Kobieta przy kasie w Tesco – jej identyfikator głosił Sandra, a ona sama wyglądała, jakby miała za sobą bardzo długi wtorek – wpatrywała się w moją lewą dłoń ze specyficznym, pełnym przerażenia, szerokim spojrzeniem, zazwyczaj zarezerwowanym dla sytuacji z zakładnikami. Próbowałem właśnie niezdarnie wcisnąć Bliźniaczkę A z powrotem do wózka prawą ręką, co oznaczało, że w lewej beztrosko dyndało za kostkę coś, co wyglądało wypisz wymaluj jak posiniaczone, pozbawione życia niemowlę.

Sandra przestała skanować mój wielopak chrupek. Jej usta lekko się otworzyły i instynktownie zrobiła pół kroku w tył w stronę gabloty z papierosami.

– To lalka – wypaliłem, dziko potrząsając silikonową nogą na dowód, co, szczerze mówiąc, sprawiło tylko, że cała ta pantomima wyglądała znacznie gorzej.

To było moje katastrofalne wprowadzenie do świata realistycznych lalek-niemowlaków, a dokładniej hiperrealistycznych lalek typu "Reborn", które moja ekscentryczna cioteczna babka Brenda z niewiadomych przyczyn postanowiła wysłać dwulatce. Nadal nie jestem do końca pewien, co Brenda miała na myśli, ale zgaduję, że weszła do specjalistycznego sklepu, minęła zupełnie normalne, tanie plastikowe zabawki i poprosiła sprzedawcę o coś, co zagwarantuje, że moja żona i ja już nigdy nie prześpimy spokojnie nocy.

Bliźniaczka A natychmiast się w niej zakochała. Postanowiła nazwać to coś "baby d" (skrót od Baby Dog, czyli Psie Dziecko, oczywiście, bo ma dwa lata i jej zrozumienie taksonomii biologicznej jest mocno wadliwe). Bliźniaczka B, która ma nieco lepszy instynkt przetrwania, spojrzała tylko na te szklane, niemrugające oczy i wrzeszczała tak długo, aż ukryłem lalkę za kanapą.

Problem z magnetyczną czaszką i absolutny ciężar tego ustrojstwa

Jeśli nigdy nie trzymaliście w rękach jednego z tych przerażających dzieł sztuki, naprawdę nie jesteście w stanie pojąć ich fizycznej obecności. To nie są tylko plastikowe skorupy wypełnione powietrzem. One mają swoją wagę. I to sporą.

Silikonowe monstrum od cioci Brendy waży ponad trzy kilogramy, co nie brzmi jak dużo, dopóki twój maluch nieuchronnie nie upuści go na twoją bosą stopę o szóstej rano. Ten przerażający realizm osiąga się poprzez wypychanie kończyn i pupy malutkimi szklanymi koralikami lub ciężkimi metalowymi kuleczkami (strona 47 poradnika dla rodziców, który kiedyś czytałem, sugerowała, że ciężkie przedmioty sensoryczne uspokajają, ale zapewniam was, że nie ma absolutnie nic uspokajającego w sztucznym dziecku uderzającym z głuchym łoskotem w twoje kości śródstopia).

A do tego te włosy. To nie jest odlana z plastiku skóra głowy. Jakiś niezwykle cierpliwy, ale i głęboko niepokojący artysta spędził godziny, ręcznie wszczepiając pojedyncze pasma moheru w silikonową czaszkę, by wyglądały dokładnie jak puszek noworodka. Wiecie, co się dzieje, gdy maluch czesze taki ręcznie tkany moher plastikowym grzebykiem ze Świnką Peppą? Wypada kępkami, przez co lalka wygląda, jakby cierpiała na silną chorobę popromienną.

Ale absolutnie najgorszą częścią – rzeczą, która naprawdę sprawiła, że zacząłem kwestionować wszystko – jest ukryte niebezpieczeństwo. Kiedy odwiedziła nas pielęgniarka środowiskowa na bilansie dwulatków bliźniaczek, od niechcenia wskazała na lalkę siedzącą złowrogo w kącie. Wymamrotała coś o magnesach neodymowych, na co z roztargnieniem pokiwałem głową, zanim dotarło do mnie, co miała na myśli.

Aby magnetyczne smoczki trzymały się twarzy lalki, twórcy umieszczają magnesy o przemysłowej sile tuż za silikonowymi ustami. Jeśli dziecku uda się rozerwać silikon (a uda się, bo to przecież małe, dzikie borsuki) i połknie te magnesy, kończy się to natychmiastową wizytą na oddziale ratunkowym. Magnesy potrafią dosłownie przedziurawić jelita, żeby się ze sobą połączyć. Są też na tyle silne, by całkowicie rozregulować rozrusznik serca, co oznacza, że nie mogę nawet wręczyć tej lalki starszej sąsiadce bez ryzyka wywołania stanu zagrożenia życia.

Skany mózgu i desperacka nadzieja na empatię

Po co więc ludzie w ogóle dają dzieciom lalki-niemowlaki? Podobno stoi za tym nauka, choć jestem głęboko podejrzliwy wobec każdego, kto twierdzi, że naprawdę rozumie wewnętrzne trybiki w mózgu dwulatka.

Brain scans and the desperate hope for empathy — The Terror Of Hyper-Realistic Dolls (And What Actually Works)

Niedawno jacyś badacze wrzucili grupę dzieciaków do rezonansu magnetycznego i odkryli, że zabawa lalkami aktywuje tylną część bruzdy skroniowej górnej. Ledwo zdałem biologię w szkole średniej, ale z grubsza jest to ta część mózgu odpowiedzialna za empatię. Uważają, że udawanie karmienia i przewijania plastikowego noworodka zmusza mózg do ćwiczenia sygnałów społecznych i rozpoznawania, że inne istoty mają uczucia.

Nasz lekarz rodzinny rzucił w nas tym faktem podczas ostatniej wizyty, sugerując, że realistyczne zabawki są genialne, by przygotować dziecko na rodzeństwo. Zwyczajnie zamrugałem na niego przez moje skrajne niewyspanie i poinformowałem go, że ponieważ moja żona i ja stanowczo i ostatecznie skończyliśmy z powiększaniem rodziny, ta konkretna korzyść rozwojowa całkowicie się u nas marnuje.

Przypuszczam, że miło jest myśleć, że Bliźniaczka A rozwija w sobie głęboką, potężną empatię, kiedy gwałtownie wpycha plastikową butelkę w twarz Psiego Dziecka, ale tak naprawdę uważam, że ona po prostu lubi dla odmiany trochę porządzić.

Zabawki, których faktycznie używamy, żeby przetrwać popołudnie

Ponieważ silikonowy koszmar okazał się zbyt ciężki, zbyt delikatny i autentycznie zbyt niebezpieczny dla dwójki maluchów, musieliśmy zmienić taktykę. Jeśli nagle łapiesz się na tym, że trzymasz w rękach przedmiot kolekcjonerski droższy od miesięcznego rachunku za ogrzewanie, prawdopodobnie skończysz chowając go w szafie i zastępując rzeczami, które nie będą wymagały interwencji policji.

Oto, co u nas faktycznie się sprawdza (zazwyczaj).

Awaryjny Kocyk Maskujący
Kiedy Bliźniaczka A odmówiła wyjścia z domu bez Psiego Dziecka, nie mogłem zaryzykować podróży londyńskim metrem z lalką na widoku. Ludzie całkiem serio myślą, że masz w wózku zmarłe niemowlę. Żeby przetrwać tę przeprawę, ciasno owinąłem to widowisko grozy w nasz Ekologiczny kocyk niemowlęcy z bawełny organicznej, wzór w fioletowe jelenie.

Naprawdę uwielbiam ten kocyk, a nie mówię tego o wielu rzeczach dla dzieci. Wykonano go z bawełny organicznej z certyfikatem GOTS, co jest świetne dla środowiska, ale co ważniejsze – to dwuwarstwowy materiał, który całkowicie maskuje kształt przyprawiającej o dreszcze lalki. Teraz, gdy lalka została wygnana na samą górę szafy, Bliźniaczka B przejęła fioletowy kocyk z jelonkiem jako swój główny uspokajacz. Moja żona zapewnia mnie, że organiczny materiał zapobiega budzeniu się dziewczynek w kałuży własnego potu, bo oddycha znacznie lepiej niż ten tani poliester, który kiedyś kupowaliśmy. A ponieważ Bliźniaczka B naprawdę przesypia z nim całe noce, absolutnie nie zamierzam z tymi naukowymi faktami dyskutować.

(Jeśli też próbujesz zakamuflować jakąś przerażającą zabawkę, albo po prostu szukasz czegoś, co nie podrażni skóry twojego dziecka, możesz przejrzeć pełną kolekcję organicznych kocyków dla niemowląt Kianao tutaj.)

Umiarkowanie Udany Talerzyk
Ponieważ ośrodek empatii Bliźniaczki A działa najwyraźniej na najwyższych obrotach, upiera się ona, że lalki muszą jeść z nami obiady. Do tych wyimaginowanych sesji karmienia używamy Silikonowego talerzyka dla dzieci | Kształt misia i przyssawka.

Będę brutalnie szczery – jest po prostu w porządku. Pyszczek misia jest uroczy i podobno to w 100% bezpieczny dla żywności silikon wolny od BPA. Dość dobrze trzyma się stołu, przy założeniu, że wyszorowałeś blat z absolutną wojskową precyzją. Jeśli pod przyssawką znajdzie się choćby jedno ziarenko ryżu, Bliźniaczka B w trzy minuty wpadnie na to, jak podważyć talerzyk za lewe ucho misia i posłać go lotem koszącym przez całą kuchnię. Jednak co wieczór przeżywa starcie ze zmywarką, nie odkształcając się i nie pachnąc starym mydłem, co w dzisiejszych czasach jest moim jedynym prawdziwym miernikiem sukcesu.

Niezbędny Odwracacz Uwag
Kiedy w końcu skonfiskowałem ciężką silikonową lalkę, potrzebowałem czegoś, co natychmiast wypełniłoby pustkę, zanim histeria zrównałaby z ziemią nasz kod pocztowy. Rzuciłem w nie Zestawem miękkich klocków konstrukcyjnych dla dzieci.

Zrobione są z miękkiej gumy, co jest fantastyczne, bo nie przebijają mi pięty, kiedy nadeptuję na nie w ciemności. Mają wytłoczone cyferki i owoce, które podobno uczą logicznego myślenia, choć obecnie moje dziewczyny używają ich głównie do budowania malutkich, niestabilnych wież, po czym krzyczą na grawitację za to, że rujnuje ich ciężką pracę. Przy ściśnięciu lekko piszczą, co bliźniaczki uważają za przezabawne, a psa niesamowicie dezorientuje.

Dziwnie piękna, dorosła strona silikonowej terapii

Kiedyś myślałem, że dorośli kolekcjonerzy, którzy kupują te hiperrealistyczne lalki, mają mocno nie po kolei w głowie. Ale potem o 2 w nocy spędziłem trzy godziny zanurzony w króliczej norze na Reddicie (brak snu każe robić dziwne rzeczy) i szczerze mówiąc, zrobiło mi się głupio, że ich oceniałem.

The weirdly beautiful adult side of silicone therapy — The Terror Of Hyper-Realistic Dolls (And What Actually Works)

Istnieje ogromna, bardzo dobrze udokumentowana społeczność dorosłych, którzy używają tych lalek, by radzić sobie z rzeczami, których nie potrafię sobie nawet wyobrazić – poronieniem, urodzeniem martwego dziecka czy absolutnie miażdżącą ciszą pustego gniazda. Niektórzy psychiatrzy uważają, że trzymanie idealnie wyważonego, realistycznego dziecka wyzwala uwalnianie oksytocyny, która działa jak biologiczny plaster na duszę. Mnie osobiście od ich trzymania tylko potwornie boli dół pleców, ale nie mogę winić kogoś za to, że znajduje ukojenie w tak chaotycznym świecie.

Mój dziadek spędził swoje ostatnie lata na oddziale dla osób z demencją i okazuje się, że pielęgniarki geriatryczne zupełnie poważnie używają lalek-niemowlaków, by uspokoić pobudzonych lub lękowych pacjentów. Daje im to znajomy, ciężki kształt do przytulenia, przywołując pamięć mięśniową z czasów, kiedy dokładnie wiedzieli, kim są i co robią. To rozpaczliwie smutne, ale też głęboko ludzkie.

Chociaż i tak nie pozwolę bawić się nimi moim maluchom.

Bezpośrednie zagrożenie dla szyb w twoim samochodzie

Jeśli nie wyniesiecie żadnej innej lekcji z moich doświadczeń, zapamiętajcie chociaż to jedno: nie zostawiajcie realistycznej lalki w widocznym miejscu w samochodzie.

Czytałem artykuł o gościu w Australii, który zostawił lalkę Reborn swojej córki przypiętą w foteliku samochodowym, kiedy wpadł do sklepu po mleko. Wrócił dziesięć minut później i odkrył, że policja całkowicie roztrzaskała jego szybę od strony pasażera, żeby "uratować" nieprzytomne niemowlę piekące się w upale. I wiecie co? W 100% popieram w tym przypadku policję.

Kiedy spoglądasz przez przyciemnianą szybę na lalkę z ręcznie malowanymi żyłkami, realistycznym odcieniem skóry i zamkniętymi oczami, twój mózg nie odnotowuje "projektu artystycznego". Odnotowuje zagrożenie życia. Jeśli kiedykolwiek przyjdzie ci transportować jedno z tych silikonowych niebezpieczeństw, wrzuć je do bagażnika albo upchnij do nieprzezroczystej torby, chyba że masz ochotę tłumaczyć się przepełnionemu adrenaliną policjantowi, wyciągając jednocześnie potłuczone szkło z tapicerki.

Zanim zdecydujesz się wydać lwią część domowego budżetu na ręcznie robioną silikonową replikę, która nieuchronnie przerazi twoje zwierzaki i sąsiadów, może po prostu trzymaj się normalnych, nudnych zabawek. Możesz przejrzeć nasze prawdziwe, bezpieczne i bynajmniej nie przerażające niezbędniki dla malucha tutaj, aby znaleźć coś, przez co nie naślą na ciebie służb.


Lekko chaotyczna sekcja FAQ

Czy lalki Reborn są naprawdę bezpieczne do zabawy dla maluchów?

Absolutnie nie, bez względu na to, co mogą sobie myśleć wasi ekscentryczni krewni. Prawdziwe lalki reborn to dzieła sztuki wypełnione drobnymi szklanymi koralikami dla dodania wagi i często zawierają niesamowicie silne magnesy neodymowe ukryte za ustami. Jeśli maluch rozerwie delikatny silikon i połknie magnesy lub wciągnie do płuc koraliki, czeka was poważny przypadek medyczny. Trzymajcie się tanich, miękkich, niewyważonych plastikowych lalek ze zwykłych sklepów.

Dlaczego realistyczne lalki-niemowlęta są tak niesamowicie ciężkie?

Bo jakiś artysta uznał, że autentyczność wymaga doprowadzenia mnie do przepukliny. Używają szklanych koralików lub ciężkich metalowych kulek rozmieszczonych w kończynach, głowie i pupie lalki, aby odwzorować dokładny rozkład masy prawdziwego noworodka. Wydaje się to autentyczne dokładnie do momentu, w którym twój dwulatek nie zamachnie się lalką za rękę i nie zbije lampy.

Czy zwykłe lalki-niemowlaki naprawdę pomagają w rozwoju maluchów?

Podobno tak. Mądrale ze skanerami mózgu twierdzą, że zabawa lalkami stymuluje części mózgu odpowiedzialne za empatię i przetwarzanie sygnałów społecznych. Daje im to bezpieczną przestrzeń do ćwiczenia delikatności, chociaż w moim domu sprowadza się to głównie do brutalnego narzucania koca na twarz lalki z krzykiem „ŚPIJ”.

Jak u licha czyścić silikonową lalkę?

Nie mam pojęcia i odmawiam zgłębiania tej wiedzy. Ale według przerażająco szczegółowej instrukcji obsługi dołączonej przez ciocię Brendę, nie można używać zwykłych nawilżanych chusteczek dla niemowląt, bo alkohol niszczy farbę nakładaną na zamówienie. Trzeba je tylko delikatnie przecierać wodą i miękką szmatką, co jest absolutnie bezużyteczne, gdy twoje dziecko właśnie nakarmiło lalkę miską rozgniecionych rurek ze spaghetti.

Co mam zrobić, jeśli moje dziecko naprawdę chce realistycznej lalki?

Pójść na kompromis. Można znaleźć produkowane masowo lalki do zabawy, które wyglądają stosunkowo realistycznie, ale tak po prawdzie są zaprojektowane by przetrwać niszczycielską siłę dwulatka. Szukajcie takich z miękkimi materiałowymi brzuszkami i plastikowymi, odlewanymi włosami zamiast ręcznie wszczepianego moheru. Zaoszczędzi wam to mnóstwo pieniędzy i nie będziecie musieli się martwić, że wasze dziecko połknie przemysłowy magnes.