a niemowlę Franklin to zasadniczo wielka, urocza i gaworząca bateria o nieograniczonej pojemności. Wyobraź to sobie jako super-ekstremalną wersję momentu, gdy wpada do Was teściowa, aby przed samą drzemką kompletnie wyczerpać do zera baterię społeczną Waszego malucha, a Ty zostajesz sama ze zbliżającą się, gigantyczną histerią.

Czy Franklin Richards to oficjalnie mutant?
Zależy jakiej epoki komiksy właśnie masz w ręce, ale zasadniczo: tak. Klasyfikuje się go jako mutanta poziomu Omega. Jednak mówiąc uczciwie: kiedy moje bliźniaczki wchodzą w te konkretne rejestry dźwiękowe, w których wibrują szkła do wina, po tym jak podałem im kubeczek w kolorze niebieskim zamiast czerwonego – jestem święcie przekonany, że one także mają mocno aktywny gen X.

Czy Reed Richards autentycznie zbudował kosmiczną nianię dla dzieciaków?
Tak! Składa on przeróżne dziwaczne technologicznie sprzęty, by badać ciążę Sue, a następnie poziom mocy u malucha. Brzmi to bez sensu do momentu, w którym uświadomisz sobie, że ja sam pękłem na 150 funtów za elektroniczną nianię sprawdzającą oddychanie, serce i fazy snu u mojego dziecka. Całość dawała mi tylko to, że stany lękowe osiągały apogeum przy absolutnie najdrobniejszym przekręceniu się noworodka na bok.

Czy naprawdę idzie odpowiednio "zabezpieczyć dom przed dzieckiem"?
Możesz stawać na rzęsach, ale wiedz, że po tym świecie nie stąpał nigdy lepszy Houdini ucieczek niż dwulatek. Przybij wielkie i ciężkie szafy kołkami do muru by nie runęły na malucha. Podociskaj te ohydne plastikowe maskownice w gniazdka. A na koniec zwyczajnie pogódź się z faktem, że szkrab z mistrzowską precyzją wyciągnie zagubiony pod sofą pstrokaty klocek Lego od sąsiada, wsadzi go sobie prosto w przełyk, patrząc Ci wyzywająco, prosto w oczy.

Jak zwalczyć to poczucie wiecznego lęku przy małym dziecku?
Wiesz co? Naprawdę nie sądzę, że to kiedyś zanika na dobre do końca. Raczej uczycie się po prostu wsadzać ten niepokój w wewnętrzny plecak i iść naprzód. Z czasem ogarniasz po prostu, że nie zapanujesz nad 100% rzeczy. Że kiedy smoczek wyrąbie o chodnik przy placu zabaw i zapomnisz go opłukać, dziecko nie zejdzie Ci na odmianę ptasiej grypy. A finalnie... dojdziesz też do tego, że całkiem niezłą sztuką jest utrzymanie by ten mały brzdąc był jakkolwiek czysty, regularnie najedzony, i na maksa kochany.