Byłam w 38. tygodniu ciąży, wciśnięta w krzesło kuchenne, które nagle wydawało się o wiele za małe, gapiąc się w świecący arkusz kalkulacyjny z imionami dla dzieci o 23:00. Mój mąż stał przy otwartej lodówce, wyjadając zimną wędlinę z indyka prosto z plastikowego pojemnika, zupełnie niewzruszony, podczas gdy ja przechodziłam istne załamanie nerwowe. Właśnie odkryłam, że "absolutnie wyjątkowe" imię, którego strzegliśmy w tajemnicy od pół roku, zajmuje obecnie czwarte miejsce na liście najpopularniejszych imion w całym Teksasie.
Jeśli spodziewasz się teraz dziecka, prawdopodobnie znasz już amerykańską bazę imion SSA (Social Security Administration), albo właśnie masz zamiar wpaść do tej samej króliczej nory, co ja. Będę z tobą szczera: wybór imienia jest wystarczająco stresujący, bez rządu uświadamiającego ci, że pięćdziesiąt tysięcy innych osób wpadło na ten sam genialny pomysł co ty. Tutaj, gdzie mieszkamy, na wiejskich terenach Teksasu, wieści rozchodzą się szybko, a ostatnią rzeczą, jakiej pragniesz, jest to, by twoje dziecko było jednym z pięciu „Liamów” w lokalnym sklepie rolniczym.
Nauczyłam się wszystkiego o nadawaniu imion na własnych błędach, więc chwyć swoją letnią kawę i pozwól, że zaoszczędzę ci potężnego bólu głowy.
Pułapka alternatywnej pisowni, która zrujnowała mi życie
Pozwól, że na samym wstępie posłużę ci za ostateczną przestrogę. Kiedy zobaczyłam, że nasze wymarzone imię pnie się w górę w rankingach, pomyślałam, że jestem absolutnym geniuszem i postanowiłam po prostu zmienić jego pisownię. Pomyślałam sobie: hej, jeśli dorzucę tam dodatkową samogłoskę i zamienię C na K, będzie całkowicie wyjątkowe, prawda? Błąd.
Nazwaliśmy naszego najstarszego syna Kaesen. Nie Cason. Nie Kason. Kaesen. Byłam z siebie taka dumna, że przechytrzyłam system. Cóż, biedactwo, ma teraz cztery lata i już uważa, że jego imię to równanie matematyczne, którego nikt nie potrafi rozwiązać. Spędzam pół życia na literowaniu go przez telefon recepcjonistkom, a moja własna babcia wciąż pisze „Jason” na jego kartkach urodzinowych, bo po prostu poddała się w próbach rozszyfrowania tego.
Oto, czego nikt nie mówi o danych z rejestrów: kiedy patrzysz na popularność imienia, musisz w pamięci samodzielnie zsumować wszystkie te szalone wariacje pisowni. Baza danych liczy każdą unikalną pisownię jako oddzielną pozycję, zakładając, że została nadana co najmniej pięciu maluchom w danym roku. Więc „Jaxon” może być na 40. miejscu, „Jackson” na 15., a „Jaxson” na 80. Urząd widzi trzy różne imiona, ale kiedy jesteś na placu zabaw i krzyczysz to imię, odwróci się dwanaścioro dzieci.
W czym moja mama miała rację na temat polityki placu zabaw
Kiedy byłam w ciąży z Kaesenem, moja mama powiedziała mi: „Jess, po prostu daj dziecku imię, którego nie będzie musiało literować bariście za dwadzieścia lat”. Naturalnie, przewróciłam oczami, bo co ona tam wiedziała o nowoczesnym rodzicielstwie, ale z niechęcią przyznaję, że miała całkowitą rację. My, millenialsi, uwielbiamy myśleć, że odkrywamy Amerykę na nowo z tymi powrotami do stylu vintage i miękko brzmiącymi imionami, ale tak naprawdę tylko utrudniamy sobie życie.

Ponieważ prowadzę mały sklepik na Etsy, gdzie robię spersonalizowane tabliczki do pokoików dziecięcych, nie potrzebuję już nawet oficjalnej bazy danych, żeby wiedzieć, co jest na topie. Wystarczy mi spojrzeć na kolejkę zamówień. Jeśli w tym miesiącu będę musiała namalować imiona „Eleanor”, „Hazel” czy „Oliver” choćby jeden raz więcej, po prostu odpadną mi ręce. Zwrot ku imionom inspirowanym naturą jest prawdziwy i mocno odzwierciedlają to najnowsze liczby, które podobno pochodzą z faktycznych wniosków o nadanie numeru ubezpieczenia z poprzedniego roku. Myślę, że to oznacza 100-procentową próbę faktycznych narodzin, a nie tylko ankietę sprawdzającą, jak ludzie myślą, że nazwaliby swoje dziecko, dlatego to złoty standard w takich sprawach.
Staram się, żeby mój dom wyglądał w miarę spokojnie i neutralnie, by pasować do tego całego klimatu vintage. Dlatego byłam lekko przerażona, kiedy mój mąż przyniósł do domu ten Kolorowy bambusowy kocyk w dinozaury dla naszego najmłodszego synka. Powiem wam wprost: jest agresywnie kolorowy i całkowicie kłóci się ze stonowaną, lnianą estetyką, nad której utrzymaniem tak ciężko pracuję. Miałam pełny zamiar rzucić go na dno szafy, ale mieszanka 70% organicznego bambusa jest tak absurdalnie miękka, że ciągle owijałam w niego malucha. Dzieci walczą o te małe, jaskrawozielone dinozaury, kocyk idealnie reguluje temperaturę podczas tych naszych dziwnych teksańskich wahań pogody i bez szwanku znosi moje intensywne cykle prania, więc przełknęłam dumę i pozwoliłam mu zostać na kanapie w salonie.
Przestań próbować przechytrzyć trendy
Jeśli naprawdę chcesz znaleźć imię, którego nie będzie na każdej szafce w przedszkolu twojego dziecka, musisz spojrzeć na trajektorię tego imienia, a nie tylko na jego obecną pozycję. Nawet nie zawracaj sobie głowy sprawdzaniem danych sprzed 1990 roku, chyba że próbujesz nazwać wiktoriańskiego ducha.
Oto jak w końcu nauczyłam się prawidłowo korzystać z tego narzędzia, kiedy byłam w ciąży z moim środkowym dzieckiem. Całkowicie przestałam patrzeć na pierwszą setkę. To pułapka. Zamiast tego zaczęłam szperać w przedziale od 300. do 500. miejsca. Chcesz znaleźć imię, które sobie tam po prostu siedzi, całkowicie stabilne, i nie przesuwa się zbytnio w górę ani w dół przez ostatnie pięć lat. Jeśli imię zajmowało 800. miejsce trzy lata temu, 400. dwa lata temu, a 250. w zeszłym roku, to leci jak rakieta. Powoli się wycofaj. Zanim twoje dziecko osiągnie wiek szkolny, to imię znajdzie się w pierwszej dwudziestce.
Musisz też odfiltrować dane według konkretnego stanu lub województwa. Imię, które ledwie pojawia się na krajowych radarach, może być szalenie popularne w twoim regionie. Pamiętam, jak spojrzałam na imię, które wydawało mi się niesamowicie rzadkie, tylko po to, by odkryć, że w Teksasie zajmowało ósme miejsce. Lokalne trendy potrafią być tak samo podstępne.
Szukasz pięknego, ekologicznego prezentu dla tego perfekcyjnie nazwanego maluszka? Przejrzyj naszą kolekcję organicznych akcesoriów, by znaleźć rzeczy, które naprawdę posłużą niejednemu dziecku.
Rzeczywistość ząbkowania i nadawania imienia prawdziwemu człowiekowi
Gdy na świat przyszło nasze drugie dziecko, w końcu zrobiliśmy to dobrze. Wybraliśmy klasyczne, stabilne imię, zapisane tak, jak Pan Bóg i słownik przykazali, i w ogóle się tym nie stresowałam. Ale oczywiście dzieci zawsze znajdą sposób, by nauczyć cię pokory, więc chociaż z imieniem poszło gładko, to moja córka postanowiła zacząć ząbkować w wieku trzech miesięcy i zmieniła się w maleńki, śliniący się koszmar.

Nasz pediatra wspomniał, że takie rzeczy jak budzenie się z krzykiem, odmawianie jedzenia i żucie własnych piąstek to klasyczne objawy ząbkowania, chociaż mój pozbawiony snu mózg ledwie przyswajał wtedy medyczne wyjaśnienia. Byłam zdesperowana i kupowałam wszystko w internecie o drugiej w nocy. Tak właśnie odkryłam absolutny Święty Graal w naszym domu: Drewniany gryzak sensoryczny z grzechotką w kształcie króliczka.
Mam ogromną obsesję na punkcie tej rzeczy. Po pierwsze, kosztuje to mniej, niż zazwyczaj wydaję w drive-thru, kiedy zajadam stres frytkami. Mały, szydełkowy króliczek z niebieską muszką idealnie pasuje do klasycznego, ponadczasowego klimatu, o jaki chodziło mi w jej pokoju. Ale co ważniejsze, nieimpregnowane kółko z drewna bukowego dało jej coś bezpiecznego do gryzienia, co nie było moimi palcami. Ponieważ to w 100% bawełniana włóczka, mogłam po prostu umyć go ręcznie w zlewie z delikatnym mydłem podczas składania kolejnej góry prania i zostawić do wyschnięcia. Córka taszczyła tego królika wszędzie, co tak naprawdę pomogło jej ćwiczyć chwytanie i potrząsanie przedmiotami w czasie, gdy rozwijała się jej motoryka.
Mamy też Silikonowo-bambusowy gryzak w kształcie pandy, który plącze się gdzieś na dnie mojej torby na pieluchy między pokruszonymi krakersami a zapasowymi skarpetkami. Jest jak najbardziej w porządku – robi dokładnie to, do czego został stworzony. Najlepsze w nim jest to, że jest wykonany w 100% z silikonu spożywczego, co oznacza, że kiedy mój najmłodszy rzuci go na podłogę na poczcie, nie muszę wpadać w panikę. Po prostu zabieram go do domu i wrzucam bezpośrednio do zmywarki, co jest ogromnym plusem, gdy masz trójkę dzieci poniżej piątego roku życia, a twój mózg funkcjonuje na dziesięć procent swoich możliwości.
Po prostu wybierz imię (i ewentualnie sprawdź pisownię)
Szczerze mówiąc, wybór imienia dla dziecka to bardzo emocjonalny i wyczerpujący proces, a my nakładamy na to wszystko stanowczo zbyt dużą presję. Bazy z danymi o imionach to fantastyczne narzędzie, jeśli używasz go, aby unikać nagłych trendów, ale mogą doprowadzić cię do absolutnego szaleństwa, jeśli będziesz je odświeżać codziennie, próbując przewidzieć przyszłość.
Po prostu znajdź imię, które szczerze pokochasz, sprawdź statystyki lokalne, żeby upewnić się, że nie jest zbyt popularne w twoim kodzie pocztowym, i proszę – jak jedna zmęczona mama drugą zmęczoną mamę – przemyśl dwa razy tę fikuśną pisownię z podwójnym „y”, zanim wypełnisz wniosek o akt urodzenia. Będziesz sobie za to wdzięczna w przyszłości, podczas wypełniania formularzy zgłoszeniowych do przedszkola.
Jesteś gotowa przestać stresować się imionami i zacząć kompletować wyprawkę, której naprawdę użyjesz? Odkryj ekologiczne akcesoria dla dzieci od Kianao i wykreśl kolejną rzecz z niekończącej się ciążowej listy zadań.
Chaotyczne, ale szczere Q&A o rządowych danych imion dla dzieci
Kiedy tak naprawdę pojawiają się nowe dane o imionach?
Okej, więc nowe listy zazwyczaj wypuszczane są w okolicach Dnia Matki, w maju każdego roku. Wydaje się to być skoordynowanym atakiem na ciężarne kobiety, które po prostu próbują cieszyć się swoim brunchem, ale właśnie wtedy otrzymasz oficjalne liczby z narodzin z poprzedniego roku. Jeśli rodzisz w styczniu, przez kilka miesięcy poruszasz się trochę po omacku, bazując na starych danych.
Czy zmiana pisowni sprawia, że imię jest mniej popularne?
Absolutnie nie, i bardzo proszę, uczcie się na mojej traumie z Kaesenem. Rząd liczy każdą pisownię osobno, ale społeczeństwo już nie. Jeśli nazwiesz swoje dziecko „Olyvyia”, to i tak będzie jedną z trzech Oliwii na zajęciach tanecznych, po prostu do końca swoich dni będzie zmuszona do literowania go wszystkim dookoła.
Czy sprawdzanie danych dla poszczególnych regionów jest faktycznie przydatne?
Tak, szczerze mówiąc, to ważniejsze niż listy krajowe. Mieszkamy na prowincji, a imiona, które są popularne na wiejskich terenach Teksasu, drastycznie różnią się od tych na nowojorskim Brooklynie. Może ci się wydawać, że wybrałaś super rzadkie, surowe kowbojskie imię, by po sprawdzeniu statystyk odkryć, że połowa dzieci w twoim powiecie dostała w zeszłym roku dokładnie takie samo.
Co jeśli wybrałam już imię z pierwszej dziesiątki i wpadam w panikę?
Weź głęboki oddech i zostaw to imię. Poważnie. Liczby wyglądają teraz inaczej niż w latach 90. Nawet imię numer jeden na dzisiejszej liście reprezentuje znacznie mniejszy odsetek wszystkich noworodków niż nasza „Jessica” czy „Ashley”, kiedy dorastałyśmy. Jeśli kochasz imię Liam albo Charlotte, po prostu go użyj. Kup uroczy kocyk z monogramem, zaakceptuj tę popularność i żyj dalej.
Czy te bazy danych są naprawdę dokładne, czy to tylko szacunki?
Z tego, co rozumiem, są cholernie dokładne, bo opierają się na faktycznych wnioskach o nadanie numeru ubezpieczenia, a nie na ankietach. Jeśli dziecko rodzi się w USA i otrzymuje numer ubezpieczenia społecznego, jest w systemie. Ze względów prywatności ukrywane są imiona, które zostały użyte mniej niż pięć razy w ciągu roku, ale jeśli wybierasz tak rzadkie imię, to pewnie i tak nie martwisz się konkursem popularności na placu zabaw.





Udostępnij:
Opieka naprzemienna: chaos, przed którym nikt nie ostrzega
Jak stawiać granice: taktyka "przepraszam, to nie Pana dziecko"