Stoję w naszym wąskim londyńskim przedpokoju, trzymając lekko sztywny szpitalny kocyk, który intensywnie pachnie płynem do podłóg z publicznego szpitala i czystą paniką. Strona 47 świetnie ocenianego poradnika dla rodziców głosiła, że powinienem zaprezentować ten artefakt naszemu mieszańcowi teriera, Barnaby'emu, aby mógł nawiązać głęboką więź z zapachem swoich nowych sióstr bliźniaczek, jeszcze zanim te pojawią się w domu. Wyciągnąłem kocyk w stronę jego pyska z powagą księdza udzielającego komunii. Powąchał go dokładnie jeden raz, potężnie i mokro kichnął, po czym potruchtał polizać listwę przypodłogową. Całe to ćwiczenie zacieśniania więzi okazało się kompletną porażką.
Zacznijmy od rozprawienia się z najgorszymi możliwymi radami. Ludzie uwielbiają opowiadać, że spotkanie noworodka i psa to magiczne wydarzenie rodem z filmów Disneya, a pies natychmiast staje się obrońcą na całe życie. Otóż wcale nie. Jeśli przygotowujesz się na konfrontację małego psa z ludzkimi dziećmi, nie idź na żywioł. Nasz weterynarz, facet imieniem Ian, który zawsze pachnie lekko herbatnikami, wspomniał mimochodem, że prawdopodobnie powinniśmy byli zacząć zmieniać harmonogram karmienia Barnaby'ego na cztery miesiące przed narodzinami dziewczynek. Cztery miesiące. Byłem zbyt zajęty próbami rozpracowania, jak złożyć wózek, co wymagało dyplomu z inżynierii mechanicznej, Ian. Nie w głowie mi było planowanie psich posiłków.
Przez jakieś trzy minuty próbowaliśmy też podejścia „niech sami się dogadają”, zanim Barnaby posłał mi spojrzenie, które można opisać tylko jako mem z głęboko zestresowanym piesełem – absolutnie nie był pod wrażeniem zawodzących stworzeń, które najechały jego terytorium. Właśnie wtedy dotarło do mnie, że popkultura okłamała nas wszystkich.
Wielki mit szpitalnego kocyka
Internet to niebezpieczne miejsce, gdy funkcjonujesz na dwóch godzinach snu i zdecydowanie zbyt dużej ilości kawy rozpuszczalnej. W mojej panice o 3 nad ranem, scrollując fora i próbując podać te lepkie krople z witaminą D dla niemowląt, o których wciąż trąbiła położna (nadal nie do końca wiem, co robią, ale dodaję je do porannego mleka i liczę na cud), znalazłem ludzi sugerujących wszystko – od puszczania zapętlonych dźwięków płaczu po dosłowną psią medytację. Byłem tak zmęczony, że przez chwilę rozważałem zainwestowanie funduszu na studia dziewczynek w kryptowalutę baby doge coin, tylko dlatego, że mój pozbawiony snu mózg uznał, że waluta z motywem psa w jakiś sposób udobrucha wszechświat.
Najbardziej powszechnym mitem jest jednak ten o szpitalnym kocyku. Od tego czasu dowiedziałem się od prawdziwych behawiorystów – a nie anonimowych bywalców forów – że to totalna bzdura. Kocyk nie pachnie dzieckiem. Pachnie szpitalem. Pachnie ostrymi detergentami, obcymi dorosłymi pielęgniarkami i sterylnym plastikiem. Dając go psu do powąchania, po prostu wprawiasz go w dezorientację węchowym odpowiednikiem wycieku chemikaliów.
Przeczytałem też w pewnej książce o szkoleniu psów, że powinienem przez miesiąc przed terminem porodu nosić po domu zawiniętą w kocyk plastikową lalkę, aby „odczulić” psa. Zrobiłem to dokładnie raz. Listonosz przyłapał mnie przez okno w salonie, jak cicho gruchałem do sztywnej, plastikowej twarzy, i natychmiast odesłałem lalkę na strych, aby zachować resztki godności.
Wyczucie sytuacji, gdy wszyscy płaczą
Weterynarz Ian mruknął coś o tym, że psy komunikują dyskomfort na długo przed tym, zanim faktycznie stracą cierpliwość, choć ja głównie zwracam uwagę na moment, gdy Barnaby chowa się pod kanapę. Podobno powinno się szukać subtelnych oznak stresu, takich jak „wielorybie oczy” (kiedy pokazują białka oczu), oblizywanie się lub ziewanie. Gdzieś przeczytałem, że jeśli pies oblizuje wargi, oznacza to, że doświadcza egzystencjalnego lęku, ale Barnaby oblizuje się, intensywnie wpatrując się w zwykłego tosta, więc moje zrozumienie psiej psychologii jest co najmniej wybiórcze.

Powszechny konsensus wydaje się być taki, że należy utrzymać ścisły, metrowy dystans między bestią a dziećmi, rzucając psu pyszne smaczki, gdy tylko ze spokojem spojrzy na dziecko. Brzmi to świetnie w sterylnych warunkach laboratoryjnych, dopóki nie upuścisz kawałka sera cheddar na głowę noworodka, a pies nie rzuci się na niego, tworząc dokładnie ten rodzaj chaosu, którego desperacko starałeś się uniknąć.
Kiedy byliśmy w samym środku tej fazy separacji, dziewczynki w zasadzie żyły w niemowlęcym body z bawełny organicznej. Będę z tobą całkowicie szczery – to naprawdę przyzwoity element garderoby. Niebarwiona bawełna organiczna jest po prostu genialna, ponieważ jedna z bliźniaczek dostaje okropnych, czerwonych plam od syntetycznych materiałów, a to body całkowicie rozwiązuje sprawę, bez konieczności smarowania jej sterydowym kremem. Materiał jest miękki i dobrze się dopiera po tych wszystkich nieuniknionych pieluszkowych eksplozjach. Ale walka z tymi wzmocnionymi zatrzaskami o 2 w nocy, podczas gdy Barnaby szczeka na miejskiego lisa za oknem? Wymaga to zręczności palców, której po prostu nie posiadam. To świetne ubranko, ale wciąż ma zatrzaski, a zatrzaski to naturalny wróg zmęczonych ojców na całym świecie.
Jeśli jesteś właśnie w okopach rodzicielstwa i potrzebujesz rzeczy, które faktycznie działają, przejrzyj naszą kolekcję akcesoriów dla niemowląt właśnie tutaj.
Zarządzanie fizycznymi granicami
Z kolei jeśli robisz to w odwrotnej kolejności – przyprowadzasz szczeniaka do domu, w którym są już dzieci – chaos wygląda po prostu z innej perspektywy. Teraz zmagasz się z ostrymi jak brzytwa zębami szczeniaka i maluchami, które uważają, że ściskanie małego zwierzaka to wyraz głębokiej miłości. Kiedy wychowujesz małe pieski u boku ludzkich dzieci, szybko zdajesz sobie sprawę, że żaden z tych gatunków nie ma najmniejszego pojęcia o przestrzeni osobistej ani podstawowej higienie.

Fizyczne bariery stają się twoim całym światem. Kończysz, dzieląc dom na strefy niczym w więzieniu o zaostrzonym rygorze. W drzwiach mieliśmy bramki ochronne, w kuchni kojce, a w rogu klatkę kenelową dla psa. Klatka ma być bezpieczną przystanią, a nie karą, choć Barnaby używa swojej głównie do gromadzenia skradzionych skarpetek, a czasem i smoczka.
Potrzebujesz rzeczy, które przykują uwagę bliźniaczek, żebyś mógł na pięć sekund odwrócić się plecami i nakarmić psa. Miękkie klocki sensoryczne dla niemowląt okazały się szokująco skuteczne właśnie w tym celu. Zostały wykonane z nietoksycznej, miękkiej gumy, co oznacza, że kiedy jedna bliźniaczka niechybnie rzuci klockiem w głowę drugiej podczas sporu terytorialnego, nie ma łez. Po prostu siedzą, próbując dopasować do siebie kształty, podczas gdy ja na szybkości rzucam piłkę tenisową przez korytarz, by rozładować nerwową energię psa. Poza tym nie mają w środku piszczałek, przez co pies ma zerowe zainteresowanie ich niszczeniem. Znalezienie zabawek, które podobają się tylko jednemu gatunkowi w domu, to rzadkie i piękne zwycięstwo.
Co faktycznie zadziałało w naszym domu
Zamiast próbować na siłę stworzyć magiczną, filmową więź poprzez wciskanie noworodka prosto w pysk przerażonego psa, naprawdę wystarczy po prostu całkowicie wymęczyć zwierzaka, jeszcze zanim ktokolwiek wejdzie do domu. Niech świeżo upieczona mama wejdzie do środka sama, by przyjąć na siebie te wszystkie szalone skoki powitalne, a następnie należy ustanowić nudny, wypełniony smakołykami dystans między psem a dziećmi, aż wszyscy przestaną hiperwentylować.
Ostatecznie odzyskaliśmy spokój, gdy w pełni poświęciliśmy się strategii obrony strefowej. Pies przejął kuchnię i swoją ukochaną klatkę do chomikowania skarpetek, a dziewczynki dostały dywan w salonie ze swoim drewnianym, tęczowym stojakiem edukacyjnym. Nie przesadzam, gdy mówię, że ten stojak to chyba mój ulubiony element z całej naszej wyprawki. Głównie dlatego, że nie wymaga baterii i nie wygrywa tych potwornych, piskliwych melodyjek, które powoli i systematycznie rujnują zdrowie psychiczne. To tylko solidne, gładkie drewno i przyjemne, ciche, wiszące zwierzaki.
Bliźniaczki potrafią leżeć i godzinami uderzać rączkami w drewnianego słonia, rozwijając te wszystkie zdolności motoryczne, o których wspominają szpitalne ulotki dla tego etapu. Co więcej, Barnaby jest lekko przerażony drewnianą konstrukcją w kształcie litery A, więc naturalnie omija ją szerokim łukiem, tworząc strefę wolną od psa, która pilnuje się sama. Sytuacja win-win. Żadnego warczenia, żadnego kłapania zębami, tylko dwójka dzieci wpatrzonych w drewniane kółko i terier bezpiecznie śpiący po drugiej stronie pokoju.
Szczerze mówiąc, zarządzanie zwierzakami i niemowlętami to nie kwestia budowania pięknej przyjaźni już od samego progu. Chodzi o przetrwanie, koordynację i dbanie o bezpieczeństwo wszystkich w domu do czasu, aż dzieci będą wystarczająco duże, by zrozumieć, że pies to nie zabawka do jeżdżenia, a pies zorientuje się, że z dzieci sporadycznie spadają na podłogę doskonałe przekąski.
Gotowi, by ufortyfikować swój dom przed chaosem? Kup pełną gamę naszych organicznych, ratujących zdrowie psychiczne akcesoriów dla niemowląt właśnie tutaj.
Często zadawane pytania
Czy powinienem pozwolić psu lizać dziecko po twarzy?
Absolutnie nie, chociaż trzymanie ich z daleka od siebie przypomina próbę rozdzielenia dwóch magnesów. W internecie przeczytasz, że pyski psów są czystsze niż usta ludzi, co jest zabawnym kłamstwem, jeśli kiedykolwiek widziałeś, jak pies węszy na chodniku w deszczowy wtorek. Barnaby zjada z ulicy rzeczy, które trudno opisać słowami. Trzymaj psie pocałunki z dala od twarzy dziecka, bez względu na to, jak uroczo wyglądałoby to na zdjęciu.
Ile czasu potrzeba, aby się ze sobą dogadały?
Szczerze? Mogą minąć lata, zanim staną się prawdziwymi przyjaciółmi. Przez pierwsze sześć miesięcy nasz pies traktował bliźniaczki jak nieprzewidywalne, hałaśliwe meble. Dopiero gdy dziewczynki zaczęły jeść stałe pokarmy (i rzucać około 40% z nich na podłogę), Barnaby uznał, że są całkiem pożytecznym dodatkiem do naszego domu. Nie spiesz się. Zwykła tolerancja to całkowicie wystarczający cel.
Co zrobić, jeśli pies warczy na dziecko?
Nie krzycz na psa. Wiem, że instynkt nakazuje ci krzyknąć, ale jeśli ukarzesz psa za warczenie, uczysz go tylko, by następnym razem cię nie ostrzegał. Warczenie to psi sposób, by powiedzieć „czuję się bardzo niekomfortowo i potrzebuję przestrzeni”. Jeśli zawarczy, spokojnie zabierz dziecko z tej sytuacji, daj psu odetchnąć i może zadzwoń do profesjonalnego behawiorysty, zamiast opierać się na radach zmęczonych ojców z internetu.
Czy branie szczeniaka w ciąży to okropny pomysł?
Słuchaj, nie będę ci mówił, jak masz żyć, ale tak. To wręcz spektakularny poziom autosabotażu. Zgadzasz się na uczenie czystości szalenie energicznego zwierzaka w momencie, gdy będziesz fizycznie wykończona i w zaawansowanej ciąży, tylko po to, by potem przedstawić kruchego noworodka ząbkującemu, skocznemu stworzeniu, które jeszcze nie opanowało podstawowych manier. Poczekaj z tym rok. Albo pięć. Lepiej kup sobie roślinę doniczkową.
Jak radzisz sobie ze spacerami z psem i wózkiem?
Z dużą ilością przekleństw i smyczą w stylu hands-free. Pchanie podwójnego wózka przez Londyn, podczas gdy terier próbuje owinąć ci smycz wokół kostek, to sport ekstremalny. Jeśli przez te pierwsze kilka miesięcy stać cię na kogoś do wyprowadzania psów – zatrudnij go. Jeśli nie, przypnij sobie smycz do pasa, módl się, by pies nie wyrwał za wiewiórką i zaakceptuj fakt, że od czasu do czasu będziesz wyglądać publicznie po prostu śmiesznie.





Udostępnij:
Kiedy twój słodki noworodek nagle zmienia się w małego diabełka
Brutalna prawda o wózkach dla lalek dla Twojego malucha