"Oddaj mu", powiedziała mi mama przez telefon w zeszły wtorek, kiedy siedziałam na podłodze w kuchni, przykładając lód do świeżych, fioletowych śladów zębów na przedramieniu. "To go szybko oduczy". Z kolei nieco alternatywna dyrektorka przedszkola właśnie wręczyła mi skserowaną broszurę o walidacji wczesnej fazy eksploracji oralnej i kazała oferować bezpieczną silikonową alternatywę, jednocześnie nazywając na głos jego uczucia. A potem moja sąsiadka Brenda, złota kobieta, wychyliła się przez płot, kiedy wyrywałam chwasty, i szepnęła, że odrobina ostrego sosu na kostkach leczy wszystko, od gryzienia po ssanie kciuka.
Trzy różne kobiety, trzy zupełnie sprzeczne sposoby na ogarnięcie absolutnego chaosu, jakim jest czternastomiesięczny maluch, który aktualnie uważa się za małego krokodyla, kłapiącego paszczą na wszystko, co wejdzie mu w drogę. Będę z wami szczera – faza gryzienia to absolutnie najgorszy etap wczesnego dzieciństwa. Nie przemówisz im do rozsądku, poruszają się z prędkością światła, a przez połowę czasu zaciskają zęby, gdy są po prostu przytłoczeni szczęściem, co jest głęboko dezorientujące dla wszystkich zaangażowanych.
W zeszłym tygodniu było tak źle, że obudziłam się o 2 w nocy i karmiąc dziecko, agresywnie googlowałam, dlaczego mój maluch ma szczęki ze stali. Przez niewyspanie jakoś wylądowałam w internetowej króliczej norze czytając o instynkcie macierzyńskim krokodyli. Dziewczyny, to niesamowite, jak wiele mamy wspólnego z tymi bagiennymi gadami. Myślimy o nich jak o zimnokrwistych, przerażających potworach, a tak naprawdę to niezwykle czułe matki. Samica aligatora czy krokodyla ma siłę nacisku szczęk rzędu jakichś absurdalnych 200 atmosfer, co wystarczy, żeby przegryźć na pół oponę od ciężarówki. Ale potrafi użyć tych samych przerażających szczęk, by delikatnie zgarnąć swoje kruche maleństwa i bezpiecznie przenieść je z gniazda w błocie prosto do wody, nie zostawiając na nich ani jednej rysy.
Szczerze mówiąc, aż zakręciła mi się łza w oku, kiedy tak siedziałam w fotelu bujanym, choć w pełni przyznaję, że mogły to być hormony poporodowe. To po prostu esencja energii "matki niedźwiedzicy" – albo w tym przypadku "matki gadziny". Jesteśmy gotowe słownie zniszczyć nastolatka w supermarkecie, który krzywo spojrzy na nasze wrzeszczące dziecko, a zaraz potem odwrócić się i ukołysać tego samego rozszalałego malucha do snu z najdelikatniejszym dotykiem na świecie.
Naukowcy uważają, że te gady mają specyficzny, piskliwy płacz, który wyzwala biologiczną reakcję ochronną w mózgu matki, mówiąc jej, by ruszyła im na ratunek. Brzmi to dokładnie tak, jak moment, w którym nagle rusza mi laktacja, gdy tylko usłyszę jęczenie jakiegoś losowego dziecka w alejce z zabawkami w markecie, nawet jeśli to ewidentnie nie jest moje dziecko. Pragnienie zaciekłej obrony naszych maluchów jest po prostu wbudowane w naszą biologię – jakkolwiek byłoby to chaotyczne, przytłaczające i wyczerpujące. Czytanie o tym sprawiło, że poczułam się trochę mniej szalona, przypominając sobie, jak kilka dni wcześniej miałam ochotę wdać się w bójkę z inną mamą na placu zabaw, bo nie pilnowała kolejki do zjeżdżalni.
Podobno temperatura ich gniazda całkowicie decyduje o tym, czy z jaj wyklują się chłopcy, czy dziewczynki, co jest fajną ciekawostką na imprezę, ale całkowicie bezużyteczną w mojej obecnej sytuacji z ujarzmianiem malucha.
Jak przetrwać fazę kłapiących szczęk i nie zwariować
Więc co tak naprawdę zrobić, kiedy twój maluch zachowuje się zupełnie dziko? Po pierwsze, nie odgryzaj się. Kocham moją mamę, ale jej porady wychowawcze rodem z lat 90. to szybka droga do stworzenia przedszkolnego superłoczyńcy, który uważa, że przemoc to akceptowalny sposób komunikacji. Trzeba po prostu przekierować te małe szczęki na coś, co nie krwawi.
Kilka miesięcy temu kupiłam Zestaw miękkich klocków dla niemowląt od Kianao i szczerze mówiąc, jako klocki do budowania są po prostu okej, bo nie łączą się tak ciasno jak twarde plastikowe. Ale są absolutnie bezkonkurencyjne, jeśli chodzi o gryzienie przez ząbkującego malucha. Utrzymanie trójki dzieci oznacza, że nie mogę wydawać majątku na estetyczne zabawki, którymi i tak będą tylko rzucać w psa. Te klocki są niedrogie, można je myć i nie muszę panikować z powodu toksycznej farby, gdy nieuchronnie wpycha cały niebieski kwadrat do buzi. Dodatkowo, kiedy przypadkowo nadepnę na nie w ciemności, niosąc kosz z praniem, uginają się, zamiast wysyłać paraliżujący ból prosto do mojego kręgosłupa.
Jeśli potrzebujesz natychmiastowej odskoczni dla swojego małego "gryzonia", zanim twoje meble zostaną doszczętnie zrujnowane, koniecznie odkryj kolekcję bezpiecznych drewnianych i silikonowych zabawek Kianao, żeby ocalić swoje zdrowie psychiczne.
Przestroga o przebodźcowanych dzieciach
Pozwólcie, że opowiem wam historię o moim najstarszym dziecku, które jest chodzącą definicją przestrogi. Kiedy się urodziła, byłam zestresowaną mamą po raz pierwszy i myślałam, że "więcej znaczy lepiej". Kupiłam więc ten wielki, plastikowy stojak edukacyjny na baterie, który grał głośną cyrkową muzykę i błyskał stroboskopowymi światłami. Właściwie obie nabawiłyśmy się przez niego tików nerwowych oka. Zamiast zająć ją, żebym mogła wypić gorącą kawę, tylko nakręcał ją do tego stopnia, że w momencie, gdy go wyłączałam, kompletnie się załamywała i płakała. Była ciągle przebodźcowana, co oznaczało, że ja byłam ciągle zestresowana i na skraju wytrzymałości.

Kiedy na świecie pojawiło się dziecko numer trzy, miałam już za sobą bolesną lekcję. Zamieniliśmy plastikowy koszmar na Drewniany stojak edukacyjny | Tęczowy zestaw z radosnymi zwierzakami i to bez dwóch zdań mój ulubiony element niemowlęcej wyprawki, jaki kiedykolwiek mieliśmy. Działa po prostu o niebo uspokajająco. Drewniana rama jest na tyle solidna, że mój maluch nie może jej ściągnąć sobie na głowę, a mały wiszący słonik przyciąga uwagę, nie wydając przy tym irytujących, elektronicznych dźwięków, które utknęłyby mi w głowie na kilka dni. Mój pediatra mruknął kiedyś coś o tym, że naturalne materiały są znacznie lepsze dla wczesnego przetwarzania sensorycznego i chociaż nie udaję, że rozumiem kryjącą się za tym dokładną naukę neurologiczną, wiem, że moje dziecko z radością leży pod tym czymś przez dwadzieścia minut, nie zamieniając się we wrzeszczącą zjawę. Co więcej, wygląda to naprawdę pięknie w moim salonie, a to rzadki i niezwykle cenny cud, jeśli chodzi o dziecięce akcesoria.
W co się ubrać podczas dusznych upałów
Ponieważ mieszkamy na prowincji w Teksasie, przez dobre dziewięć miesięcy w roku pogoda przypomina duszne bagna. Jeśli masz dziecko, któremu wiecznie jest gorąco i które ciągle przepaca ubranka, wiesz dokładnie, jak szybko prowadzi to do wściekłych potówek i ogólnego domowego nieszczęścia. Próba wciśnięcia spoconego, wierzgającego malucha w sztywny, skomplikowany strój to sport olimpijski, w którym zupełnie nie mam ochoty brać udziału.
Podczas okropnej fali upałów z czystej desperacji zgarnęłam kilka sztuk Niemowlęcych body na ramiączkach z bawełny organicznej i są fantastyczne. Organiczna bawełna naprawdę oddycha, w przeciwieństwie do tych syntetycznych mieszanek z poliestrem, które zatrzymują ciepło i sprawiają, że moje dziecko pachnie jak maleńka, kwaśna szatnia na siłowni. Prawdziwym hitem są tu jednak kopertowe ramiona. Kiedy nieuchronnie zdarza mu się gigantyczna wpadka pieluszkowa, która dociera aż na jego plecy, mogę po prostu ściągnąć całą tę brudną katastrofę w dół, przez biodra, zamiast ciągnąć mu ją przez głowę i wplątywać to we włosy. Można by pomyśleć, że tak praktyczny design powinien być już standardem we wszystkich ubrankach dla dzieci, ale o dziwo tak nie jest.
Szczerze o bezpieczeństwie i dzikiej przyrodzie na Południu
Skoro już zagłębiłam się w te nocne badania nad gadami, czuję, że muszę przez chwilę wspomnieć o prawdziwym bezpieczeństwie w kontakcie z dziką przyrodą. Mieszkając tutaj, w pobliżu wybrzeża Zatoki Meksykańskiej, krokodyle i aligatory to nie tylko urocze postaci z kreskówek nadrukowane na zabawkach do kąpieli; to realne, rzeczywiste zagrożenia w pobliskich stawach retencyjnych i strumieniach.

Mój pediatra powiedział mi kiedyś, że maluchy lgnące do wody to absolutnie największe ryzyko z jakim się zmagamy – znacznie większe niż jakakolwiek rzadka, przerażająca choroba, o której właśnie panikuję w internecie. Mamy więc w tej kwestii bardzo surowe zasady. Jeśli po prostu mocno chwycisz dziecko za rękę i utrzymasz je w bezpiecznej odległości kilku metrów od mętnego brzegu, całkowicie ignorując kaczki, unikniesz całego zamieszania z nieprzewidywalną dziką przyrodą bez zbędnego stresu.
- Trzymajcie się z daleka od brzegu: Tłumaczę dzieciom, że błoto należy do zwierząt, a trawa do nas, i po prostu nie zacieramy tych granic.
- Nigdy nie dokarmiajcie dzikich zwierząt: Mój dziadek rzucał aligatorom pianki marshmallow, co jest przerażająco głupie, bo dosłownie trenuje dzikie drapieżniki do zbliżania się do ludzi po przekąski. Dlatego my po prostu rygorystycznie obserwujemy je ze sporej odległości.
- Zaufajcie intuicji: Jeśli lokalne kąpielisko wygląda podejrzanie albo woda jest bardzo mętna i stojąca, po prostu pakujemy nasze przekąski i idziemy na pobliski betonowy wodny plac zabaw.
Wychowywanie dzieci to dzika, niesamowicie głośna przygoda, która ciągle zmusza cię do adaptacji do rzeczy, z którymi nigdy nie myślałaś, że będziesz musiała się mierzyć. W jednej chwili zachwycasz się, jak słodko i anielsko wyglądają podczas snu, a w następnej robisz uniki przed zestawem malutkich, ale zadziwiająco ostrych zębów. Jeśli potrzebujesz akcesoriów, które naprawdę przetrwają te najdziksze etapy, a jednocześnie pozwolą ci zachować czyste sumienie wobec środowiska, sprawdź zrównoważone niezbędniki od Kianao, które pomogą ci przetrwać etap bycia maluchem.
Cała prawda o fazie gryzienia
- Dlaczego mój maluch nagle, bez powodu zaczął mnie gryźć?
Szczerze uważam, że ich małe buzie po prostu tak potwornie bolą od wyrzynających się tylnych zębów trzonowych, że nie wiedzą, co innego mogłyby zrobić. Z drugiej strony, przez połowę czasu gryzą również wtedy, gdy są super podekscytowane. Mój lekarz powiedział, że to głównie całkowity brak kontroli nad impulsami zmieszany z zerowymi umiejętnościami językowymi. Mają ogromne, przytłaczające emocje i skromny zasób słownictwa, więc po prostu zaciskają zęby na tym, co jest akurat najbliżej. - Czy naprawdę powinnam odgryźć się dziecku, żeby dać mu nauczkę?
Absolutnie nie, nawet jeśli twoja babcia na to przysięga i twierdzi, że na ciebie zadziałało. Odgryzanie się uczy tylko tego, że duzi ludzie używają zębów, kiedy są źli, a to przynosi odwrotny skutek do zamierzonego. Kiedyś, w przypływie niewyspania i desperacji, spróbowałam lekko pstryknąć moją starszą córkę w usta, a ona dosłownie zaśmiała mi się w twarz. Reakcja fizyczna jest więc i tak całkowicie bezcelowa. - Czy silikonowe zabawki i gryzaki są naprawdę lepsze od tych plastikowych?
Z mojego osobistego doświadczenia z trójką dzieci wynika, że tak – w stu procentach. Twardy plastik robi się naprawdę ostry i szorstki, jeśli dzieci wystarczająco dużo go gryzą, a ja ciągle martwię się, że tania farba odpryśnie i trafi do ich buzi. Silikon jest na tyle miękki, że łagodzi nacisk na dziąsła, śmiesznie łatwo wrzucić go do zmywarki, kiedy zrobi się brudny, i nie wywołuje u mnie paniki związanej z dziwnymi substancjami chemicznymi. - Jak uczyć bezpieczeństwa nad wodą, nie wywołując przy tym napadów lęku?
Bardzo staram się nie mówić o zwierzętach, które miałyby nas "zjeść", bo to gwarantuje nam tydzień nocnych koszmarów. Tłumaczę to raczej jako szanowanie ich domu. Mówię moim maluchom, że mętna woda to sypialnia aligatora, a my nie wchodzimy z butami do czyjejś sypialni bez pozwolenia. Wydają się o wiele lepiej szanować tę granicę, niż gdybym je po prostu straszyła. - Kiedy faza dzikiego gryzienia tak naprawdę się kończy?
W przypadku mojej najstarszej córki, faza ta magicznie ustała w wieku około dwóch i pół roku, kiedy w końcu zorientowała się, jak sklecić sensowne zdania. Gdy mogą już agresywnie wykrzyczeć: "Jestem na ciebie zły!", zazwyczaj przestają używać zębów, by przekazać tę wiadomość. Trzymajcie się, podsuwajcie maluchom klocki do gryzienia i do tego czasu... chrońcie swoje rzepki w kolanach.





Udostępnij:
Cała prawda o syropach na kaszel dla niemowląt. Co naprawdę działa?
Jak przetrwałam pieluszkowy armagedon i rzadkie kupki mojego niemowlaka