Siedziałam na beżowej kanapie mojej siostry – no bo szczerze, kto kupuje beżową kanapę, mając małe dziecko i psa? – w Święto Dziękczynienia kilka lat temu, kiedy rozpoczęły się wielkie wojny kubkowe. Trzymałam na rękach Leo, który miał dokładnie pół roku i miał na sobie malutką kamizelkę, którą zdążył już dwa razy ulać. Byłam wykończona. Funkcjonowałam po czterech godzinach snu i na letniej kawie, którą podgrzewałam w mikrofalówce już trzy razy. I nagle otoczyły mnie trzy różne osoby, udzielając mi trzech całkowicie sprzecznych rad na temat tego, jak moje dziecko powinno pić.
Moja teściowa dość agresywnie próbowała wcisnąć mu plastikową butelkę z twardym, neonowozielonym ustnikiem, który wyglądał jak ptasi dziób, upierając się, że mój mąż pił z takiej sok jabłkowy, gdy był niemowlakiem i „wyrósł na normalnego człowieka”. O boże. W międzyczasie mój sąsiad, który wpadł tylko na ciasto, dosłownie przekrzykiwał mecz, że muszę kupić ten konkretny, cudowny, niekapek z zaworem 360 stopni, który do rozebrania i wyczyszczenia wymaga dosłownie tytułu magistra inżyniera. A potem przypomniał mi się mój lekarz, u którego byłam trzy dni wcześniej na wizycie z Leo – spojrzał mi prosto w oczy i kazał dać mojemu malutkiemu, nieskoordynowanemu niemowlakowi otwarty kubek. Taki zwykły. Bez pokrywki. W moim salonie.
O co u licha w tym wszystkim chodzi?
W każdym razie, chodzi o to, że nikt cię nie ostrzega, że przejście dziecka na płyny inne niż mleko z piersi lub modyfikowane będzie wymagało strategii taktycznej dorównującej operacji wojskowej. Zakładasz po prostu, że kupisz w markecie cokolwiek z uroczą postacią z bajki i po problemie. Ale nie.
Spisek twardych plastikowych ustników
Dorastałam w latach dziewięćdziesiątych. Zresztą jak większość z nas, prawda? Piliśmy agresywnie czerwony poncz owocowy z twardych, plastikowych kubków niekapków, które gryźliśmy tak długo, aż plastik robił się poszarpany i przerażający. Ale najwyraźniej teraz to wróg publiczny numer jeden. Kiedy Maya była niemowlakiem, o trzeciej nad ranem wpadłam w internetową króliczą norę, ponieważ ciągle krztusiła się wodą, i skończyło się na tym, że naczytałam się artykułów od dziecięcych logopedów, które w zasadzie zrujnowały mi życie.
Według jednej z logopedek, którą znalazłam – Kate Marble, jeśli dobrze pamiętam – te twarde ustniki zmuszają dzieci do korzystania z tego samego niemowlęcego odruchu ssania, którego używają przy butelce. A jeśli nadal to robią, powstrzymuje to język przed prawidłowym unoszeniem się. Co oznacza, że może to faktycznie zaburzyć rozwój mowy i to, jak przeżuwają stałe pokarmy. Co, szczerze mówiąc, wiele wyjaśnia w kwestii tego, dlaczego Leo wciąż przeżuwa jedzenie jak mała, agresywna krowa. To przez kubki. Zrujnowałam go dla własnej wygody.
A nawet nie wspominajcie mi o odpowiednim momencie na te zmiany. Nasz lekarz powiedział mi, że celem jest całkowite odstawienie butelek między 12. a 18. miesiącem życia. Nie w wieku dwóch lat, jak początkowo myślałam i o czym gorączkowo przekonywałam mojego męża Marka, kiedy zapytał, dlaczego na naszym blacie wciąż schnie czternaście części od butelek. Nie. 12 do 18 miesięcy. Ponieważ przedłużające się korzystanie z butelki jest silnie powiązane z próchnicą zębów i nadmiernym spożyciem płynnych kalorii, i w zasadzie zależy im, żeby piły jak małe cywilizowane istoty ludzkie, zanim wejdą w bunt dwulatka. Musieliśmy się ich po prostu pozbyć. Schować je w garażu i znieść trzy noce absolutnych histerii z krzykiem. To był koszmar.
Teraz wszyscy nienawidzą też zaworów 360
Więc myślisz sobie: okej, nie będę używać twardego ustnika. Będę używać tych płaskich kubków 360 stopni, które mają wszyscy na Instagramie. Kupiłam ich z sześć. I powiem to wprost: są okropne.
Spędziłam mnóstwo czasu narzekając Markowi na te rzeczy. Po pierwsze, terapeuci karmienia aktywnie od nich teraz odchodzą, ponieważ zachęcają do wysuwania żuchwy. Twoje dziecko musi wysunąć dolną szczękę do przodu i gwałtownie ssać, żeby wydobyć choćby kroplę wody z silikonowej krawędzi. Ale co ważniejsze, z czysto samolubnej rodzicielskiej perspektywy, to istny koszmar. Kiedy twój maluch zrzuci taki kubek z krzesełka – a zrzuci, bo grawitacja to dla nich ubaw po pachy – pod wpływem uderzenia zawór odpryskuje. Rozbryzguje mleko idealnym, wybuchowym promieniem 360 stopni po ścianach kuchni, szafkach i na psa. Przez kilka miesięcy znajdowałam na lodówce zaschnięte plamy po mleku owsianym. Co więcej, jeśli nie zdejmiesz całkowicie silikonowego pierścienia i nie wyszorujesz go malutką szczoteczką, rośnie na nim czarna pleśń. Wyrzuciłam je. Wszystkie wylądowały w koszu na recykling i nigdy nie żałowałam.
Malutkie estetyczne kubeczki dla malutkich nieskoordynowanych rączek
Więc co w ogóle robić? Robisz to, co najstraszniejsze. Dajesz im otwarty kubek. Pewnej nocy, w mgle z niewyspania, kupiłam Kianao Zestaw Silikonowych Kubków, ponieważ wyglądały jak malutkie, stonowane filiżanki do espresso i pomyślałam, że będą ładnie wyglądać na moim blacie. Ale w ostateczności to one uratowały mi resztki zdrowia psychicznego.

Nie będę kłamać – kiedy po raz pierwszy dałam jeden z nich Mai w wieku sześciu miesięcy, natychmiast wylała na siebie dobrą porcję wody, prosto na przód swojego body. Ona sapnęła, ja wpadłam w panikę, Mark westchnął. Ale mój lekarz kazał szukać kubków z lekko obciążonym dnem, a te właśnie takie są. Daje im to odrobinę stabilności, więc nie przewracają się za każdym razem, gdy muśnie je mała rączka. A ponieważ są wykonane w 100% z silikonu spożywczego, kiedy Maya nieuchronnie się frustruje i rzuca nimi przez całą jadalnię, po prostu odbijają się od drewnianej podłogi, zamiast się tłuc lub wgniatać.
Mają dwa uchwyty, co rzekomo jest świetne do budowania ich niezależności i małej motoryki, ale głównie sprawia, że wyglądają, jakby piły malutkie piwa w pubie, co daje mi nieskończenie wiele radości. To autentycznie moja ulubiona rzecz, jaką kupiliśmy na ten etap przejściowy. Przetrwają mycie na górnej półce zmywarki, co jest w tym momencie moim jedynym prawdziwym wymogiem co do sprzętu dla dzieci, i nie zatrzymują tego dziwnego, mydlanego posmaku, jak to bywa w przypadku taniego plastiku.
Po prostu zaakceptuj wodę absolutnie wszędzie
Trik, którego nauczyłam się od terapeutki karmienia z internetu, to metoda „raz, dwa, zabieraj”, ponieważ jeśli po prostu dasz dziecku pełny kubek wody, utopi się w nim. Przybliżasz ten mały otwarty kubek do jego buzi, przechylasz go, aż płyn lekko dotknie ust, liczysz: raz, dwa, a następnie odsuwasz, zanim zdąży nałykać się powietrza i zadławić.
Musisz traktować rozlewanie jako część procesu nauki, a nie problem do rozwiązania za pomocą solidnych plastikowych zaworów. Rozbierz dziecko do pieluszki. Połóż ręcznik pod krzesełko. Niech chlapie. Nic się nie stanie. To tylko woda. Jeśli właśnie w panice scrollujesz, ponieważ twój dom jest pełen nieszczelnego plastiku i chcesz zacząć od nowa z materiałami, które nie wywołają u ciebie ataku paniki na myśl o mikroplastiku, możesz z łatwością odkryć nasze akcesoria do karmienia i silikonowe śliniaki, aby skompletować mały zestaw przejściowy do swojej kuchni.
Obrona ścian w jadalni
Mówiąc o bałaganie – kiedy już opanują kwestię kubka, uświadamiają sobie, że mają wolne ręce, by rzucać jedzeniem. Maya przeszła fazę, w której patrzyła mi prosto w oczy, brała garść tłuczonego batata i po prostu z impetem ciskała go za siebie.

Ostatecznie kupiliśmy Silikonową Miskę z Przyssawką Miś, bo już odchodziłam od zmysłów. Podstawa z przyssawką naprawdę działa na naszym drewnianym stole, co graniczy z cudem, ponieważ połowa miseczek z przyssawką, które wypróbowałam, odklejała się po trzech sekundach. Mocno ją dociskasz i o ile twoje dziecko nie ma siły w rękach jak mały kulturysta, miska zostaje na swoim miejscu. Nie zawiera BPA ani PVC i ma malutkie uszy misia, co wygląda uroczo. Czy sprawi, że twoje dziecko magicznie zacznie jeść brokuły? Nie, absolutnie nie. Czy powstrzyma miskę owsianki przed uderzeniem w sufit? Owszem.
Będą gryźć dosłownie wszystko
Zabawna rzecz w przejściu na kubek jest taka: zbiega się to w czasie dokładnie z momentem, kiedy ząbkują. Co oznacza, że nie tylko piją z silikonowego brzegu, ale też agresywnie go gryzą. Zanim zorientowałam się, co się dzieje, Maya przegryzła kiedyś silikonową słomkę na wylot.
Jeśli twoje dziecko niszczy swoje naczynia do picia, po prostu daj mu dedykowany gryzak, podczas gdy siedzi w krzesełku. Nam poniewierał się po domu Silikonowy Gryzak Panda Bambusowa Zabawka Do Żucia. Jest całkiem w porządku, tak szczerze. Jest w 100% bezpieczny, to silikon spożywczy i można wrzucić go do lodówki, by go schłodzić, co uratowało nam życie, gdy zaczęły wyrzynać się jej zęby trzonowe. Ale, będąc w pełni szczerą, nie przepadałam za wydłubywaniem zaschniętego banana z tych małych rowków w kształcie bambusa. Mimo to, Maya miała na jego punkcie absolutną obsesję przez okrągłe trzy tygodnie, więc spełnił swoje zadanie. Lepiej, niech gryzie to, niż brzeg swojego drogiego kubka albo moje palce.
Trik na naukę picia przez słomkę, o którym nikt ci nie powie
Aha, a co, jeśli oprócz otwartych kubków wprowadzasz kubki ze słomką? Dzieci nie wiedzą instynktownie, jak używać słomki. Próbowałam wytłumaczyć to Leo, szaleńczo zasysając powietrze przez słomkę z mojej mrożonej kawy, podczas gdy on po prostu gapił się na mnie, jakbym postradała zmysły. Musisz zaopatrzyć się w elastyczny, silikonowy kubek, włożyć słomkę do buzi malucha i delikatnie ścisnąć dolną część, aby płyn powędrował do góry po słomce i dotknął jego ust. Jego mózg nagle łączy wrażenie pojawienia się płynu z zaciśnięciem ust wokół słomki i bum. Załapują to. Nauczenie tego zajmuje dosłownie pięć sekund, co mnie rozwściecza, bo z pewnością oglądałam o tym czterdziestominutowego liva na Instagramie.
Morał z tej historii jest więc taki: zignoruj starożytne, plastikowe artefakty swojej teściowej, odpuść sobie spryskujące wszystko wokół bomby 360 stopni i po prostu zaprzyjaźnij się z malutkimi silikonowymi kubkami. Przez miesiąc będziesz wycierać mnóstwo kałuż, ale dentysta twojego dziecka będzie ci wdzięczny. Jeśli jesteś gotowa, by porzucić nieszczelne ustniki i podnieść estetykę swojej kuchni, zdecydowanie powinnaś zgarnąć kilka z tych silikonowych zbawicieli dla własnego świętego spokoju.
Dodaj Zestaw Silikonowych Kubków do koszyka i spraw, by posiłki były choć odrobinę mniej chaotyczne!
Pytania o kubkowy bałagan, które pewnie sobie zadajesz
Ile wody powinien pić mój 6-miesięczny maluch?
Właściwie w ogóle. Nasz lekarz zalecił maksymalnie od 30 do 60 ml dziennie, kiedy po raz pierwszy zaczynają jeść stałe pokarmy. Naprawdę nie chcesz, by napełniali swoje malutkie brzuszki wodą kosztem mleka matki czy modyfikowanego, ponieważ stamtąd pochodzi całe ich prawdziwe pożywienie. W tym wieku to dosłownie tylko dla wprawy.
Dlaczego logopedzi tak bardzo nienawidzą teraz kubków typu 360 stopni?
Wiem, każdy takie miał! Ale najwyraźniej, by wydobyć wodę z tego uszczelnionego silikonowego brzegu, dzieci muszą wysunąć żuchwę całkowicie do przodu i ssać w nienaturalnie mocny sposób. Logopedzi twierdzą, że wymusza to na języku nienaturalne ułożenie w przedniej części jamy ustnej zamiast na podniebieniu, gdzie jest jego miejsce, a to nie sprzyja długoterminowemu rozwojowi narządu mowy.
Czy mogę po prostu użyć dla mojego malucha zwykłego bidonu z zaworkiem do zgryzania?
Możesz spróbować, ale te gumowe zaworki wymagają mnóstwa siły w szczęce, której maluchy jeszcze nie mają. Poza tym przygryzanie podczas picia to kolejny dziwny nawyk, do którego stomatolodzy dziecięcy próbują zniechęcać. Trzymaj się prostego silikonowego kubka ze słomką bez żadnego zaworu albo zwykłego otwartego kubeczka.
Co, jeśli mój maluch absolutnie odmawia rozstania się z butelką w wieku 18 miesięcy?
Łączę się w bólu, bo Leo krzyczał przez trzy bite noce, kiedy my zabraliśmy jego. Musisz po prostu trzymać się swoich granic. Zamiast tego proponuj mu ciepłe mleko w silikonowym kubku ze słomką lub otwartym kubku. Będą protestować, będą rzucać kubkiem i przez kilka dni będzie kiepsko, ale ostatecznie zorientują się, że fabryka butelek została na dobre zamknięta.
Czy silikon jest autentycznie lepszy niż te twarde, plastikowe kubki, z którymi dorastaliśmy?
U mnie głównie rozchodzi się o to, by unikać mikroplastiku, gdzie tylko się da, zwłaszcza w rzeczach, które moje dzieci żują i z których piją gorące napoje. Silikon spożywczy nie rozpada się na drobne cząsteczki plastiku tak jak stare, pogryzione plastikowe ustniki, i nie pęknie w drobny mak, kiedy wściekły maluch ciśnie nim o ścianę. Więc tak, zdecydowanie wolę to rozwiązanie.





Udostępnij:
Prawda o dziecięcych kowbojkach (i moich zakupowych wpadkach)
Kiedy mały smok ratuje królestwo: Jak przetrwać etap fantazjowania