Drogi Tomie sprzed dokładnie sześciu miesięcy,

Siedzisz właśnie na podłodze w przedpokoju, z pogryzionym niebieskim długopisem w ustach, wpatrując się w stertę formularzy zgłoszeniowych do żłobka, podczas gdy Bliźniaczka B próbuje wcisnąć przez otwór na listy w drzwiach połowę rozmoczonego biszkopta. Jesteś z siebie niesamowicie zadowolony. Z wielką dumą wypełniasz rubryki „Imię”, będąc absolutnie przekonanym, że udało ci się nadać córkom imiona, których nikt inny w twoim kodzie pocztowym nie używał od epoki wiktoriańskiej. Myślisz, że wygrałeś to całe rodzicielstwo, zanim jeszcze w ogóle nauczyły się chodzić.

Piszę do ciebie z ponurej, pozbawionej snu przyszłości, żeby powiedzieć ci: zetrzyj ten uśmieszek z twarzy.

Pamiętasz tę totalną panikę, kiedy próbowaliście znaleźć wyjątkowe imię dla dziewczynki? Spędziłeś cały trymestr udając lingwistę-amatora, wykreślając wszystko, co brzmiało zbyt popularnie, zbyt dziwnie albo za bardzo przypominało markę drogiego skandynawskiego mydła do rąk. Chciałeś czegoś rzadkiego, ale nie uśmiechało ci się literowanie tego imienia za każdym razem, gdy dzwoniłeś do przychodni po receptę na syrop przeciwgorączkowy. Piszę, by uświadomić ci, że twoje skrupulatne planowanie było w dużej mierze stratą czasu, ale z perspektywy czasu cała ta przygoda wydaje się niesamowicie zabawna.

Incydent z arkuszem kalkulacyjnym i stuletni cykl

Wiem, że wciąż masz ten dokument Excela zapisany na laptopie. Ten, w którym oznaczyłeś kolorami potencjalne imiona dla córeczek na podstawie ich historycznego pochodzenia. Spędziłeś całe tygodnie na przeczesywaniu samych dołów globalnych rankingów, szukając imion, które ledwie tam figurowały. Byłeś opętany „zasadą 5 niemowląt”, o której przeczytałeś w internecie, przekonany, że jeśli jakieś imię nie pojawia się w oficjalnych rejestrach, to jest idealnym, nieodkrytym diamentem.

Nie wziąłeś tylko pod uwagę, że stuletni cykl nadawania imion to absolutnie bezlitosna maszyna. Myślałeś, że jesteś niesamowicie oryginalny, odkopując imiona z lat 20. XX wieku. Myślałeś, że odkurzenie Agaty, Sybilli i Maud robi z ciebie wizjonera. Przykro mi to mówić, stary, ale każdy inny milenijny rodzic w promieniu pięćdziesięciu kilometrów przeglądał dokładnie te same archiwa w sepii. Myślałeś, że przecierasz szlaki, a tak naprawdę byłeś tylko częścią masowego, przewidywalnego trendu demograficznego polegającego na ubieraniu dzieci jak edwardiańskich duchów.

Zróbmy małą przerwę od twojej pychy z przeszłości, żeby porozmawiać o czymś, co faktycznie ci wyszło. Te Niemowlęce Spodenki z Bawełny Organicznej ze ściągaczem i sznureczkiem, które kupiłeś w amoku internetowych zakupów o 3 nad ranem? Mówię ci teraz, prosto z przyszłości: kup jeszcze sześć par. To w zasadzie jedyny element garderoby, który ma jakikolwiek sens w naszej obecnej egzystencji. Kiedy Bliźniaczka A wykonuje swój przerażający obrót krokodyla podczas zmiany pieluchy, ta talia ze sznureczkiem to jedyna rzecz, która powstrzymuje ją przed gołopupnym sprintem przez dywan. Pięknie naciągają się na te absurdalne, pękate pieluchy wielorazowe, przy których kupnie tak się upieraliśmy, nie wbijają się w ich małe, mleczne brzuszki, i szczerze mówiąc, prążkowany materiał jest genialny do wycierania zabłąkanych resztek owsianki, kiedy skończą ci się pieluszki muślinowe. Są po prostu genialne. Daj sobie spokój z tymi sztywnymi jeansami, o których myślałeś, że będą urocze; niemowlęta w jeansach wyglądają jak malutcy, czujący się bardzo niekomfortowo mechanicy w średnim wieku.

Test CV i inne lęki klasy średniej

Spędziłeś nieludzką ilość czasu, zamartwiając się tak zwanym testem CV. Czyli teorią, według której powinieneś stanąć w kuchni i głośno krzyknąć potencjalne imię, by sprawdzić, czy brzmi jak szanowany biegły rewident, czy jak ktoś, kto sprzedaje plecione bransoletki z konopi z kampera w Kornwalii. Pamiętam, jak stałeś przy czajniku, szepcząc: „Prezes Elowen Smith” i „Dyrektor Marketingu Calliope Smith”, aż twoja żona zapytała, czy nie masz przypadkiem jakiegoś ataku neurologicznego. Martwiłeś się, że nadanie dziewczynce bardzo nietypowego imienia w jakiś sposób zrujnuje jej szanse na przejęcie średniej wielkości firmy logistycznej w 2055 roku. Zadręczałeś się, czy dziwaczne imię będzie miało wystarczającą powagę do przyszłej sali konferencyjnej, całkowicie ignorując fakt, że zanim skończy czterdzieści lat, tą salą konferencyjną i tak będą prawdopodobnie zarządzać ludzie o imionach Jaxxon i Khaleesi.

The resume test and other middle-class anxieties — A letter to myself about the absolute farce of finding rare baby gi...

W międzyczasie kompletnie zapomniałeś sprawdzić, czy ich inicjały nie układają się w jakieś obraźliwe słowo, ale mniejsza z tym, jakoś przeżyją to lekkie zażenowanie w szkole średniej.

Naprawdę za bardzo analizujemy psychologię imion dla dziewczynek. Kiedy położna środowiskowa przyszła na wizytę patronażową w szóstym tygodniu, pamiętam wyraźnie, jak mamrotała coś ogólnikowego o rozwoju dziecka i tożsamości, choć moja pamięć jest już tak dziurawa, że w sumie jestem pewien, iż po prostu próbowała odwrócić moją uwagę podczas ważenia Bliźniaczki A. Mówiła coś o tym, jak unikalne imię może dać dziecku silniejsze poczucie indywidualności, albo o tym, że zbyt dziwne imię powoduje później w życiu problemy administracyjne. Szczerze mówiąc, nauka na ten temat jest strasznie niejasna i wydaje się polegać głównie na tym, że socjolodzy zgadują na ślepo, bazując na tym, ilu ludzi nazwanych po owocach ląduje ostatecznie na terapii. Moje osobiste przemyślenia są takie: bez względu na to, jak je nazwiesz, i tak rzucą ci drewnianym klockiem w głowę, gdy tylko zdecydują, że nienawidzą bananów.

Exhausted dad staring at a spreadsheet of rare names while a toddler pulls his hair

Ekologiczne imiona, przez które brzmisz jak pomniejsze bóstwo leśne

Porozmawiajmy o tym trendzie na naturę, w który tak głęboko wsiąkłeś. Myślałeś, że jesteś niesamowicie poetycki, wyciągając ze słownika słowa związane z botaniką i zjawiskami atmosferycznymi. Nagle każdy chwast w ogrodzie stał się potencjalną opcją. Z pełną powagą zaproponowałeś żonie imię „Jeżyna”. Chciałeś czegoś, co brzmiało tak, jakby pochodziło z wilgotnego, mistycznego lasu, a nie z bliźniaka na dalekich przedmieściach.

W pełni wszedłeś w estetykę Matki Ziemi, co jest mocno ironiczne w przypadku faceta, którego stresuje odpowiedzialność za podlewanie jednej jedynej domowej paprotki. Przynajmniej ta próba bycia bliżej natury skłoniła cię do kupienia tego Bambusowego Kocyka Dziecięcego w Niebieskie Kwiaty. Przyznam, że był to wysoce strategiczny zakup. Jest niesamowicie miękki, zgadza się, a materiał bambusowy ma być naturalnie hipoalergiczny i termoregulacyjny, co jest świetne dla ich wrażliwej skóry. Ale bądźmy ze sobą szczerzy: doceniam go głównie dlatego, że ten specyficzny niebieski wzór w chabry dziwnie dobrze kamufluje dokładnie ten odcień neonowożółtych ulewków, które Bliźniaczka B produkuje po zjedzeniu batata. Plus, mogę go narzucić na tego paskudnego, jaskrawego plastikowego skoczka, kiedy przychodzą goście, żeby wyglądało na to, że jesteśmy spokojnymi, minimalistycznymi rodzicami, którzy mają w domu tylko drewniane zabawki.

(Jeśli wy również próbujecie obecnie zamaskować plastikowy chaos w swoim salonie ładnymi tkaninami, prawdopodobnie powinniście przejrzeć kolekcję kocyków niemowlęcych Kianao, zanim całkowicie stracicie zmysły i zaakceptujecie inwazję jaskrawego plastiku).

Przestań próbować przechytrzyć alfabet

W 34. tygodniu ciąży miałeś taki mroczny okres, kiedy rozważałeś wzięcie normalnego imienia i agresywne przekręcenie jego pisowni, żeby było rzadkie. Zamiast próbować zastępować każdą samogłoskę literą „y” i wpychać nieme spółgłoski w środek zupełnie normalnych słów tylko po to, by poczuć się wyjątkowo, powinieneś raczej zaakceptować fakt, że pisanie „Jessica” jako „Jhessyqa” to nic innego jak zbrodnia przeciwko przyszłym paniom w przedszkolu. Balans trudności to realna sprawa. Chcesz, żeby się wyróżniały, ale nie chcesz, żeby spędziły osiemdziesiąt procent swojego dorosłego życia na czekaniu na infolinii banku, by przeliterować swoje imię fonetycznie.

Stop trying to outsmart the alphabet — A letter to myself about the absolute farce of finding rare baby gi...

Wiesz, co jeszcze za bardzo analizowałeś w tamtym czasie? Akcesoria do ząbkowania. W przyszłym tygodniu niechybnie kupisz ten Silikonowy Gryzak Panda, ponieważ na jakimś blogu przeczytałeś, że to rozwojowa konieczność dla wzmocnienia siły żuchwy. Słuchaj, jest w porządku. Robi dokładnie to, co powinien – jest wykonany z silikonu spożywczego, ma kształt pandy, łatwo go umyć w zlewie i jest całkowicie bezpieczny. Ale bądźmy tu brutalnie szczerzy: możesz podać tę perfekcyjnie zaprojektowaną, nietoksyczną pandę Bliźniaczce A, a ona natychmiast upuści ją na podłogę, doczołga się do przedpokoju i spróbuje ukoić swoje rozpulchnione dziąsła, energicznie żując piętę mojego ubłoconego buta do biegania. Kup ten gryzak, jeśli chcesz, to jak najbardziej akceptowalny kawałek gumy do noszenia w torbie do wózka, ale nie oczekuj, że magicznie powstrzyma napady krzyku o 3 w nocy, kiedy te małe trzonowce zaczną się przebijać.

Wielkie zderzenie ze żłobkową rzeczywistością

Wróćmy więc do tamtego momentu sprzed sześciu miesięcy na podłodze w przedpokoju. Kończysz wypełniać formularze. Wysyłasz je. I czekasz.

Kiedy w końcu pojawisz się w sali grupy maluchów na zajęcia adaptacyjne, doświadczysz głębokiej śmierci swojego ego. Kojarzysz te imiona, które uważałeś za tak niewiarygodnie rzadkie? Te, co do których byłeś tak pewien, że wyróżnią twoją córeczkę z tłumu Oliwii i Amelii?

No cóż. Wejdziesz do tego pokoju, cały w zaschniętym mleku i skrajnym wyczerpaniu, i usłyszysz, jak opiekunka woła trzy inne dziewczynki tymi samymi „rzadkimi”, inspirowanymi naturą imionami vintage, które wybrałeś. Okazuje się, że każdy inny niewyspany rodzic czytał dokładnie te same, niszowe blogi o imionach dla dzieci o 4 rano.

I wiesz co? To naprawdę nie ma znaczenia. Bo w momencie, gdy widzisz, jak twój dzieciak drepcze przez pokój, reagując na to imię, uświadamiasz sobie, że ono już należy do niej. Nie ma znaczenia, czy nosi je jeszcze trójka dzieci w jej grupie, ani czy nikt go nie używał od 1842 roku. Jest jej. I sprawi, że będzie w stu procentach jej własne, głównie wrzeszcząc je na całe gardło, kiedy będziesz próbował nakarmić ją brokułem.

Zanim zaczniesz kompletnie panikować, że tożsamość twojego dziecka jest całkowicie nieoryginalna, może zrób coś, co faktycznie możesz kontrolować – na przykład ulepsz ich garderobę na taką, która nie wymaga siłowania się o północy z pięćdziesięcioma plastikowymi zatrzaskami. Kup kolekcję niemowlęcych ubranek organicznych Kianao już teraz i ocal swoje zdrowie psychiczne.

Pytania na temat imion dla dziewczynek, które gorączkowo wpisywałem w Google o 3 w nocy

Czy rzadkie imię naprawdę wpływa na osobowość dziecka?

Szczerze mówiąc, mój lekarz po prostu się roześmiał, kiedy zapytałem, czy unikalne imię sprawi, że Bliźniaczka B będzie bardziej kreatywna. Z tego, co widzę, gdy rujnują mój salon, ich osobowości są w pełni ukształtowane od pierwszego dnia. Twoje dziecko może nazywać się jakoś niesamowicie poetycko i eterycznie, chociażby „Promyk Księżyca”, a i tak spędzi popołudnia na próbach pożerania garściami ziemi z doniczek w ogrodzie. To nie imię tworzy dziecko; to dziecko tworzy imię.

Skąd mam wiedzieć, czy imię jest naprawdę rzadkie, czy po prostu chwilowo niepopularne?

Nie wiesz. To jeden z okrutnych żartów rodzicielstwa. Możesz sprawdzić najniższe pozycje w rządowych statystykach, przewertować archiwa i skrzyżować wszystkie dane. Ale nie przewidzisz popkultury. Możesz wybrać coś absolutnie niszowego, a trzy miesiące później Netflix wypuści wielki serial, w którym pojawi się szalenie popularna postać dokładnie o tym imieniu. Wybierz po prostu coś, czego nie będziesz się wstydził krzyczeć na środku zatłoczonego parku.

A co, jeśli moja rodzina całkowicie znienawidzi rzadkie imię, które wybrałem?

Moja matka otwarcie się skrzywiła, kiedy podałem jej nasze główne typy, i zapytała, czy wychowujemy dzieci, czy nazywamy konie wyścigowe. Pozwól im narzekać. Fizycznie nie będą w stanie podtrzymywać swojego językowego oburzenia, gdy tylko dostaną w ramiona malutkiego, mięciutkiego człowieczka. Po około trzech tygodniach będą już gruchać to dziwne imię do wózka tak, jakby to oni je wymyślili.

Czy powinienem się martwić, jak rzadkie imię brzmi z naszym nazwiskiem?

Tak, ale głównie po to, żeby uniknąć przypadkowej komedii. Bardzo polecam coś, co nazywam „testem krzyku wkurzonego taty”. Stań na dole schodów i wykrzycz pełne pierwsze, drugie imię i nazwisko tak, jakby właśnie pomalowały ściany permanentnym markerem. Jeśli używając wkurzonego głosu potykasz się o sylaby, oznacza to, że imię jest zbyt skomplikowane.

Czy całkowicie wymyślone imię to zły pomysł?

W sumie wszystkie słowa zostały kiedyś przez kogoś wymyślone, prawda? Ale z praktycznego punktu widzenia, wymyślając imię od zera, podpisujesz dożywotni kontrakt na literowanie go recepcjonistom, farmaceutom i nauczycielom. Jeśli masz anielską cierpliwość, śmiało. Jeśli jednak denerwujesz się, gdy barista błędnie napisze twoje zupełnie normalne imię na kubku po kawie, może lepiej trzymaj się czegoś, co już istnieje w słowniku.