Miałam na sobie dresy mojego męża Dave'a z czasów studenckich – te z tajemniczą dziurą po wybielaczu w okolicach lewego kolana. Balansowałam letnim kubkiem ciemno palonej kawy na poduszce do karmienia, gorączkowo odświeżając stronę z aukcjami w telefonie. Do mojej lewej piersi podłączony był laktator Spectra, wydający z siebie ten okropny, rytmiczny dźwięk łii-łii, a ja byłam głęboko, tak na poziomie Rowu Mariańskiego, wciągnięta w króliczą norę milenijnej nostalgii.
Byłam w ósmym miesiącu ciąży z Mayą. Wywołanie porodu miałam zaplanowane na 9 stycznia, co oznaczało, że w pełni przekonałam samą siebie, że na 100% urodzi się następnego dnia. A czego moje nienarodzone dziecko potrzebowało absolutnie najbardziej, bardziej niż planu porodu bez znieczulenia czy bezpiecznego fotelika samochodowego? Pluszaka Ty w stylu vintage z dokładnie tą samą datą urodzin. Wiadomo.
Kciuki dosłownie trzęsły mi się z powodu ciążowej bezsenności, gdy wściekle wpisywałam "10 sty mksotka beanie" w pasku wyszukiwania, ze wszystkimi literówkami, zdesperowana, by dowiedzieć się, które pluszaki dzieliły jej hipotetyczną datę urodzin. Okazuje się, że jest ich cała masa. Mamy misia Groovy'ego, który wręcz oślepia jaskrawym wzorem tie-dye. Psa Fitza, klapniętego setera irlandzkiego. Jest dziewczynka-pierniczek Gretel, co jest trochę dziwne, bo styczeń to już dawno po świętach. I pies Portia.
Kupiłam Groovy'ego. Za 45 dolarów. Plus koszty wysyłki. Dave wszedł do kuchni o 3:15 nad ranem, spojrzał na ekran mojego telefonu, spojrzał na laktator i po prostu powoli wycofał się z pokoju. Wiedział, że tak będzie bezpieczniej.
Zmierzam do tego, że my, milenialni rodzice, mamy dziwną obsesję na punkcie odkupowania naszego własnego dzieciństwa i wciskania go naszym dzieciom. Ale z dawaniem nieskazitelnej, trzydziestoletniej maskotki współczesnemu niemowlakowi jest pewien problem: to w zasadzie tykająca bomba lęku.
Dr Aris niszczy moje sny o pokoiku z lat 90.
Kiedy paczka w końcu dotarła, tydzień po narodzinach Mai (tak przy okazji: urodziła się 10 stycznia, więc jestem w zasadzie jasnowidzem), Dave podniósł Groovy'ego za jedno neonowe ucho i go powąchał. Stwierdził, że pachnie dokładnie jak wilgotna piwnica jego babci w Ohio. Nie mylił się. Miał ten specyficzny, stęchły zapach kurzu z 1998 roku, którego nie zatuszuje żaden odświeżacz powietrza.
Zabrałam misia na wizytę kontrolną, gdy Maya miała dwa miesiące, bo wymyśliłam, że uroczo będzie położyć go w jej koszu Mojżesza do pamiątkowych zdjęć. Nasz pediatra, dr Aris, który zawsze wygląda, jakby nie spał od 2014 roku, tylko się na mnie gapił. Potarł skronie i wymamrotał coś o tym, jak drastycznie zmieniły się wytyczne dotyczące snu niemowląt od czasu, gdy byliśmy dziećmi. W zasadzie powiedział, że wszystko, co jest bardziej puszyste niż prześcieradło z gumką, stanowi zagrożenie, dopóki dzieci nie będą znacznie starsze.
Nie podał mi suchych statystyk, ale sens był taki, że miękkie pluszaki w miejscu snu dziecka poniżej dwunastego miesiąca życia wiążą się z naprawdę przerażającym ryzykiem SIDS (nagłej śmierci łóżeczkowej) i uduszenia. Niemowlęta dosłownie nie potrafią przesunąć swoich gigantycznych, chwiejnych główek, jeśli miś w kolorowe plamy opadnie im na nos. Więc cała moja fantazja o "zasypianiu z misiem z dnia urodzin" umarła w tamtym momencie na szeleszczącym papierze lekarskiej kozetki. Puste łóżeczko jest najbezpieczniejsze. Przerażające, ale dobra.
Problem z oczami z twardego plastiku
Ale prawdziwym problemem wcale nie jest kwestia snu. Chodzi o pyszczek. Czy przyglądaliście się ostatnio z bliska pluszakom z lat 90.?

Mają twarde jak kamień, błyszczące, czarne plastikowe oczy, które są po prostu przyklejone lub wciśnięte w materiał za pomocą małych plastikowych nóżek. Nie wiem, co palili producenci zabawek w latach dziewięćdziesiątych, ale wzięli idealnie skrojone na miarę ryzyko zadławienia i doczepili je dokładnie do tego, co niemowlę najbardziej chce włożyć sobie do buzi.
A niemowlęta to dosłownie rakiety samonaprowadzające na oczy. Myślę, że to kwestia ewolucji. Maya potrafiła namierzyć ten mały plastikowy nosek Groovy'ego z drugiego końca pokoju i po prostu rzucała się na niego ze swoją bezzębną, zaślinioną, otwartą buzią. Dostawałam na całym ciele pokrzywki, patrząc, jak żuje kawałek plastiku starszy od mojego małżeństwa, tylko czekając, aż trzydziestoletni klej w końcu wyzionie ducha.
Nawet nie zaczynajcie tematu współczesnych "Beanie Boos", takich jak pingwin Chillz z tymi gigantycznymi, brokatowymi oczami demona paraliżu sennego – absolutnie nie, idźmy dalej.
Wielka katastrofa plastikowych kulek w 2020 roku
Prawdziwy punkt krytyczny nastąpił, gdy Maya miała około sześciu miesięcy. Miała na sobie swoje body z bawełny organicznej z falbankami, które, nawiasem mówiąc, było moim absolutnie ulubionym ubrankiem dla niej. Kupiliśmy je w tym cudownym, ziemistym odcieniu i szczerze mówiąc, był to jedyny materiał, który nie nasilał tej dziwnej egzemy na jej szyi. Przysięgam, ta mieszanka z 95% bawełny organicznej to czysta magia, a te małe rękawki z falbankami sprawiały, że wyglądała jak maleńka, pulchna leśna wróżka. Do tego kopertowe ramiona idealnie rozciągały się przy przekładaniu przez jej masywną główkę.
Więc tak siedzi sobie na dywanie, wyglądając w swoich falbankach jak anielskie eko-dziecko, trzymając misia Groovy'ego. Agresywnie nim potrząsa za neonową nogę. I nagle to słyszę.
Trrraaach.
Okazuje się, że nić używana do zszywania tych zabawek w 1999 roku nie wytrzymuje zderzenia z brutalną siłą współczesnego niemowlaka. Szew na nodze Groovy'ego pękł. A z niego posypała się ta "fasolka".
Setki malutkich, białych, elektryzujących się plastikowych kulek. Wszędzie. Na dywanie. Na kolanach Mai. W zakamarkach jej ubranek z falbankami. Nasz golden retriever, Leo (pies, nie syn; tak, mamy psa i dziecko o tym samym imieniu, to długa historia), natychmiast podbiegł i zaczął wciągać ich stertę jak odkurzacz.
Wypuściłam z rąk kawę. Rozlałam mój francuski napar na wszystkie listwy przypodłogowe. Gorączkowo wygrzebywałam plastikowe koraliki z pulchnych rączek mojego dziecka, zdając sobie sprawę, że te granulki – które są zazwyczaj wykonane z taniego PVC lub polietylenu – stanowią największe z możliwych ryzyko zadławienia. Jeśli dziecko wciągnie chociaż jedną do płuc, czeka cię koszmarna wycieczka do szpitala. Skończyło się na tym, że musiałam zakleić nogę Groovy'ego taśmą izolacyjną i zesłać go na najwyższą półkę w pokoju dziecięcym.
Jeśli szukasz więcej opcji na ubranie swojego dziecka w rzeczy, które faktycznie potrafią przetrwać chaotyczne popołudnie, sprawdź kolekcję organicznych ubrań od Kianao tutaj. Piorą się rewelacyjnie, nawet po pokryciu kurzem w stylu vintage i kawą.
Co tak naprawdę moje dziecko może wkładać do buzi
Po Wielkiej Eksplozji Kulek coś do mnie dotarło. Rzeczy w stylu vintage są do patrzenia. Są dekoracją. Stanowią zupcyklowany wybór estetyczny, który chroni stare rupiecie przed wylądowaniem na wysypisku śmieci, co w sumie jest spoko dla naszej planety, ale nie nadają się do prawdziwej, fizycznej zabawy dla dziecka.

Jeśli Maya musiała coś agresywnie przeżuwać, potrzebowała czegoś, co nie rozsypie się w zagrażające życiu elementy. Zamiast misia zaczęłam dawać jej silikonowy gryzak Panda. Szczerze mówiąc, nie sądziłam, że go polubi, bo nie miał neonowych kolorów Groovy'ego, ale totalnie oszalała na punkcie małych brzegów o fakturze bambusa. Jest zupełnie płaski, wykonany z bezpiecznego silikonu spożywczego i nie ma w nim ani jednego przyklejonego, plastikowego elementu. A co jest w nim najlepsze? Kiedy pies siłą rzeczy go obślini, po prostu wrzucam go na górną półkę zmywarki. Spróbujcie włożyć trzydziestoletnią maskotkę do nowoczesnej pralki i dajcie znać, jak wyglądała ta eksplozja.
Spróbowaliśmy też zorganizować wyznaczoną strefę "bezpiecznej zabawy", by odciągnąć jej uwagę od mojej półki z zabawkami w stylu vintage. Kupiliśmy drewniany stojak edukacyjny Baby Gym ze zwisającymi pluszowymi zwierzątkami. Powiem tak: jest w porządku. Z estetycznego punktu widzenia jest naprawdę piękny. Drewniany słonik jest uroczy, naturalne drewno pasuje do naszego salonu i co ważne, nie śpiewa mi irytujących, elektronicznych piosenek. Ale tak szczerze? Mój starszy syn, Leo, ciągle używał tego drewnianego stojaka w kształcie litery A jako płotka do skakania i potykał się o niego, robiąc gigantyczny hałas. Skończyło się na tym, że po prostu ściągnęliśmy te miękkie zabawki ze stelaża i pozwoliliśmy Mai bawić się nimi na kocyku. Robisz to, co po prostu działa, prawda?
Podejście "muzealnej półki"
Więc stanęło na tym: Miś Groovy mieszka teraz wyłącznie na wiszącej półce nad przewijakiem. Maya może na niego patrzeć. Może pokazywać palcem na jego zabawną, kolorową buzię, podczas gdy ja mocuję się z nią, żeby założyć czystą pieluchę. Stał się dziełem sztuki.
Jeśli naprawdę zależy ci na zdobyciu pluszaka z urodzinami 10 stycznia – albo jakiejkolwiek innej daty, której rozpaczliwie szukasz na portalach aukcyjnych o 3 nad ranem – zrób to. Poddaj się nostalgii. Ale potraktuj go jak eksponat muzealny. Nie wkładaj go do łóżeczka, nie pozwól dziecku gryźć oczu i bezwzględnie sprawdź szwy, zanim pozwolisz maluchowi w ogóle się do niego zbliżyć.
Kupuj gadżety w stylu vintage dla własnego wewnętrznego dziecka, ale zaopatrz się w to, co bezpieczne, organiczne i absolutnie wytrzymałe, dla swojego obecnego, prawdziwego malucha. Zaoszczędzi ci to mnóstwa rozlanej kawy i taśmy izolacyjnej.
Gotowi na to, by wzbogacić przestrzeń do zabawy Waszego dziecka o rzeczy, które można bez obaw bezpiecznie gryźć? Kup bezpieczną, organiczną kolekcję gryzaków Kianao właśnie tutaj.
Moje chaotyczne FAQ o zabawkach z odzysku i niemowlętach
Czy mogę uprać starego pluszaka Ty w pralce?
O rany, nie. Proszę, nie róbcie tego. Raz wrzuciłam do pralki na program "delikatny" innego starego pluszaka i szwy całkowicie się rozpadły. Spędziłam godzinę na wydłubywaniu mokrych plastikowych kulek z gumowej uszczelki. Jeśli kupujecie coś z drugiej ręki, po prostu delikatnie wyczyśćcie plamy wilgotną ściereczką i łagodnym mydłem. Zostawcie do wyschnięcia na słonecznym parapecie.
Kiedy tak naprawdę spanie z pluszakiem jest bezpieczne dla dziecka?
Dr Aris zalecił nam poczekać przynajmniej do pierwszych urodzin. Amerykańska Akademia Pediatrii (AAP) odradza jakiekolwiek miękkie przedmioty w łóżeczku przed ukończeniem 12. miesiąca życia ze względu na ryzyko uduszenia. Szczerze mówiąc, nawet po upływie roku wciąż czułam się z tym dziwnie i pozwalałam Mai spać tylko z takim malutkim, całkowicie płaskim kocykiem przytulanką. Zaufaj swojej intuicji, ale ten pierwszy rok zdecydowanie odczekaj.
Na co zwracać uwagę w nowoczesnych pluszakach?
Haftowane oczy! Nie mogę tego wystarczająco mocno podkreślić. Jeśli zabawka ma twarz, oczy i nos powinny być wyszyte nicią, a nie stanowić przyklejone twarde elementy z plastiku. Ponadto, szukajcie materiałów wierzchnich z bawełny organicznej i bezpiecznego wypełnienia (takiego jak z recyklingu czy wełna), zamiast plastikowych kuleczek, które mogą wysypać się dosłownie wszędzie.
Dlaczego plastikowe kulki w starych zabawkach są takie złe?
Zazwyczaj wykonane są z taniego polietylenu (PE) lub polichlorku winylu (PVC), które są po prostu fatalnymi tworzywami opartymi na ropie naftowej. Ale prawdziwym, natychmiastowym niebezpieczeństwem jest ryzyko zadławienia. Ponieważ są dokładnie wielkości dróg oddechowych dziecka, gdy szew pęknie i wysypią się (jak u mojego misia Groovy'ego), stanowią gigantyczne, ciche zagrożenie zadławieniem.
Czy kupowanie starych zabawek jest ekologiczne?
W sensie, i tak, i nie? Kupowanie rzeczy z drugiej ręki na portalach aukcyjnych czy w lumpeksach jest świetne, ponieważ chroni te już wyprodukowane, syntetyczne śmieci przed wysypiskami. Uczestniczysz w gospodarce obiegu zamkniętego! Jednak same materiały to nadal syntetyczny poliester i tworzywa sztuczne z ropy naftowej. To zatem fajny zupcyklowany element dekoracyjny do pokoju dziecięcego, ale po prostu nie jest to ekologiczny i zrównoważony materiał, z którym dziecko powinno mieć bezpośredni kontakt ustami.





Udostępnij:
Idealna wilgotność w pokoju dziecka: List do samej siebie
Debugowanie nostalgii: Przypadek maskotki Beanie Baby z 11 stycznia