Była 3:14 nad ranem w wyjątkowo wilgotny wtorek, kiedy to stałem w kuchni, delikatnie kołysząc Bliźniaczkę A i próbując czytać komiksowe zawiłości z uniwersum Marvela na telefonie przy dwunastoprocentowej jasności ekranu. Robiła właśnie niesamowicie wierną imitację umierającej cykady, ponieważ nie pozwoliłem jej bawić się nożyczkami kuchennymi w łóżeczku, a mój spragniony fazy REM mózg uznał, że to idealny moment na zbadanie ukrytych motywów gigantycznego, fioletowego kosmity. W internecie huczało od plotek na temat nowego filmu o Fantastycznej Czwórce, a w moim feedzie ciągle pojawiało się pewne bardzo konkretne pytanie dotyczące pożeracza światów i rodziny Richardsów. Wiecie, o które chodzi. Przewijałem fora, unikając spoilerów i agresywnych teorii fanów, zastanawiając się, jaki w ogóle pożytek mogłaby mieć starożytna kosmiczna istota z niemowlaka.
Trzymanie wrzeszczącego dziecka o trzeciej nad ranem autentycznie zmienia chemię mózgu, co jest moją jedyną wymówką na to, jak bardzo komiksowa logika nagle nabrała dla mnie sensu. Galactus, istota przeklęta nienasyconym głodem, który zmusza go do pożerania całych planet, przybywa na Ziemię i natychmiast żąda, by Reed i Sue oddali mu swojego nowonarodzonego syna, Franklina. Kiedy tak patrzyłem, jak mój własny, malutki, lepki od brudu niszczyciel światów systematycznie pozbawia mnie resztek zdrowia psychicznego, nie zastanawiałem się, po co pożeraczowi światów dwulatek. Zastanawiałem się raczej, dlaczego myślał, że da sobie z nim radę.
Kosmiczny byt z tasiemcem
Do szóstej rano do walki dołączyła Bliźniaczka B, a prawdziwe paralele między uniwersum Marvela a moją kuchnią stały się boleśnie wyraźne. W komiksach Galactusem kieruje tragiczny, nieskończony głód. Nie jest do szpiku kości zły, po prostu ma kosmicznego tasiemca, który wymaga od niego pożerania układu słonecznego na śniadanie. Obserwowałem, jak moje dwulatki pożerają moją cierpliwość, moje topniejące oszczędności na koncie bankowym i trzy koszyczki skandalicznie drogich ekologicznych malin w równe cztery minuty, tylko po to, by gwałtownie odrzucić czwarty koszyczek, ponieważ owoce były, cytuję, "zbyt czerwone".
Jeśli zagłębicie się w tę historię, jednym z głównych powodów, dla których Galactus interesuje się małym Franklinem, jest wrodzona "Kosmiczna Moc" dziecka. Franklin nie jest zwykłym mutantem; to zakrzywiacz rzeczywistości poziomu omega, który potrafi dosłownie tworzyć kieszonkowe wymiary. Galactus, wiecznie wyczerpany własnymi restrykcjami dietetycznymi, teoretyzuje, że dziecko, które potrafi tworzyć wszechświaty z niczego, mogłoby w końcu zapewnić mu nieskończone źródło pożywienia lub być może nawet całkowicie wyleczyć jego głód. Utożsamiam się z tym na głęboko duchowym poziomie. Gdyby któraś z moich córek nagle objawiła zdolność do wyczarowania idealnie przypieczonej kanapki z serem bez skórek, którą faktycznie zjadłaby, nie rzucając nią w kota, również uznałbym ją za swoje wybawienie.
Nasz lekarz rodzinny, dr Patel, spojrzał na mnie w zeszłym tygodniu z mieszaniną litości i łagodnego niepokoju, kiedy zapytałem, czy dieta składająca się wyłącznie z beżowych węglowodanów zahamuje ich wzrost, mrucząc coś pod nosem o tym, że dzieci zazwyczaj potrafią wydobywać kluczowe składniki odżywcze z pozornie pustego powietrza i że nie powinienem wpadać w panikę, dopóki mają energię. Szczerze mówiąc, to najmniej naukowa i najbardziej przerażająca rzecz, jaką kiedykolwiek usłyszałem od pracownika medycznego. Przypuszczam, że to pediatryczny odpowiednik bezradnego załamania rąk i zaakceptowania faktu, że biologia malucha funkcjonuje w zupełnie innym wymiarze.
Zakrzywianie rzeczywistości w salonie
Około dziesiątej rano zakrzywianie rzeczywistości naprawdę się zaczyna. Franklin Richards zagina tkankę czasu i przestrzeni. Moje dziewczynki zaginają prawa fizyki, sprawiając, że jeden kubek rozlanej wody w jakiś sposób pokrywa trzy metry kwadratowe dywanu, poduszki na kanapie i wnętrze mojego lewego buta. Pamiętam czasy, kiedy po prostu gapiłem się w świecący ekran naszej wysoce czułej elektronicznej niani, zastanawiając się, czy ta niewyraźna, pełna szumów bryła to oddychające dziecko, czy tylko porzucona pieluszka muślinowa, modląc się o dwadzieścia minut nieprzerwanej ciszy. Teraz cisza to zagrożenie. Jeśli w moim mieszkaniu jest cicho, oznacza to, że ktoś albo rysuje po ścianach znalezionym flamastrem, albo próbuje spuścić moje klucze w toalecie.

To właśnie w takich momentach czystego, nieskażonego chaosu zdajesz sobie sprawę, że potrzebujesz fizycznych obiektów, które zakotwiczą cię w rzeczywistości. Odkąd zostałem ojcem, kupiłem zdecydowanie zbyt wiele zabawek, głównie plastikowych potworków, które migają oślepiającym światłem i śpiewają piosenki nawiedzające mnie w koszmarach. Ale jest jeden przedmiot, który cudownym trafem przetrwał bezlitosny test uczuć moich dzieci. To Szydełkowa Grzechotka Jelonek od Kianao i nie przesadzam mówiąc, że ten maleńki, drewniano-bawełniany jelonek widział rzeczy, które zniszczyłyby słabszą zabawkę.
Kupiłem go pierwotnie, ponieważ przechodziłem fazę udawania, że będę takim rodzicem, który zapewnia tylko estetyczne, zgodne z duchem Montessori drewniane zabawki – ułuda, która trwała dokładnie do momentu, gdy ktoś podarował nam neonowy, plastikowy, śpiewający autobus. Ale ta grzechotka-jelonek z nami została. Podczas Wielkich Wojen Ząbkowania zeszłej jesieni, Bliźniaczka A używała tego gładkiego, drewnianego kółka do brutalnego uderzania w listwy przypodłogowe w korytarzu, traktując je mniej jak kojący obiekt sensoryczny, a bardziej jak miniaturową średniowieczną buławę. Niesamowite jest to, że drewno nie popękało, bawełniana organiczna główka się nie spruła, a zabawka przetrwała całkowite zanurzenie w misce z letnią owsianką. Zapewnia bardzo satysfakcjonujący opór dotykowy dla wściekłych małych dziąseł, a cichy dźwięk grzechotki jest na szczęście na tyle stłumiony, że nie wywołuje migreny, gdy jest potrząsana bezpośrednio przy moim uchu z odległości zera milimetrów.
Wielki plan sukcesji z SW19
W południe podejmujemy próbę drzemki, co przypomina mniej regenerujący odpoczynek, a bardziej negocjacje z porywaczami. Komiksowi historycy powiedzą wam, że drugim powodem, dla którego Galactus pragnął dziecka, była sukcesja. W głębi duszy gigantyczny fioletowy kosmiczny bóg absolutnie nienawidzi swojej pracy. Nienawidzi bycia mrocznym żniwiarzem wszechświata. Patrzy na niewyobrażalną moc Franklina w połączeniu z wrodzoną empatią ludzkiej duszy i myśli: "Aha, to jest ten facet, który może przejąć rodzinny interes".
Myślę o tym za każdym razem, gdy zeskrobuję zgnieciony groszek z linoleum. Po prostu chcesz, żeby dziecko dorosło na tyle szybko, by zacząć przynosić pożytek społeczeństwu, albo przynajmniej nauczyło się samo zakładać buty. Obciążenie psychiczne wynikające z bycia jedynym arbitrem bezpieczeństwa, żywienia i regulacji emocjonalnej dla dwóch małych ludzików jest przygniatające. Pragniesz następcy. Chcesz, by ktoś inny wziął na swoje barki ciężar uniwersalnej równowagi, albo przynajmniej zmienił cię przy przewijaniu pieluch.
Aby spróbować wymusić choćby pozory spokoju podczas rutyny drzemki, zazwyczaj używamy różnych miękkich tekstyliów. Będę z wami całkowicie szczery: kocyk to tylko kocyk. Nie sprawi magicznie, że przemęczony maluch prześpi całe popołudnie, bez względu na to, co mówią wam marketingowe slogany. My używamy Bambusowego Kocyka Niemowlęcego Mono Rainbow i jest w porządku. Właściwie jest całkiem przyjemny. Mieszanka bambusa i bawełny organicznej jest niezaprzeczalnie miękka i wydaje się na tyle dobrze regulować ich temperaturę, że nie budzą się oblane potem. Zostaje obrzygany, przeciągnięty przez korytarz i użyty jako prowizoryczny namiot dokładnie tak samo, jak tanie, drapiące kocyki, ale minimalistyczny wzór w terakotowe tęcze wygląda nieco bardziej reprezentacyjnie, gdy moja teściowa wpada bez zapowiedzi i ocenia stan mojego salonu.
Jeśli jesteście właśnie w okopach walki o utrzymanie pięknie urządzonego pokoju dziecięcego, podczas gdy wasze dzieci aktywnie go demolują, być może będziecie chcieli przejrzeć pełną kolekcję akcesoriów Kianao, zaprojektowanych tak, aby przetrwać starcie z małym, rozwścieczonym superbohaterem.
Mycie zębów kosmicznemu bogu
Popołudnie zazwyczaj wiąże się z wypadem do lokalnego parku – rozpaczliwą próbą pozwolenia im na spalenie kosmicznego promieniowania, które napędza ich niekończącą się energię. Jak powszechnie wiadomo, Reed i Sue Richardsowie odrzucili ofertę Galactusa. Nie zgodzili się oddać syna, by ocalić Ziemię, przedkładając bezpieczeństwo swojego dziecka nad dosłowną globalną anihilację. Dla rodzica ma to absolutny sens. Gdyby jakiś kosmita zażądał, bym oddał mu jedną z bliźniaczek w celu ratowania Londynu, uprzejmie kazałbym mu odpalać promień śmierci, podczas gdy sam ładowałbym dziewczynki do wózka.

Ochrona ich przed otoczeniem jest wyczerpująca. Chronimy je przed słońcem, przed deszczem, przed dziwnym facetem karmiącym gołębie i przed nimi samymi. Ale nic nie przygotuje cię na czystą brutalność wieczornej rutyny, a w szczególności na higienę jamy ustnej. Próba włożenia szczoteczki do zębów do ust opornego dwulatka przypomina próbę rozbrojenia bomby w rękawicach kuchennych.
Ostatnio zrezygnowałem z tradycyjnych szczoteczek z włosiem po tym, jak Bliźniaczka B nauczyła się je parować, i przerzuciłem się na Zestaw Szczoteczek na Palec dla Niemowląt. Wsuwam tę małą silikonową nasadkę na palec wskazujący, co jest niesamowicie mało godne, ale to naprawdę działa. Daje mi to bezpośrednie sprzężenie zwrotne, więc wiem, że naprawdę szoruję trzonowca, a nie tylko mgliście masuję ich język, podczas gdy one zaciskają zęby na moich knykciach z siłą młodego krokodyla. Silikonowe wypustki są na tyle miękkie, że nie powodują dramatycznego krwawienia, które zwykle towarzyszy naszym sesjom szczotkowania, a potem mogę po prostu wrzucić to do zmywarki. To małe zwycięstwo w wojnie, którą w większości przegrywam.
Poddanie się multiwersum
O siódmej wieczorem w mieszkaniu zapada cisza. Zakrzywianie rzeczywistości ustało. Pożeracze światów śpią w swoich łóżeczkach, ich kosmiczna energia została wyłączona na noc.
Siedzę na kanapie, pokryty tajemniczą lepką substancją, która, mam nadzieję, jest tylko dżemem, i w końcu rozumiem te komiksowe zawiłości. Dlaczego Galactus tak bardzo pragnął dziecka? Ponieważ dziecko reprezentuje nieskończony, przerażający potencjał. To czyste karty, zdolne do zniszczenia twojego całego świata i przebudowania go w coś zupełnie innego. Reed i Sue wiedzieli, że jeśli tylko będą wystarczająco kochać Franklina, jeśli będą o niego dbać zamiast go wykorzystywać, jego moce zakrzywiania rzeczywistości staną się siłą czyniącą dobro.
Mam tylko nadzieję, że moje dwie pociechy użyją swoich mocy, by pospać jutro dłużej niż do 5:30 rano. Ale znając moje szczęście, wstaniemy przed świtem, ponownie walcząc z kosmicznym głodem.
Zanim całkowicie postradacie zmysły, próbując rozszyfrować potrzeby żywieniowe swoich własnych małych kosmicznych istot, zajrzyjcie do ekologicznych akcesoriów dla rodziców od Kianao, aby znaleźć coś, co ma szansę przetrwać lata niemowlęce.
Pytania, na które kompletnie nie mam kwalifikacji odpowiadać, ale i tak spróbuję
Pytanie: Czy to normalne, że maluch potrafi zjeść tyle owoców, ile sam waży, a potem odmówić zjedzenia chociażby jednego warzywa?
Odpowiedź: Z tego, co udało mi się wywnioskować podczas moich zaspanych obserwacji, układ trawienny malucha działa na czystej złośliwości i cukrach owocowych. Dr Patel w zasadzie zasugerował, że dopóki oddychają i nie nabawiły się szkorbutu, sporadyczne odrzucenie ogórka nie wywoła kosmicznego kolapsu. Po prostu nie przestawajcie oferować im brokułów i przygotujcie się na to, że znajdziecie je ukryte w swoich butach.
Pytanie: Jak ustalić rutynę, gdy twoje dziecko najwyraźniej zakrzywia czas?
Odpowiedź: Nie ustalasz rutyny, tylko serię wysoce elastycznych negocjacji z porywaczami, które zaledwie przypominają harmonogram. Próbowałem kiedyś zastosować jeden z tych rygorystycznych, wojskowych schematów snu, a moje dziewczynki tylko roześmiały mi się prosto w twarz. Odkryłem, że poddanie się chaosowi i celowanie w mniej więcej to samo okienko drzemki każdego dnia chroni mnie przed wpadnięciem w totalną rozpacz.
Pytanie: Czy drewniane zabawki są naprawdę lepsze, czy tylko daję się złapać na ich estetykę?
Odpowiedź: Szczerze mówiąc, i jedno, i drugie. Estetyka dobrze wpływa na twoje własne zdrowie psychiczne, ponieważ wpatrywanie się przez cały dzień w morze plastiku w jaskrawych kolorach może wywołać migrenę. Ale z praktycznego punktu widzenia, drewniane zabawki, takie jak wspomniana przeze mnie grzechotka-jelonek, mogą zebrać absolutne baty bez rozpadania się na ostre, niebezpieczne odłamki. Bolą nieco bardziej, gdy nadepnie się na nie bosą stopą w ciemnościach, ale to poświęcenie, na które jestem gotów.
Pytanie: Jak radzisz sobie z poczuciem winy, że nie cieszysz się każdą pojedynczą chwilą?
Odpowiedź: Mam silne podejrzenia, że każdy, kto twierdzi, że cieszy się każdą chwilą rodzicielstwa, albo cię okłamuje, jest na silnych lekach, albo dysponuje sztabem nocnych niań. To całkowicie w porządku, żeby schować się w kuchni na cztery minuty i jeść czerstwe herbatniki tylko po to, by uniknąć hałasu. Masz prawo nienawidzić tych lepkich, wrzeszczących części dnia, jednocześnie głęboko kochając dziecko, które je produkuje.
Pytanie: Czy dobry kocyk może naprawdę pomóc dziecku lepiej spać?
Odpowiedź: Słuchajcie, nie będę tu siedział i wmawiał wam, że kocyk ma w sobie magię. Jeśli wasze dziecko ząbkuje lub przechodzi przez skok rozwojowy, obudzi się wściekłe bez względu na gęstość splotu materiału. Jednak przewiewny, organiczny materiał faktycznie zapobiega temu, że dziecko budzi się spocone i czuje dyskomfort, co eliminuje przynajmniej jedną zmienną z tego gigantycznego, nierozwiązywalnego równania, jakim jest sen niemowlęcia.





Udostępnij:
Dlaczego niemowlęta płaczą: Nocny list do wyczerpanej samej siebie
Kim jest dziecko w Fantastycznej Czwórce? Śledztwo niewyspanych rodziców