Jest 3:14 w nocy. Siedzę na brzegu fotela do karmienia, mam na sobie biustonosz laktacyjny, który zdecydowanie pachnie kwaśnym mlekiem, i spraną koszulkę Pearl Jam mojego męża, Dave'a. Mój czteromiesięczny synek, Leo, wydaje z siebie dźwięk, który mogę opisać tylko jako buldoga francuskiego próbującego przebiec maraton w saunie. On się męczy. Ja jestem spocona. A Dave stoi w drzwiach, trzymając plastikową rurkę z czerwonym ustnikiem, wpatrując się we mnie, jakbyśmy mieli zaraz wspólnie rozbroić bombę.
Taka jest rzeczywistość niemowlęcego kataru. Nikt nie ostrzega, że ogromną część wczesnego macierzyństwa spędzisz na aktywnych próbach wydobycia gęstego, przypominającego klej śluzu z nozdrzy tak malutkich, że wyglądają, jakby zostały narysowane cienkopisem. Ktoś na moim baby shower podarował nam ten słynny aspirator do nosa i pamiętam, jak podniosłam go za małą niebieską rurkę, spojrzałam na ustnik i pomyślałam: Absolutnie nie. Tu stawiam granicę. Nie zamierzam pić gili własnego dziecka.
Och, jakże byłam naiwna. Brak snu potrafi zmusić człowieka do szalonych rzeczy, mówię wam.
Dlaczego one nie potrafią po prostu wydmuchać nosa?
Pamiętam, jak siedziałam w gabinecie doktor Miller – naszej pani pediatry, która zawsze wygląda, jakby przespała idealną liczbę godzin, co budzi moją głęboką zazdrość – a ona powiedziała mi, że niemowlęta poniżej szóstego miesiąca życia „oddychają wyłącznie przez nos”. Kiwałam powoli głową, jakbym doskonale rozumiała anatomię, ale szczerze mówiąc, moje tłumaczenie tego medycznego żargonu sprowadzało się do tego, że dzieci po prostu nie rozgryzły jeszcze oddychania przez usta. Myślę, że ich mózgi dosłownie nie odblokowały jeszcze tego osiągnięcia.
Więc kiedy łapią przeziębienie, albo gdy ulewanie dostaje się do ich dróg nosowych, wpadają w panikę. Nie mogą jeść, bo nie mogą oddychać podczas ssania, i nie mogą spać, bo krztuszą się wydzieliną spływającą po tylnej ścianie gardła. A ponieważ małemu dziecku absolutnie nie można podawać leków na przeziębienie (doktor Miller była w tej kwestii bardzo stanowcza, wspominając o przerażających zagrożeniach, przez które miałam ochotę wyrzucić całą zawartość naszej apteczki), stajesz się ludzką chusteczką higieniczną.
Wielka debata o aspiratorach do nosa
Istnieje kilka sposobów na poradzenie sobie z tym problemem i mam na ich temat zdecydowane, napędzane kawą opinie.

Zacznijmy od gruszki. Wiecie, tej niebieskiej lub morskiej gumowej gruszki, z którą wysyłają cię do domu ze szpitala. Używałam jej przez około miesiąc przy mojej najstarszej córce, Mai, dopóki nie natknęłam się na wpis na blogu parentingowym, który radził, by rozciąć ją na pół. Wzięłam nożyczki kuchenne, otworzyłam tę gruszkę, a w środku była cała pokryta puszystą czarną pleśnią. Prawie zwymiotowałam tam na miejscu, prosto na wyspę kuchenną. Wilgoć zostaje uwięziona w środku, a ty wstrzykujesz zarodniki pleśni prosto do mózgu swojego dziecka. Od razu wylądowała w koszu. Nigdy więcej.
Są też aspiratory elektryczne na baterie, których spróbowaliśmy dokładnie jeden raz, ale brzmiały jak miniaturowa piła mechaniczna i grały metaliczną, wyjętą rodem z horroru wersję piosenki „Mrugaj, mrugaj gwiazdko ma”, co śmiertelnie przerażało Leo, więc wrzuciliśmy to do szuflady i nigdy więcej o tym nie rozmawialiśmy.
Zostaje nam aspirator ustny. Wciągacz gili. Tak, przykładasz rurkę do nozdrza dziecka, a z drugiej strony ciągniesz powietrze własnymi ustami. Tak, w środku jest mały, niebieski filtr z gąbki, który rzekomo blokuje 100% zarazków, chociaż moja pobieżna wiedza z zakresu wirusologii każe mi być mocno podejrzliwą wobec tego twierdzenia. Ale szczerze? To działa. Kontrolujesz siłę ssania własnymi płucami, co daje dziwne poczucie sprawczości, kiedy poza tym czujesz się całkowicie bezsilna wobec rynowirusów.
Sztuka nocnych zapasów z gilami o 3 w nocy
Nie można tak po prostu podejść do niemowlaka i wsadzić mu rurki do nosa. Znaczy się, można próbować, ale skończy się to tak, że dostaniesz w oko malutką, wymachującą na oślep pięścią. To jest cały proces.
Po pierwsze, odciąganie na sucho to zbrodnia przeciwko delikatnym tkankom nosa. Najpierw musisz wpuścić do ich mikroskopijnych nozdrzy absurdalną ilość kropel soli fizjologicznej, żeby zmiękczyć zaschniętą wydzielinę. Potem po prostu czekasz niezręcznie przez minutę, podczas gdy dziecko mruga do ciebie z poczuciem absolutnej zdrady. Dopiero wtedy możesz spróbować odciągnąć śluz, w przeciwnym razie to jak próba wciągnięcia zaschniętego cementu przez słomkę.
I musisz je ciasno owinąć. Dave zazwyczaj próbował po prostu przytrzymywać ręce Leo, co zawsze kończyło się łzami (głównie Dave'a). Nauczyłam się zawijać Leo w kocykowy kaftan bezpieczeństwa tak ciasno, że wyglądał jak bardzo niezadowolone baby burrito, unieruchamiając jego ręce, żeby nie mógł odtrącić rurki i przypadkowo zadrapać sobie wnętrza nosa.
No i liczy się odpowiedni moment. Nauczyłam się tego na własnych, obrzydliwych błędach. Pod żadnym pozorem nie próbuj agresywnie odciągać kataru u niemowlaka zaraz po nocnym karmieniu o drugiej w nocy, ponieważ odruch wymiotny jest realny i potężny. Leo zwymiotował na odległość w pół przetrawionym mlekiem prosto na moje jedyne czyste dresy i swoją piżamkę.
Co prowadzi mnie do bardzo ważnej uwagi na temat ubranek dla chorych niemowląt. Kiedy Leo miał zatkany nos, płakał tak mocno i miał stany podgorączkowe, po których był cały zlany potem. Po incydencie z wymiotami wpadłam w szał, zdarłam z niego ciężki polarowy pajacyk, ponieważ gorączkujące niemowlęta potrzebują przepływu powietrza, i przebrałam go w Body bez rękawów z bawełny organicznej od Kianao. To stała się moja absolutnie ulubiona rzecz, jaką mieliśmy. Organiczna bawełna faktycznie pozwala na ucieczkę ciepła, więc nie marynował się we własnym pocie, a zakładkowe ramiona (tzw. dekolt kopertowy) pozwalały mi ściągnąć zniszczone body W DÓŁ po ciele, zamiast ciągnąć zabrudzony mlekiem i katarem dekolt przez jego twarz. Poważnie, kiedy wasze dziecko jest chore, zrezygnujcie z syntetycznych ubrań. One tylko zatrzymują ciepło.
Kiedy to wcale nie jest przeziębienie
Oto zabawny zwrot akcji: przez połowę czasu, kiedy agresywnie odciągaliśmy katar u Leo, on wcale nie był chory. On ząbkował.

Doktor Miller wspomniała pewnego dnia od niechcenia, że ząbkowanie powoduje ogromny ból dziąseł i niekończący się wodnisty katar, co oznaczało jeszcze częstsze używanie aspiratora. Mieliśmy ten Gryzak dla niemowląt Panda, który trzymaliśmy w zamrażarce. Szczerze? Był po prostu okej. Jest bardzo uroczy i podobało mi się, że to silikon spożywczy, ale był trochę zbyt płaski i ciężki jak na pulchny chwyt Leo, gdy był naprawdę malutki, więc ciągle go upuszczał. Maja lubiła go gryźć bardziej niż on, ale pozwolenie mu na żucie zamrożonej pandy zdawało się łagodzić ból dziąseł, który w pierwszej kolejności powodował spływanie wydzieliny, a przynajmniej w to wierzył Dave.
Jeśli obecnie toniecie w śluzie wywołanym ząbkowaniem, zróbcie sobie przysługę i przejrzyjcie dobrą kolekcję zabawek na ząbkowanie, aby znaleźć coś, co dziecko będzie w stanie samo chwycić. Odwrócenie ich uwagi zimnym gryzakiem, podczas gdy wy zakradacie się z kroplami soli fizjologicznej, to absolutnie mistrzowski trik rodzicielski.
Stawianie granic w używaniu aspiratora
Najtrudniejszą rzeczą w posiadaniu aspiratora ustnego jest to, by wiedzieć, kiedy przestać. Dave miał na jego punkcie absolutną obsesję. Za każdym razem, gdy Leo choćby pociągnął nosem, Dave od razu tam był, wymachując rurką. „Posłuchaj, jak on oddycha, Sarah! Mogę to wyciągnąć!”
Musiałam fizycznie schować to urządzenie w mojej szufladzie z bielizną. Doktor Miller ostrzegła nas, że jeśli używa się aspiratora zbyt często — więcej niż trzy lub cztery razy dziennie — ciągłe tarcie i ssanie powoduje stan zapalny delikatnej śluzówki nosa. Tkanki puchną, co jeszcze bardziej blokuje drogi oddechowe, tworząc błędne koło, w którym myślisz, że mają więcej kataru, ale w rzeczywistości ich nos jest po prostu zatkany i opuchnięty od tego, że zbyt agresywnie go odkurzasz. W każdym razie chodzi o to, że trzeba się powstrzymywać. Ostatecznie ograniczyliśmy to tylko do chwil tuż przed drzemkami i tuż przed snem na noc.
Poranki po tych ciężkich nocach to jedno wielkie zamglenie. Jesteś wykończona. W ustach czujesz słonawy smak soli fizjologicznej i żalu. Zazwyczaj kładłam Leo na plecach pod jego Drewnianym stojakiem edukacyjnym z tęczą, żeby go chociaż trochę zająć i utrzymać w płaskiej pozycji, podczas gdy ja piłam czwartą filiżankę kawy. Obserwowanie, jak paca małego drewnianego słonika, dawało mi poczucie normalności, udowadniając mojemu pozbawionemu snu mózgowi, że nic mu nie jest, jest tylko trochę zakatarzony i że przetrwamy to wszystko.
To obrzydliwe. To niezaprzeczalnie, dogłębnie obrzydliwe. Ale kiedy w końcu słyszysz ten satysfakcjonujący dźwięk *ssiorbnięcia* i wyciągasz potężny sznur śluzu, a twoje dziecko nagle bierze głęboki, czysty oddech i zamyka oczy, żeby zasnąć? To najlepsze uczucie na świecie.
Zanim więc zanurkujesz dziś w okopach niemowlęcego śluzu, upewnij się, że masz przygotowaną sól fizjologiczną, przygotuj się emocjonalnie na ten zapaśniczy mecz i może zaopatrz się w kilka łatwych do przebrania, oddychających warstw na wypadek nieuniknionego festiwalu potu.
Moje wysoce osobiste FAQ o odciąganiu kataru
Czy ten mały filtr z gąbki naprawdę blokuje zarazki przed dostaniem się do moich ust?
Mój Boże, mam taką nadzieję. Firma twierdzi, że zatrzymuje 100% bakterii i śluzu. Nigdy żaden glut nie trafił mi dosłownie do ust – dzięki wszechświatowi – ale i tak bez wątpienia złapałam kilka przeziębień od Leo. Myślę, że to nie wina zawodnego filtra, a raczej faktu, że codziennie kichał mi prosto w otwarte oczy.
Czy mogę używać mleka z piersi zamiast kropli z soli fizjologicznej?
Dave myślał, że postradałam zmysły, kiedy to zasugerowałam, ale tak, jak najbardziej możesz. Doradczyni laktacyjna powiedziała mi, że mleko matki ma przeciwciała i działa jak naturalna sól fizjologiczna. Spróbowałam kiedyś wpuścić trochę do nosa Mai, kiedy skończyła nam się sól. To było niesamowicie brudne i dziwne, ale naprawdę zmiękczyło twarde gile na tyle, że mogłam je odciągnąć.
Jak u licha czyścić tę rurkę?
Gorąca woda z mydłem i czysta wściekłość. Rozkładasz całość na części natychmiast po użyciu. Nie pozwól katarowi zaschnąć w rurce, bo dosłownie nigdy go nie wyciągniesz. Myję ustnik, rurkę i plastikową końcówkę w najgorętszej wodzie, jaką zniosą moje ręce, a następnie pozwalam im całkowicie wyschnąć na powietrzu, żeby nie rozwinęła się pleśń.
A co, jeśli moje dziecko drze się wniebogłosy za każdym razem, gdy się z tym zbliżam?
Będzie się drzeć. To w zasadzie jak negocjacje z porywaczem. Nikt nie lubi, jak pcha mu się rurkę w twarz. Na początku czułam się z tym strasznie winna, ale musisz pamiętać, że tych kilka minut płaczu jest tego warte, żeby mogło bezpiecznie napić się mleka i spać bez krztuszenia się. Zawiń je ciasno, zaśpiewaj jakąś głupkowatą piosenkę i po prostu to zrób.
Jak często powinnam wymieniać filtry higieniczne?
Wymieniam je za każdym jednym razem. Nie próbuj myć i używać ponownie tych małych, niebieskich gąbeczek. Kosztują grosze, a sama myśl o gnieżdżeniu starych, wilgotnych bakterii w gąbce, przez którą aktywnie wdycham powietrze, przyprawia mnie o mdłości. Wyrzuć to, umyj plastik, włóż nowy filtr.





Udostępnij:
Czy mały blender dla niemowląt jest wart miejsca w Twojej kuchni?
Dlaczego płakałam w szpitalu przez imię mojego dziecka