Moja teściowa osaczyła mnie w kuchni trzeciego dnia mojego ojcostwa, aby stanowczo oświadczyć, że dzieci muszą spać na brzuszku, w przeciwnym razie zadławią się własnymi ulewaniami i zginą przed świtem. Pielęgniarka środowiskowa z NHS, która pojawiła się trzy godziny później, dzierżąc ulotki niczym broń, spojrzała na mnie tak, jakbym zasugerował przechowywanie bliźniaczek w szufladzie na warzywa w lodówce. Jednoznacznie stwierdziła, że muszą leżeć płasko na plecach w absolutnie pustym łóżeczku, bez choćby najmniejszej dekoracyjnej poduszki w zasięgu wzroku. Potem pewien facet, którego ledwo znam, pochylił się nad swoim piwem w lokalnym pubie, machnął nieokreślenie ręką na mój podwójny wózek i wymamrotał, że powinniśmy po prostu wsadzić je do wyściełanej szuflady z tykającym zegarkiem zawiniętym w ręcznik. Bo tak właśnie zrobiła jego mama w latach siedemdziesiątych i wyrósł na normalnego faceta (choć biorąc pod uwagę, że we wtorek o jedenastej rano pił ciemne piwo, nie byłem do końca przekonany co do jego wiarygodności). Zanim w końcu przywiozłem dziewczynki do domu i przygotowałem do snu, byłem tak sparaliżowany sprzecznymi radami, że poważnie rozważałem trzymanie ich obu w pozycji pionowej, dopóki nie pójdą na studia.

Jestem prawie pewien, że w taksówce w drodze ze szpitala do domu w radiu leciało sir mix-a-lot baby got back, co wydawało się głęboko nieodpowiednie, biorąc pod uwagę ten kruchy, przerażający ładunek, który transportowaliśmy w foteliku samochodowym (jego montaż zajął mi czterdzieści pięć minut potu i przekleństw, podczas gdy taksówkarz wzdychał ciężko). Kiedy słyszę dziś frazę „baby got back”, mój chronicznie niewyspany mózg nie wyobraża sobie natychmiast teledysku do tej piosenki z 1992 roku. Głównie dlatego, że gigantyczne pośladki, o których mowa w utworze, byłyby szczerze mówiąc znacznie bardziej miękkim miejscem do lądowania dla mojej wyczerpanej głowy niż twarda podłoga w naszym pokoju dziecięcym o czwartej nad ranem.

Nie, dla mnie słynne angielskie słowo „back” (plecy, ale i pyskować – backtalk) kojarzy się z dwiema zupełnie różnymi, równie wyczerpującymi fazami tej dziwnej rodzicielskiej podróży: przerażającą noworodkową erą spania „na plecach” (back-to-sleep) i obecnym etapem buntu, na którym pyskowanie jest tak ostre, że fizycznie rani moją dumę.

Czysta panika pustego łóżeczka

Nasz lekarz pierwszego kontaktu podczas wizyty kontrolnej w drugim tygodniu mimochodem wspomniał, że kładzenie dzieci ściśle na plecach drastycznie zmniejsza ryzyko SIDS. To dokładnie ten rodzaj przerażającego skrótu medycznego, który natychmiast przeprogramowuje twój mózg tak, byś już nigdy nie zasnął głęboko. Spędzasz potem noce, unosząc się w ciemności nad koszem Mojżesza niczym wiktoriański duch, tylko po to, by sprawdzać mikroskopijne unoszenie się i opadanie malutkiej klatki piersiowej. Pamiętam, że czytałem gdzieś, iż cała kampania zachęcająca do spania na plecach zrewolucjonizowała bezpieczeństwo niemowląt, choć moje zrozumienie samej nauki jest w najlepszym razie mgliste. Sprowadza się do ogólnego założenia, że spanie na brzuchu sprawia, iż śpią zbyt głęboko i zapominają się obudzić. Brzmi to jak coś, co mój dziadek powiedziałby o wypiciu zbyt dużej ilości sherry po niedzielnym obiedzie.

Zasady nakazują, że łóżeczko musi być całkowicie puste – wyglądając mniej jak przytulne gniazdko dla ukochanego dziecka, a bardziej jak izolatka w więzieniu o zaostrzonym rygorze dla bardzo małych więźniów. Żadnych ochraniaczy na szczebelki, poduszek, pluszaków, luźnych kocyków i absolutnie niczego, co mogłoby przynieść im radość lub ukojenie.

Więc je spowijasz. Zawijasz je jak małe, wściekłe burrito, żeby ich odruch Moro nie sprawił, że uderzą się w twarz o drugiej w nocy. Przez pierwsze kilka miesięcy zmagaliśmy się, by opatulać je w Kocyk z bawełny organicznej w misie polarne, co autentycznie uratowało moje zdrowie psychiczne. Jest na tyle przewiewny, że nie panikowałem, czy spontanicznie nie spłoną od udaru cieplnego (to realny strach, którego nabawiłem się po nocnym nakręcaniu się w Google), a materiał ma wspaniały ciężar, który daje im poczucie bezpieczeństwa. Szczerze mówiąc, to z pewnością moja ulubiona rzecz, jaką kupiliśmy w tym noworodkowym amoku. Głównie dlatego, że wytrzymał codzienne pranie po niekończących się eksplozjach płynów ustrojowych, a ja do dziś kładę go sobie na kolanach podczas oglądania sobotniego meczu, bo jest po prostu agresywnie miękki.

W tym samym czasie kupiliśmy też Kocyk w uspokajającym szarym kolorze w wieloryby, który jest jak najbardziej w porządku i robi dokładnie to, co kocyk robić powinien, ale jest po prostu trochę... szary, prawda? Wygląda cudownie, jeśli próbujesz stworzyć na Instagrama jeden z tych beżowych, minimalistycznych, skandynawskich pokoików dziecięcych, gdzie wszystkie zabawki są zrobione z nielakierowanego drewna i smutku. Jednak w naszym chaotycznym londyńskim szeregowcu, wtopił się w ogólną estetykę brytyjskiej zimy i moich własnych worów pod oczami.

Przeczytałem połowę książki dla rodziców, która sugerowała używanie generatorów białego szumu do naśladowania dźwięków z łona matki. Wydałem więc czterdzieści funtów na plastikową sowę, która buczała, ale brzmiała dokładnie jak zepsuta pralka mojego sąsiada i przyprawiła mnie o tak pulsujący ból głowy ze stresu, że po jednej nocy wrzuciłem ją bezpośrednio do kubła na śmieci.

Kiedy pyskowanie przerasta ich wzrost

Właśnie wtedy, gdy w końcu przyzwyczajasz się do faktu, że nie przestaną oddychać, jeśli odwrócisz wzrok na dziesięć sekund, osiągają wiek dwóch lat, odkrywają, że mają struny głosowe i zaczyna się pyskowanie. I to nie są tylko urocze przekomarzania; to wojna psychologiczna ze strony kogoś, kto wciąż od czasu do czasu je błoto i nie opanował jeszcze korzystania z toalety.

When the sass outpaces their height — Baby Got Back: Surviving Sleep Paranoia and Toddler Defiance

Myślałem, że najtrudniejszą częścią bycia tatą będzie fizyczne wyczerpanie fazy noworodkowej, ale absolutnie nikt nie ostrzegł mnie przed głębokim urazem emocjonalnym w dniu, w którym osoba, którą dosłownie stworzyłeś, patrzy ci prosto w oczy i mówi, że twój strój jest głupi. W zeszły wtorek powiedziałem jednej z moich córek, że nie możemy zjeść lodów na śniadanie, na co skrzyżowała ramiona, spojrzała na mnie z intensywnością rozczarowanej dyrektorki i powiedziała: "Nie, tatusiu, to ty idziesz na karny schodek".

Całkowity brak godności w tej sytuacji jest porażający. Próbujesz utrzymać swój autorytet, stojąc prosto i emanując spokojną, rodzicielską stanowczością, ale niezwykle trudno jest wzbudzać szacunek, gdy jesteś pokryty zaschniętą owsianką i negocjujesz z miniaturowym dyktatorem, który ma na sobie kalosze i nic poza tym. Czasami łapię się na tym, że w myślach recytuję słowa Baby Got Back, tylko po to, żeby zagłuszyć dźwięk krzyczącego malucha, bo popełniłem niewybaczalną zbrodnię, obierając jej banana odrobinę za bardzo. Oh my god, Becky, look at her tantrum...

Jest jeszcze gorzej, gdy zaczynają przynosić rekwizyty do kłótni. Jedna z bliźniaczek upiera się przy noszeniu masywnego, plastikowego zegarka Baby-G, który znalazła w sklepie z używaną odzieżą na Camden. Dosłownie stuka w jego tarczę, czekając, aż przeproszę za to, że dałem jej niebieski kubek zamiast różowego. Ona nawet nie zna się na zegarku. Myśli, że cyfra cztery nazywa się "trójkąt". Mimo to ma czelność sprawdzać na nim godzinę, osądzając moje umiejętności wychowawcze.

Mój lekarz kiedyś mimochodem wspomniał, że ten bunt to po prostu testowanie granic, ale bycie testowanym przez dwulatka przypomina testowanie elektrycznych ogrodzeń przez welociraptory w Parku Jurajskim — one nie szukają tylko słabych punktów, one aktywnie próbują zniszczyć cały system i pożreć twoje szczątki. Jestem całkiem pewien, że zachowują się tak po prostu dlatego, że ich płaty czołowe to zasadniczo jeszcze nieuformowana papka. To oznacza, że dosłownie brakuje im neurologicznych hamulców wymaganych do powstrzymania się przed rzuceniem drewnianym pociągiem w twoje krocze, gdy odmówisz im czwartego ciastka owsianego przed kolacją.

Jeśli desperacko szukasz czegoś do ocierania łez (bądźmy szczerzy, głównie swoich), możesz po cichu przejrzeć kolekcję ekologicznych niezbędników dla niemowląt Kianao. Znajdziesz tam piękne rzeczy, które nie zrujnują planety – tej samej, którą twoje przerażające potomstwo pewnego dnia odziedziczy, by zapewne rządzić nią żelazną ręką.

Desperackie próby dyplomacji

Odkryłem, że jedynym sposobem na przetrwanie pyskowania bez utraty panowania nad sobą i krzyku (co tylko uczy je, że krzyk to sposób rozwiązywania problemów – lekcja, którą natychmiast wykorzystają przeciwko mnie następnego dnia) jest po prostu wzięcie głębokiego, pełnego irytacji wdechu. Całkowicie ignorując te bezczelne teksty, udaję, że wcale nie obraziłem się dogłębnie tym, że dwulatka właśnie skrytykowała mój wybór spodni, co szczerze mówiąc, wymaga cierpliwości świętego.

Desperate attempts at diplomacy — Baby Got Back: Surviving Sleep Paranoia and Toddler Defiance

Gdy negocjacje całkowicie zawodzą i zaczynają rzucać wyzwiskami, które uderzają w najczulsze punkty, jedyną skuteczną bronią, jaka mi pozostaje, jest odwrócenie uwagi. Czasami szybko konstruuję skomplikowany fort nad stołem w jadalni, używając do tego Kocyka niemowlęcego z bawełny organicznej w króliczki i wciągam je pod spód, żeby zmienić otoczenie. Jest zaskakująco duży, z łatwością przykrywa dwa krzesła, a jasny, żółty kolor jest wystarczająco wesoły, by chociaż trochę poprawić mi nastrój po tym, jak zostałem nazwany „głupkiem-kupkiem” przez własną krew z krwi, kość z kości. Poza tym, bliźniaczki zdają się szanować autorytet małych, nadrukowanych króliczków o wiele bardziej niż mój własny.

Z perspektywy czasu, to niesamowity kontrast. Dwa lata temu delikatnie kładłem je na pleckach w ich łóżeczkach, przerażony, by ich nie obudzić, modląc się, by po prostu spały bezpiecznie. Teraz patrzę, jak obrażone wypadają z salonu, bo poprosiłem je, żeby nie lizały ekranu telewizora. Ich małe plecy oddalają się korytarzem, gdy mruczą pod nosami skargi na mnie. Z kruchych, małych jajeczek zmieniły się w zacięcie uparte współlokatorki, które nie płacą czynszu i nieustannie krytykują domowy catering.

Zanim dotrzemy do gorączkowych pytań, które nieuchronnie wygooglujesz pod kołdrą o 3 nad ranem, ukrywając się przed swoimi obowiązkami, rzuć okiem na naszą pełną kolekcję organicznych kocyków dla niemowląt w Kianao – bo skoro i tak nie zmrużysz oka całą noc, by odpowiadać na zażalenia malucha lub pilnować oddechu noworodka, możesz równie dobrze owinąć się czymś niewiarygodnie miękkim.

Brutalna prawda o spaniu i pyskowaniu

Jak utrzymać opatulone niemowlę stabilnie na plecach?

  • Szczerze? Po prostu odkładasz je twarzą do góry i masz nadzieję na najlepsze. Gdy tylko odkryją, jak się obracać, w nocy zamieniają się w miniaturowych akrobatów.
  • Mój lekarz powiedział mi, że kiedy dzieci potrafią same obracać się z pleców na brzuch, cała zasada "spania na plecach" staje się nieco luźniejsza, ponieważ ich mięśnie karku są wystarczająco silne, by unieść ich ciężkie małe główki.
  • Przestań używać ciasnych otulaczy w sekundzie, w której zaczną próbować się przewracać, inaczej utkną twarzą w dół jak uwięziony żółw, co jest dokładnie tak przerażające, jak brzmi.

Czy puste łóżeczko to naprawdę jedyny bezpieczny sposób?

  • Niestety tak, co oznacza, że pięknie urządzony pokoik, który przypinałaś na swoim moodboardzie – z pasującymi ochraniaczami na szczebelki i dwunastoma różnymi aksamitnymi poduszkami – musi zostać natychmiast zdemontowany.
  • Kładzenie ich na twardym, płaskim, pustym materacu wydaje się niesamowicie surowe, ale każdy kawałek literatury medycznej, który agresywnie czytałem o 2 w nocy potwierdza, że nuda równa się bezpieczeństwo w przypadku snu niemowląt.

Co na litość boską zrobić, gdy mój maluch każe mi się zamknąć?

  • Płakać bezgłośnie w kuchni, jedząc ciastko, którego im nie wolno.
  • A tak poważnie, musisz starać się nie reagować, jakbyś dostał w twarz. One wręcz błagają o wielką reakcję i jeśli zaczerpniesz ze zgrozą powietrza i będziesz wyglądać na przerażonego, będą to robić dalej dla czystej rozrywki.
  • Zazwyczaj próbuję zniżyć głos do bardzo nudnego, płaskiego, monotonnego tonu i mówię im, że w naszym domu nie używamy takich słów. Po czym szybko zmieniam temat na coś niesamowicie prozaicznego, na przykład, jakiego koloru skarpetki dziś założymy.

Jak całkowicie powstrzymać to pyskowanie?

  • Absolutnie się nie da. To są mali ludzie, którzy po raz pierwszy uświadamiają sobie, że mają własne zdanie. A to zdanie najczęściej brzmi tak, że mylisz się absolutnie we wszystkim.
  • Postaraj się chwalić je do przesady, gdy faktycznie mówią do ciebie ładnie. Wydaje się to manipulacją, ale działa zaskakująco dobrze na ich rozwijające się, napędzane własnym ego małe mózgi.