Droga Jess sprzed dokładnie pół roku,
Ukrywasz się właśnie w pralni, siedząc na stercie nieskładanych ręczników, bo to jedyne pomieszczenie z działającym zamkiem. Twoja dwuletnia córka jest gdzieś tam w salonie, wymachując plastikową magiczną różdżką, która przy każdym twoim mrugnięciu wyje blaszaną, fałszującą od słabych baterii wersją jakiejś piosenki o księżniczkach. Z rozpaczą scrollujesz telefon, próbując wymyślić, co u licha kupić jej na zbliżające się urodziny. Odkąd zaczęłaś pisać dla Kianao, śledzisz europejskie trendy i właśnie złapałaś się na tym, że gorączkowo wpisujesz w wyszukiwarkę spielzeug für 2 jährige mädchen, tylko po to, żeby sprawdzić, co kupują te mądre szwajcarskie mamy. Masz nadzieję, że rozpracowały temat dziewczynek lepiej niż my tutaj na teksańskiej prowincji, głównie dlatego, że twój własny salon wygląda, jakby wybuchła w nim bomba z różową watą cukrową.
Piszę z niedalekiej przyszłości, by powiedzieć ci: weź głęboki oddech, odłóż kartę kredytową i posłuchaj mnie. Za chwilę popełnisz mnóstwo błędów w dziale z zabawkami, a ja chcę uratować nasze zdrowie psychiczne i stan konta.
Różowa alejka z zabawkami doprowadza mnie do szału
Pozwól, że powiem ci, o czym wkrótce przekonasz się na własnej skórze. Dział dla "dziewczynek" w każdym większym markecie to psychologiczna pułapka. Mam ochotę rwać włosy z głowy za każdym razem, gdy idę tymi alejkami i widzę ten twardy, bezwzględny podział. Po lewej stronie chłopcy mają podstawowe kolory, masywne stoły warsztatowe, klocki konstrukcyjne i rzeczy, które uczą ich fizyki, grawitacji i wyobraźni przestrzennej. Po prawej stronie dziewczynki dostają tsunami rażącego w oczy różowego plastiku, zaprojektowane tak, by zamienić je w wyczerpane kury domowe z lat 50., zanim w ogóle nauczą się korzystać z nocnika. Dostają miniaturowe miotły, malutkie odkurzacze, które wcale nie wciągają brudu, i plastikowe bobasy, które płaczą prawdziwymi łzami, gdy nie nakarmisz ich wystarczająco szybko.
To mnie po prostu doprowadza do szału. Czytałam któregoś wieczoru badania pewnej psycholożki dziecięcej – chyba nazywała się Doris Bischof-Köhler, ale szczerze mówiąc, funkcjonowałam wtedy na trzech godzinach snu i zimnej kawie, więc nie cytujcie mnie. Z tego, co zdołał przyswoić mój zmęczony mózg, ten pomysł, że małe dziewczynki naturalnie pragną prac domowych i lalek, to w większości po prostu pranie mózgu serwowane przez społeczeństwo od pierwszego dnia życia. Małe dziewczynki nie wyskakują z łona matki z pragnieniem zamiatania podłogi w kuchni, uwierzcie mi. Jeśli dasz dwuletniej dziewczynce drewnianą kolejkę albo wywrotkę, zbuduje ogromny most i z takim samym entuzjazmem jak każdy chłopiec rozbije tę ciężarówkę o ścianę.
Dla mojego najstarszego synka (kochany chłopak!) kupowałam każdy migający, głośny i rzekomo "edukacyjny" tablet na rynku, bo myślałam, że zrobi to z niego geniusza. Jego pokój zabaw przypominał kasyno w Las Vegas dla maluchów. Był ciągle przebodźcowany, wpadał w potężne histerie i rozbijał te tanie plastikowe ekrany w ciągu trzech dni. Teraz, kiedy mam dziewczynkę, widzę ten sam szmelc, który wciska się jej, tyle że umazany w brokacie.
Co tak naprawdę dzieje się teraz w jej mózgu
Dwulatki przechodzą przez ogromną, chaotyczną eksplozję rozwoju mózgu. W okolicach drugich urodzin ich zasób słownictwa postanawia po prostu wcisnąć gaz do dechy. Nasz pediatra, doktor Evans, powiedział mi, że uczą się wtedy czegoś szalonego, np. 50 do 150 nowych słów w krótkim czasie, a przysięgam, że większość z nich w przypadku mojej córki to obecnie "nie", "moje" i "ciasteczko". W błyskawicznym tempie odkrywa, że jest oddzielną osobą z własnymi opiniami i chce manifestować tę władzę nad każdym nieożywionym przedmiotem w naszym domu.

Fizycznie przypomina teraz prawdziwą kulę wyburzeniową. Wspina się po oparciu kanapy, próbuje łapać równowagę na krawędzi stolika kawowego i ćwiczy bieganie w sposób, który codziennie przyprawia mnie o mini-zawał serca. Potrzebuje rzeczy, które pozwolą jej bezpiecznie spożytkować tę energię, żeby nie skończyło się na wspinaczce po kuchennych szafkach. W końcu skapitulowaliśmy i kupiliśmy jeden z tych domowych trójkątów wspinaczkowych. Wiem, że kosztują mniej więcej tyle, co rata za samochód, ale będę z wami szczera – uratowało mi to życie podczas tych deszczowych teksańskich popołudni, kiedy podwórko zamieniało się w jedno wielkie błoto, a ona musiała spalić tę dziką, niespożytą energię malucha.
To moment, w którym musisz mądrze decydować o tym, co przynosisz do domu. Gorąco polecam przejrzenie kolekcji Kianao z zabawkami edukacyjnymi i wybranie jednej solidnej, dobrze wykonanej rzeczy, zamiast wyrzucać pieniądze w błoto na wózek pełen tanich plastikowych bzdur, które jeszcze przed zimą wylądują na dnie wysypiska śmieci.
Oznaczenia bezpieczeństwa, przez które zupełnie zgłupiałam
Oto zabawny fakt, którego nikt ci nie mówi o dwulatkach. Nadal ładują do buzi dosłownie wszystko. Myślałam, że mamy to już za sobą! Ale doktor Evans czule przypomniał mi, że "faza oralna" nie wyłącza się w magiczny sposób w dniu, w którym kończą 24 miesiące. Ogromne dwuletnie zęby trzonowe zaczynają się wyrzynać właśnie teraz, i nagle twoja ukochana córeczka obgryza krawędzie krzeseł w jadalni jak złośliwy termit.

Ta rzeczywistość sprawiła, że późną nocą wpadłam w przerażającą króliczą norę zgłębiania standardów bezpieczeństwa zabawek. Kiedy kupujesz zabawki, zwłaszcza te tanie, importowane rzeczy, które znajdujesz w internecie, musisz wykazywać się wręcz paranoją na punkcie ryzyka zadławienia. Wszystko, co łatwo przechodzi przez pustą rolkę po papierze toaletowym, jest absolutnie zakazane dla dzieci poniżej trzeciego roku życia. Ale szczerze mówiąc, to farby i chemiczne materiały naprawdę napawały mnie lękiem.
Z tego, co zdołałam wywnioskować, próbując o 2:00 w nocy wczytać się w europejskie przepisy produkcyjne, te małe literki oznaczające bezpieczeństwo wydrukowane na pudełkach z zabawkami nie zawsze oznaczają to, co zakładamy. Ten znak CE, który widzisz wszędzie? Kiedyś myślałam, że oznacza to, że zabawka została rygorystycznie przetestowana przez naukowców w kitlach. Otóż nie. Zasadniczo oznacza to tylko tyle, że producent daje słowo harcerza, że przestrzegał zasad. To deklaracja własna. Jeśli chcesz naprawdę dobrych i bezpiecznych rzeczy, musisz szukać znaku GS, który oznacza, że niezależna instytucja faktycznie sprawdziła zabawkę pod kątem bezpieczeństwa i obecności dziwnych chemikaliów. Jest też ta mało komu znana norma DIN 53160, która jest po prostu wymyślnym, medycznym sposobem na powiedzenie, że farba nie rozpuści się i nie zejdzie natychmiast, gdy twoje dziecko niechybnie pokryje zabawkę śliną i potem malucha. Powiem to prosto z mostu: całkowicie odpuść sobie tego śpiewającego na baterie psa, który nawiedza moje koszmary.
Zabawki, które naprawdę przetrwają więcej niż tydzień
Moja babcia zawsze powtarzała, że do pełni szczęścia dziecku wystarczy kawałek ziemi, drewniana łyżka i bujna wyobraźnia. Kiedyś przewracałam na to oczami, bo uważała też, że wcieranie whisky w dziąsła niemowlaka to dobra strategia medyczna, ale co do zabawek miała trochę racji. Absolutnie najlepsze zabawki dla dwuletniej dziewczynki to te pobudzające wyobraźnię, z tzw. otwartym scenariuszem. Chcesz zabawek, które leżą i nic nie robią, przez co twoje dziecko jest zmuszone samo inicjować zabawę, a nie takich, które migają i zapewniają rozrywkę, podczas gdy ono siedzi jak zombie.
Kiedy w zeszłym miesiącu te masywne tylne zęby trzonowe zatruwały życie mojej córce, wygrzebałam drewniane gryzaki, które sprzedajemy w Kianao. Wiem, pewnie myślisz, że gryzaki są tylko dla półrocznych niemowląt, ale przysięgam, że posiadanie solidnego, gładkiego kawałka nieimpregnowanego drewna bukowego do gryzienia uratowało moje listwy przypodłogowe. Są niewiarygodnie proste, naprawdę bezpieczne i nie mają ani jednej przegródki na baterie, o którą trzeba by się martwić.
Teraz też bardzo mocno polegamy na naszej macie do zabawy z bawełny organicznej Kianao. To mój absolutnie ulubiony element wyposażenia, ponieważ daje jej miękką, wizualnie określoną przestrzeń na podłodze do budowania wież z małych drewnianych klocków, a kiedy ona nieuchronnie wyleje pół kubka niekapka z mlekiem prosto na środek, po prostu wrzucam całość do pralki i udaję, że to się nigdy nie wydarzyło. Próbowaliśmy innej marki silikonowych klocków, które dostaliśmy od znajomej, i były w porządku – tyle że działały jak magnes na każdy pojedynczy psi włos w promieniu kilkunastu kilometrów, więc teraz głównie leżą w plecionym koszu w kącie.
Jeśli chodzi o rozwój mowy, odpuść sobie elektroniczne panele z głoskami i kup kilka książek obrazkowych typu wyszukiwanki. To te wielkie, solidne kartonowe książki wypełnione po brzegi mnóstwem drobnych ilustracji bez słów. Po prostu siadacie razem na podłodze, wskazujecie mały obrazek psa kradnącego kiełbasę i rozmawiacie o tym. Zmusza cię to do prawdziwej rozmowy ze swoim dzieckiem.
I porozmawiajmy przez chwilę o owianych złą sławą zabawkach do odgrywania ról. Tak, moja córka lubi lalki bobasy. I tak, to jest absolutnie w porządku! Zabawa lalkami uczy je empatii i delikatności, co zakrawa na cud, biorąc pod uwagę, że zazwyczaj powala naszego psa jak gracz w rugby. Ale zamiast kupować masywny plastikowy wózek dla lalek, który pęknie w pół, gdy tylko jej starszy brat do niego wejdzie, po prostu daję jej jeden z naszych dużych muślinowych otulaczy Kianao. Wykorzystuje ten jeden kawałek materiału do owijania swoich lalek, budowania małych fortów pod stołem w jadalni i sporadycznego noszenia jako peleryny superbohatera, gdy terroryzuje kota. Jest wielofunkcyjny, niezwykle przyjazny dla budżetu i w zasadzie niezniszczalny.
A więc, Jess z przeszłości, oto twój plan działania. Wyjdziesz z tej pralni, ominiesz szerokim łukiem różowe alejki w sklepie i zainwestujesz w kilka solidnych, cichych, dobrze wykonanych rzeczy, które pozwolą jej używać własnego mózgu. Dasz radę.
Uściski,
Jess
Masz pytania, co kupić? Porozmawiajmy o tym.
Czy drewniane zabawki są naprawdę lepsze, czy to tylko fanaberia snobistycznych internetowych matek?
Posłuchaj, sama kiedyś myślałam, że drewniane zabawki są tylko dla influencerek, których domy są idealnie beżowe. Ale z praktycznego punktu widzenia, drewno ma swoją wagę. Kiedy maluch buduje wieżę z solidnych drewnianych klocków, musi naprawdę zrozumieć zasady grawitacji i równowagi, aby wieża się nie przewróciła. Plastikowe klocki są tak lekkie, że w zasadzie układają się same. Poza tym drewniane zabawki nie wymagają ode mnie poszukiwań malutkiego śrubokrętu, żeby wymieniać baterie AA o szóstej rano.
A co, jeśli moja córka autentycznie chce się bawić tylko w różowe księżniczki?
To jej pozwól! Nie mówię, że musisz zakazać koloru różowego w swoim domu – ulubiona koszulka mojej córki to neonowa fuksja. Problemem nie jest różowy kolor; problem pojawia się wtedy, gdy proponujemy im wyłącznie spokojne, ciche zabawki domowe czy opiekuńcze. Jeśli kocha swoją lalkę księżniczkę, super. Po prostu dorzuć do tego zestaw klocków albo małą zabawkową wywrotkę i zobacz, co się stanie. Możesz się zdziwić, gdy Księżniczka Błyskotka zacznie kierować placem budowy.
Mój dwulatek rzuca wszystkim. Jakie zabawki nie zniszczą mi domu?
Witaj w klubie. Mój najstarszy syn miał w zwyczaju rzucać drewnianymi klockami prosto w telewizor. Jeśli masz w domu małego miotacza, zdecydowanie polecam schować na jakiś czas ciężkie drewniane kule i przerzucić się na miękkie zabawki z materiału. Dobry kocyk dziecięcy lub pluszaki z bawełny organicznej są świetne, ponieważ maluch może nimi rzucać przez cały pokój i nic się nie rozbije. Dzieci rzucają rzeczami, bo testują zasadę przyczyny i skutku, więc po prostu daj im przedmioty, w przypadku których "skutek" nie oznacza rozbitego okna.
Jak radzić sobie z krewnymi, którzy z dobrymi intencjami kupują głośne, irytujące plastikowe zabawki?
Och, ci kochani dziadkowie. Uwielbiają kupować największe, najbardziej rzucające się w oczy rzeczy z półki. Moja mama zawsze powtarzała: uśmiechnij się, podziękuj i pozwól dziecku bawić się tym przez trzy dni. Potem magicznym sposobem baterie "padają", a ty odkładasz zabawkę na wysoką półkę, aż powoli utoruje sobie drogę do kosza z rzeczami do oddania. Jeżeli z wyprzedzeniem pytają, co kupić, po prostu wysyłam im bezpośredni link do jednej konkretnej, wysokiej jakości rzeczy i mówię: "Ona ma teraz na tym punkcie prawdziwego bzika!"
Czy kooperacyjne gry planszowe to faktycznie coś dla dwulatków?
Ledwo, ledwo, ale tak! Spróbowałam zagrać w Grzybobranie z moim najstarszym synem, gdy miał dwa lata, i to była totalna katastrofa – łzy, przewracanie planszy i cała reszta. W tym wieku dzieci nie rozumieją, co to znaczy przegrać. Gry kooperacyjne, takie jak W ogrodzie firmy HABA, są genialne, ponieważ wszyscy współpracują, aby pokonać samą grę (np. zbierając drewniane owoce, zanim doleci do nich kruk). Wygrywacie razem lub przegrywacie razem, co zapobiega epickim atakom histerii i uczy czekania na swoją kolej, oszczędzając maluchowi druzgocącej porażki z rodzeństwem.





Udostępnij:
Mit pajacyków: dlaczego legginsy dla dziewczynki są lepszym wyborem
Zabawki dla 3-letniego chłopca: jak je wybrać i nie zwariować